Po prostu – Serce…

P

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym imieniny obchodzi nasz Tato, Jan Jaśkowski. Cym naszym Rodzeństwemtakże z okazji wczorajszego Dnia Ojca – dziękujemy za konsekwentną postawę wiary nadzwyczajną pracowitość, a w szczególności: za świadectwo miłości małżeńskiej, wyrażającej się w codziennej cierpliwej i wytrwałej trosce o chorą swoją Żonę, a naszą Mamę. Do tego dochodzi opieka nad trójką Wnucząt, za którymi trzeba „nadążyć”. I Dziadek zawsze nadąża!

Dziękujemy za atmosferę naszego Domu rodzinnego, którą wspólnie z Mamą tworzą! Dziękujemy za stałą troskę o nas i modlitwę w naszych intencjach!

Życzymy siły i mocy z Nieba, oraz wszelkich natchnień Ducha Świętego, aby tej pogody ducha i życiowej energii, którą widzimy i podziwiamy, nigdy nie zabrakło! I tego specyficznego poczucia humoru, z którego nasz Tato jest znany… Całym sercem – całym Rodzeństwem – wspieramy modlitwą!

Ponadto, imieniny dziś przeżywają:

Ksiądz Jan Miedzianowski – mój Kolega z roku święceń, posługujący na misjach w Peru;

Ojciec Jan Klubek – Oblat, posługujący w Kodniu, Kierownik duchowy niemal połowy świata, w tym także mój duchowy Przewodnik;

Ksiądz Jan Babik – Kanclerz Kurii diecezjalnej siedleckiej;

Ksiądz Jan Spólny – Proboszcz w Parafii w Gończycach;

Ksiądz Jan Pilipiuk – wieloletni, już emerytowany Kapelan Szpitala w Białej Podlaskiej;

Ksiądz Jan Grzesiak – emerytowany Kapłan, zamieszkujący obecnie w Kodniu, w swoim mieszkaniu, ale wspierający posługą Ojców Oblatów;

Ksiądz Jan Kluska – starszy Kolega z Seminarium,

Jan Grajda – pełniący posługę Kościelnego w Celestynowie.

Siostra Janina Serowik – Przełożona Domu Sióstr Służek w Miastkowie;

Siostra Janina Jadłowska – posługująca także w tej Wspólnocie.

Siostra Danuta Marczykowska – posługująca za moich czasów w Miastkowie, a obecnie na innej placówce;

Janek Kondej, Lektor w Samogoszczy, bardzo sympatyczny, młody Człowiek, głęboko żyjący wiarą; a tak w ogóle – to prawa ręka swego Księdza Proboszcza; a także Autor rozważań poniedziałkowych na naszym blogu i Redaktor strony naszego Duszpasterstwa Akademickiego. Bardzo dziękuję Jankowi za tak wieloraką i twórczą aktywność – i za naszą przyjaźń, a przede wszystkim: za odważne świadectwo wiary, dawane każdego dnia!

Janina Prokopiuk, Gospodyni na Plebanii w Samogoszczy.

Rocznicę święceń kapłańskim przeżywa dziś natomiast Ksiądz Andrzej Gałka, Krajowy Duszpasterz Niewidomych i Niedowidzących, Świadek życia i świętości Błogosławionego Prymasa Tysiąclecia, Sędzia w Trybunale jego Beatyfikacji, Człowiek wielkiego formatu i otwartości na ludzi, któremu jestem wdzięczny za życzliwość i bliskość, jakiej zawsze z Jego strony doznaję. To dzięki Księdzu Andrzejowi miałem zaszczyt koncelebrować Mszę Świętą Beatyfikacyjną Prymasa Tysiąclecia.

Wszystkim Solenizantkom, Solenizantom i Jubilatowi życzę wielkiej miłości serca – własnego serca i serc wszystkich wokół wobec Nich! Zapewniam o modlitwie!

Moi Drodzy, poniżej widzicie tytuł dzisiejszego rozważania, wskazujący na wydarzenie, jakie odbywać się będzie dzisiaj, jutro i w niedzielę w Parafii Świętego Brata Alberta w Łukowie. Już dzisiaj dziękuję Księdzu Leszkowi Przybyłowiczowi, Proboszczowi Parafii, za zaproszenie, a Księdzu Adamowi Potapczukowi, Wikariuszowi Parafii – a wcześniej: mojemu Poprzednikowi na wikariacie w Miastkowie Kościelnym – za podpowiedzenie Księdzu Proboszczowi mojej Osoby. To znak wielkiej życzliwości Księdza Adama, której często doświadczam i za którą dziękuję!

Zapraszam zatem Was wszystkich, moi Drodzy, do Łukowa – do wspólnego pochylenia się nad tajemnicą Bożego Miłosierdzia. W niedzielę, na Mszy Świętej o godzinie 9:00, nastąpi uroczyste wprowadzenie Relikwii Świętej Faustyny, do kościoła parafialnego.

W dniu dzisiejszym także nasz Kurs spotyka się na Mszy Świętej rocznicowej. Spotkanie organizuje Ksiądz Jan Miedzianowski, dzisiejszy Solenizant, Misjonarz w Peru, ale przebywający przez rok w Polsce. To właśnie Ksiądz Jan zaprasza nas do Parafii w Wildze, ale ponieważ Msza Święta zaplanowana jest tam na godzinę 13:00, a ja zaczynam w Łukowie o 15:00, przeto nie będę w stanie koncelebrować z Kolegami. Pojadę jednak wcześniej do Wilgi, aby spotkać się z Kursem i złożyć wszystkim życzenia.

Wieczorem natomiast, o godzinie 21:40 – kolejna audycja w Katolickim Radiu Podlaskie, w ramach cyklu: DROGAMI MŁODOŚCI. Dzisiaj rozmowa z Uczelnianym Ośrodkiem Kultury i Ośrodkiem Języka Polskiego, a tematem jest: WYCHOWANIE PRZEZ KULTURĘ. Jednym z Rozmówców – i jednocześnie Organizatorem tego spotkania – jest Pan Tadeusz Goc, emerytowany Kierownik Uczelnianego Ośrodka Kultury, posługujący codziennie z gitarą na Mszach Świętych w naszym Ośrodku. Jestem bardzo wdzięczny Panu Tadeuszowi za tę aktywność i ten wielki zapał do pracy i chęć pomocy!

Zapraszam do słuchania audycji – i do łączności z nami.

A tak w ogóle, to przypominam, że dzisiejsza Uroczystość zwalnia nas z obowiązku zachowania piątkowej wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych. A choć nie ma dziś obowiązku udziału we Mszy Świętej, to jednak zachęcam do tego udziału. Dzisiaj można uzyskać odpust zupełny za publiczne odmówienie Aktu Wynagrodzenia Sercu Pana Jezusa.

Moi Drodzy, zapraszam już do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Przyłóżmy nasze serca do Jezusowego Serca i wsłuchajmy się w Jego rytm: Co konkretnie mówi dziś do mnie Pan? Z jakim przesłaniem zwraca się do mnie? Duchu Święty, podpowiedz…

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

PRZYGOTOWANIA DO INSTALACJI RELIKWII

ŚWIĘTEJ SIOSTRY FAUSTYNY KOWALSKIEJ

Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa, C,

24 czerwca 2022., Par. Św. Brata Alberta w Łukowie,

do czytań: Ez 34,11–16; Rz 5,5–11; Łk 15,3–7

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA EZECHIELA:

To mówi Pan Bóg: „Oto Ja sam będę szukał moich owiec i będę miał o nie pieczę. Jak pasterz dokonuje przeglądu swojej trzody, wtedy gdy znajdzie się wśród rozproszonych owiec, tak Ja dokonam przeglądu moich owiec i uwolnię je ze wszystkich miejsc, dokąd się rozproszyły w dni ciemne i mroczne. Wyprowadzę je spomiędzy narodów i zgromadzę je z krajów, sprowadzę je z powrotem do ich ziemi i paść je będę na górach izraelskich, w dolinach i we wszystkich zamieszkałych miejscach kraju. Na dobrym pastwisku będę je pasł, na wyżynach Izraela ma być ich pastwisko. Wtedy będą one leżały na dobrym pastwisku, na tłustym pastwisku paść się będą na górach izraelskich.

Ja sam będę pasł moje owce i Ja sam będę je układał na legowisko, mówi Pan Bóg. Zagubioną odszukam, zabłąkaną sprowadzę z powrotem, skaleczoną opatrzę, chorą umocnię, a tłustą i mocną będę ochraniał. Będę pasł sprawiedliwie”.

CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO RZYMIAN:

Bracia: Miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany. Chrystus bowiem umarł za nas jako za grzeszników w oznaczonym czasie, gdyśmy jeszcze byli bezsilni. A nawet za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć tylko z największą trudnością. Chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć.

Bóg zaś okazuje nam swoją miłość właśnie przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami. Tym bardziej więc będziemy przez Niego zachowani od karzącego gniewu, gdy teraz przez Krew Jego zostaliśmy usprawiedliwieni.

Jeżeli bowiem będąc nieprzyjaciółmi zostaliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć Jego Syna, to tym bardziej będąc już pojednani, dostąpimy zbawienia przez Jego życie. I nie tylko to, ale i chlubić się możemy w Bogu przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez którego teraz uzyskaliśmy pojednanie.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:

Jezus opowiedział faryzeuszom i uczonym w Piśmie następującą przypowieść:

Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zagubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: «Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła».

Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia”.

Chociaż w czytaniach, które Kościół daje nam do rozważenia w Uroczystość Serca Jezusowego, tylko jeden raz pada samo słowo „serce” – i to też w odniesieniu do naszych serc, a nie Serca Jezusa – to jednak sama treść wszystkich trzech czytań na to Serce wskazuje. Na to dobre Serce, bo tylko takim może się kierować ten, kto tyle dobra czyni ludziom, kto się o nich troszczy, kto zabiega o ich szczęście, a ostatecznie także – oddaje za nich życie.

Możemy zatem powiedzieć, że to Jezusowe kochające, gorejące miłością, dobroci i miłości pełne Serce widać bardzo wyraźnie, ale w czynach i postawach, jakie przyjmuje Bóg, w swoim odniesieniu do człowieka.

I tak oto, w pierwszym czytaniu, Bóg jawi się jako dobry Pasterz, który sam zatroszczy się o swój lud. W Starym Testamencie pasterzami ludu określano często jego przywódców – i to nie tylko religijnych, bo także królów i głowy rodów… Zresztą, wówczas wymiar polityczny i tak zwany świecki ściśle współgrał z tym religijnym – wszak królowie byli Bożymi pomazańcami, przez samego Boga namaszczeni i posyłani, aby sprawować pieczę nad swoim ludem. I tacy właśnie Boży posłańcy, przez Boga namaszczeni, byli tego ludu pasterzami. Tak byli nazywani – i wielu naprawdę dobrze się z tej misji wywiązywało.

Niestety, na którymś etapie dziejów pojawił się problem niegodnego i niewłaściwego wypełniania tegoż zadania, a nawet Prorocy zaczęli – w imię Boże – karcić złych pasterzy za to, że ci nie tylko zaniedbywali swoje zadania, nie tylko nie dbali o owce, ale wręcz im szkodzili, wykorzystywali je dla swoich niecnych celów, paśli samych siebie ich kosztem, zamiast paść owce.

I wtedy to właśnie – szczególnie u Proroka Ezechiela, mówiącego do nas w pierwszym czytaniu – pojawia się Boża myśl i Boże postanowienie, że to Bóg sam będzie Pasterzem swego ludu, On sam przejmie nad nim pieczę. Skoro ziemscy pasterze się nie wywiązują, to On sam się zatroszczy…

Dlatego dzisiaj słyszymy takie Jego słowa: Oto Ja sam będę szukał moich owiec i będę miał o nie pieczę. Jak pasterz dokonuje przeglądu swojej trzody, wtedy gdy znajdzie się wśród rozproszonych owiec, tak Ja dokonam przeglądu moich owiec i uwolnię je ze wszystkich miejsc, dokąd się rozproszyły w dni ciemne i mroczne. […] Ja sam będę pasł moje owce i Ja sam będę je układał na legowisko, mówi Pan Bóg. Zagubioną odszukam, zabłąkaną sprowadzę z powrotem, skaleczoną opatrzę, chorą umocnię, a tłustą i mocną będę ochraniał. Będę pasł sprawiedliwie.

Tak mówi Bóg – dobry Pasterz. A wśród Jego zapowiedzi, dotyczących tego stanu rzeczy, pojawiła się i ta, że w pewnym momencie historii pośle do swoich owiec jedynego, prawdziwego i niezawodnego Pasterza. Oczywiście, my już wiemy, o kogo chodziło…

Tak, to właśnie ten dobry Pasterz, o którym Paweł Apostoł, w drugim czytaniu, mówi do wiernych Gminy rzymskiej – ale i do nas wszystkich – że miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany. Chrystus bowiem umarł za nas jako za grzeszników w oznaczonym czasie, gdyśmy jeszcze byli bezsilni. A nawet za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć tylko z największą trudnością. Chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć. Bóg zaś okazuje nam swoją miłość właśnie przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami.

Moi Drodzy, doceńmy tę miłość, która kazała Jezusowi oddać życie za swoje owce, chociaż dobrze wiedział, że były one przeciwko Niemu zbuntowane, a co więcej – wiele pozostało nadal zbuntowanych, dlatego Jego Ofiara, jaką poniósł dla nich, pozostała niestety dla nich daremną, nie skorzystały one z jej owoców. Pomimo tego wszystkiego, Jezus – dobry Pasterz – ani na moment nie zawahał się, czy ma ją złożyć, czy nie.

Jego miłość bowiem jest tak wielka, że aż nieprawdopodobna – przecząca wręcz zasadom ludzkiej logiki, ludzkiego rozumienia spraw, także ludzkiego doświadczenia. Ona to wszystko przekracza! Doskonale wybrzmiewa to w dzisiejszej Ewangelii.

Słyszymy bowiem Jezusa, który mówi: Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zagubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: „Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła”. Właśnie, który z pasterzy nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu – i nie pójdzie za tą jedną? Który?

Otóż, tak naprawdę, żaden! Żaden tak nie zrobi. Dlaczego? Zapewne już wiemy, bo słyszeliśmy może rozważania, czy komentarze na ten temat. Otóż, przede wszystkim, ze względu ekonomicznego, bo nie warto narażać tak dużego stada na niebezpieczeństwo, żeby szukać jednej owcy. Przecież mogłoby się okazać, że tę jedną się znajdzie, ale dziewięćdziesiąt dziewięć się rozproszy, lub padnie ofiarą wilków – i co wtedy?

A po drugie: znawcy tematu zgodnie twierdzą, że taka owca – uciekinierka, gdyby nawet została dołączona ponownie do stada, to i tak uciekłaby ponownie, tylko jeszcze pociągając za sobą kilka, lub kilkanaście następnych. Dlatego każdy palestyński pasterz poświęciłby tę jedną, która sobie gdzieś tam poszła.

Tymczasem Jezus, patrząc prosto w oczy tym, którzy się tym fachem na co dzień zajmują i naprawdę się na nim znają, pyta z taką absolutną oczywistością w głosie: Któż z was nie zostawi całego stada, a nie pobiegnie za tą jedną? Dlaczego tak do nich mówi? Czyżby lekceważył ich życiowe i zawodowe doświadczenie?

Nie, na pewno nie. Wyjaśnienie tej wątpliwości znajdziemy w następnym zdaniu dzisiejszej Ewangelii, w którym to Jezus stwierdza: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia.

A zatem, tu nie chodzi o zasady wypasu owiec, nie chodzi także o reguły ekonomiczne, rządzące hodowlą zwierząt. Tu chodzi o sprawę Bożego królestwa, które otwiera się na każdego człowieka – dlatego, że każdy człowiek, każdy jeden, został bezgranicznie umiłowany przez Boga i dlatego Bóg zrobi wszystko, co tylko może, w tym także: przekroczy granicę ludzkiego rozumienia i ludzkiego doświadczenia, aby swą miłość okazać, aby dostrzec i uratować nawet jednego, pojedynczego, zagubionego człowieka, jedną zagubioną owcę.

I w tym wszystkim, moi Drodzy, widać miłujące Serce Jezusowe. W czynach i postawach, w tym ciągłym poszukiwaniu człowieka… A mówimy o tym właśnie dzisiaj, w Uroczystość Najświętszego Serca Jezusowego, mając przed oczami obraz, który na pewno znajduje się w niejednym naszym domu – obraz Jezusa z odkrytym sercem, wskazującego na to serce, a drugą ręką błogosławiącego każdą i każdego z nas.

Ten obraz – stary już i tradycyjny – nasuwa nam skojarzenie z innym obrazem Jezusa Chrystusa, który także jest nam bardzo dobrze znany i w który jakoś tak szczególnie intensywnie wpatrujemy się właśnie dzisiaj, kiedy rozpoczynamy bezpośrednie przygotowanie do uroczystego wprowadzenia do naszej parafialnej Świątyni Relikwii Świętej Siostry Faustyny Kowalskiej, Apostołki Bożego Miłosierdzia. To właśnie jej Jezus objawił się w takiej postaci, w jakiej widzimy Go na obrazie, o czym więcej powiemy sobie już w sam dzień uroczysty, a więc w niedzielę.

Kiedy wpatrujemy się w ten obraz, to możemy chyba powiedzieć, że bardzo dobrze wyraża on to wszystko, o czym tu sobie przed chwilą mówiliśmy. Zauważamy bowiem, że z tego obrazu wręcz przebija miłość i dobroć Jezusa – no, właśnie: Jego miłosierdzie – co wyrażone zostało w kilku istotnych znakach. Ale samo Jezusowe Serce nie zostało tam ukazane. Chociaż to właśnie z niego wychodzą dwa promienie – jasny i czerwony – ale samego Serca nie widzimy.

Jednak te dwa promienie, które nie skądinąd, jak właśnie z Jezusowego Serca wychodzą, potwierdzają otwartość tegoż Serca na każdego człowieka. Wszak to właśnie to Serce zostało przebite na krzyżu włócznią żołnierza i to właśnie z tej rany Serca wychodzą oba promienie.

Ale zauważamy w całym tym Wizerunku jeszcze kilka znaków, potwierdzających ową wielką miłość, jaką Jezus ma dla nas w swoim Sercu. Są to przede wszystkim rany na dłoniach i stopach. Skądże się one wzięły? Czyż nie stąd, że Jezus – z bezgranicznej miłości do każdej i każdego z nas – oddał swoje życie, przybity do krzyża?

Następnie: zauważmy, że jedna stopa Jezusa jest wysunięta do przodu. A zatem – On wychodzi do nas, wychodzi nam na spotkanie; wychodzi, aby nas szukać, aby nas zaprosić… Bardzo czytelnie została w ten sposób wyrażona ta prawda, że Jezus zawsze, ale to zawsze – jest pierwszy w wychodzeniu do człowieka. Nasza wiara, nasza modlitwa, nasza pobożność – to już jest odpowiedź na inicjatywę Jezusa, który zawsze jest pierwszy, który sam wychodzi do człowieka i go zaprasza.

Owszem, nam się często wydaje, że jest odwrotnie – że to my pierwsi wychodzimy do Niego i to my robimy Mu wielką łaskę, że się pomodlimy, że pójdziemy do Spowiedzi, że zrobimy jakiś dobry uczynek… Tymczasem, to za każdym razem jest już odpowiedź na zaproszenie Jezusa, na Jego wyjście do nas.

I kolejny znak: prawa ręka Jezusa. Co nam mówi ten gest uniesionej ręki – co nam przypomina? Tak, jest to gest błogosławieństwa. Ale czy tylko? Nie tylko. Jest to bowiem także gest kapłana w momencie, kiedy wypowiada nad penitentem formułę rozgrzeszenia. Właśnie tak my, spowiednicy, wznosimy prawą rękę w czasie wypowiadania owej formuły, aby zakończyć znakiem krzyża, uczynionym w trakcie wypowiadania słów: „I ja odpuszczam tobie grzechy – w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”.

A zatem – to kolejny znak, wyrażający miłość Serca Jezusowego. Tym razem – miłość przebaczającą.

Ponadto, spójrzmy na samą twarz Jezusa, na Jego spojrzenie. Malarz – na tyle, na ile potrafił – ukazał tu także owo pełne troski i miłości spojrzenie Jezusa na każdą i każdego z nas. My wiemy, że Siostra Faustyna była bardzo niezadowolona z efektu pracy malarzy, bo Postać, którą widziała, była o wiele piękniejsza. Dlatego nieustannie „grymasiła”, że to nie tak, że to nie jest wierne oddanie wyglądu Jezusa.

Na szczęście, sam Jezus uspokoił ją, że tu nie chodzi o wierne odwzorowanie Jego wyglądu, bo faktycznie ludzkimi siłami byłoby to wręcz niemożliwe, jeśli jeszcze wziąć pod uwagę wewnętrzne bogactwo ducha, które przebija przez twarz i oczy człowieka. Jak to właśnie wewnętrzne światło, które przebija z twarzy Jezusa, oddać na płótnie? Było to niemożliwe.

A jednak sam Jezus chciał tego obrazu, dlatego malarz starał się, jak mógł – i chyba jednak choć trochę udało mu się pokazać owo dobrotliwe i łaskawe spojrzenie Jezusowych oczu – w nasze oczy.

I wreszcie: podpis pod obrazem, który także sam Jezus kazał umieścić na dole – podpis o takiej treści: JEZU, UFAM TOBIE!

Moi Drodzy, to wszystko razem wzięte – to obraz miłującego Serca Jezusa. Tego Serca, którego bezpośrednio nie widzimy, ale na które wszystko na tym obrazie wskazuje. Dosłownie wszystko. I całe dzieło Bożego Miłosierdzia – przypomnienia o tym miłosierdziu, głoszenia tego miłosierdzia, propagowania prawdy o nim, zachęcania i włączania innych do tego dzieła – także jest znakiem bezgranicznej miłości Boga do człowieka. Bóg po raz kolejny wyszedł nam na spotkanie, a może dokładniej: wyszedł, aby nas szukać.

Wyszedł, aby nam przypomnieć prawdę o swoim miłosierdziu – tak, przypomnieć, bo prawda ta była od zawsze znana i obecna na kartach Pisma Świętego. Mógł więc Bóg powiedzieć: „Mają wszystko napisane w Piśmie Świętym, niech czytają, niech zgłębiają, niech sobie przypomną”… Tymczasem jednak – Bóg po raz kolejny wychodzi do człowieka i niemalże naprasza się, by ten skorzystał z Jego dobroci, z Jego przebaczenia.

Aż samo ciśnie się na usta pytanie: To kto tu kogo powinien przeprosić, kto powinien zabiegać o uwagę ze strony tego drugiego? Czy nie ten, kto uczynił zło, a teraz prosi o przebaczenie, które może otrzyma, a może nie otrzyma, a może otrzyma, ale nie od razu?… Tak właśnie odbywa się to w relacjach międzyludzkich.

Jezus tymczasem sam się wręcz naprasza, aby człowiek ufnie zwrócił się do Niego, a wówczas On już czeka z przebaczeniem, nie będzie robił żadnych problemów – sam wręcz proponuje i zachęca! Oto wielka miłość Serca Jezusowego do nas – widać ją w każdym słowie i w każdym geście Jezusa. Przebija ona z każdej stronicy, a wręcz z każdego zdania – Pisma Świętego, ale i „Dzienniczka” Siostry Faustyny.

Kiedy zatem już od niedzieli mieć będziemy u siebie Relikwie tej Apostołki Jezusa Miłosiernego, a od września systematycznie będzie się w naszym kościele odprawiało nabożeństwo do Bożego Miłosierdzia, to niech to nie będą tylko znaki zewnętrzne, przy których się będziemy wzruszać i z których będziemy się cieszyć, ale niech to będzie dla nas – każdej i każdego z nas, Członków naszej parafialnej Rodziny – wielka duchowa mobilizacja, aby więcej serca sobie nawzajem okazywać. Aby być dla siebie nawzajem bardziej miłosiernym.

I aby tę dobroć, to miłosierdzie – to nasze dobre serce – było widać po naszych czynach i w naszych postawach. Nie tyle w obietnicach i deklaracjach, nie tyle w słownych zapewnieniach, które naprawdę bardzo łatwo przychodzi nam wypowiadać, ale w konkretnych czynach. Niech inni, patrząc na nas, spotykając się z nami, słuchając nas i patrząc nam w oczy – będą przekonani, że my naprawdę całe nasze serce na dłoni im niesiemy. Niech je zobaczą w całym naszym odniesieniu do nich.

Niech tak kształtuje się cała nasza postawa, a konkretnym tego wyrazem dzisiaj niech będzie praca domowa, którą odważę się zadać, a którą będzie zrobienie w ciągu najbliższej doby, czyli do następnego naszego spotkania, jakiegoś dobrego uczynku komuś z bliskich – ale uczynku, który będzie niespodzianką.

Nie chodzi więc o to, żeby mąż naprawił wreszcie kran w łazience po dwudziestym siódmym przypomnieniu ze strony żony – chociaż to też może byłaby dla niej wreszcie miłą niespodzianką – ale chodzi o coś zupełnie spontanicznego, a jednocześnie szczerego, płynącego z serca, co sprawi drugiemu radość.

Może to być chociażby telefon do kogoś bliskiego – taki właśnie spontaniczny, żeby sobie pogadać, a nie po to, by pożyczyć dwieście złotych. Pomyślmy, a jutro sprawdzimy, jak nam wyszło. Spróbujmy pokazać w ten sposób naszym Bliskim dobroć naszego serca. Oczywiście, nie tylko w ten sposób, ale to będzie taki konkret na ten najbliższy czas.

Niech zatem miłujące Serce Jezusa – niech miłosierne Serce Jezusa – ogarnie każdą i każdego z nas. Niech ogrzeje nasze serca – szczególnie teraz tak mocno pogubione, zatrwożone, czasami też wychłodzone…

Serce Jezusa, źródło wszelkiej pociechy; Serce Jezusa, życie i zmartwychwstanie nasze; Serce Jezusa, pokoju i pojednanie nasze; Serce Jezusa, krwawa ofiaro grzeszników; Serce Jezusa, zbawienie ufających, w Tobie – zmiłuj się nad nami!

Serce Jezusa Miłosiernego – ufamy Tobie!

4 komentarze

  • Święty Józefie, Głowo najświętszej Rodziny z Nazaretu, bądź wsparciem dla Taty naszych Księży, wstawiaj się wraz z Najświętszą Maryją do Jezusa, gdy jest po ludzku ciężko podołać wszystkim obowiązkom męża, ojca i dziadka. Słodkie Serce Jezusa, które jest czczone dziś szczególnie, otul serce Solenizanta swoją miłością i błogosław w życiu. Amen.

  • Jest takie Serce, które miłość wciąż tłoczy,
    Jest taka Miłość, która z prawdy nie zboczy,
    Jest taka Prawda, której ten świat nie rozumie,
    Jest taki świat, który tego Krwiobiegu nie pojmuje.

    Szukamy szczęścia i kolejnej przyjemności,
    Napełniamy nasze życie następną porcją wirtualnej rzeczywistości,
    Odwracamy się znowu plecami do Niego,
    Chowamy się, zamiast wyciągać wnioski z czasu straconego.

    Toksyczna miłość nie od Niego pochodzi,
    Rozkradzione zaufanie cierpliwości nie urodzi,
    Milczenie gdy grzech wyłazi do wierzchu,
    Pogłębi skutki globalnego zmierzchu.

    Zawróć z drogi kolejnej parady,
    zacznij wierzyć, że bez Jego bliskości nie dasz sobie rady,
    Zacznij ufać Bogu, a nie ludziom z ekranu,
    Zacznij Go słuchać i pozbądź się bałaganu.

    W Twoim sercu wybije na nowo tętno wolnego człowieka,
    W tym Białym Krążku On na Ciebie wciąż czeka,
    W Jego Sercu odnajdziesz pokój i ukojenie,
    Tylko wtulony w Jego ramiona czeka Cię wieczność i duszy zbawienie.

  • piękny wiersz.
    podoba mi się ta częsc o ludziach z ekranu… Jakie to smutne, że większosć przysłuchuje sie jakimś celebrytom i sensacyjnym dziennikarzom. To wszystko bełkot. Ja wolę głos Pana Jezusa. I chcę słuchać Go wszędzie. Mówi ciekawiej niż tamci, choć jest często zagłuszany, przy Nim czuję się najlepiej i na każde spotkanie z Nim nie muszę się stresować bo On zawsze toleruje mnie takiego jakim jestem, nie nuszę nic udawać.

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.