Syn marnotrawny i ten… „poprawny”…

S

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu wczorajszym urodziny przeżywała Agnieszka Szeląg, życzliwa osoba z Parafii w Celestynowie, wspaniała Żona i Matka, żyjąca na co dzień wiarą i świadcząca o niej odważnie.

Imieniny natomiast przeżywał wczoraj Ksiądz Adrian Komar, z którym wspólnie pracowaliśmy w Żelechowie, a obecnie posługuje w Stanach Zjednoczonych.

Obojgu świętującym życzę Bożej opieki i wszelkiego dobra! Zapewniam o modlitwie!

Moi Drodzy, bardzo serdecznie dziękujemy Księdzu Markowi za wczorajsze słówko z Syberii! I za cenne przypomnienie, że nie należy się „nakręcać”, podsycając w sobie i podtrzymując złość, a wręcz nienawiść do całego świata. O wiele lepiej jest zaufać Bogu i zdać się na Jego prowadzenie w każdej sytuacji – oddać się pod opiekę jedynego Gospodarza winnicy.

Podpisuję się pod prośbą Księdza Marka o Wasze komentarze. Zauważyłem, że licznik odwiedzin w te dni, kiedy mamy słówko z Syberii, wyraźnie szybuje w górę. Ale komentarzy – jak na lekarstwo. Czyżby to jakieś onieśmielenie? Myślę, że niesłuszne! Dlatego proszę o Wasze wypowiedzi.

A dzisiaj, jak w każdą sobotę, słówko kieruje do nas Ksiądz Leszek. Jak zawsze, wyrażam za to ogromną wdzięczność, bo przygotowywanie rozważania musi On zawsze „wkomponować” w rytm wielu swoich zajęć duszpasterskich i naukowych. I zawsze się to udaje. Wielkie dzięki! Modlitwą odwzajemniam tę życzliwość i pracowitość!

Pozdrawiam serdecznie z Kodnia, gdzie byłem wczoraj i dzisiaj jestem jeszcze przez kilka godzin. Co dwa, trzy tygodnie, wpadam tu na dwa dni, aby pomodlić się i popracować. Czuję się tu jak w domu – już nawet Ojcowie Oblaci nazywają mnie swoim współbratem… I tak, jak w Szklarskiej Porębie mieszkam zawsze w pokoju numer osiem (hasłem, które często pada na naszych wyjazdach do Szklarskiej, jest: „Kawa do ósemki!”), tak w klasztorze kodeńskim – jest to pokój sto dwadzieścia. Zawsze, kiedy tu jestem, pamiętam w modlitwie o Was i o Waszych sprawach.

Przypominam, że dziś mamy pierwszą sobotę miesiąca.

Wsłuchajmy się zatem w Boże słowo i spróbujmy odkryć, co Pan konkretnie mówi do mnie przez to owo. Niech Duch Święty pomoże nam w tym odkrywaniu!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Sobota 2 Tygodnia Wielkiego Postu,

6 marca 2021.,

do czytań: Mi 7,14–15.18–20; Łk 15,1–3.11–32

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA MICHEASZA:

Paś lud Twój, Panie, laską Twoją, trzodę dziedzictwa Twego; co mieszka samotnie w lesie, pośród ogrodów. Niech wypasają Baszan i Gilead, jak za dawnych czasów. Jak za dni Twego wyjścia z ziemi egipskiej ukaż nam dziwy.

Któryż bóg podobny Tobie, który oddalasz nieprawość, odpuszczasz występek Reszcie dziedzictwa Twego? Nie żywi On gniewu na zawsze, bo upodobał sobie miłosierdzie.

Ulituje się znowu nad nami, zetrze nasze nieprawości i wrzuci w głębokości morskie wszystkie nasze grzechy. Okażesz wierność Jakubowi, Abrahamowi łaskawość, co poprzysiągłeś przodkom naszym od najdawniejszych czasów.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:

W owym czasie zbliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie: „Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi”.

Opowiedział im wtedy następującą przypowieść:

Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: «Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada». Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zebrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie.

A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola, żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, które jadały świnie, lecz nikt mu ich nie dawał.

Wtedy zastanowił się i rzekł: «Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników». Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca.

A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: «Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem».

Lecz ojciec rzekł do swoich sług: «Przynieście szybko najlepszą suknię i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi. Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się». I zaczęli się bawić.

Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to znaczy. Ten mu rzekł: «Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego».

Na to rozgniewał się i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedział ojcu: «Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę».

Lecz on mu odpowiedział: «Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się»”.

A OTO SŁÓWKO KSIĘDZA LESZKA:

W dzisiejszej przypowieści widzimy scenę z życia rodziny. Obserwujemy zarządcę dużego majątku, bogatego człowieka, będącego jednocześnie ojcem, mającym dwóch synów. Pierwszy z nich – młodszy – prosi go o swoją część majątku, po czym bierze dziedzictwo i żyje rozrzutnie – pełnią życia. Bawi się, nie przejmuje się przyszłością, nie oszczędza, nie pomnaża, a rozkoszuje się chwilą obecną. Wszystko roztrwania…

Tak naprawdę, to nawet nie wiemy, na co roztrwania… Możemy się tylko domyślać, że na różne przyjemności. Dla niego liczy się „tu i teraz”. Natomiast starszy syn jest bardzo blisko swojego ojca, jest wierny i posłuszny… Dba o majątek, uczciwie pomnaża. Doznaje też na co dzień wsparcia i zaszczytów ojca.

W pewnym momencie młodszy z braci traci wszystko, co otrzymał w spadku, staje się nędzarzem i bezdomnym, bez dachu nad głową i bez pożywienia. Natomiast starszy w dalszym ciągu chełpi się względami ojca, korzystając z wszelkich jego dobrodziejstw.

W swojej nędzy i upokorzeniu, młodszy brat zauważa, że nie może tak dłużnej żyć i stwierdza, że jedynym rozwiązaniem jego sytuacji jest powrót do domu ojca. I wraca… Ojciec wybiega mu na spotkanie, nie krzyczy, nie wypomina, ale cieszy się, przytula i całuje. Bierze w ramiona, ubiera w najlepszą szatę i wydaje przyjęcie.

Niestety postawa ta spotyka się z niezadowoleniem i niezrozumieniem ze strony starszego syna… Ojciec próbuje tłumaczyć: Ten brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się!

Św. Łukasz opisuje tę przypowieść, aby wytłumaczyć mentalność Pana Boga. Ukazuje Boga, który niesamowicie kocha swoje dzieci, ale zarazem nie zniewala i nie osacza swoją miłością, lecz daje prawo wyboru. Chce, abyśmy w sposób wolny na tę miłość odpowiedzieli. Tak kocha – aż do tego stopnia – że nawet w tej wolności pozwala nam odejść!

Ale zarazem ewangelista ukazuje nam też Boga stęsknionego, który raduje się z odnalezienia zagubionego człowieka, który ciągle czeka i wypatruje. I nieważne, jakbyś się nie upodlił, jak nisko nie upadł – On wybiega naprzeciw Ciebie, przytula brudnego, głodnego i wynędzniałego, wyniszczonego grzechem i strapionego…

Zauważ, że ta niesamowita historia może być o każdym z nas. Wyobraź sobie siebie, że straciłeś swoją połowę majątku, popadłeś w brudny grzech – może zdradziłeś żonę, kapłaństwo, obmawiałeś, oskarżałeś, a żyjąc w tym grzechu, stoczyłeś się na samo dno… Czujesz niesamowity wstyd, a wręcz wstręt do siebie, a także zarazem wielki strach. Chcesz iść do spowiedzi… Przygotowujesz „mowę wyjaśniającą”, zastanawiasz się, co powiesz… Boisz się reakcji, ale z drugiej strony wiesz, że gorzej być nie może i że już dłużej sam sobie nie poradzisz…

Wtedy ryzykujesz i wracasz. Wracasz do Ojca, wracasz do konfesjonału i widzisz, że On tam jest i czeka. Klękasz, wyznajesz grzechy, a wtedy Bóg Ojciec rzuca Ci się na szyję…

Myślę, że każdy z nas miał to poczucie bliskości Boga, kiedy po spowiedzi czuło się wewnętrzną radość, taką lekkość na sercu, po prostu – uścisk Boga! Bo On cieszy się bardziej z nawracającego się grzesznika, niż z tych, którzy od zawsze są w Kościele. Bo ci, którzy są w Kościele, oni już są dziećmi Boga i cały Boży majątek należy do nich, oni już korzystają z Bożych dóbr.

Ale istnieje też inne niebezpieczeństwo… Jakie? Takie mianowicie, że może jesteś człowiekiem, który przestrzega przykazań, wypełnia wolę Bożą, który codziennie się modli, biega do kościoła, spowiada się, a nie potrafi się cieszyć nawróceniem bliźniego, jest zazdrosny, kiedy tamten zbliża się do Boga i przestaje grzeszyć.

Może w takiej sytuacji myślisz, że masz większe względy, bo w końcu on był zawsze gorszy od Ciebie. Może masz skłonność do oceniania „tych wszystkich nieidealnych”. I wtedy Ty – taki przecież idealny – robisz Bogu wyrzut i masz wrażenie, że Bóg nie jest względem Ciebie fair…

I nawet nie zdajesz sobie sprawy, że w tym momencie Twoje zbawienie jest zagrożone, że to Ty masz większy problem, bo nie chcesz „wejść na ucztę” ze swoim nowo nawróconym bratem. Można powiedzieć, że nie chcesz wejść z Nim do Domu Ojca, bo nie potrafisz się cieszyć. Nie potrafisz zaakceptować, że wszystkie łaski i sakramenty są również dla tych, których w jakiś sposób już wykluczyłeś, w których już przestałeś wierzyć, że potrafią powstać, których odepchnąłeś i skazałeś na potępienie.

Domagasz się szczególnych względów? Masz pretensje? Trochę to dziwne, bo Bóg jest niekonwencjonalny w swoich poczynaniach. On kocha każdego z nas i na każdego z nas czeka. On jednym gestem rozbija nasz cały ułożony plan działania, jeśli tylko wracamy … On daje też powracającemu najlepszą szatę i pierścień! On Tobie nic nie zabiera…, Ty już masz wszystko, bo wszystko, co dał, jest Twoje! Ale On daje kolejnemu – bo właśnie taki jest Twój Bóg!

W kontekście tej Ewangelii warto by pomyśleć, którym synem ja dzisiaj jestem?… Ile już roztrwoniłem majątków Ojca? Ile talentów?… Ile czasu?… Ile okazji do dobrych uczynków?… Ilu ludzi osądziłem?… Ilu skazałem na potępienie?…

10 komentarzy

  • To już kolejny dzień bez Eucharystii,
    Zaczynam się martwić i rozmyślać czy nie roztrwoniłem tego majątku, który mi dałeś.
    Ojcze czy mnie jeszcze pamiętasz?
    Czy Twój Syn nie ma mi za złe, że się oddaliłem od Ciebie?
    Są różne choroby w naszym życiu, a ta choć w moim przypadku jest bardzo łaskawa, blokuje mnie jednak zewnętrznie przed otwartością Eucharystyczną.
    Chciałbym bardzo biec do Ciebie, ale nie mogę…
    Wybacz mi Panie wszystkie sytuacje kiedy mogłem przyjść do Ciebie, a wybierałem inne towarzystwo.

    • Jak rozumiem, przyczyną jest choroba. No, cóż… Pewnie wolą Bożą w tym momencie jest poniesienie takiego właśnie krzyża. To też można ofiarować w jakiejś intencji, czyniąc to naprawdę pięknym darem dla Jezusa. A przy okazji – wypraszając Boże łaski w różnych sprawach.
      xJ

  • Tą Ewangelię przeżywałam wczoraj… Wystarczyło zawrócić z błotnistej drogi… Wystarczyło powiedzieć Ojcze zgrzeszyłam… i usłyszałam słowa przebaczenia, poczułam uścisk Ojca. I dostałam białą szatę i ucztę Ojciec wyprawił i chleb świeży przygotował i wyborne wino. I wielu braci i sióstr zyskałam… Nikt ode mnie nie uciekał, nie patrzył wrogo… Bądź uwielbiony miłosierny Ojcze!

  • Zupełnie jak opowieść o Episkopacie Polski. Jak olbrzymi autorytet poprzednikóww jak wielkie wzory do naśladowania roztrwonione ale czy zanosi się na powrót do Boga ? Wiem wiem…belki u siebie nie widzę ale smutno mi ,że tam gdzie warto szukać wieje chłodem.

    • Z bólem przyznaję – coś jest na rzeczy… Dlatego ja codziennie – naprawdę, proszę wierzyć, codziennie! – modlę się o nowego Prymasa Wyszyńskiego dla naszej Ojczyzny i dla naszego Episkopatu. Nie chodzi mi, oczywiście, o reinkarnację Prymasa, ale o kogoś, kto będzie miał Jego charyzmę, Jego wiarę, Jego mądrość, Jego poświęcenie. I Jego odwagę, aby grzmotnąć pięścią w stół (ewentualnie w ambonę) i mocno powiedzieć: NON POSSUMUS! Nie możemy już dalej tak żyć, i nie możemy już dalej godzić się na wszystko, co się w Kościele wyprawia i co się z Kościołem wyprawia. Bardzo nam dzisiaj potrzeba Prymasa Wyszyńskiego!
      xJ

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.