Niech ci się stanie, jak chcesz…

N
Szczęść
Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym urodziny obchodzi
Albert Dudzik, za moich czasów – bardzo aktywny Lektor w Parafii
Żelechów. Życzę Jubilatowi wszelkiego Bożego błogosławieństwa
i spełnienia się w Jego życiu Bożych zamiarów. Obiecuję pamięć
w modlitwie!
A
my wczoraj przepłynęliśmy etap znad Wigier do Frącek. Przez cały
dzień pogodę mieliśmy wymarzoną: ani upału, ani deszczu. I jeśli
pominąć takie tam drobne kwestie, jak przeciekający kajak, czy
zgubienie się na ostatnim odcinku drogi dwóch Uczestniczek, Ałły
i Gali (jak im się to udało zrobić?!), to wszystko przebiega bez
zakłóceń. Pomimo, że dopłynęliśmy do Frącek, to na nocleg
zjechaliśmy do Mikaszówki, skąd za chwilę wyjeżdżamy do Frącek,
żeby dopłynąć do Mikaszówki, gdzie będzie kolejny nocleg. Ot,
takie sobie drobne zamieszanie… Ale atmosfera w tej polsko –
syberyjskiej grupie jest naprawdę gorąca!
Pamiętamy
o Was w modlitwie!
Gaudium
et spes! Ks. Jacek

Środa
18 Tygodnia zwykłego, rok II,
do
czytań: Jr 31,1 – 7; Mt 15,21 – 28

CZYTANIE
Z KSIĘGI PROROKA JEREMIASZA:
W
tamtych czasach, mówi Pan, będę Bogiem dla wszystkich pokoleń
Izraela, one zaś będą moim narodem”.
To
mówi Pan: „Znajdzie łaskę na pustyni naród ocalały od miecza;
Izrael pójdzie do miejsca swego odpoczynku. Pan się mu ukaże z
daleka. Ukochałem cię odwieczną miłością, dlatego też
zachowałem dla ciebie łaskawość. Znowu cię zbuduję i będziesz
odbudowana, Dziewico – Izraelu. Przyozdobisz się znów swymi
bębenkami i wyjdziesz wśród tańców pełnych wesela. Będziesz
znów sadzić winnice na wzgórzach Samarii; uprawiający będą
sadzić i zbierać. Nadejdzie bowiem dzień, kiedy strażnicy znów
zawołają na wzgórzach Efraima: «Wstańcie, wstąpmy na Syjon, do
Pana, Boga naszego!»”
To
bowiem mówi Pan: „Wykrzykujcie radośnie na cześć Jakuba,
weselcie się pierwszym wśród narodów! Głoście, wychwalajcie i
mówcie: «Pan wybawił swój lud, Resztę Izraela!»”

SŁOWA
EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:
Jezus
podążył w stronę Tyru i Sydonu. A oto kobieta kananejska,
wyszedłszy z tamtych okolic, wołała: „Ulituj się nade mną,
Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko dręczona przez złego
ducha”. Lecz On nie odezwał się do niej ani słowem.
Na
to zbliżyli się do Niego uczniowie i prosili: „Odpraw ją, bo
krzyczy za nami”.
Lecz
On odpowiedział: „Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły
z domu Izraela”.
A
ona przyszła, upadła przed Nim i prosiła: „Panie, dopomóż mi”.
On
jednak odparł: „Niedobrze jest brać chleb dzieciom i rzucać
psom”.
A
ona odrzekła: „Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą z okruszyn,
które spadają ze stołu ich panów”.
Wtedy
Jezus jej odpowiedział: „O niewiasto, wielka jest twoja wiara;
niech ci się stanie, jak chcesz”. Od tej chwili jej córka została
uzdrowiona.

Słuchając
uważnie zarówno pierwszego dzisiejszego czytania, jak i Ewangelii,
można zastanawiać się, jak to jest tak naprawdę z tym Bożym
zmiłowaniem?
Jak się ono wyraża, w jaki sposób się dokonuje?

Bo
czasami można odnieść wrażenie – a nawet wprost formułuje się
taki zarzut wobec Boga – że chociaż jest On kojarzony z
miłością,
albo wprost: sam jest Miłością, to
niekiedy podejmuje decyzje, które trudno kojarzyć z miłością.
Albo przynajmniej dopuszcza do takich doświadczeń, które
spadając na człowieka, bardzo mocno go dotykają, powodując przy
okazji wiele pytań i wątpliwości, dlaczego właśnie tak, a
za co taki dopust Boży, a co złego człowiek zrobił, że go takie
rzeczy spotykają? – i tak dalej…
A
mówimy to sobie właśnie w kontekście dzisiejszych czytań
mszalnych, w których słyszymy, że Bóg zapowiada tak wielkie
zmiłowanie wobec swego narodu,
a jednocześnie trudno nam
zapomnieć, że niejednokrotnie na ten naród spadały bardzo
surowe kary
i bardzo bolesne doświadczenia. Oczywiście, w
sposób ewidentny spowodowane przez samych ludzi, ale jednak…
A
z kolei w Ewangelii słyszymy o sytuacji, która w ogóle wymyka
się
takiemu prostemu postrzeganiu, że oto ktoś zawinił, to
poniósł karę, po czym Bóg dał mu kolejną szansę, i tak dalej…
Oto bowiem Ewangelista Mateusz opowiada nam o spotkaniu z Jezusem
zbolałej matki,
proszącej o pomoc dla swojej córki, ciężko
dręczonej przez złego ducha. Sposób, w jaki Jezus odniósł się
do niej na początku, naprawdę może nieprzyjemnie zaskakiwać.
I
chociaż finał całej sprawy był aż nadto pomyślny i szczęśliwy,
to jednak pojawia się gdzieś w sercu pytanie, dlaczego właśnie
tak
i co w ten sposób chciał wyrazić Jezus? I jak to w
końcu jest z tą Jego miłością,
która przecież jest tak
wielka, niezmierzona, tak szczera?…
A
oto tutaj spotykamy się z sytuacjami, które wymykają się
takiemu prostemu wartościowaniu:
uprzejmy – nieuprzejmy;
sympatyczny – niesympatyczny; otwarty i życzliwy – zamknięty na
drugiego człowieka… Bo chociażby w powyższym fragmencie
Ewangelii spotykamy się z sytuacją, w której Jezus jest –
jakby to brutalnie nie brzmiało – wprost odpychający!
Ale
potem okazuje wielkie zmiłowanie i pomoc. To jak to w końcu jest?
Jak
mówić o bezgranicznej miłości Bożej i o wielkim Bożym
zmiłowaniu
człowiekowi, który w trakcie burzy, po kilku
minutach porywistego wiatru stracił dom i dorobek całego życia?
Jak mówić – tak po ludzku – o zmiłowaniu Bożym, kiedy umiera
bliska osoba?
Jak mówić o Bożym zmiłowaniu człowiekowi,
który zapada na śmiertelną chorobę, albo w stan kalectwa?
A
nawet przywołując sytuację z dzisiejszej Ewangelii: Jak mówić o
Bożym zmiłowaniu rodzicom ciężko chorych dzieci, którym
lekarze nie dają zbyt wielkich szans na przeżycie? Jak w tych
wszystkich sytuacjach podejść do człowieka i powiedzieć: Bóg
Cię kocha?!
Moi
Drodzy, dotykamy tu spraw naprawdę niezwykle trudnych! Nie da się
ich skwitować jednym zdaniem. I może nawet trzeba je pozostawić
w formie pytania,
bo wszelkie wypowiedzi na ten temat mogą
trącić banałem… Może trzeba pozostawić jakąś przestrzeń
tajemnicy,
może też trzeba ciągle stawiać odważnie tego typu
pytania i nie udawać, że nie ma sprawy, nie ma problemu?… I nie
krygować się, że oto nie wypada takich pytań Bogu
stawiać…
Właśnie
trzeba je stawiać – trzeba je stawiać bardzo odważnie! I
w duchu wielkiego zaufania zwracać się do Boga ze wszystkimi
wątpliwościami, dylematami, nawet pretensjami… Warto oczywiście
przynajmniej starać się wznieść ponad takie przyziemne i
czysto ludzkie pojmowanie wszystkiego – po to, by dostrzegać
działanie Boga, które zawsze charakteryzuje się dalekowzrocznością
i szerokim rozumieniem całej sprawy, także w aspekcie jej
przyszłości. Trzeba się starać o takie zaufanie do Boga, trzeba
się o nie modlić.
Natomiast
zawsze, ale to zawsze – trzeba Bogu stawiać pytania i
wszelkimi dostępnymi sobie sposobami poszukiwać na nie
odpowiedzi
– chociażby przez refleksję nad Bożym słowem, na
modlitwie, czy przy konfesjonale… Ale też poprzez to, że pozwoli
się
Bogu mówić w ciszy swego serca… W tych wszystkich
sytuacjach, o których tu sobie mówimy, to jest jedyny sposób, żeby
się nie pogubić i nie stracić nadziei: całkowicie zaufać Bogu
– pomimo wszystko i wbrew wszystkiemu!
Nawet wbrew prostej
ludzkiej logice i ludzkiemu wartościowaniu – zaufać Bogu!
On
na pewno z każdej, nawet najtrudniejszej i najbardziej po ludzku
niezrozumiałej sytuacji wyprowadzi konkretne dobro – okaże
swoje konkretne zmiłowanie…
Pomyślmy:

Jak
wygląda moja modlitwa w chwilach dla mnie – tak po ludzku –
najtrudniejszych?

Czy
w tej modlitwie jestem wytrwały i czy nie zrażam się tym, że nie
od razu otrzymuję odpowiedź?

Co
robię w sytuacji, w której odpowiedź Boga mnie nie
satysfakcjonuje?

Wielka
jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!

2 komentarze

  • Mam wielką nadzieję, że " owieczki" zostały odnalezione przez swoich " Dobrych Pasterzy" :), bo nie wybrzmiało to stwierdzenie jednoznacznie :).
    Ps. Wykrzykujcie radośnie na cześć Pana, by cała ziemia słyszała wasze dziękczynienie, za wielkie rzeczy które Bóg uczynił dla Was.!

    • Oj, zostały na szczęście odnalezione! Dużo było przy tym śmiechu i żartów, chociaż początkowo nikomu do śmiechu nie było… Zaplątały się owieczki gdzieś na Czarnej Hańczy… Teraz są z nami w Szklarskiej Porębie. Pozdrawiam! Ks. Jacek

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.