Pozwólmy naszemu Bogu – być… naszym Bogiem!

P
Szczęść Boże! Moi Drodzy, dzisiaj w rozważaniu podejmuję temat, który jakoś tak wprost wynika z Bożego Słowa, ale także – z rozmów w czasie wizyty duszpasterskiej. Zechciejcie się do tego odnieść…
    A przy okazji – módlmy się za naszą Ojczyznę, bo bałagan, jaki się w niej dokonuje, naprawdę już przeraża, zaś arogancja władzy i celowe niszczenie – nie wiem naprawdę, czym motywowane – dobra duchowego i materialnego naszego kraju jest coraz bardziej widoczne. Módlmy się o to, żeby wszyscy to dostrzegli i przy najbliższych wyborach wyciągnęli z tego właściwe wnioski.
        Ja się o to modlę codziennie…
Dobrego dnia! 
                          Gaudium et spes!  Ks. Jacek

11
stycznia 2014., 
do
czytań: 1 J 5,5–13; Łk 5,12–16
CZYTANIE
Z PIERWSZEGO LISTU ŚWIĘTEGO JANA APOSTOŁA:
Najmilsi:
Kto zwycięża świat, jeśli nie ten, kto wierzy, że Jezus jest
Synem Bożym? Jezus Chrystus jest tym, który przyszedł przez wodę
i krew, i Ducha, nie tylko w wodzie, lecz w wodzie i we krwi.
Duch
daje świadectwo, bo Duch jest prawdą. Trzej bowiem dają
świadectwo: Duch, woda i krew, a ci trzej w jedno się łączą.
Jeśli przyjmujemy świadectwo ludzi, to świadectwo Boże więcej
znaczy, ponieważ jest to świadectwo Boga, które dał o swoim Synu.
Kto
wierzy w Syna Bożego, ten ma w sobie świadectwo Boga, kto nie
wierzy Bogu, uczynił Go kłamcą, bo nie uwierzył świadectwu,
jakie Bóg dał o swoim Synu. A świadectwo jest takie: że Bóg dał
nam życie wieczne, a to życie jest w Jego Synu. Ten, kto ma Syna,
ma życie, a kto nie ma Syna Bożego, nie ma też i życia. O tym
napisałem do was, którzy wierzycie w imię Syna Bożego, abyście
wiedzieli, że macie życie wieczne.
SŁOWA
EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:
Gdy
Jezus przebywał w jednym z miast, zjawił się człowiek cały
pokryty trądem. Gdy ujrzał Jezusa, upadł na twarz i prosił Go:
„Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. Jezus wyciągnął
rękę i dotknął go, mówiąc: „Chcę, bądź oczyszczony”. I
natychmiast trąd z niego ustąpił.
A
On mu przykazał, żeby nikomu nie mówił: „Ale idź, pokaż się
kapłanowi i złóż ofiarę za swe oczyszczenie, jak przepisał
Mojżesz, na świadectwo dla nich”.
Lecz
tym szerzej rozchodziła się Jego sława, a liczne tłumy zbierały
się, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swych niedomagań.
On jednak usuwał się na miejsca pustynne i modlił się.
Dzisiejsza
Ewangelia pokazuje nam postawę, jaką wobec Boga powinien przyjąć
człowiek: Panie,
jeśli chcesz…

Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić… Jeśli chcesz, możesz mnie
poprowadzić taką, a nie inną drogą, jeśli
jednak nie chcesz,
to
poprowadź mnie drogą inną.
Ktoś
kiedyś powiedział, że my, chrześcijanie, pozwalamy
naszemu Bogu być Bogiem!
Co
to znaczy? A chociażby to,
że nie konstruujemy obrazu Boga na swój własny użytek i według
własnego „widzimisię”, ale uznajemy
Boga takim, jakim jest, i w takiego Boga wierzymy, takiego kochamy,
takiego słuchamy i za takim postępujemy.
A
to w praktyce oznacza, że Bóg może w naszym życiu postąpić tak,
jak On chce, a nie zawsze tak, jak my chcemy. I
tu jest właśnie pewna trudność.
Bo
nawet w czasie tegorocznej wizyty duszpasterskiej spotykałem ludzi –
zwłaszcza młodych – którzy dotknięci trudnymi doświadczeniami,
jakich doświadczyli sami, albo wraz ze swymi rodzinami, zbuntowali
się przeciw Bogu i zerwali z Nim kontakt.

Chodzi tu o takie sytuacje, jak śmierć
bliskiej osoby, na przykład ojca;

chodzi tu o doświadczenie
długotrwałej choroby

ich samych, albo ich bliskich, chodzi także o jakieś inne, trudne
do ułożenia sprawy, związane choćby z pracą, czy studiami…
Pewna
matka usłyszała od swego dorastającego syna – po śmierci jego
ojca, a swego męża – takie oto słowa, że przecież
cała rodzina się modliła, a ojciec i tak odszedł. To po co
wierzyć w te bajki o Bogu i o Jego miłosierdziu?…
Co
ciekawe, akurat ona sama stwierdziła, że po tych trudnych
doświadczeniach umocniła się w wierze i zbliżyła do Boga, jednak
tego samego nie może powiedzieć o swoim najstarszym synu…
Kochani,
powiedziałem tej matce – i teraz stwierdzam to z całą mocą –
że mam ogromny szacunek
do przeżyć tego młodego człowieka

i bardzo chętnie służę rozmową. Jednocześnie także
otaczam modlitwą ludzi,
których odwiedzam i sprawy, które mi powierzają. Mam bowiem
świadomość, że 
to sprawy bardzo trudne i wiem, że 
takie
wydarzenia, jak te opisane tutaj,
mogą
wywołać
najróżniejsze
reakcje.
Dlatego nawet
proponując rozmowę na te
tematy, wcale nie obiecuję,
że odpowiem na wszystkie
pytania.
Wręcz
przeciwnie, sam bowiem
zapewne będę musiał stwierdzić, że nie
wiem, dlaczego Pan tak poprowadził losy tej rodziny,

podobnie jak nie wiem, dlaczego wczoraj z całym gronem przyjaciół
i znajomych musieliśmy pożegnać – w mojej rodzinnej Parafii –
naszego kolegę
Marcina, zmarłego nagle
w wieku trzydziestu trzech lat…
Nie
wiem…
W
takich sytuacjach przekonuję się sam, jak trudno jest powiedzieć
Jezusowi: Panie,
jeśli chcesz…
A
wręcz samo
ciśnie się na usta: Panie,
Ty musisz! Koniecznie! Natychmiast! Jakim prawem uczyniłeś to,
czego
nie chciałem?

Moi
Drodzy, stawiajmy Bogu nawet
takie pytania!
Ja wiem,
że to brzmi paradoksalnie, może
nawet niewiarygodnie, ale
przecież Bóg nieraz – o czym czytamy na kartach Pisma Świętego
dopuszczał do tego,
by człowiek się z Nim wręcz wykłócał!

A Jezus mówi o natarczywości w modlitwie i w dobijaniu
się do Bram Nieba o to, co
dla nas ważne.
Natomiast
trzeba nam w tym wszystkim dojrzewać
właśnie do tej postawy,
która
wyrazi się w słowach: Panie,
jeśli chcesz…
On
zawsze odpowiada tak samo: Chcę!
Tylko czasami chce
inaczej,
niż by się
nam wydawało, że jest najlepiej. On to wie lepiej od nas, bo On
widzi dalej. Dlatego to jego „chcę”
oznacza tyle, co: „chcę
jak najlepiej dla ciebie, chcę dla ciebie prawdziwego dobra, a nie
chwilowego i ulotnego”.

To
są naprawdę bardzo trudne sprawy i do nich trzeba dojrzewać,
dorastać, uczyć się ich. Ja sam, wypowiadając nawet te słowa,
traktuję je jako zadanie
dla siebie,
bo też
stawiam Bogu wiele pytań na modlitwie i nie potrafię zrozumieć –
w danym momencie – dlaczego tak, a nie inaczej rozstrzygnął
niektóre kwestie. Natomiast słowa Apostoła Jana z pierwszego
czytania są bardzo jednoznaczne: Kto
wierzy w Syna Bożego, ten ma w sobie świadectwo Boga, kto nie
wierzy Bogu, uczynił Go kłamcą, bo nie uwierzył świadectwu,
jakie Bóg dał o swoim Synu. A świadectwo jest takie: że Bóg dał
nam życie wieczne, a to życie jest w Jego Synu. Ten, kto ma Syna,
ma życie, a kto nie ma Syna Bożego, nie ma też i życia.

Do
takiej wiary, Kochani, trzeba nam ciągle dojrzewać, dorastać,
takiej wiary trzeba nam się uczyć… A wówczas słowa: Panie,
jeśli chcesz…,
będą
wypływały wprost z naszego serca, będą podbudowane najgłębszą
wiarą i przekonaniem, że Bóg
wie, czego chce
i
że chce tylko tego, co naprawdę dla nas dobre.

Chociaż na początek – może i trudne…
I
dlatego dzisiaj, w pierwszym rzędzie, ośmielamy się prosić:
Panie, jeśli chcesz,
wzmocnij naszą wiarę!
Możemy
być pewni, że On tego naprawdę chce… 

4 komentarze

  • Nie wiem czy kiedykolwiek dojrzejemy czy dorośniemy do takiej wiary , żeby powiedzieć PANIE JEŚLI CHCESZ… bez żalu, goryczy . Z nadzieją z wiarą. Niestety problemy towarzyszą nam przez całe życie. Przez co nasza wiara jest ciągle "wystawiana na próbę", ale czy to nas czyni mocniejszymi?

    Ludzie różnie reagują w życiu. Chociażby biorąc przykład z rozważania. Kobieta "umocniła się w wierze i zbliżyła do Boga" , a najstarszy syn nie. Osobiście nigdy nie oceniam zachowań, jakie by one nie były. Jedni ludzie przeżywają bardziej inni mniej. Myślę, że życie nas nauczyło, że jeśli ktoś nie przeżył tego co druga osoba, to nie rozumie tego co on czuje, co przeżywa.

    Gosia

    • "…jeśli ktoś nie przeżył tego co druga osoba, to nie rozumie tego co on czuje, co przeżywa."- Gosiu, zgadzam się z Tobą…
      Ale…może jeszcze o tym w taki sposób pomyśleć ?
      Każdy z nas przeżywa to, co Pan podaje. A może ktoś nie zrozumiał, że tego podał Pan! ? wtedy i nie miał pomysłu na zrozumienie " tego co czuje, co przeżywa … druga osoba".
      Będziemy starać się, żeby przynajmniej podnieść kwestię siebie – co może czuć, przeżywać druga osoba właśnie tego, co nie przeżyłem/łam ?
      O Panie! Proszę Cię, abyś otworzył oczy mego serca…

      Pozdrawiam gorąco
      z modlitwą
      Józefa

  • Dziękuję za wypowiedzi. Ja też nie oceniam postaw i zachowań, odnoszę się do nich z szacunkiem – zwłaszcza do tych, które wynikają z trudnego doświadczenia i cierpienia. Zgadzam się także, że trudno jest zrozumieć to, czego się samemu nie przeżyło. Ale zawsze można towarzyszyć modlitwą… Ks. Jacek

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.