Bądźmy wierni!

B

Szczęść Boże! Drodzy moi, pozdrawiam Was z Lublina! Tutaj zostanę – do jutra. Popracuję, pomodlę się, a o 18:00 zamierzam koncelebrować Mszę Świętą w Parafii Świętego Jana Kantego. Jeśli ktoś chce się ze mną łączyć duchowo, to zapraszam:

https://www.youtube.com/c/Parafia%C5%9BwJanaKantegowLublinie/streams

Będę już wcześniej, bo od 17:00 będę pomagał w Spowiedzi z racji pierwszego piątku miesiąca. Bo dzisiaj go właśnie mamy – przypominam!

Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co dziś mówi do mnie Pan? Z jakim konkretnym przesłaniem właśnie do mnie się zwraca? Duchu Święty, bądź Przewodnikiem i Drogowskazem!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Piątek 22 Tygodnia zwykłego, rok II,

4 września 2026., 

do czytań: 1 Kor 4,1–5; Łk 5,33–39

CZYTANIE Z PIERWSZEGO LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO KORYNTIAN:

Bracia: Niech uważają nas ludzie za sługi Chrystusa i za szafarzy tajemnic Bożych. A od szafarzy już tutaj się żąda, aby każdy z nich był wierny.

Mnie zaś najmniej zależy na tym, czy będę osądzony przez was czy przez jakikolwiek trybunał ludzki. Co więcej, nawet sam siebie nie sądzę. Sumienie nie wyrzuca mi wprawdzie niczego, ale to mnie jeszcze nie usprawiedliwia. Pan jest moim sędzią. Przeto nie sądźcie przedwcześnie, dopóki nie przyjdzie Pan, który rozjaśni to, co w ciemnościach ukryte, i ujawni zamiary serc. Wtedy każdy otrzyma od Boga pochwałę.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:

Faryzeusze i uczeni w Piśmie rzekli do Jezusa: „Uczniowie Jana dużo poszczą i modły odprawiają, tak samo uczniowie faryzeuszów; Twoi zaś jedzą i piją”.

Jezus rzekł do nich: „Czy możecie gości weselnych nakłonić do postu, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, i wtedy, w owe dni, będą pościli”.

Opowiedział im też przypowieść: „Nikt nie przyszywa do starego ubrania łaty z tego, co oderwie od nowego; w przeciwnym razie i nowe podrze, i łata z nowego nie nada się do starego.

Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków; w przeciwnym razie młode wino rozerwie bukłaki i samo wycieknie, i bukłaki się zepsują. Lecz młode wino należy lać do nowych bukłaków. Kto się napił starego wina, nie chce potem młodego, mówi bowiem: «Stare jest lepsze»”.

Bardzo osobiście – znowu – odbieram słowa Apostoła Pawła z dzisiejszego pierwszego czytania. Już pierwsze zdanie bardzo porusza i daje do myślenia: Niech uważają nas ludzie za sługi Chrystusa i za szafarzy tajemnic Bożych. A od szafarzy już tutaj się żąda, aby każdy z nich był wierny.

Bo uświadamiają mi one, że ludzie mają prawo uważać mnie, kapłana, «za sługę Chrystusa» i szafarza tajemnic Bożych, czyli Sakramentów Świętych i Bożego słowa. A moim zadaniem jest bycie wiernym w pełnieniu tej posługi. Tego ludzie mają prawo ode mnie oczekiwać. To jest dla mnie zobowiązanie – ale jednocześnie… pocieszenie i ratunek. Dlaczego właśnie tak?

Bo jedynym, czego Pan ode mnie oczekuje, jest to właśnie, bym był wierny. Czyli żebym solidnie robił to, co do mnie należy. Natomiast nie oczekuje ode mnie cudów, ani nawet efektów mojej pracy. To bardzo pociesza, podnosi na duchu – i daje motywację do tego, by starać się jeszcze bardziej.

Owszem, ludzie widzą to często inaczej. Oni chcą efektów, a niekiedy wręcz cudów. Co więcej, ja sam widzę to często inaczej – i ja sam także chciałbym zobaczyć efekty mojej pracy, a i cudem bym nie pogardził. Tymczasem jednak Pan mówi jasno, że oczekuje tylko – a może: aż! – wierności. A na ewentualne – takie czy inne – zapatrywania lub komentarze ludzi, Paweł dzisiaj odpowiada bardzo konkretnie i jednocześnie dość jednoznacznie: Mnie zaś najmniej zależy na tym, czy będę osądzony przez was czy przez jakikolwiek trybunał ludzki. Co więcej, nawet sam siebie nie sądzę. Sumienie nie wyrzuca mi wprawdzie niczego, ale to mnie jeszcze nie usprawiedliwia. Pan jest moim sędzią. I daje bardzo dobrą radę: Przeto nie sądźcie przedwcześnie, dopóki nie przyjdzie Pan, który rozjaśni to, co w ciemnościach ukryte, i ujawni zamiary serc. Wtedy każdy otrzyma od Boga pochwałę. Jak to wszystko rozumieć?

To raczej jasne: to Pan jest jedynym Sędzią i to na Jego ocenie naszej postawy powinno nam najbardziej zależeć. Żeby sumienie – zaznaczmy: dobrze uformowane! – nie wyrzucało nam niczego. Ale Paweł dzisiaj idzie niejako o krok dalej, bo stwierdza, iż tak właśnie jest, że sumienie mu niczego nie wyrzuca, ale on zdaje się na Boży osąd. On akurat słowo „sumienie” rozumiał w tamtym momencie bardziej jako własny osąd własnej postawy, ale stopniowo przechodził do naszego obecnego rozumienia tego pojęcia jako głosu Boga w sercu człowieka. Czy – jak uczy Sobór Watykański II – jako wewnętrznego sanktuarium, w którym człowiek, w swoim sercu, spotyka się z Bogiem.

Właśnie takiemu osądowi Boga Paweł się poddaje, dlatego naprawdę nie zależy mu na tym, jak go osądzą ludzie, ale i jak sam siebie osądzi – sam siebie, w swoim „prywatnym” sumieniu, czyli nie tym, rozumianym jako głos Boży. Tymczasem, to Pan go osądzi słusznie i sprawiedliwie – i to na Jego osądzie Pawłowi zależy. Na osądzie ludzkim – jak sam stwierdził – jak najmniej. I niech się, kto chce, obraża lub nie – Paweł takie swoje stanowisko przedstawia bardzo jasno i zdecydowanie.

A to już jest cenne wskazanie dla mnie, jako dla księdza, ale i dla nas wszystkich, że naprawdę nie musimy się przejmować tym, co o nas powiedzą ludzie. I też z większym dystansem możemy podejść do własnych obaw, lęków, ale i słabości i nieporadności… Jeżeli będziemy wierni w naszej chrześcijańskiej postawie i w czynieniu tego, co do nas należy, to możemy liczyć na bardzo korzystny dla nas osąd Boży. I naprawdę nie będziemy się musieli przejmować tym, co o nas pomyślą lub powiedzą inni. Bo oni i tak pomyślą i powiedzą to, co będą chcieli. Bez względu na to, jak się będziemy starali i zabiegali o ich pozytywną opinię.

Może się bowiem okazać, że my się staramy, zależy nam, dajemy z siebie bardzo dużo – naprawdę, bardzo szczerze – a i tak spotkamy się z jakimiś zarzutami, albo pretensjami, albo może kolejnymi oczekiwaniami… Według zasady, że jeszcze się taki nie narodził, który by każdemu dogodził. Na szczęście, jeżeli wszystko czynimy dla Pana i w łączności z Nim – to już tym nie musimy się martwić.

Obyśmy tylko byli wierni i konsekwentni w odnawianiu naszego myślenia i spojrzenia – w duchu tych oto słów Jezusa z dzisiejszej Ewangelii: Nikt nie przyszywa do starego ubrania łaty z tego, co oderwie od nowego; w przeciwnym razie i nowe podrze, i łata z nowego nie nada się do starego. Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków; w przeciwnym razie młode wino rozerwie bukłaki i samo wycieknie, i bukłaki się zepsują. Lecz młode wino należy lać do nowych bukłaków.

I takiej właśnie nowości oczekuje od nas Jezus. Nowości i wierności. Nowości w wierności – i wierności w nowości. Abyśmy byli stali i konsekwentni w swojej postawie, która oby zawsze podobała się Panu – bardziej, niż ludziom. A Panu także – coraz bardziej i bardziej! Ludziom też może się podobać – czemu nie. Ale pod warunkiem, że podoba się także Panu.

Bo jeżeli będzie się podobała ludziom, a Panu nie, to będzie bardzo źle. Ludziom bowiem zwykle przestaje się podobać to czy tamto, bo ludzkie nastroje i upodobania są bardzo zmienne. Jeżeli więc tylko na ludzkiej opinii oprzemy nasze motywacji i działania – szybko zostajemy z niczym!

Jeżeli natomiast nasza postawa będzie podobała Panu, a ludziom nie, to nic w tym złego. Może nawet dobrze, jeśli tak będzie, bo to daje ludziom sygnał i zachętę, żeby się bardziej starali podobać właśnie Panu. Aby dla Niego łamali schematy swego ciasnego myślenia i wychodzili ze stref swego komfortu. Aby odważyli się myśleć po nowemu – czyli po Jezusowemu…

Abyśmy my wszyscy się na to coraz bardziej odważali!

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.