Światło Ducha Świętego – i czas…

Ś

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywają:

Weronika Kowalska – należąca w swoim czasie do Wspólnoty młodzieżowej w Trąbkach;

Weronika Bernaciak – moja była Uczennica w Liceum Lelewela w Żelechowie.

Rocznicę święceń kapłańskich natomiast przeżywają:

Ksiądz Michał Dziedzic – pochodzący z mojej Parafii, wyświęcony w Diecezji warszawsko – praskiej, Duszpasterz Młodzieży tej właśnie Diecezji;

Ksiądz Paweł Czeluściński – Kolega kursowy Księdza Michała, też pochodzący z naszej Diecezji, a dokładnie z Siedlec, a obecnie mianowany Wikariuszem w Parafii w Surgucie, gdzie podejmie posługę prawdopodobnie we wrześniu.

Wszystkim świętującym życzę Bożej opieki i wszelkich dobrych natchnień. Zapewniam o modlitwie!

Moi Drodzy, dzisiaj święto siedleckiej Uczelni. Dlatego o godzinie 11:00 odbędzie się uroczysta sesja Senatu Uniwersytetu siedleckiego, w gmachu przy ul. Żytniej. Wczoraj natomiast Biskup Kazimierz, w koncelebrze z nami, Kapłanami związanymi z Uczelnią – i innymi także – sprawował Mszę Świętą w intencji Społeczności akademickiej. Ze swej strony, serdecznie dziękuję Wszystkim uczestniczącym w tej Mszy Świętej, a szczególnie tym, którzy odpowiedzieli pozytywnie na moje zaproszenia i podjęli się spełnienia określonych funkcji w liturgii. Niech to wszystko będzie na większą chwałę Bożą!

A u nas, o 19:00 – jak w każdą środę – Msza Święta w intencji Środowiska Akademickiego, Duszpasterstwa Akademickiego i Młodzieży w Kościele. Po niej – wystawienie Najświętszego Sakramentu i nabożeństwo majowe, a potem: adoracja w ciszy, do godziny 21:00. Zapraszam!

A teraz już zapraszam do wsłuchania się w Boże słowo i zgłębienie jego przesłania. Co Pan konkretnie mówi do mnie dzisiaj? Duchu Święty, przyjdź, prosimy…

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Środa 6 Tygodnia Wielkanocy,

17 maja 2023., 

do czytań: Dz 17,15.22–18,1; J 16,12–15

CZYTANIE Z DZIEJÓW APOSTOLSKICH:

W owych dniach ci, którzy towarzyszyli Pawłowi, zaprowadzili go aż do Aten i powrócili, otrzymawszy polecenie dla Sylasa i Tymoteusza, aby czym prędzej przyszli do niego.

Stanąwszy w środku Areopagu Paweł przemówił: „Mężowie ateńscy, widzę, że jesteście pod każdym względem bardzo religijni. Przechodząc bowiem i oglądając wasze świętości jedną po drugiej, znalazłem też ołtarz z napisem: «Nieznanemu Bogu». Ja wam głoszę to, co czcicie, nie znając. Bóg, który stworzył świat i wszystko na nim, On, który jest Panem nieba i ziemi, nie mieszka w świątyniach zbudowanych ręką ludzką i nie odbiera posługi z rąk ludzkich, jak gdyby czegoś potrzebował, bo sam daje wszystkim życie i oddech, i wszystko. On z jednego człowieka wyprowadził cały rodzaj ludzki, aby zamieszkiwał całą powierzchnię ziemi. Określił właściwe czasy i granice ich zamieszkania, aby szukali Boga, czy nie znajdą Go niejako po omacku. Bo w rzeczywistości jest On niedaleko od każdego z nas. Bo w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy, jak też powiedzieli niektórzy z waszych poetów: «Jesteśmy bowiem z Jego rodu». Będąc więc z rodu Bożego, nie powinniśmy sądzić, że bóstwo jest podobne do złota albo do srebra, albo do kamienia, wytworu rąk i myśli człowieka. Nie zważając na czasy nieświadomości, wzywa Bóg teraz wszędzie i wszystkich ludzi do nawrócenia, dlatego że wyznaczył dzień, w którym sprawiedliwie będzie sądzić świat przez Człowieka, którego na to przeznaczył, po uwierzytelnieniu Go wobec wszystkich przez wskrzeszenie Go z martwych”.

Gdy usłyszeli o zmartwychwstaniu, jedni się wyśmiewali, a inni powiedzieli: „Posłuchamy cię o tym innym razem”. Tak Paweł ich opuścił. Niektórzy jednak przyłączyli się do niego i uwierzyli. Wśród nich Dionizy Areopagita i kobieta imieniem Damaris, a z nimi inni.

Potem opuścił Ateny i przybył do Koryntu.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz jeszcze znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek słyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe. On Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam objawi.

Wszystko, co ma Ojciec, jest moje. Dlatego powiedziałem, że z mojego bierze i wam objawi”.

W końcówce dzisiejszego pierwszego czytania usłyszeliśmy zdanie: Gdy usłyszeli o zmartwychwstaniu, jedni się wyśmiewali, a inni powiedzieli: „Posłuchamy cię o tym innym razem”. Tak Paweł ich opuścił. Jak wiemy, działo się to w Atenach, na Areopagu, gdzie Paweł spróbował skorzystać z okoliczności, jakie tam zastał, czyli z faktu, iż było tam całe mnóstwo różnych ołtarzy i ołtarzyków, posągów i figur – wyobrażeń różnych bóstw.

Z tego, co zapisane zostało w samej Księdze Dziejów Apostolskich – chociaż dzisiaj akurat to zdanie nie zostało umieszczone w pierwszym czytaniu – na widok tej wielości Paweł bardzo się burzył. Stąd komentatorzy biblijni uważają, że jego stwierdzenie: Mężowie ateńscy, widzę, że jesteście pod każdym względem bardzo religijni, posiada raczej odcień ironiczny. Niemniej jednak, Apostoł nawet taką okoliczność starał się wykorzystać do głoszenia Dobrej Nowiny o Jezusie Chrystusie.

Tyle tylko, że była to wieść o Jezusie… Zmartwychwstałym. Bo nie mogła być inna! Bo nie da się głosić Jezusa, jeżeli nie jest to głoszenie Jego Męki, Śmierci i chwalebnego Zmartwychwstania. Gdyby któregoś z tych elementów zabrakło, to całe głoszenie można by sobie spokojnie odpuścić. Dlatego po prostu Paweł nie mógł inaczej, jak tylko mówić o Zmartwychwstaniu – skoro mówił o Jezusie Chrystusie. Ale to – jak się okazało – było problemem… Bo Ateńczycy zareagowali właśnie w taki sposób, jak tu sobie przywołaliśmy: Posłuchamy cię o tym innym razem… Czyli – mówiąc już tak mniej dyplomatycznie – „Daj nam święty spokój, idź sobie stąd, nie zawracaj nam głowy!”

Spełniły się zatem słowa Jezusa z dzisiejszej Ewangelii: Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz jeszcze znieść nie możecie. Ateńczycy nie mogli znieść prawdy o Zmartwychwstaniu. Czy kiedykolwiek później zwrócili się ku niej, czy też owo: innym razem – w ich przypadku oznaczało: „nigdy”? Nie wiemy. Zapewne, należałoby się odnieść do konkretnych przypadków, spośród których jedni zachowali się tak, drudzy inaczej.

Jedni faktycznie – nigdy nie zwrócili się do Jezusa, do wiary chrześcijańskiej, do Kościoła, inni natomiast z czasem do niego powrócili. To zawsze zależało i do dziś zależy od wolnej decyzji człowieka. Nawet tamtego dnia, o którym opowiada nam Autor Dziejów Apostolskich – jak słyszeliśmy – niektórzy jednak przyłączyli się do niego [czyli do Pawła] i uwierzyli. Wśród nich Dionizy Areopagita i kobieta imieniem Damaris, a z nimi inni. A więc jednak!

Czyli Paweł nie poniósł całkowitej klęski – patrząc z tej czysto ludzkiej perspektywy. Bo patrząc z tej Boskiej, to nie poniósł jej w najmniejszym stopniu. Chociaż zewnętrznie – faktycznie – wygląda to tak, jak wygląda. I wygląda nieciekawie – to musimy przyznać. Bo Paweł został publicznie odrzucony, zlekceważony, w jakimś sensie także wyśmiany. A w tym momencie na pewno przypominają nam się wszystkie te wydarzenia z naszego życia i naszego docierania do serca drugiego człowieka, w których to te wszystkie nasze starania po prostu paliły na panewce.

Bo myśmy się tyle nagadali, naprosili, naprzekonywali, a ktoś i tak poszedł swoją drogą, zupełnie lekceważąc nasze zdanie i naszą opinię. I nasze szczere, z serca płynące, dobre rady. I zapewne nie mówimy o jakichś pojedynczych sytuacjach, ale o całych latach naszego wpływania na kogoś, żeby coś zrobił ze swoim życiem, żeby bardziej zwrócił się ku Bogu, pojednał się z Nim i z Kościołem, a ktoś jak się zaparł, tak się zaparł – aż chciałoby się powiedzieć: jak ten osioł!

Ileż to razy szczególnie my, duszpasterze, mamy poczucie bezowocności swoich działań, szczególnie w odniesieniu do młodzieży… Chociażby na katechezie. Czy w duszpasterstwie akademickim… I denerwujemy się, załamujemy, poddajemy się, rezygnujemy z dalszej walki i dalszych starań. Gdy tymczasem, Jezus mówi wyraźnie: Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz jeszcze znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek słyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe.

To jest akurat bardzo konkretne wskazanie na ten moment w historii zbawienia, w którym Duch Święty po raz pierwszy zstąpił na Kościół i oświecił umysły wiernych do rozumienia i przyjęcia Bożego słowa. Ale możemy te słowa rozumieć i odczytywać w perspektywie dłuższej i szerszej, czyli że musimy bardziej zdać się na Ducha Świętego we wszystkim, co robimy, także w naszym świadczeniu o wierze i docieraniu z nią do serc ludzkich.

Czyli, że mamy dawać z siebie tyle, ile możemy – tak, jak dzisiaj Paweł na Areopagu. Wygłosił całą katechezę, w ogóle: wyszedł z inicjatywą tej przemowy, odważył się przeciwstawić całej tej swoistej „religijności” Ateńczyków – wiedząc doskonale, że zadziera z całą tamtejszą elitą społeczną (bo trudno powiedzieć, że intelektualną…), oraz że może to poskutkować odrzuceniem, i tego typu konsekwencjami. On to dobrze wiedział, a jednak uczynił to, co w sercu zamierzył.

Uwierzyło kilka osób, większość odłożyła to na tak zwany „inny raz”, natomiast Paweł – by się tak wyrazić – swoje zrobił i poszedł dalej. Słyszymy w ostatnim zdaniu dzisiejszego pierwszego czytania, że potem [Paweł] opuścił Ateny i przybył do Koryntu. Czyli poszedł dalej robić swoje, nie oglądając się na to, ilu uwierzyło, a ilu nie uwierzyło, i jak w ogóle został przez nich odebrany. On w ogóle na to nie zważał, tylko zaraz po tym, jak o sprawach najważniejszych powiedział – zabrał się i udał do innych miejscowości, aby tam apostołować.

Bo tamci ludzie też czekają, więc może po prostu szkoda wypalać energię i marnować czas na tych, którzy to zaproszenie lekceważą. Tak, wiem, to bardzo mocne, może i brutalne słowa. Bo wielu głoszących Boże słowo jest przekonanych, że trzeba to czynić wytrwale, z naciskiem, wręcz nieustępliwie – żeby nie powiedzieć: na siłę. A tu tymczasem Paweł pokazuje nam zupełnie inny styl – i także Jezus wysyła nam mocny sygnał, gdy mówi, że wiele ma do powiedzenia, ale teraz jeszcze Jego słuchacze tego nie zrozumieją, nie ogarną, nie przyjmą…

Bo potrzeba światła Ducha Świętego – i potrzeba czasu. Tu się nic nie da zrobić na siłę i tu się nic nie da przyspieszyć. Pamiętajmy o tym i nie zrażajmy się tym, że nasza troska o drugiego człowieka – o jego wiarę, ale i w ogóle: o jego życie, o jego postawę – nie przynosi od razu efektów. A może i przez dłuższy czas nie przynosi efektów.

Potrzeba światła i pomocy Ducha Świętego – więc módlmy się o nią…

I potrzeba czasu – więc spokojnie poczekajmy…

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.