W szczęściu i w nieszczęściu…

W

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywają:

Ksiądz Jacek Wojdat, Kolega z roku święceń;

Ksiądz Jacek Szostakiewicz, starszy Kolega, pochodzący z mojej rodzinnej Parafii, Proboszcz Parafii Błogosławionych Męczenników Podlaskich w Siedlcach.

Ksiądz Jacek Guz – Proboszcz i Kustosz Sanktuarium Męczenników Podlaskich w Pratulinie.

Niech Im Pan błogosławi i ciągle wzmacnia Ich kapłańską gorliwość. Zapewniam o modlitwie!

A jutro – jak to w każdy piątek – słówko z Syberii! Czekamy!

A teraz już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Co osobiście mówi dziś do mnie Pan? Niech Duch Święty tchnie i oświeca!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Czwartek 5 Tygodnia zwykłego, rok II,

Wspomnienie Św. Scholastyki, Dziewicy,

10 lutego 2022.,

do czytań: 1 Krl 11,4–13; Mk 7,24–30

CZYTANIE Z PIERWSZEJ KSIĘGI KRÓLEWSKIEJ:

Kiedy Salomon zestarzał się, żony zwróciły jego serce ku bogom obcym i wskutek tego jego serce nie pozostało tak szczere wobec jego Pana Boga, jak serce jego ojca, Dawida. Zaczął bowiem czcić Asztartę, boginię Sydończyków, oraz Milkoma, ohydę Ammonitów. Salomon więc dopuścił się tego, co jest złe w oczach Pana, i nie okazał pełnego posłuszeństwa wobec Pana, jak Dawid, jego ojciec. Salomon zbudował również posąg Kemoszowi, bożkowi moabskiemu, na górze na wschód od Jerozolimy, oraz Milkomowi, ohydzie Ammonitów. Tak samo uczynił wszystkim swoim żonom obcej narodowości, palącym kadzidła i składającym ofiary swoim bogom.

Pan więc rozgniewał się na Salomona za to, że jego serce się odwróciło od Pana, Boga izraelskiego. Dwukrotnie mu się ukazał i zabraniał mu czcić obcych bogów, ale on nie zachował tego, co Pan mu nakazał. Wtedy Pan rzekł Salomonowi:

Wobec tego, że tak postąpiłeś i nie zachowałeś mego przymierza oraz moich praw, które ci dałem, nieodwołalnie wyrwę ci królestwo i dam twojemu słudze. Choć nie uczynię tego za twego życia ze względu na twego ojca Dawida, to wyrwę je z ręki twego syna. Jednak nie wyrwę całego królestwa. Dam twojemu synowi jedno pokolenie ze względu na Dawida, mego sługę, i ze względu na Jeruzalem, które wybrałem”.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:

Jezus udał się w okolice Tyru i Sydonu. Wstąpił do pewnego domu i chciał, żeby nikt o tym nie wiedział, lecz nie mógł pozostać w ukryciu.

Wnet bowiem usłyszała o Nim kobieta, której córeczka była opętana przez ducha nieczystego. Przyszła, upadła Mu do nóg, a była to poganka, Syrofenicjanka rodem, i prosiła Go, żeby złego ducha wyrzucił z jej córki.

Odrzekł jej: „Pozwól wpierw nasycić się dzieciom; bo niedobrze jest wziąć chleb dzieciom i rzucić psom”.

Ona Mu odparła: „Tak, Panie, lecz i szczenięta pod stołem jadają z okruszyn dzieci”.

On jej rzekł: „Przez wzgląd na te słowa idź, zły duch opuścił twoją córkę”. Gdy wróciła do domu, zastała dziecko leżące na łóżku, a zły duch wyszedł.

I oto stało się niestety to, co jawiło się już od jakiegoś czasu na horyzoncie, chociaż początkowo bardzo delikatnie i niemalże niezauważalnie… Dzisiaj – jak słyszymy – dokonało się to już wprost i oficjalnie: Salomon odwrócił swe serce od Boga Jedynego, a zwrócił ku bogom obcym.

Może tak całkowicie od Boga Jahwe się nie odwrócił, bo nawet ze słów Boga, do niego skierowanych, wynika, że ten kontakt był w jakimś stopniu utrzymany, natomiast wyraźnie lekceważył Boże polecenia, Boże ostrzeżenia, Boże upomnienia – po prostu: lekceważył Boga. Dopowiedzmy: swego Boga – tego, który dał mu tak wiele, dał mu dosłownie wszystko!

Prawdę powiedziawszy, to czytając dzisiejszy fragment Pierwszej Księgi Królewskiej można się wręcz zdumieć cierpliwością Boga, bo po tym, co zaczął wyprawiać Salomon, należało zasadniczo w jednym momencie zrobić z nim porządek, a jednak Bóg – chociaż faktycznie rozgniewał się na niego – rzekł do niego: Wobec tego, że tak postąpiłeś i nie zachowałeś mego przymierza oraz moich praw, które ci dałem, nieodwołalnie wyrwę ci królestwo i dam twojemu słudze. Choć nie uczynię tego za twego życia ze względu na twego ojca Dawida, to wyrwę je z ręki twego syna. Jednak nie wyrwę całego królestwa. Dam twojemu synowi jedno pokolenie ze względu na Dawida, mego sługę, i ze względu na Jeruzalem, które wybrałem.

Zatem, chociaż przyjdzie zasłużona kara, to jednak Bóg – jak może – oszczędza Salomona i jego królestwo. Dlatego sam Salomon nie doświadczy na sobie osobiście skutków swego działania, odczują je natomiast jego następcy. Ale i oni nie doświadczą jakiejś totalnej klęski, natomiast nastąpi podział królestwa. Ale i tak, następcy Salomona zachowają jakąś część królestwa, nie będzie im wszystko odebrane – dlaczego?

Bo Bóg zachował pamięć o pięknej i wiernej postawie Dawida, ojca niewiernego króla Salomona. Zobaczmy, aż dwukrotnie w tej niezbyt długiej, przywołanej tu wypowiedzi Boga, słyszymy odniesienie do Dawida i stwierdzenie, iż to właśnie dzięki jego postawie i jego wierności – będzie oszczędzona surowa kara jego synowi, który nie dochował takiej wierności, jak ojciec.

A przecież Dawid także w swoim życiu pobłądził. Pamiętamy jego wyjątkowo perfidny i okrutny czyn, jakim było uwiedzenie Batszeby, żony swego żołnierza i doprowadzenie do śmierci jego samego. A komentatorzy biblijni zwracają uwagę na kilka jeszcze, zdecydowanie mniejszego kalibru, ale jednak wyraźnych znaków nieposłuszeństwa Bogu w pewnych konkretnych sytuacjach.

Dawid zatem nie był wolny od zła, nie był jakimś „nadczłowiekiem”, a jednak jego serce do końca pozostało prawe i wierne Bogu. Nawet bowiem, jeżeli popełniał zło, to potrafił się z niego szybko wycofać i szczerze, naprawdę bardzo szczerze żałować za nie, korząc się przed Bogiem. I to Bogu wystarczyło, aby nie wspominać już jego grzechów, a – wprost przeciwnie – przypominać ciągle jego zasługi i z tych zasług udzielać swoich dobrodziejstw jego synowi i dalszym potomkom.

Jakże więc wysoko ceni Bóg wierność, jaką zachowuje wobec Niego człowiek. Jak bardzo ujmuje Boga za serce postawa człowieka, który może faktycznie pobłądzi i może nawet bardzo zasmuci Boga takim, czy innym swoim „dokonaniem”, ale jednak do tego Boga ciągle wraca i stara się przy Nim trwać, pomimo różnych trudności. Także tych trudności, które sam powoduje swoją postawą.

Bóg docenia taką wierność, docenia wiarę człowieka, który szczerze szuka z Nim kontaktu i z ufnością składa swój los w Jego ręce. Tak, jak uczyniła to matka dziewczynki, opętanej przez ducha nieczystego, o czym słyszymy w dzisiejszej Ewangelii. Kobieta ta – jak słyszymy: poganka, Syrofenicjanka rodemnie zważała na to, że nie należy do narodu wybranego, który miał swoiste pierwszeństwo w otrzymywaniu darów, jakie rozdzielał na ziemi Boży Syn.

Zresztą, sprawa tegoż pierwszeństwa została kobiecie dzisiaj dość mocno przypomniana przez samego Bożego Syna, w tych oto słowach: Pozwól wpierw nasycić się dzieciom; bo niedobrze jest wziąć chleb dzieciom i rzucić psom.

Musimy przyznać, że to mocne słowa i zasadniczo powinna się ona na Jezusa za nie obrazić, odejść oburzona, zlekceważona, poniżona. Ona jednak, z wielką pokorą, ale i wiarą, odpowiedziała: Tak, Panie, lecz i szczenięta pod stołem jadają z okruszyn dzieci. A wtedy okazało się, że fakt takiego, czy innego pochodzenia, nie miał już znaczenia, bo otrzymała to, o co prosiła… Trwała ona konsekwentnie w swojej postawie – i na tym wygrała.

Dawid należał do narodu wybranego i był jego królem, ale też trwał przy Panu – i na tym wygrał. Salomon należał do narodu wybranego i był jego królem, ale odwrócił się od Pana – i na tym przegrał.

Zatem, nie pochodzenie, nie pełnione urzędy, nie tytuły przed nazwiskiem, nie opinia wśród ludzi – ale trwanie przy Bogu, w jedności z Nim i w posłuszeństwie Jego woli, prowadzą do zwycięstwa. I nawet nie osobiste dokonania, jakich przecież na koncie wiele miał Salomon, a wśród nich budowę monumentalnej świątyni. Czy słyszymy dzisiaj – w słowach Boga, skierowanych do Salomona – jakiekolwiek nawiązanie do tych zasług i osiągnięć?

Nie! Słyszymy odwołanie do postawy ojca króla Salomona, czyli Dawida. A jego największą zasługą było wierne trwanie przy Bogu. Taka postawa niezwykle się Bogu podoba. Właśnie tego doświadczyła kobieta z dzisiejszej Ewangelii. Tego i my doświadczymy, o ile tylko będziemy naprawdę trwali przy Panu, wracając do Niego konsekwentnie, jeżeli zdarzyłoby się nam nieszczęście zejścia na kręte drogi grzechu.

Tego z całą pewnością wielokrotnie doświadczyła – bo przecież wiernie trwała przy Bogu – Patronka dnia dzisiejszego, Święta Scholastyka.

Pochodziła z Nursji. Była bliźniaczką Świętego Benedykta – i od dziecka była niewątpliwie pod jego urokiem. Towarzyszyła Bratu w jego podróżach i naśladowała jego tryb życia, poświęcony Panu Bogu. Kiedy Święty Benedykt założył pierwszy klasztor w Subiaco, ona poniżej założyła podobny klasztor dla niewiast. Do dnia dzisiejszego istnieją tam dwa klasztory na wzgórzach, w pobliżu Subiaco. Tam też można także oglądać grotę, gdzie się spotykali na „świętych rozmowach”.

Podobnie działo się na Monte Cassino, o czym pisze Święty Papież Grzegorz Wielki w swoich „Dialogach”. Kiedy się to czyta, można się nawet lekko uśmiechnąć, bo nas, patrzących dzisiaj na świat w inny sposób i mierzących go innymi kategoriami, może trochę śmieszy to, że wszystko, co mówili i robili średniowieczni Święci, było «święte»«święty» Brat i «święta» Siostra prowadzili «święte» rozmowy…

A i to może nas dziwić, że to Scholastyka, chcąc przedłużyć ową «świętą» rozmowę z Bratem, pomodliła się i „sprowadziła” na ziemię taką burzę, iż Benedykt nie był w stanie powrócić do klasztoru. A widząc to, uczynił wymówkę Scholastyce, w słowach: „Niech Bóg wybaczy Ci Twój czyn, Siostro!”. Taka jest właśnie średniowieczna hagiografia. Jednak z całego tego opisu tchnie jakimś wielkim pokojem serca i wyraźnie widać szczere i całkowite zjednoczenie z Bogiem obojga «świętego» Rodzeństwa.

Tak zatem Święty Grzegorz Wielki opisuje ich ostatnie spotkanie:

Scholastyka, siostra Świętego Benedykta, od samego dzieciństwa poświęcona wszechmogącemu Bogu, miała zwyczaj raz w roku odwiedzać swojego brata. Mąż Boży przyjmował ją niedaleko poza bramą, w pomieszczeniu należącym do klasztoru. Pewnego dnia przybyła według zwyczaju, a czcigodny brat wyszedł ku niej ze swymi uczniami. Cały dzień spędzili na modlitwie i świętych rozmowach, a kiedy zapadł zmrok, spożyli wspólnie posiłek.

Ponieważ do późnych godzin przeciągnęły się ich święte rozmowy, Scholastyka zwróciła się do brata ze słowami: „Proszę cię, nie odchodź ode mnie tej nocy. Aż do świtu rozmawiajmy o radościach nieba”. On jednak odparł: «Siostro, o czym ty mówisz? Żadną miarą nie mogę przebywać poza klasztorem».

Świątobliwa niewiasta, skoro usłyszała odmowę brata, oparła na stole złożone ręce i modląc się do wszechmogącego Boga pochyliła głowę. Kiedy zaś uniosła ją znad stołu, rozszalała się tak wielka burza z grzmotami i błyskawicami, zerwała się tak gwałtowna ulewa, iż ani Benedykt, ani towarzyszący mu bracia nawet na krok nie mogli odejść z miejsca, w którym przebywali.

Wtedy to zmartwiony mąż Boży zaczął narzekać: «Niech Bóg wszechmogący wybaczy Ci Twój czyn, Siostro». Lecz ona odpowiedziała: «Oto prosiłam Cię, a nie chciałeś mnie wysłuchać. Poprosiłam więc Boga mego, i zostałam wysłuchana. Teraz więc odejdź, jeśli zdołasz. Pozostaw mnie i wracaj do klasztoru». Tak więc ten, który nie chciał pozostać dobrowolnie, pozostał wbrew swojej woli. Cały czas czuwali przeto razem, znajdując pokrzepienie we wzajemnej wymianie świętych myśli.

A nic w tym dziwnego, iż owej godziny Scholastyka przemogła brata. Albowiem zgodnie ze słowami Świętego Jana: Bóg jest miłością, było rzeczą zupełnie słuszną, aby więcej potrafiła ta, która więcej umiłowała.

A kiedy w trzy dni później mąż Boży, znajdując się w swojej celi, podniósł oczy ku niebu, zobaczył, jak dusza jego siostry, opuściwszy ciało, ulatuje pod postacią gołębicy ku wyżynom nieba. Ciesząc się tak wielką jej chwałą, złożył Bogu dzięki hymnami i modlitwami. Posłał też braci, aby przynieśli jej ciało do klasztoru i złożyli w grobie, który przygotował dla siebie. Tak się stało, iż nawet grób nie rozdzielił tych, których umysły zawsze były zjednoczone w Bogu.” Tyle z opisu Papieża Grzegorza.

Scholastyka zmarła 10 lutego 547 roku. Jest uważana za matkę duchową wszystkich benedyktynek.

Wpatrzeni w świetlany przykład jej świętego życia i zasłuchani w Boże słowo dzisiejszej liturgii, raz jeszcze zapytajmy o nasze trwanie przy Bogu. Czy zawsze, w każdej sytuacji, jesteśmy z Nim w jedności? Czy nie oddalają nas od Niego ani nasze upadki i nieszczęścia, jakie nas spotykają, ani nasze powodzenia, które mogłyby powodować przekonanie, że Bóg nie jest nam już potrzebny, bo radzimy sobie sami?

Na to pytanie każda i każdy z nas musi odpowiedzieć bardzo osobiście i bardzo szczerze: Czy w szczęściu i w nieszczęściu – trwam przy Panu?…

2 komentarze

  • „Dwukrotnie mu się ukazał i zabraniał mu czcić obcych bogów, ale on nie zachował tego, co Pan mu nakazał.”
    Słabość ludzka, grzech, demony odmieniły serce Salomona. Nawet dwukrotne upomnienie samego Boga, nie pomogło.
    Można by powiedzieć tak było od zarania dziejów, tak jest… i tak będzie… ale przecież z narodzeniem Jezusa rozpoczęliśmy nową erę. Ze swoim narodzeniem rozpoczęliśmy nowe życie a z Chrztem Świętym i Bierzmowaniem otrzymaliśmy Ducha Świętego, narodziliśmy się z Ducha i Paraklet, który nas wciąż poucza i prowadzi po drodze życia, służy nam radą w każdej potrzebie. Tylko czy my chcemy słuchać… Może od dzisiejszej poganki Syrofenicjanki powinniśmy się uczyć wiary, odwagi w proszeniu i ufności w moc Bożą. Tylko czy my dziś chcemy iść za Jezusem…

    • O to właśnie chodzi: pomocy z Nieba mamy bez liku! Ale na końcu i tak zawsze jest nasza osobista decyzja, co z tym zrobimy…
      xJ

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.