Już dzisiaj! Już teraz!

J

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Moi Drodzy, o dzisiejszych Jubilatach wspomnę jutro, bo już ruszam do Parafii Brzeziny, w Dekanacie ryckim, gdzie dzisiaj rozpoczynam prowadzenie Misji parafialnych, jakie w naszej Diecezji prowadzone są w związku z niedawnym Jubileuszem dwustulecia Diecezji. Będę Was na bieżąco informował, co się będzie działo w kolejne dni. Dzisiaj inauguracja oraz uroczyste wprowadzenie do świątyni Księgi Pisma Świętego i wręczenie jej Rodzinom. Już dziś dziękuję mojemu Przyjacielowi, Księdzu Mariuszowi Szyszko, Proboszczowi Parafii, za zaproszenie!

A oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej niedzieli!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

3 Niedziela Wielkiego Postu, C,

20 marca 2022.,

do czytań: Wj 3,1–8a.13–15; 1 Kor 10,1–6.10–12; Łk 13,1–9

CZYTANIE Z KSIĘGI WYJŚCIA:

Mojżesz pasł owce teścia swego Jetry, kapłana Madianitów; zawiódł pewnego razu owce w głąb pustyni i przyszedł do góry Bożej Horeb. Wtedy ukazał mu się anioł Pana w płomieniu ognia w środku krzewu. Mojżesz widział, jak krzew płonął ogniem, a nie spłonął od niego.

Rzekł wtedy Mojżesz: „Zbliżę się, aby ujrzeć lepiej to niezwykłe zjawisko, dlaczego krzew się nie spala”. Gdy zaś Pan ujrzał, że Mojżesz się zbliżał, aby lepiej mógł ujrzeć, zawołał doń Bóg: „Mojżeszu, Mojżeszu!”

On zaś odpowiedział: „Oto jestem”.

Rzekł mu: „Nie zbliżaj się tu. Zdejm sandały z nóg, gdyż miejsce, na którym stoisz, jest ziemią świętą”. Powiedział jeszcze Pan: „Jestem Bogiem ojca twego, Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba”.

Mojżesz zasłonił twarz, bał się bowiem ujrzeć Boga.

Pan mówił: „Dosyć napatrzyłem się na udrękę ludu mego w Egipcie i nasłuchałem się narzekań jego na ciemięzców, znam tedy dobrze jego uciemiężenie. Zstąpiłem, aby go wyrwać z jarzma egipskiego i wyprowadzić z tej ziemi do ziemi żyznej i przestronnej, do ziemi, która opływa w mleko i miód”.

Mojżesz zaś rzekł Bogu: „Oto pójdę do synów Izraela i powiem im: Bóg ojców naszych posłał mnie do was. Lecz gdy oni mnie zapytają, jakie jest Jego imię, to cóż im mam powiedzieć?” Odpowiedział Bóg Mojżeszowi: „Ja jestem, który jestem”. I dodał: „Tak powiesz synom Izraela: Ja jestem posłał mnie do was”.

Mówił dalej Bóg do Mojżesza: „Tak powiesz synom Izraela: Pan, Bóg ojców waszych, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba przysłał mnie do was. To jest imię moje na wieki i to jest moje zawołanie na najdalsze pokolenia”.

CZYTANIE Z PIERWSZEGO LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO KORYNTIAN:

Nie chciałbym, bracia, żebyście nie wiedzieli, że nasi ojcowie wszyscy co prawda zostawali pod obłokiem, wszyscy przeszli przez morze i wszyscy byli ochrzczeni w imię Mojżesza, w obłoku i w morzu; wszyscy też spożywali ten sam pokarm duchowy i pili ten sam duchowy napój. Pili zaś z towarzyszącej im duchowej skały, a skałą był Chrystus. Lecz w większości z nich nie upodobał sobie Bóg; polegli bowiem na pustyni.

Stało się zaś to wszystko, by mogło posłużyć za przykład dla nas, iżbyśmy nie byli skłonni do złego, jak oni zła pragnęli. Nie szemrajcie, jak niektórzy z nich szemrali i zostali wytraceni przez dokonującego zagłady.

A wszystko to przydarzyło się im jako zapowiedź rzeczy przyszłych, spisane zaś zostało ku pouczeniu nas, których dosięga kres czasów. Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:

W tym czasie przyszli niektórzy i donieśli Jezusowi o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar.

Jezus im odpowiedział: „Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloe i zabiła ich, było większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Jerozolimy? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie”.

I opowiedział im następującą przypowieść: „Pewien człowiek miał drzewo figowe zasadzone w swojej winnicy; przyszedł i szukał na nim owoców, ale nie znalazł. Rzekł więc do ogrodnika: «Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym drzewie figowym, a nie znajduję. Wytnij je: po co jeszcze ziemię wyjaławia?» Lecz on mu odpowiedział: «Panie, jeszcze na ten rok je pozostaw; ja okopię je i obłożę nawozem; może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz je wyciąć»”.

Po czterystu trzydziestu latach udręczenia w egipskiej niewoli, naród wybrany doczekał się Bożej interwencji, mającej go ostatecznie z tego stanu wyzwolić. Długo Izraelici jęczeli pod batem swoich ciemiężycieli, ale teraz oto doczekali, że ich płacz poruszył – by tak to ująć – serce Boże i mieli wyruszyć ku wolności, ku Ziemi Obiecanej.

W tym celu Bóg powołał – w tak niezwykły sposób, jak to dzisiaj usłyszeliśmy – Mojżesza, człowieka cudownie ocalonego w dzieciństwie z pogromu, zgotowanego przez faraona, a następnie wychowującego się i żyjącego na tym dworze – aż do dnia, kiedy to stanął on w obronie bitych swoich i poniewieranych rodaków, za co faraon chciał go zabić, ale ten na szczęście uratował się ucieczką.

Idąc przez pustynię, dotarł szczęśliwie do kraju Madianitów, tam osiadł, tam się ożenił, doczekał się potomstwa… Żyło mu się bardzo dobrze, spokojnie i dostatnio, aż przyszedł ów dzień, kiedy to Pan powołał go do zadania naprawdę wyjątkowego. Zresztą, samo powołanie także dokonało się w sposób wyjątkowy: Bóg osobiście przemówił do Mojżesza, ukazując się mu w krzaku gorejącym.

Od tego momentu wszystko się zaczęło – można powiedzieć: wszystko nowe zaczęło się dla ludu wybranego. Zaczął się nowy etap ich historii – etap rozpoczęty wyjściem z Egiptu, by potem długo uczyć się wolności i pokonywać w sobie syndrom niewolnika – na to Bóg dał im czterdzieści lat na pustyni, bo aż do takiego czasu przedłużył ich wędrówkę po to, aby pokolenie przesiąknięte niewolą wymarło, a do Ziemi Obiecanej weszło już pokolenie nowe.

O trudach tej wędrówki – a bardziej: o trudach uczenia się wolności – mówi dzisiejsze drugie czytanie, w którym Paweł Apostoł stwierdza: Nie chciałbym, bracia, żebyście nie wiedzieli, że nasi ojcowie wszyscy co prawda zostawali pod obłokiem, wszyscy przeszli przez morze i wszyscy byli ochrzczeni w imię Mojżesza, w obłoku i w morzu; wszyscy też spożywali ten sam pokarm duchowy i pili ten sam duchowy napój. Pili zaś z towarzyszącej im duchowej skały, a skałą był Chrystus. Lecz w większości z nich nie upodobał sobie Bóg; polegli bowiem na pustyni.

Obłok, o którym tu mowa, to oczywiście ten, który osłaniał Izraelitów za dnia, przed żarem słońca, ale to również ten, z którego Bóg przemawiał do swego ludu. W nocy była to pochodnia ognia. Pokarm, o którym mowa, to manna, a woda – to ta, która wypłynęła ze skały, po uderzeniu przez Mojżesza drewnianą laską. Skała zaś jest symbolem Chrystusa, który zdroje swoich łask – niczym zdroje wody na pustyni – będzie rozlewał na wszystkich, którzy w Niego uwierzą.

Na pustyni jednak wielu nie uwierzyło, dlatego Bóg sobie w nich nie upodobał… Dlatego – jak słyszeliśmy – polegli oni na pustyni. Tam pomarli, tam zostali pochowani, a do Ziemi Obiecanej weszło pokolenie zrodzone już na pustyni – tak, właśnie w tym trudnym czasie wędrówki – które nie zostało skażone niewolą i myśleniem niewolnika.

Dlatego też Paweł Apostoł każe wiernym Koryntu – ale i nam wszystkim, w drugim dzisiejszym czytaniu – wyciągnąć konkretne wnioski z tych wydarzeń. Pisze: Stało się zaś to wszystko, by mogło posłużyć za przykład dla nas, iżbyśmy nie byli skłonni do złego, jak oni zła pragnęli. Nie szemrajcie, jak niektórzy z nich szemrali i zostali wytraceni przez dokonującego zagłady. I kończy bardzo dosadnym zdaniem: Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł.

I to samo mówi dziś Jezus w Ewangelii. Wskazując na dwa mocne przykłady nieszczęścia, jakie spotkało najpierw Galilejczyków, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar, a następnie osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloe i zabiła ich, stwierdza bardzo jednoznacznie: Jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie. Oczywiście, to nie musi być śmierć, zadana dokładnie w taki sposób, jaki spotkał tamtych – i nie chodzi Jezusowi o śmierć cielesną – ale o śmierć duchową, o wieczne potępienie. Jeśli się nie nawrócicie…

Stwierdzenie o tyle jasne, co kategoryczne i nie pozostawiające wątpliwości. Aczkolwiek nie oznaczające jakiegoś czyhania na człowieka, żeby go przyłapać na jakimkolwiek błędzie, na jakimś potknięciu, i powiedzieć: „A, mam Cię, gagatku… Teraz mi się nie wymkniesz!” To nie tak.

Świadczy o tym piękny obraz drzewa, które pomimo iż nie przynosi owoców, otrzymuje jeszcze szansę. Chociaż pan, właściciel tego pola, chętnie by je wyciął i nawet polecił to ogrodnikowi, to jednak właśnie ów ogrodnik staje w obronie drzewa. Sam obiecuje podjąć działania zaradcze, aby dać szansę drzewu. Może jeszcze wyda owoce… Ale i on stwierdza wyraźnie, że jeśli to się nie stanie, wówczas już nie będzie innego wyjścia, jak tylko drzewo wyciąć…

Moi Drodzy, zbierzmy sobie te wszystkie przesłania, te wszystkie obrazy, jakie zostały nam dzisiaj ukazane. Oto Pan sam wychodzi do nas i wyciąga rękę, aby nas poprowadzić przez życie, aby nas wyprowadzić z niewoli grzechu. Zapala przed nami krzak gorejący, z którego do nas przemawia i którym rozjaśnia nasze umysły i serca. Takim znakiem z pewnością są misje parafialne, takim znakiem są rekolekcje wielkopostne, takim znakiem jest każda Spowiedź, takim znakiem jest Boże słowo, takim gorejącym krzakiem jest każde spotkanie z Panem na Mszy Świętej i na modlitwie.

Za każdym razem, jest to na tyle wyraźny i mocny znak, że nie da się go nie zauważyć. Mojżesz nie mógł – ot, tak sobie – powiedzieć, że nic się nie dzieje, na zasadzie, że owszem, jakiś krzak się zapalił, ale to się w końcu zdarza. Nie, on od razu rozpoznał, że jest to jakiś znak dla niego. Potwierdziły to zresztą słowa, jakie za chwilę usłyszał.

do nas także Pan przemawia przez te konkretne znaki. Żeby to jeszcze raz powtórzyć: zapala przed nami mocny ogień, blask swojej obecności, mówi do nas, wzywa do konkretnego działania. I towarzyszy nam, jak narodowi wybranemu na pustyni, w naszej wędrówce przez życie i w naszym trudnym uczeniu się wolności – tej duchowej wolności, bo tematu wolności politycznej w tym momencie nie ruszamy.

On sam osłania nas od zła i prowadzi przez pustynię, rozlewa zdroje łaski – dokładnie tak, jak na pustyni, rozlewał zdroje żywej wody ze skały. I to wszystko dla nas, moi Drodzy – to są czytelne znaki, wobec których nie możemy przejść obojętnie. Nie powinniśmy!

Wiemy jednak, że różnie bywa… Bo choć to wydaje się wręcz niemożliwe, to jednak można zachować się zupełnie inaczej, niż zachował się Mojżesz. On przejął się tym, co zobaczył i usłyszał, a potem uważnie nasłuchiwał, co Bóg każdorazowo mówił do niego, kiedy pytał Go o różne sprawy, związane z prowadzeniem swego ludu do Ziemi Obiecanej. Mojżesz pozostał wierny Bogu.

Czego nie można powiedzieć o jego narodzie, bo ten niejednokrotnie przypominał owo drzewo, opisane w dzisiejszej Ewangelii – drzewo, któremu dano szansę, ale które tej szansy nie wykorzystało. Mówimy o narodzie, bo jak było z ewangelicznym drzewem, nie wiemy, natomiast wiemy, że naród wybrany niejednokrotnie mocno zawodził swego Boga… I nie przynosił dobrych owoców nawrócenia.

Dlatego tak mocne zdanie Jezusa: Jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie. I równie mocne zdanie Świętego Pawła: Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł.

Moi Drodzy, niech nas Bóg broni przed zbytnią pewnością siebie, niech nas broni przed zbytnim przekonaniem o swojej świętości i doskonałości. Oczywiście, my tu, dzisiaj obecni, z pewnością nie jesteśmy jakimiś ciężkimi grzesznikami, którzy otwarcie buntują się przeciwko Bogu i błądzą z dala od Niego. Skoro tu dziś – i w każdą niedzielę, a nieraz i w dni powszednie – przychodzimy, to znaczy, że jesteśmy blisko Boga i staramy się być Mu wierni.

Ale to nie oznacza, że nie potrzebujemy ciągłego nawracania się z wad i grzechów, które powtarzają się w naszym życiu, do których może się już przyzwyczailiśmy się i z którymi – niestety – jest nam dobrze! Myślimy tu o naszej wadzie głównej, czyli takim zachowaniu, takim jakimś złym przyzwyczajeniu, które wrosło w nasze serce i ciągle powoduje zamieszanie w naszym życiu, jest źródłem wielu innych grzechów.

Każdy z nas ma jakąś taką swoją złą skłonność, złe przyzwyczajenie, do którego podchodzi się na tej zasadzie, że „ja po prostu już taki jestem i raczej się nie zmienię. Świat musi mnie takim zaakceptować”. Otóż, nie musi i nie gódźmy się na to, że to się nie da zmienić. Jeżeli jest to takie przyzwyczajenie, które istotnie powoduje zamieszanie w naszym życiu i jest źródłem grzechów, to trzeba się z nim rozprawić! Może właśnie w tym Wielkim Poście.

Może właśnie ten czas jest najlepszym na to, by się tym zająć. Bo kto wie, czy dla kogoś z nas, tu obecnych, nie jest to ostatni Wielki Post, a może nawet ostatni dzień życia. Nigdy tego nie wiemy. I nie chodzi mi tu o jakieś straszenie, ale o jasność sytuacji, że Pan naprawdę daje nam czas, daje nam szansę, zapala przed nami nawet nie jeden, a wiele takich mocno gorejących i mocno jaśniejących krzaków, z których przemawia do nas, wzywając do nawrócenia. Naprawdę, nie możemy udawać, że ich nie widzimy!

I nie możemy odkładać na inny czas – jakiś rzekomo lepszy czas – naszego nawrócenia, swojej odważnej decyzji o zerwaniu z wadą główną, o zerwaniu ze złym przyzwyczajeniem, o zerwaniu z grzechem. Naprawdę, ten czas i to zaproszenie, które dzisiaj po raz kolejny otrzymujemy, to jest właśnie najlepszy czas i najlepsza okazja, aby posłuchać Pana i dać się poprowadzić. Nie czekajmy już dłużej, nie odkładajmy na później.

Już dzisiaj, już teraz – pójdźmy za Panem, uwierzmy Mu, przynieśmy Mu dobre owoce naszego życia! Już dzisiaj! Już teraz!

1 komentarz

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.