Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywa Ksiądz Leon Bobrowski, mój Kolega z Roku Święceń, Proboszcz Parafii Krzymosze. Modlę się o wszelkie dobro dla Niego!
Drodzy moi, bardzo zachęcam Was do towarzyszenia zainteresowaniem i szczerą modlitwą naszemu Ojcu Świętemu Leonowi XIV w jego pielgrzymowaniu po krajach Afryki. Transmisje „na żywo” znajdziemy w Radiu MARYJA i TV TRWAM. Dzisiaj – o 11:00 i 17:30.
A oto kilka materiałów na ten temat:
czy też:
albo:
czy też:
lub też:
albo:
a także:
A ja dzisiaj pozdrawiam Was z Siedlec, skąd zaraz wyruszam do Konstantynowa, gdzie będę pomagał duszpastersko, potem odwiedzę na chwilę Dom rodzinny, a o 20:00 – Msza Święta w naszym Duszpasterstwie.
Teraz już zapraszam Was do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Zatem, co dziś mówi do mnie osobiście Pan? Duchu Święty, podpowiedz…
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
3 Niedziela Wielkanocna, A,
19 kwietnia 2026.,
do czytań: Dz 2,14.22–28; 1 P 1,17–21; Łk 24,13–35
CZYTANIE Z DZIEJÓW APOSTOLSKICH:
W dzień Pięćdziesiątnicy stanął Piotr razem z Jedenastoma i przemówił donośnym głosem: „Mężowie Judejczycy i wszyscy mieszkańcy Jerozolimy, przyjmijcie do wiadomości i posłuchajcie uważnie mych słów: Jezusa Nazarejczyka, Męża, którego posłannictwo Bóg potwierdził wam niezwykłymi czynami, cudami i znakami, jakich Bóg przez Niego dokonał wśród was, o czym sami wiecie, tego Męża, który z woli, postanowienia i przewidzenia Bożego został wydany, przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście. Lecz Bóg wskrzesił Go, zerwawszy więzy śmierci, gdyż niemożliwe było, aby ona panowała nad Nim. Dawid bowiem mówił o Nim:
«Miałem Pana zawsze przed oczami, gdyż stoi po prawicy mojej, abym się nie zachwiał. Dlatego ucieszyło się serce moje i rozradował się język mój, także i ciało moje spoczywać będzie w nadziei, że nie zostawisz duszy mojej w Otchłani ani nie dasz Świętemu Twemu ulec skażeniu. Dałeś mi poznać drogi życia i napełnisz mnie radością przed obliczem Twoim».”
CZYTANIE Z PIERWSZEGO LISTU ŚWIĘTEGO PIOTRA APOSTOŁA:
Bracia: Jeżeli Ojcem nazywacie Tego, który sądzi nie mając względów na osoby, ale według uczynków każdego człowieka, to w bojaźni spędzajcie czas swojego pobytu na obczyźnie.
Wiecie bowiem, że z waszego odziedziczonego po przodkach złego postępowania zostaliście wykupieni nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną krwią Chrystusa, jako baranka niepokalanego i bez zmazy.
On był wprawdzie przewidziany przed stworzeniem świata, dopiero jednak w ostatnich czasach się objawił ze względu na was. Wy przez Niego uwierzyliście w Boga, który wzbudził Go z martwych i udzielił Mu chwały, tak że wiara wasza i nadzieja są skierowane ku Bogu.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:
Oto dwaj uczniowie Jezusa tego samego dnia, w pierwszy dzień tygodnia, byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali.
On zaś ich zapytał: „Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze?” Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: „Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało”.
Zapytał ich: „Cóż takiego?”
Odpowiedzieli Mu: „To, co się stało z Jezusem z Nazaretu, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A myśmy się spodziewali, że właśnie On miał wyzwolić Izraela. Teraz zaś po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Co więcej, niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: Były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli”.
Na to On rzekł do nich: „O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swojej chwały?” I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego.
Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: „Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił”. Wszedł więc, aby zostać z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili nawzajem do siebie: „Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?”
W tej samej godzinie wybrali się i wrócili do Jerozolimy. Tam zastali zebranych Jedenastu i innych z nimi, którzy im oznajmili: „Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi”. Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak Go poznali przy łamaniu chleba.
Bardzo ciekawie mówi dzisiaj Piotr o Jezusie. Katechezę tę słyszymy w pierwszym czytaniu. Wiemy, że było to już po Zmartwychwstaniu, a nawet Wniebowstąpieniu. Piotr – zwróćmy na to uwagę – wypowiada się naprawdę bardzo precyzyjnie. Nie rzuca jakimiś ogólnikami na temat Wydarzeń Paschalnych, jakie całkiem niedawno się dokonały, próbując może coś zaciemnić, zatuszować lub wygładzić, tylko dokładnie i szczegółowo rozróżnia, kto w tej kwestii czego dokonał – i dlaczego tego dokonał. Jaka mogła być motywacja – i jakie inne okoliczności towarzyszyły poszczególnym wydarzeniom.
I tak oto na początek stwierdza: Mężowie Judejczycy i wszyscy mieszkańcy Jerozolimy, przyjmijcie do wiadomości i posłuchajcie uważnie mych słów… Zatem, adresaci tego przemówienia są wręcz wskazani palcem – tak, to są ci, którzy teraz przed nim stoją, jego rodacy. To nie będzie przemowa do „jakichś tam” ludzi, ponad głowami słuchających. Nie! To, co usłyszą, będzie się odnosiło bezpośrednio do nich. A co usłyszą?
Te oto słowa: Jezusa Nazarejczyka, Męża, którego posłannictwo Bóg potwierdził wam niezwykłymi czynami, cudami i znakami, jakich Bóg przez Niego dokonał wśród was, o czym sami wiecie… Wystąpienie zatem będzie dotyczyło Jezusa z Nazaretu – a więc także ich Rodaka – który za swojej ziemskiej działalności dokonywał niezwykłych znaków, które oni wszyscy dobrze widzieli, dlatego na pewno doskonale wiedzą, o czym Piotr mówi.
Znaki te były potwierdzeniem faktu Boskości Jezusa – tego, że jest On Synem Bożym i Wysłannikiem Boga na tę ziemię. Piotr stwierdza wyraźnie, że tych wszystkich znaków dokonał sam Bóg przez Jezusa, co jest mocnym potwierdzeniem pełnej jedności Syna Bożego z Jego Ojcem.
Dalej Piotr mówi o Jezusie jako o Mężu Bożym, który z woli, postanowienia i przewidzenia Bożego został wydany. Zatem, to wszystko, co wydarzyło się w trakcie owego jedynego w swoim rodzaju Triduum Paschalnego – tam, w Wieczerniku i na Kalwarii – było zaplanowane przez Boga, było wypełnieniem woli Bożej, bo Bóg to wszystko przewidział, a wręcz wszystko wiedział, co będzie się działo i jakie będą owoce zbawczej Ofiary Jezusa.
Zatem, chociaż dokonały się rzeczy naprawdę dramatyczne, bo Jezus zniósł okrutne cierpienie i oddał życie, to jednak nic tu nie stało się przypadkiem, a było realizacją odwiecznych planów Bożych.
I w tym kontekście następują kolejne, bardzo mocne słowa Piotra, bo mówi on do swoich rodaków: tego Męża [czyli Jezusa] przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście. Bardzo mocne słowa! I odważne – przyznajmy! Bo tak spojrzeć prosto w oczy całej gromadzie ludzi i tak wprost powiedzieć im: «Zabiliście tego Człowieka!» – to naprawdę akt wielkiej odwagi. A co, jeśli oni się zbuntują, jeśli te słowa tak bardzo ich oburzą, że rzucą się na Apostołów, albo obrażą się do końca życia i odejdą z Kościoła, bo nie będą chcieli słuchać prawdy?…
Na szczęście, o niczym takim nie słyszeliśmy, co nie zmienia faktu, że Piotrowi naprawdę i tak nie zależało na ludzkiej opinii ani na tym, jak zostanie przyjęte i zrozumiane to, co mówi. Taka była w końcu prawda, więc Piotr nie mógł powiedzieć niczego innego, niż to, co powiedział. Tak, jego naród – rękami bezbożnych Rzymian – skazał Jezusa na śmierć. A nie tylko skazał, ale i wykonał wyrok. Taka była prawda – cóż więc można było innego powiedzieć?
Dlatego Piotr jednoznacznie mówi, jak jest, wyraźnie odwołując się do zapowiedzi prorockich, dotyczących Jezusa, jako zapowiedzianego i oczekiwanego Mesjasza, który dokona zbawienia człowieka. A mówi to do nas dzisiaj zarówno w pierwszym czytaniu, jak i w drugim, w którym to – tym razem, słowami swojego Listu – stwierdza wyraźnie, że On [czyli Jezus] był wprawdzie przewidziany przed stworzeniem świata, dopiero jednak w ostatnich czasach się objawił ze względu na was. Wy przez Niego uwierzyliście w Boga, który wzbudził Go z martwych i udzielił Mu chwały, tak że wiara wasza i nadzieja są skierowane ku Bogu.
I dzisiaj już nie słyszymy w pierwszym czytaniu, jak ludzie zareagowali na te Piotrowe mocne słowa prawdy, ale z całego przekazu Księgi Dziejów Apostolskich dowiadujemy się, że w większości przyjmowali to, co Piotr do nich mówił – właśnie jako słowa prawdy! Dlatego nie obrażali się na niego, bo tu nie było się o co obrażać – tu prostu trzeba zmienić swoje życie.
I my także – kiedy jakieś słowo, skierowane do nas od Boga przez kogokolwiek, poruszy nas tak mocno, że nawet wywoła jakieś wyrzuty sumienia – nie uciekajmy przed tym! Zmierzmy się z tym! Uznajmy, że te słowa sam Jezus kieruje do nas przez swój Kościół, aby nas do siebie zbliżyć – już teraz, ale i potem, w szczęśliwej wieczności. Nie można uciekać przed prawdą. Nie można jej zagłuszać. Nie można udawać i wmawiać sobie, że jest ona inna, niż jest. Tak samo, jak Jezus – jest tym, który jest, i takim, jakim naprawdę jest, a nie tym i takim, jakiego my byśmy sobie wyobrażali.
A jak Go sobie wyobrażali dwaj uczniowie, uciekający z jakiegoś powodu z Jerozolimy do Emaus? Jak słyszymy, oto dwaj uczniowie Jezusa tego samego dnia, w pierwszy dzień tygodnia, byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali.
Zatem, myśleli o Nim, rozmawiali o Nim – innego tematu w tamtych dniach nie było. Czy mogli się spodziewać, że Jezus nagle stanie przed nimi albo że dołączy do nich w drodze? Czy w ogóle wyobrażali sobie Jezusa – tam, wtedy, na tej drodze, razem z nimi? Ale przecież On szedł razem z nimi – nie musieli sobie wyobrażać. Tyle, że oni Go nie poznali… Szli z Nim tyle czasu, rozmawiali – a nie poznali! Dopiero kiedy zobaczyli dobrze znany gest – łamania chleba – wówczas otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili nawzajem do siebie: „Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?”
No, właśnie… Jakoś tak dziwnie się stało, że ani serce nie pałało, ani oczy nie widziały, ani uszy nie poznały dźwięku głosu, którego słuchały przez trzy lata. Ani dźwięku głosu – ani znaczenia słów, którymi zapowiadał, że stanie się dokładnie to, co się właśnie dzieje. Stąd ich opowieść, skierowana do Nieznajomego, o tym, co się stało z Jezusem z Nazaretu, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i […] przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A [oni] się spodziewali, że właśnie On miał wyzwolić Izraela. Teraz zaś po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Co więcej, niektóre z […] kobiet przeraziły [ich]: Były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z [Apostołów] do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli.
Zatem, skoro to wszystko się stało i oni sami opowiadali o tym Nieznajomemu, to już powinni sobie przypomnieć, co ich Mistrz mówił na temat swojego Zmartwychwstania – że je po prostu zapowiadał. Ale oni nadal nic nie rozumieli, nie ogarniali, nawet się nie domyślali… Tylko w popłochu uciekali z Jerozolimy.
Dlatego musieli usłyszeć od swojego Rozmówcy te gorzkie słowa: O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swojej chwały? Ale oni nadal nic nie rozumieli, nie ogarniali, nawet się nie domyślali…
W takim razie, Nieznajomy – czyli Jezus – zaczynając od Mojżesza, poprzez wszystkich proroków, wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego. Ale oni nadal nic nie rozumieli, nie ogarniali, nawet się nie domyślali… Dopiero po geście łamania chleba… Dobrze, że chociaż wtedy.
Ale wtedy to oczy im się tak szeroko otworzyły – a wraz z nimi umysły i serca – że już nie patrząc na nic i niczego się nie obawiając, pędem wrócili do Jerozolimy. Zauważmy, dopiero co zatrzymywali Nieznajomego, żeby nie wędrował dalej, tylko został z nimi, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił – swoją drogą, to bardzo ładny gest z ich strony – a teraz w ogóle im to nie przeszkadzało! Bardzo sprawnie więc wrócili. Bo poznali, kto był z nimi.
I chyba wreszcie dotarło do nich, że naprawdę zmartwychwstał! I że nie muszą sobie tego jakoś wyobrażać, tylko wystarczy wreszcie uwierzyć! Ba, wystarczy uwierzyć… Łatwo powiedzieć… Żeby to było takie proste… Wiemy, że proces oswajania się z tą prawdą przez Apostołów i całe najbliższe otoczenie był wyjątkowo skomplikowany i dość powolny. Ale w końcu – udało się. Chociaż z oporami, obawami i niedowierzaniem, ale w końcu dali się do tej niezwykłej Nowiny przekonać. A kiedy zstąpił na nich Duch Święty – otrzymali także wielki dar odwagi, aby o swoim Mistrzu i o Jego Zmartwychwstaniu na prawo i lewo świadczyć! Z całą mocą!
Drodzy moi, a jak wygląda nasze „oswajanie się” z prawdą o Jezusie i o Jego Zmartwychwstaniu? Stawiamy sobie to pytanie właśnie dzisiaj, w trzecią Niedzielę Wielkanocy. I może ktoś powie, że to jest takie wyszukiwanie problemów na siłę, stawianie jakichś czysto teoretycznych pytań i stwarzanie nieistotnych problemów!
Bo skoro wszyscy jesteśmy wierzący, do kościoła jakoś tam jednak chodzimy, jesteśmy ochrzczeni, księdza po kolędzie przyjmujemy, a czasami jeszcze „na Mszę damy”, a czasami na jakąś pielgrzymkę wyjedziemy, to czego tu jeszcze chcieć więcej, po co drążyć takie nieistotne tematy, wyszukiwać na siłę problemów?… Przecież Jezus zmartwychwstał – my w to wierzymy, a dopiero co świętowaliśmy to uroczyście. Po cóż więc znowu drążyć ten temat?
A właśnie po to, że skoro wierzymy, skoro świętujemy, skoro to wszystko dla nas takie oczywiste – to dlaczego ma tak mały wpływ na naszą codzienność? Drodzy moi, czy ta nasza codzienność – nasze relacje z ludźmi, począwszy od tych rodzinnych, poprzez te w miejscu pracy, nauki i studiowania – zmieniły się po tych Świętach? Czy udało się rozwiązać jakiś jeden, konkretny problem, jaki może zaistniał w tych relacjach? A czy udało się wyciszyć jakiś konflikt lub napięcie?
A czy w jakiś sposób zmieniło się nasze spojrzenie na sprawy społeczne i polityczne – czy mamy świadomość, że także ta sfera nie jest wyłączona spod promieniowania blasku Chrystusowego Zmartwychwstania? Że Jezus oddał życie i zmartwychwstał także po to, aby uleczyć wszystkie sfery naszego życia, także te społeczne, polityczne?… Ale – przede wszystkim, jak wspomnieliśmy sobie – rodzinne, sąsiedzkie, w naszych lokalnych społecznościach… Co się zmieniło po tych Świętach?
Dwa tygodnie temu, już od Wigilii Paschalnej, pozdrawialiśmy się nawzajem słowami: Chrystus zmartwychwstał – Prawdziwie zmartwychwstał! Spójrzmy dziś na swoją codzienność –i odpowiedzmy sobie tak bardzo szczerze: Naprawdę – zmartwychwstał?
