Panie, pozwól mi przyjść…

P
Szczęść
Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywa
Krzysztof Gałązka, z niegdysiejszej Wspólnoty młodzieżowej w
Białej Podlaskiej. A z kolei wczoraj pierwszą rocznicę zawarcia
Małżeństwa świętował Organista z Miastkowa, Albert Kajka, ze
swą Żoną Magdaleną. Życzę wszystkim Jubilatom jak najbliższej
i jak najpełniejszej relacji z Bogiem. I o taką relację będę się
dla Nich modlił.
A
dzisiaj pozdrawiam z campingu w miejscowości Magdalenowo, nad
Wigrami. Razem z Karolem i Piotrem dotarłem tu wczoraj przed 21.00.
A było już po pierwszej nad ranem, kiedy dotarł tu Ksiądz Marek
ze swoją Ekipą. Na szczęście, Piotr i Karol, rozstawili im
namioty. Bardzo jestem im wdzięczny za tak wydatną pomoc.
Dzisiaj
natomiast, jeśli Bóg pozwoli, wyruszymy do Frącek, gdzie w stałym
miejscu, czyli u Państwa Milewskich, zostawimy tym razem tylko
kajaki, a na nocleg pojedziemy do Mikaszówki, skąd rano
przyjedziemy do Frącek, aby do tej samej Mikaszówki dopłynąć. Bo
u Państwa Milewskich duże obsadzenie miejsc. Czyli, po prostu –
dużo gości…
Serdecznie
pozdrawiam
Gaudium
et spes! Ks. Jacek

Wtorek
18 Tygodnia zwykłego, rok II,
do
czytań: Jr 30,1–2.12–15.18–22; Mt 14,22–36

CZYTANIE
Z KSIĘGI PROROKA JEREMIASZA:
Słowo,
z którym Pan zwrócił się do Jeremiasza: „To mówi Pan, Bóg
Izraela: «Napisz w księdze wszystkie słowa, jakie powiedziałem do
ciebie».
To
bowiem mówi Pan: «Dotkliwa jest twoja klęska, nieuleczalna twoja
rana. Nikt się nie troszczy o twoją sprawę, nie ma lekarstwa, by
cię uzdrowić. Wszyscy, co cię kochali, zapomnieli o tobie, nie
szukają już ciebie, gdyż dotknąłem ciebie, tak jak się rani
wroga, surową karą. Przez wielką twą nieprawość pomnożyły się
twoje grzechy. Dlaczego krzyczysz z powodu twej rany, że ból twój
nie da się uśmierzyć? Przez wielką twoją nieprawość i liczne
twoje grzechy to ci uczyniłem».
To
mówi Pan: «Oto przywrócę znowu namioty Jakuba i okażę
miłosierdzie nad jego siedzibami. Miasto zostanie wzniesione na
swych ruinach, a pałace staną na swoim miejscu. Rozlegną się
stamtąd hymny pochwalne i głosy pełne radości. Pomnożę ich, by
ich nie ubywało, przysporzę im chwały, by nimi nikt nie pogardzał.
Jego synowie będą tak jak dawniej i jego zgromadzenie powstanie
wobec Mnie; ukarzę natomiast wszystkich jego ciemięzców. A jego
władca będzie spośród niego, panujący jego będzie od niego
pochodził. Zapewnię mu dostęp do Siebie, tak że się zbliży do
Mnie. Bo kto inaczej miałby odwagę zbliżyć się do Mnie?» –
mówi Pan.
Wy
będziecie moim narodem, a Ja będę waszym Bogiem”.

SŁOWA
EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:
Skoro
tłum został nakarmiony, Jezus zaraz przynaglił uczniów, żeby
wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi
tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się
modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Łódź zaś była
już sporo stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był
przeciwny.
Lecz
o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze.
Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się
myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli.
Wtedy
Jezus odezwał się do nich: „Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się”.
Na
to odpowiedział Piotr: „Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi
przyjść do siebie po wodzie”.
A
On rzekł: „Przyjdź”.
Piotr
wyszedł z łodzi i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. Lecz na
widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął:
„Panie, ratuj mnie”.
Jezus
natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: „Czemu
zwątpiłeś, małej wiary?”
Gdy
wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w
łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: „Prawdziwie jesteś Synem
Bożym”.
Gdy
się przeprawili, przyszli do ziemi Genezaret. Ludzie miejscowi,
poznawszy Go, rozesłali posłańców po całej tamtejszej okolicy,
znieśli do Niego wszystkich chorych i prosili, żeby przynajmniej
frędzli Jego płaszcza mogli się dotknąć; a wszyscy, którzy się
Go dotknęli, zostali uzdrowieni.

Ratunek
człowieka jest w Bogu. Jedyna szansa ocalenia człowieka i jedyna
jego nadzieja – to Bóg! Bardzo wyraźnie słyszymy to w
pierwszym czytaniu, w którym On sam zapowiada: Oto
przywrócę znowu namioty Jakuba i okażę miłosierdzie nad jego
siedzibami. Miasto zostanie wzniesione na swych ruinach, a pałace
staną na swoim miejscu. Rozlegną się stamtąd hymny pochwalne i
głosy pełne radości. Pomnożę ich, by ich nie ubywało,
przysporzę im chwały, by nimi nikt nie pogardzał. Jego synowie
będą tak jak dawniej i jego zgromadzenie powstanie wobec Mnie;
ukarzę natomiast wszystkich jego ciemięzców. A jego władca będzie
spośród niego, panujący jego będzie od niego pochodził. Zapewnię
mu dostęp do Siebie, tak że się zbliży do Mnie.

Właściwie,
co zdanie – to jakaś nowa
obietnica!

Nowa zapowiedź nowego życia, nowej jakości, jakiejś wielkiej
odbudowy… Zwłaszcza,
jeśli weźmie się pod uwagę wcześniejsze słowa, w których Bóg
wyraźnie
mówi,
że to przez
własne swe grzechy
naród
popadł w nieszczęścia, wynikiem czego darmo skądkolwiek
mógł
wyglądać
jakiegokolwiek ratunku. Jedynie
tylko od Boga.
Słyszymy
takie słowa, skierowane przez Boga do swego narodu: Dotkliwa
jest twoja klęska, nieuleczalna twoja rana. Nikt się nie troszczy o
twoją sprawę, nie ma lekarstwa, by cię uzdrowić. Wszyscy, co cię
kochali, zapomnieli o tobie, nie szukają już ciebie, gdyż
dotknąłem ciebie, tak jak się rani wroga, surową karą.

I
właśnie w tym kontekście bardzo pocieszające są wcześniej
przywołane słowa o odbudowie, o ratunku, o nadziei…
Tak,
bo jeżeli
Bóg nie pomoże, to kto pomoże?…

Nawet, jeżeli to od Boga przychodzi kara, to i od
Niego przyjdzie wparcie.

Człowiek czasami buntuje się, czasami odwraca się od Boga,
odchodzi od Niego… Uważa, że skoro
„zawiódł się” na Bogu,
albo
rozczarował Bogiem, to poszuka innego wsparcia, innego autorytetu.
Czy jednak znajdzie?…
Być
może,
trzeba długiego błądzenia, wielu łez i rozczarowań, żeby
człowiek jednak poszedł po rozum do głowy i zrozumiał, że tak
naprawdę tylko Bóg mu pozostał.

I tylko w Bogu cała jego nadzieja… Nawet, jeżeli do tego Boga ma
jakieś żale i pretensje,

to jednak tylko On tak naprawdę pozostaje…
Dlatego
warto
pójść za Nim i próbować
zrozumieć, dlaczego tak rozstrzygnął,
dlaczego
tak zadziałał – być
może i ostro,
ale może to naprawdę było konieczne?…
To
są oczywiście bardzo trudne sprawy, tego się nie da rozstrzygnąć
jednym rozważaniem. Bo
burz i zawirowań w życiu człowieka nie brakuje. Większość z
nich człowiek
sam powoduje.
Co
ciekawsze, wiele z nich człowiek sam
też próbuje rozwiązywać.

Tak, jak odważny Piotr, wielu postanawia zmierzyć
się osobiście

z falami i wichrami w swoim życiu. Wyruszają – jak Piotr – do
walki, mierzą się z zagrożeniami.
O
własnych tylko siłach…
Ale
to nie jest najlepszy
pomysł
– co udowodnił zresztą przykład Piotra. Bo przychodzi
zwątpienie,
bo przychodzi
zniechęcenie,

bo przychodzi zwykłe zmęczenie
– i życiowe fale zalewają, pogrążają, zdają się być nie do
pokonania. Ale wtedy właśnie Jezus jest naprawdę blisko, trzeba
tylko usłyszeć te Jego słowa: Odwagi,
Ja jestem, nie bójcie się!
Naprawdę,
Kochani, nie
warto obrażać się na Boga…

Nie warto… Jeżeli mamy do Niego jakieś pretensje, pytania, czy
żal, to „zamęczajmy”
Go pytaniami, prośbami,

dobijajmy się wręcz do Nieba o ratunek! Ale
nie odchodźmy od Boga…
Nie
szukajmy lepszych i pewniejszych przewodników i mniej wymagających
nauczycieli… Nie szukajmy, bo ich nie znajdziemy.
I
nie próbujmy sami ze wszystkim się
mocować,
bo nie damy rady. Życiowe fale zatopią nas, a ci, którzy będą
nam oferowali swoje usługi w zastępstwie Boga, okażą
się oszustami.
Dlatego,
co by się nie działo i jak by nam momentami trudno było Boga
zrozumieć i się z Nim dogadać – nie
obrażajmy się na Niego.

A jeżeli nawet obrazimy się, to od
Niego nie odchodźmy.

Pomimo wszystko…
Bo
On tak naprawdę jest blisko… Bardzo blisko… Odwagi,
Ja jestem, nie bójcie się…
Pomyślmy:

Czy
szczerze mówię Bogu na modlitwie, o co mam do Niego żal, a może
pretensje, czy także
szczerze dzielę się swoimi wątpliwościami i pytaniami?
– I
w ogóle – czy moja modlitwa to szczera rozmowa serca, czy
wygładzone „akademie ku czci”, złożone z samych okrągłych
słówek lub innych pospolitych komunałów?

Czy
zanim zacznę oskarżać Boga, lub mieć do Niego pretensje,
zastanowię się, czy aby przyczyna moich problemów nie tkwi we
mnie?

Prawdziwie
jesteś Synem Bożym!

4 komentarze

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.