Owocnego Adwentu!

O

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Moi Drodzy, rozpoczynamy Adwent. Swoje refleksje, związane z tym faktem, zawarłem w rozważaniu.

Zapraszam do wsłuchania się w Boże słowo dzisiejszej liturgii. Co – u progu nowego czasumówi do mnie osobiście i konkretnie Pan? Duchu Święty, wprowadź mnie w ten nowy czas!

Na głębokie i religijne przeżywanie dzisiejszego dnia i całego świętego czasu Adwentu – niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

1 Niedziela Adwentu, C,

28 listopada 2021.,

do czytań: Jr 33,14–16; 1 Tes 3,12–4,2; Łk 21,25–28.34–36

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA JEREMIASZA:

Pan mówi: Oto nadchodzą dni, kiedy wypełnię pomyślną zapowiedź, jaką obwieściłem domowi izraelskiemu i domowi judzkiemu.

W owych dniach i w owym czasie wzbudzę Dawidowi potomka sprawiedliwego; będzie on wymierzał prawo i sprawiedliwość na ziemi.

W owych dniach Juda dostąpi zbawienia, a Jerozolima będzie mieszkała bezpiecznie. To zaś jest imię, którym ją będą nazywać: „Pan naszą sprawiedliwością”.

CZYTANIE Z PIERWSZEGO LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO TESALONICZAN:

Bracia: Pan niech pomnoży liczbę waszą i niech spotęguje waszą wzajemną miłość dla wszystkich, jaką i my mamy dla was; aby serca wasze utwierdzone zostały jako nienaganne w świętości wobec Boga, Ojca naszego, na przyjście Pana naszego Jezusa wraz ze wszystkimi Jego świętymi.

A na koniec, bracia, prosimy i zaklinamy was w Panu Jezusie: według tego, coście od nas przejęli w sprawie sposobu postępowania i podobania się Bogu – jak już postępujecie – stawajcie się coraz doskonalszymi! Wiecie przecież, jakie nakazy daliśmy wam przez Pana Jezusa.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego na obłoku z wielką mocą i chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie.

Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka, jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi. Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić, i stanąć przed Synem Człowieczym”.

Adwent to czas oczekiwania. Dobrze o tym wiemy, zresztą – nie od dziś, bo już od lat dziecięcych jesteśmy tego uczeni na katechezie i na kazaniach. Nic w tym dla nas nie ma nowego… Wiemy, że Adwent to czas oczekiwania na przyjście Pana.

Ponadto – Adwent jest czasem oczekiwania na przyjście Pana w podwójnym wymiarze: oczekując na Święta Bożego Narodzenia, oczekujemy na wspomnienie pierwszego przyjścia Zbawiciela do ludzi – dwa tysiące lat temu. Natomiast Adwent każe nam również patrzeć w przyszłość i dostrzec to przyjście, o którym nic konkretnie nie możemy powiedzieć – poza tym, że z pewnością ono nastąpi – a więc przyjście na końcu czasów. Tak więc Adwent staje się czasem oczekiwania, czasem przygotowania!

Jak by go bowiem nie rozumieć: czy w jednym, czy w drugim znaczeniu – a najlepiej i w jednym, i w drugim – jest to czas czas oczekiwania na Jezusa. Oczekiwania, które nie jest tylko biernym wypatrywaniem, ale zdecydowanie czymś więcej. Oto Apostoł Paweł mówi do wiernych w Tesalonikach – ale także do nas wszystkich, którzy go dzisiaj słuchamy: Aby serca wasze utwierdzone zostały jako nienaganne w świętości wobec Boga, Ojca naszego, na przyjście Pana naszego Jezusa… Moi Drodzy, zwróćmy uwagę na te określenia: «serca nienaganne», oraz: «serca utwierdzone w świętości»… Tu mamy całą istotę sprawy!

Adwent nie jest niczym innym, jak przygotowaniem serca. Oczekiwanie na Jezusa nie będzie miało sensu, jeżeli nie będzie się dokonywało najgłębiej, czyli w sercu każdej i każdego z nas.

Oto rozpoczniemy już od dzisiaj piękne, tradycyjne, adwentowe praktyki: będziemy uczestniczyli Roratach, już niedługo – także Rekolekcjach; przystąpimy do Sakramentu Pokuty – niektórzy pewnie po dość długim czasie… Będziemy także podejmowali jakieś konkretne postanowienia: może odmówimy sobie jakichś przyjemności, a może podejmiemy bardzo intensywną pracę nad pokonaniem w sobie jakiejś jednej wady, jakiejś słabości…

To są naprawdę, moi Drodzy, piękne praktyki. I bardzo dobrze, że je podejmujemy w świętych dniach Adwentu. Ale to wszystko musi nas prowadzić do uporządkowania serca, do zaprowadzenia w nim porządku, rzec by można: do przeprowadzenia w nim remanentu. Może to zbyt techniczne słowo, ale dokładnie o to chodzi!

Nasze serca naprawdę muszą się okazać jako «nienaganne», «utwierdzone w świętości» na przyjście Jezusa. Ktoś może powiedzieć, że to wszystko nie ma sensu. Po cóż to się bawić w kolejne Adwenty, po cóż utrudniać sobie życie jakimiś postanowieniami? Święta i tak będą, i tak będą; rodzina się zjedzie, przełamiemy się opłatkiem, pośpiewamy kolędy, potem pójdziemy na Pasterkę, pod choinką pewnie będą jakieś upominki, a potem – w pierwszy i drugi dzień Świąt – zasiądziemy do stołu, dobrze pojemy (a pewnie i nie tylko pojemy…); będą dni wolne od pracy i od nauki…

Wszystko i tak, i tak będzie, bo tak jest co roku i od wielu lat, więc po co po raz kolejny mówić o wyrzeczeniach, postanowieniach, o jakichś szczególnych formach przygotowania?

Właśnie, jeżeli ktoś w ten sposób traktuje Święta: tylko i wyłącznie jako zestaw tradycji i czysto zewnętrznych praktyk, to i Adwent nie będzie dla niego nic znaczył. Zupełnie nic! Jeżeli ktoś traktuje Święta tylko i wyłącznie przez pryzmat tego, co już od dobrego miesiąca słyszy w telewizyjnych reklamach, to rzeczywiście trudno się spodziewać, żeby poważnie zechciał potraktować Adwent.

W telewizji bowiem akurat Święta – mniej więcej, od 3 listopada – wiążą się z promocją takiej to, a takiej kawy, albo takiego lub innego zestawu telefonii komórkowej, lub innych atrakcji, które można (a wręcz koniecznie trzeba!) kupić pod choinkę, bo inaczej Święta na pewno będą nieudane!

Oglądamy, moi Drodzy, te wszystkie dyrdymały i słuchamy tych banałów – to jest dzisiaj chyba nieuniknione. Bo wystarczy włączyć telewizor, albo internet – i od razu mamy zestaw kilkunastu nachalnym „propozycji nie do odrzucenia”, które wżerają nam się w oczy, niczym dym z ogniska. Musimy, moi Drodzy, naprawdę zachować do tego wszystkiego dystans, żeby oglądanie tych głupot nie spowodowało, że my w końcu zaczniemy „myśleć reklamami”, a Święta całkowicie się nam skomercjalizują!

Przy czym, powiedzmy też jasno, że istotą problemu nie są tu akurat takie, czy inne, zakupy, czy ustawienie i ozdobienie choinki, czy położenie pod nią prezentów. Czymś pięknym i wręcz koniecznym jest spotkanie z rodziną przy świątecznym stole – zwłaszcza, że rok temu władza limitowała nam ilość gości, a i obecnie już jakieś pomruki w tej sprawie słyszymy. Trzeba się spotkać w rodzinnym gronie, trzeba się też do Świąt – także w tym wymiarze zewnętrznym – należycie przygotować.

Ale my naprawdę musimy pamiętać, że będziemy je przeżywali nie jako klienci supermarketów, nie tylko i wyłącznie jako biesiadnicy przy stołach, ale – przede wszystkim – jako ludzie wierzący w Boga! I jeśli tak będziemy te Święta przeżywać, to będziemy chcieli zauważyć ich najgłębszy wymiar.

Będziemy chcieli przeżywać je sercem, przezywać je właśnie w duchu wiary. A takie przeżywanie domaga się również wewnętrznego solidnego przygotowania. Przygotowania duchowego! I po to jest właśnie Adwent! Aby nasze serca okazały się nienaganne w świętości wobec Boga Ojca, na przyjście Jezusa Chrystusa. Po to jest właśnie Adwent.

Święty Paweł mówi dalej do nas wszystkich: Prosimy i zaklinamy was w Panu Jezusie: według tego, coście od nas przejęli w sprawie sposobu postępowania i podobania się Bogu – jak już postępujecie – stawajcie się coraz doskonalszymi! Jakże wyraziste i mocne słowa! Zobaczmy, moi Drodzy, jakie zadanie nam one wyznaczają.

Otóż, nie wystarczy, że my się trochę poprawimy, „jako tako” poradzimy sobie z jakimś problemem, jakimś grzechem, ograniczymy jego popełnianie. Nie wystarczy! My mamy stawać się doskonałymi! Oto zadanie chrześcijanina – mierzyć jak najwyżej, dążyć do doskonałości, dążyć do świętości. Ale i to nie wszystko!

Nie wystarczy bowiem nawet i to, że osiągniemy jakiś poziom doskonałości i już będziemy z tego zadowoleni. Nie wystarczy! Święty Paweł mówi: Stawajcie się coraz doskonalszymi! Oto zadanie, jakie wyznacza nam Apostoł Narodów. A wiemy, że mówi to nie jedynie od siebie, ale – przede wszystkim – w imieniu Boga.

To Bóg zachęca nas, abyśmy stawali się coraz doskonalszymi! Chrześcijanin nigdy nie może sobie pozwolić na połowiczność. Chrześcijanin – w sprawach wiary, w sprawach swojej duchowej formacji – musi angażować się na sto procent! I po to jest właśnie Adwent.

Dlatego nie możemy tego czasu zmarnować. Mamy przed sobą prawie cztery tygodnie szczególnego czasu – czasu adwentowej przemiany, czasu pracy nad sobą. Nie możemy zmarnować ani jednego dnia!

Podejmujemy ten czas jako okazję do wyciszenia. Dlatego nie będziemy brali udziału w hucznych zabawach i imprezach, które nie służą skupieniu. I znowu – nie chodzi tu o jakieś przesądy, nie chodzi tu o jakieś praktyki (ktoś by złośliwie powiedział – ze Średniowiecza), jakieś dziwne, przestarzałe umartwienia. Nie, to nie w tym rzecz.

Tu chodzi o wyciszenie, którego w naszym życiu jest ciągle, ale to ciągle za mało! Nie możemy dokonać żadnego uporządkowania w sercu, jeżeli nie będziemy wiedzieli, za co mamy się zabrać w pierwszej kolejności. A nie będziemy tego wiedzieli, jeżeli nie zobaczymy, jakie są największe potrzeby naszego serca. A tego z kolei nie zobaczymy, jeżeli nie zwolnimy tempa, w jakim na co dzień żyjemy, jeżeli się wewnętrznie nie wyciszymy. I po to jest właśnie Adwent.

Jezus Chrystus, mówiąc w Ewangelii o przygotowaniu na ostateczne swoje przyjście, także wskazuje na konieczność uporządkowania serca. Mówi: Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie byty ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka jak potrzask. Otóż, właśnie! Żeby nasze serca nie były ociężałe na skutek obżarstwa. pijaństwa i trosk doczesnych…

Trzeba zatem wyrzucić z tego serca to i owo, trzeba postarać się pozbyć pewnych przyzwyczajeń: może właśnie przyzwyczajenia do obżarstwa, albo do pijaństwa, może do palenia papierosów, a może do nadmiernego oglądania telewizji, czy siedzenia w internecie lub z nosem utkwionym w telefonie komórkowym – a to wszystko kosztem swoich obowiązków, albo kosztem rodziny…

A może trzeba nam się rozprawić z ciągłym obmawianiem innych, a może z lenistwem w pracy… A może trzeba coś wreszcie zrobić z tym podnoszeniem głosu na innych, z traktowaniem innych z góry. Każdy z nas wie najlepiej, co jest owym ciężarem, zalegającym w sercu, czyniącym to serce otępiałym, spowolniałym. Dobry rachunek sumienia na początku Adwentu pomoże nam wejrzeć głęboko w serce i zorientować się, w jakim kierunku ma pójść nasza praca.

Zechciejmy zająć się czymś konkretnym. Nie pracujmy nad wszystkim naraz, bo wszystkiego na raz zrobić się me da. Zechciejmy skoncentrować się na jakimś jednym grzechu, jednej naszej słabości, jednym naszym złym przyzwyczajeniu – i właśnie nad tym bardzo konkretnie popracujmy. Cały Adwent niech będzie ukierunkowany właśnie na tę pracę, na pracę nad jedną naszą, ale konkretną, wyraźną słabością. To nie jest przesada.

Komuś może się bowiem wydawać, że jeśli poprawa – to tylko całościowa, nie można się poprawić tylko z jednego. Albo się poprawiam, albo nie! Tak się może wydawać, ale najczęściej poprawa ogólna, poprawa „ze wszystkiego” – nie jest tak naprawdę żadną poprawą. Bierzemy się za wszystko – a nie wychodzi nic! Natomiast poprawa z jednego grzechu wiąże się najczęściej z poprawą na innych płaszczyznach.

Nasze bowiem słabości i grzechy jakoś się ze sobą wiążą – tak, że popełnianie jednego grzechu pociąga za sobą popełnianie innego. Na pewno to już wielokrotnie zauważyliśmy. I dlatego właśnie poprawa z jakiejś słabości – jednej i konkretnej – pociąga za sobą poprawę z innych słabości, niejako automatycznie. Dobrze więc byłoby pomyśleć, co najbardziej czyni moje serce ociężałym, czego w trakcie tegorocznego Adwentu postaram się pozbyć, nad czym popracuję… Jakie postanowienia podejmę w tym celu.

Właśnie taki mają one sens. Kiedy będziemy je podejmowali, zastanówmy się nie tylko nad tym, co podejmujemy, ale przede wszystkim: po co dane postanowienie podejmujemy? W czym ma nam ono pomóc? Jeżeli ktoś chce postanowić, na przykład, ograniczenie spożywania pokarmów, czy słodyczy, to tylko po to, aby zapanować nad wadą łakomstwa. Jeżeli ktoś postanowi mniej oglądać telewizji, to po to, aby ten czas poświęcić na inne pożyteczne sprawy, chociażby na rozmowę z rodziną.

Jeżeli ktoś postanowi sobie jakąś dodatkową modlitwę, to też warto określić, w jakiej intencji będzie się modlił. Taka motywacja pomoże dobrze wypełnić to postanowienie, bo będzie wiadomym, że ono ma w czymś pomóc, a nie być tylko postanowieniem dla samego postanowienia.

Starajmy się postanowić coś, co będzie wymagało od nas trochę wysiłku, a nie coś, z czym nie mamy problemów. Żadnego przecież sensu nie będzie miało postanowienie ograniczenia spożywania pokarmów przez kogoś, kto nie miał nigdy problemów z łakomstwem. Taki ktoś mógłby sobie postanowić – na przykład – ograniczenie języka, unikanie niektórych stów, bo akurat z tym może ma problemy.

Pamiętajmy także, aby nasze postanowienie dotyczyło nas samych, było postanowieniem osobistym, a nie stanowiło udręczenia dla innych. Jeżeli na przykład mama postanowi, że nie będzie jadała w Adwencie kolacji, to nie znaczy, że cała rodzina ma nie jeść. Jeżeli tato postanowił, że nie będzie siedział w internecie, to nie znaczy, że nikt w domu nie może dotknąć komputera.

W tym wszystkim, co tu dzisiaj sobie mówimy, moi Drodzy, nie chodzi o jakieś tanie moralizowanie, ale o to, abyśmy w naszym spojrzeniu na Adwent wyzbyli się dwóch skrajności. Po pierwsze – abyśmy nie myśleli, że to wszystko nas nie dotyczy, że jest to takie wspomnienie z dzieciństwa, kiedy to ksiądz lub pani katechetka kazali chodzić na roraty, często dając do wklejania do zeszytu jakieś obrazki i grzeczne dzieci ładnie chodziły do kościółka wcześnie rano, więc obrazków miały dużo, a za każdy dobry uczynek wkładały do koszyczka jedno ździebełko sianka, żeby przygotować żłobek dla Jezuska.

Oczywiście, na katechezie w młodszych klasach tak się czyni, ale my podejmujemy ten święty czas jako ludzie dojrzali, więc mamy spojrzeć na tę szansę w innych kategoriach, zawsze jednak ze świadomością, że to nas wszystkich dotyczy: i młodszych, i starszych, i całkiem starszych. Żaden wiek nie jest na tyle zaawansowany, żeby można było stwierdzić, że „ja już jestem za stary, żebym coś mógł zmienić. Niech się tam jeszcze młodsi ze sobą mocują, ale ja – to już nie!” To nie tak! Każdy wiek jest dobry i właściwy, aby coś zmienić w swoim sercu.

I druga skrajność to taka, że ten czas, który – przypomnijmy – jest czasem wyciszenia, w rozumieniu niektórych jest czasem smutnym, ponurym, dlatego w ich domu nie można się głośniej zaśmiać, zażartować, wszyscy mają być bardzo poważni i skupieni, bo to Adwent. I o to także w tym wszystkim nie chodzi.

O ile bowiem rzeczywiście jest to czas skupienia i wyciszenia, o tyle jest to czas radosnego przygotowania. Dlatego żartujmy, okazujmy sobie radość, darzmy się nią nawzajem, ale pracujmy nad sobą. To przecież sam Jezus powiedział, że taki post, którego wyrazem jest tylko zwieszona głowa i smutek – często tylko po to, aby inni widzieli – nie jest żadnym postem. Także nasza adwentowa przemiana może i powinna przebiegać w duchu chrześcijańskiej radości!

Przecież przyjście Jezusa jest też wydarzeniem na wskroś radosnym! Bardzo jasno mówi nam o tym dzisiaj Jezus w Ewangelii, gdy wzywa nas: Nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie! A Prorok Jeremiasz, cytując słowa Boże, mówi w pierwszym czytaniu: Oto nadchodzą dni, kiedy wypełnię pomyślną zapowiedź, jaką obwieściłem domowi izraelskiemu i domowi judzkiemu. […] W owych dniach Juda dostąpi zbawienia, a Jerozolima bidzie mieszkała bezpiecznie.

Nie tylko Juda i Jerozolima, ale i my wszyscy dostąpimy zbawienia wraz z przyjściem Jezusa. Tylko przeżyjmy ten czas mądrze i sensownie. W skupieniu – ale i w duchu radości. Nabierzmy ducha i podnieśmy głowy – podnieśmy serca! – albowiem zbliża się nasze odkupienie!

Życzmy sobie nawzajem, moi Drodzy, owocnego Adwentu!

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.