Bogu życie ofiarować… już dziś!

B

Szczęść Boże! Dzisiaj, moi Drodzy, uczymy się od Jezusa umiejętności – często niełatwej – ofiarowania Bogu swojego życia. Modlimy się za wszystkich zakonników i zakonnice w dniu ich święta. I modlimy się o nowe powołania do życia zakonnego.
           Gaudium et spes!  Ks. Jacek

Święto
Ofiarowania Pańskiego,
do
czytań z t. VI Lekcjonarza: Ml 3,1–4; Hbr 2,14–18
CZYTANIE
Z KSIĘGI PROROKA MALACHIASZA:
To
mówi Pan Bóg: „Oto Ja wyślę anioła mego, aby przygotował
drogę przede Mną, a potem nagle przybędzie do swej świątyni Pan,
którego wy oczekujecie, i Anioł Przymierza, którego pragniecie.
Oto nadejdzie, mówi Pan Zastępów. Ale kto przetrwa dzień Jego
nadejścia i kto się ostoi, gdy się ukaże? Albowiem On jest jak
ogień złotnika i jak ług farbiarzy. Usiądzie więc, jakby miał
przetapiać i oczyszczać srebro, i oczyści synów Lewiego, i
przecedzi ich jak złoto i srebro, a wtedy będą składać Panu
ofiary sprawiedliwe. Wtedy będzie miła Panu ofiara Judy i
Jeruzalem, jak za dawnych dni i lat starożytnych”.
SŁOWA
EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA: 
Gdy
upłynęły dni oczyszczenia Maryi według Prawa Mojżeszowego,
rodzice przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go przedstawić Panu.
Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: „Każde pierworodne
dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu”. Mieli również
złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie,
zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego.
A
żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek
prawy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty
spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy
śmierci, aż nie zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc
Ducha przyszedł do świątyni. A gdy rodzice wnosili Dzieciątko
Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w
objęcia, błogosławił Boga i mówił: 
„Teraz,
o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, 
według
Twojego słowa. 
Bo
moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, 
któreś
przygotował wobec wszystkich narodów: 
światło
na oświecenie pogan 
i
chwałę ludu Twego, Izraela”. 
A
Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś
błogosławił ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: „Oto Ten
przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu i na znak,
któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie,
aby na jaw wyszły zamysły serc wielu”. 
Była
tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera,
bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z
mężem i pozostała wdową. Liczyła już osiemdziesiąty czwarty
rok życia. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w
postach i modlitwach dniem i nocą. 
Przyszedłszy
w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim,
którzy
oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy. A gdy wypełnili wszystko według
Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta Nazaret.
Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością,
a łaska Boża spoczywała na Nim.
Oto
Ja wyślę anioła mego, aby przygotował drogę przede Mną, a potem
nagle przybędzie do swej świątyni Pan, którego wy oczekujecie, i
Anioł Przymierza, którego pragniecie
.
Zapowiedź
zapisana w Proroctwie Malachiasza spełniła się w Osobie Jezusa
Chrystusa: oto
Pan przybył do swojej świątyni.

W postaci bardzo niepozornej, bo w postaci Dziecka,
ale fakt jest faktem: oto Pan przychodzi do swojej świątyni!
Gdy
upłynęły dni oczyszczenia Maryi według Prawa Mojżeszowego,
rodzice przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go przedstawić Panu.
Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: „Każde pierworodne
dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu”
.
Trafnie
rozpoznał owe przyjście Starzec Symeon, który na tę chwilę
czekał całe życie, a teraz mógł w uniesieniu i w zachwycie
powiedzieć: Teraz,
o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju,
według
Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś
przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie
pogan
i
chwałę ludu Twego, Izraela
.
I także sędziwa Prorokini Anna rozpoznała i uwielbiła Boga w tym
Dziecięciu. I
mówiła
o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy
.
Dzisiaj
i Prorokini Anna, i Symeon, i Maryja z Józefem, a nade wszystko sam
Jezus – mówią nam, co my powinniśmy zrobić, aby móc, w wielkim
uniesieniu i zachwycie, wypowiadać
słowa wdzięczności Bogu za Jego dary.

I aby móc dostrzegać za każdym razem przyjście Pana, kiedy tylko
ono się dokonuje. A często się dokonuje, tylko
my nie zawsze dostrzegamy

Co powinniśmy czynić?
Często
swoje
kroki kierować do świątyni,

a tam – wszystkie swoje sprawy i problemy, wszystkie radości i
nadzieje, ale też smutki i rozczarowania; po prostu: całe
swoje życie – ofiarować Bogu.

Oddać Mu całkowicie i bez zastrzeżeń. Jak dziecko, jak bezradne
dziecko w zupełności zdać się na Niego.

Tylko na Nim oprzeć wszystkie swoje sprawy i zamiary, wszystkie
swoje myśli i słowa, pracę
i odpoczynek – po
prostu wszystko. Ofiarować Bogu!

Ofiarować swoje życie i wszystko, co ono niesie. Całkowicie!
Bez zastrzeżeń!

I bez obaw, że coś się straci, czy coś się przegra.
Bohaterowie
dzisiejszego Wydarzenia pokazują nam kierunek i pokazują nam
jedyny,
najmądrzejszy sposób działania

w obliczu tylu dramatów i dylematów, które przeżywamy. Czy jednak
damy się im przekonać? Czy im uwierzymy? Trudna sprawa.
Bo
jeżeli tak, to dlaczego
jednak tak mało ufamy Bogu

i tak mało adresujemy do Niego naszych spraw i pytań, naszych próśb
i żalów?
Kochani,
kiedy się tak posłuchało
w czasie wizyty duszpasterskiej,

ile musicie znosić różnych trudności, ile jest konfliktów i
napięć w rodzinach, ile problemów z pracą, jakie spustoszenie
powoduje alkohol, ile niezgody w sąsiedztwie, ile jeszcze innych
trudności i przeciwności Was spotyka, to wydaje się, że ten
nasz kościół to powinien w szwach pękać!

Na każdej Mszy Świętej. Na
adoracji czwartkowej powinny być takie tłumy,

że powinniśmy ją jeszcze wydłużyć o kilka części Różańca,
żeby wszyscy mieli szansę przyjść i powierzyć Bogu swoje sprawy.
Tak powinno być.
A
tymczasem – garstka
tych samych zawsze ludzi.

I Bogu dzięki za tę garstkę, bo
oni trzymają w ogóle „w pionie” naszą Parafię swoją
modlitwą.

Gdyby ich nie było, to nie wiadomo, co by było. Nabożeństwa
pierwszoczwartkowe, pierwszopiątkowe, pierwszosobotnie, majowe,
czerwcowe, październikowe – powinny
gromadzić prawdziwe tłumy!

Tak, tłumy ludzi dotkniętych
rozmaitymi problemami,

którzy tu przychodzą, aby swoje życie i te właśnie problemy Bogu
oddać i prosić o ratunek.
A
tymczasem, kiedy w czasie wizyty duszpasterskiej mówiłem, że
trzeba się modlić o rozwiązanie owych problemów, to nieraz
widziałem w oczach albo
zniecierpliwienie, albo takie nastawienie w stylu: „posłuchamy Cię
innym razem”

A raz to ktoś tak wprost „wypalił”: „A co, modlitwa mi włoży
coś do garnka? Z nieba mi spadnie? Modlitwa mi da pracę, albo
zdrowie?”
Tak!
Modlitwa, a konkretnie Bóg włoży Ci coś do garnka!
Bo
jeżeli On Ci nie włoży, to nikt tego nie zrobi. A
niby z czyjej ręki masz to, co masz?

Tylko czyś Ty chociaż raz Bogu za to podziękował? Tak, Bóg Ci
daje do garnka, i On Ci da pracę, i On Ci da zdrowie. Z ostatniego
stadium raka może Cię dźwignąć. I
jeszcze wiele innych cudów może dokonać, tylko
odkryj wreszcie drogę do świątyni! Odkurz ją, albo odśnież.
Albo
odrzuć zawalającą ją górę kamieni: kamieni grzechu,
wątpliwości, pychy…
Odnajdź
na nowo drogę do świątyni! I
zegnij wreszcie kolana, i pochyl ten twardy kark, upokórz to swoje
harde serce. Oddaj wszystko Bogu!

Wszystko Mu ofiaruj! Wszystko

słyszysz?!
Wszystko!
Całego
siebie – i samego siebie!

I nie pouczaj Boga, jak ma Ci pomóc, tylko jak dziecko bezradne –
wszystko
bez zastrzeżeń Mu oddaj, ofiaruj!

Przestań
wreszcie „cwaniakować”, przestań liczyć na siebie! Już się
tyle razy przekonałeś, ileż to możesz nawojować swoimi siłami.
Może już czas oprzytomnieć, może już czas zmądrzeć –
i
już przestać spełniać praktyki, a
zacząć się modlić. Z wielką wiarą.

I przestać zaliczać niedzielny obowiązek, a
zacząć przeżywać Msze Świętą. Z wielką wiarą.

I przestać przedstawiać Bogu listę żądań,
listę zakupów do zrealizowania, a
zdać się na Jego wolę. Z wielką wiarą!

Oddać Mu się bezgranicznie – z
wielką wiarą!
Jeżeli
uważasz, że to ma sens i stać Cię na taką odwagę, to uczyć to
jeszcze dziś. I czyń to codziennie. A jeżeli nie, to
masz problem.

I to taki problem, w którym Cię nikt nie poratuje. Nikt Ci nie
pomoże – bo Ty musisz sobie sam pomóc. Dlatego nie obawiaj się –
ofiaruj
swoje życie Bogu.
Jeszcze
dziś…

2 komentarze

  • Dziękuję za dobre słowo. A jednocześnie przepraszam za pomyłkę, jaka wkradła się do tekstu, a którą przed chwilą skorygowałem, a mianowicie było: "Maryja z Jezusem, a nade wszystko sam Jezus", podczas, gdy powinno być – i już teraz jest – "Maryja z Józefem". Mam nadzieję, że to nie zakłóciło odbioru całości rozważania. Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.