Pan jest przy mnie!

P

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym rocznicę Święceń kapłańskich przeżywa Ksiądz Marcin Nowicki, mój Brat cioteczny, Proboszcz jednej z Parafii w Diecezji toruńskiej. Życzę Jubilatowi wciąż owocującego kapłaństwa! I zapewniam o modlitwie!

Bardzo dziękuję Pani Mariannie Zając – Dyrektor Niepublicznej Szkoły Podstawowej w Brzegach, w Parafii Miastków Kościelny, za zaproszenie na wczorajszą uroczystość jubileuszu dziesięciu lat istnienia Szkoły (jako szkoły niepublicznej), połączonego z piknikiem rodzinnym. W Szkole tej pracowałem przez dwa lata. Pani Dyrektor zaprasza na każdą tego typu uroczystość. Staram się docierać – nawet, jeżeli wymaga to pewnych działań w kierunku zmiany własnych planów i działań. Chcę bowiem docenić to, że ktoś mnie ze szczerego serca zaprasza. Ostatecznie, nie jest to aż tak częste zjawisko…

A dzisiaj ponownie pomagam duszpastersko w Parafii Poizdów. Wieczorem zaś, o 20:00 – Msza Święta w naszym Duszpasterstwie, połączona z nabożeństwem czerwcowym.

Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Co przez nie mówi do mnie Pan? Z jakim bardzo osobistym przesłaniem – wezwaniem – zwraca się właśnie do mnie, właśnie dzisiaj? Duchu Święty, podpowiedz…

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

12 Niedziela zwykła, A,

25 czerwca 2023., 

do czytań: Jr 20,10–13; Rz 5,12–15; Mt 10,26–33

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA JEREMIASZA:

Rzekł Jeremiasz: „Słyszałem oszczerstwo wielu: «Trwoga dokoła! Donieście, donieśmy na niego!» Wszyscy zaprzyjaźnieni ze mną wypatrują mojego upadku: «Może da się zwieść, tak że go zwyciężymy i wywrzemy swą pomstę na nim!»

Ale Pan jest przy mnie jako potężny mocarz; dlatego moi prześladowcy ustaną i nie zwyciężą. Będą bardzo zawstydzeni swoją porażką, okryci wieczną i niezapomnianą hańbą.

Panie Zastępów, Ty, który doświadczasz sprawiedliwego, patrzysz na nerki i serce, dozwól, bym zobaczył Twoją pomstę nad nimi! Tobie bowiem powierzyłem swą sprawę.

Śpiewajcie Panu, wysławiajcie Pana! Uratował bowiem życie ubogiego z ręki złoczyńców”.

CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO RZYMIAN:

Bracia: Przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli.

Bo i przed Prawem grzech był na świecie, grzechu się jednak nie poczytuje, gdy nie ma Prawa. A przecież śmierć rozpanoszyła się od Adama do Mojżesza nawet nad tymi, którzy nie zgrzeszyli przestępstwem na wzór Adama. On to jest typem Tego, który miał przyjść.

Ale nie tak samo ma się rzecz z przestępstwem, jak z darem łaski. Jeżeli bowiem przestępstwo jednego sprowadziło na wszystkich śmierć, to o ileż obficiej spłynęła na nich wszystkich łaska i dar Boży, łaskawie udzielony przez jednego Człowieka, Jezusa Chrystusa.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:

Jezus powiedział do swoich Apostołów: „Nie bójcie się ludzi. Nie ma bowiem nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć. Co mówię wam w ciemnościach, powtarzajcie jawnie, a co usłyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach.

Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle. Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież żaden z nich bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli.

Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie”.

Co sprawiło, że w tak krótkim tekście, jaki mamy dzisiaj w pierwszym czytaniu, Prorok Jeremiasz przechodzi od słów bolesnej skargi: Słyszałem oszczerstwo wielu: «Trwoga dokoła! Donieście, donieśmy na niego!» Wszyscy zaprzyjaźnieni ze mną wypatrują mojego upadku do pełnego euforii uwielbienia Boga: Śpiewajcie Panu, wysławiajcie Pana! Uratował bowiem życie ubogiego z ręki złoczyńców. Zaledwie kilka zdań refleksji – według numeracji biblijnej: tylko trzy wersy – a taki przełom w myśleniu, w spojrzeniu Proroka. Co było powodem tego?

Czy skarga, zawarta w pierwszym zdaniu, nagle straciła na aktualności i oszczercy przestali rzucać swoimi oszczerstwami, a owi fałszywi „zaprzyjaźnieni”, którzy «wypatrują upadku» – już go nie wypatrują? Czy to się dokonało? Nic o tym nie jest napisane, natomiast znając chociaż pobieżnie przewrotną ludzką naturę – raczej nie tutaj należy upatrywać przyczyny zmiany nastroju. Gdzie zatem?

Zapewne, w tym oto stwierdzeniu, znajdującym się niejako w centrum całego czytania: Ale Pan jest przy mnie jako potężny mocarz; dlatego moi prześladowcy ustaną i nie zwyciężą. Będą bardzo zawstydzeni swoją porażką, okryci wieczną i niezapomnianą hańbą. Szczególnie, zwróćmy uwagę na pierwszą część zacytowanego fragmentu: Pan jest przy mnie jako potężny mocarz.

To jest prawdziwe lekarstwo na wszystkie choroby i słabości świata, to jest także ratunek przed wszelkimi wrogimi napadami: Pan jest przy mnie – Pan jest z nami, Pan jest za nami, Pan jest naszym obrońcą, Pan jest naszym punktem odniesienia, Pan jest naszą nadzieją, Pan jest naszym wszystkim! Po prostu – wszystkim!

Skoro zatem On bierze sprawy w swoje ręce, wówczas – rzeczywiście – prześladowcy ustaną i nie zwyciężą. Będą bardzo zawstydzeni swoją porażką, okryci wieczną i niezapomnianą hańbą. I to jest źródłem owej wielkiej radości i nadziei, jaka pobrzmiewa w ostatnim zdaniu dzisiejszego pierwszego czytania.

O tym także – chociaż może w nieco inny sposób – mówi Apostoł Paweł, w drugim dzisiejszym czytaniu, będącym fragmentem jego Listu do Rzymian. Słyszymy takie słowa: Jeżeli bowiem przestępstwo jednego sprowadziło na wszystkich śmierć, to o ileż obficiej spłynęła na nich wszystkich łaska i dar Boży, łaskawie udzielony przez jednego Człowieka, Jezusa Chrystusa. Tym «jednym», o którym mowa była najpierw, był oczywiście Adam – pierwszy człowiek, który swoim pierwszym upadkiem w grzech sprowadził – jak tu sobie zacytowaliśmy – na wszystkich śmierć.

A nawet odnajdujemy tu biblijną podstawę nauki o grzechu pierworodnym – w tym oto zdaniu: A przecież śmierć rozpanoszyła się od Adama do Mojżesza nawet nad tymi, którzy nie zgrzeszyli przestępstwem na wzór Adama. Otóż, to właśnie my – każda i każdy z nas – nie popełniliśmy literalnie i fizycznie tego grzechu, który popełnił Adam: nie zerwaliśmy rajskiego owocu, nie zjedliśmy go wbrew Bożemu zakazowi. Owszem, popełniamy mnóstwo innych grzechów, ale akurat tego nie możemy sobie wyrzucać.

Tymczasem, nad nami wszystkimi «rozpanoszyła się śmierć» – właśnie z powodu upadku Adama. Cała ludzka natura została skażona. Szatan dostał zielone światło. I tak, jak w pierwszym czytaniu, mowa jest na początku o złu, jakie czyha na sprawiedliwego ze strony ludzi, tak tutaj również możemy o takim źródle tegoż zła mówić, bo to w końcu w sercu człowieka zrodziło się owo złe pragnienie, by zrobić inaczej, niż chce Bóg – by w ten sposób niejako być jak Bóg! Stać się równym Bogu… Naturalnie, pierwszą przyczyną i najpierwszym źródłem zła jest szatan, ale to człowiek podejmuje wolne decyzje i dokonuje świadomych wyborów. I o tym jest dzisiaj mowa – o tych złych wyborach.

Tyle, że w pierwszym czytaniu mowa jest bardziej o chęci zaszkodzenia jednemu człowiekowi przez innego, w drugim zaś możemy powiedzieć o sytuacji, w której to pierwszy człowiek zaszkodził najbardziej sam sobie i wszystkim ludziom po sobie. Człowiek – by tak rzec kolokwialnie – sam strzelił sobie w stopę! Sam się oszukał, „wykiwał”, wyprowadził na manowce.

Na całe szczęście Jezus ratuje człowieka i z tego, i z tego działania: ochrania przed złem ze strony drugiego człowieka, ale też przed tym złem, którym człowiek sam sobie może zaszkodzić. W tym sensie możemy powiedzieć, że ratuje wręcz człowieka przed nim samym! Trzeba tylko Jezusowi zaufać! Trzeba pozwolić Mu, by nam pomógł.

Trzeba wziąć sobie do serca te Jego słowa, dzisiaj do nas skierowane w Ewangelii: Nie bójcie się ludzi. Nie ma bowiem nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć. A zatem, te wszystkie ciemne sprawy i sprawki, jakie od zawsze działy się na świecie i dzisiaj się dzieją, nie są niczym zakrytym, ani niewiadomym dla Jezusa. On o wszystkim wie, a z czasem wszyscy ludzie dowiedzą się o tym, co dzisiaj tak skrzętnie jest skrywane i czynione w konspiracji.

Nieraz może przeraża nas świadomość owych zakulisowych rozgrywek w polityce, w biznesie, także w naszych lokalnych społecznościach… Pytamy nieraz totalnie zdezorientowani, o co chodzi w tym wszystkim, co widzimy wokół siebie: kto tu za sznurki pociąga, kto kogo kryje, kto kogo finansuje; kto wszystkie figury na szachownicy tak naprawdę ustawia.

Już raczej nie mamy wątpliwości, że przekaz, jaki otrzymujemy z mediów – na temat sytuacji politycznej, czy gospodarczej, czy też w różnych drażliwych kwestiach społecznych – często po prostu nie oddaje prawdy. Bo gdzieś tam, z drugiego obiegu, od osób „zbliżonych do dobrze poinformowanych” dowiadujemy się, że ta czy inna sprawa zupełnie inaczej wygląda, niż jest pokazywana. I my może emocjonujemy się tym, co słyszymy w serwisach informacyjnych, a ktoś tam, gdzieś, w jakimś gabinecie, za jakimś biurkiem, śmieje się z nas i puka w czoło, bo wie, jak jest.

Ale to wszystko do czasu. Jezus dzisiaj mówi wyraźnie: Nie bójcie się ludzi. Nie ma bowiem nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć. Stare zaś polskie przysłowie stanowczo przypomina nam, że ten tak naprawdę się śmieje, kto się śmieje ostatni.

Przy czym owo: Nie bójcie się ludzi – Jezus przenosi na nieco wyższy poziom. Bo mówi: Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle. Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież żaden z nich bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli.

Zatem, to nie jest tak, że żadne zło, żadne przeciwieństwo, żadna trudność na tym świecie już nas nie dotknie. Wiemy, że tak nie jest i nigdy nie było, a całe zastępy Męczenników tylko potwierdzają, że od początku istnienia Kościoła prawdziwym posiewem chrześcijan była krew Męczenników. Zatem, nie brakło cierpienia, a nawet męczeństwa – i dzisiaj go nie brakuje. Jednak Jezus – jako rzekliśmy – mówi nie o zyskach i stratach doczesnych, ale o tych wiecznych!

Bo ci, którzy zabijają ciało, owszem – zaszkodzą człowiekowi, sprawią ból jemu samemu w chwili zadawania mu śmierci, sprawią też ból jego rodzinie. I jeśliby na nasze życie patrzeć jedynie z tej ziemskiej perspektywy, to musielibyśmy jasno powiedzieć, że taka sytuacja to nasza przegrana. Bo jednak ktoś podniósł rękę na nasze życie, ktoś w nas uderzył, ktoś nam odebrał nasze ludzkie prawa. Ponieśliśmy stratę.

Ale jeżeli uświadomimy sobie, że ten moment przełomowy, moment próby – to brama do szczęśliwej i triumfującej wieczności, to naprawdę już inaczej wszystko zaczyna wyglądać. Bo oto okazuje się, że tych kilkadziesiąt lat na tym świecie i ileś naprawdę trudnych chwil i wydarzeń – powiedzmy to szczerze: nieraz bardzo trudnych! – otwiera przed nami taki bezmiar szczęścia, o jakim nawet nie jesteśmy w stanie pomarzyć! I który – to bardzo ważne – nigdy nie będzie miał końca!

Trzeba jednak przetrwać ten moment próby, trzeba w odpowiednim czasie dać odpowiednie świadectwo – odważne świadectwo – zgodnie ze słowami Jezusa: Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Jeżeli zatem Jezus przyzna się do nas przed Ojcem, to będzie znaczyło, że bramy Raju zostaną przed nami otwarte.

I to wszystko, co tu sobie mówimy, zasadniczo ma sens i klei się w jakąś logiczną całość, ale – powiedzmy sobie szczerze – że my na to wszystko tak na co dzień to chyba nie patrzymy. Bo my wszyscy, wierzący w Jezusa, na pewno chcemy być zbawieni, wierzymy w to zbawienie, wierzymy w Niebo i w szczęście, jakie tam panuje. Ale na co dzień, w takim zwyczajnym naszym zabieganiu – jestem o tym przekonany! – nie o tym myślimy. I nie tym się kierujemy, kiedy szukamy sposobu na zaradzenie złu ze strony tych, którzy nas prześladują, którzy mówią «wszystko złe na nas».

I wcale nie jest tak, że się nie przejmujemy tymi, którzy zabijają ciało – nawet, jeśli nie dosłownie, to w ten sposób, że nas niszczą psychicznie, moralnie; wyraźnie okazują nam niechęć, a nawet nienawiść. To nie jest tak, że w takim codziennym liczeniu zysków i strat myślimy tylko o tym, by zyskać na wieczność, dlatego nie robią na nas wrażenia straty doczesne. Co więcej, mocno pilnujemy, co mamy swojego, żeby ktoś nam tego nie ukradł, żeby się ktoś nie włamał, żeby ktoś nie chciał za dużo z tego, co naszeTo jak to w końcu jest z tą naszą wiarą? Przejmować się tą doczesnością, czy nie?

Przejmować się. Oczywiście, że tak. Trzeźwo myśleć, mądrze oceniać świat i ludzi, dokonywać przemyślanych wyborów. I pilnować swego, nie roztrwaniać, nie rozdawać na prawo i lewo. Uczciwie pracować, dobrze zarabiać, gromadzić na koncie, wydawać na swoje potrzeby. I nie dać sobie wejść na głowę, ukracać samowolę tych, którzy chcieliby żyć naszym kosztem, albo na niszczeniu nas budować swoją pozycję – śmiało się im sprzeciwiać, dobijać się o swoje, nie ustępować!

Czyli – mówiąc krótko – żyć doczesnością, żyć tymi wszystkimi sprawami, które się wokół nas dzieją, które się w naszym własnym domu dzieją, i w szkole, i w pracy, i na studiach, i jeszcze gdziekolwiek tam… Żyć tymi sprawami! Przejmować się nimi! Jeśli się da i jeśli można, to cieszyć się nimi, a jeśli trzeba, to martwić i niepokoić… Żyć tym wszystkim!

Ale bez przesady! Na pewno, nie dać się w sprawach tych zamknąć! I nie dać się zamknąć na Boga i na drugiego człowieka. Żyć tymi doczesnymi sprawami, ale nie dla tych spraw! Nie widzieć w nich ostatecznego celu i sensu swego życia! Bo ten – jedyny i prawdziwy – jest w Bogu. On sam jest tym celem! Dlatego Jemu codziennie, od rana do nocy – a jak trzeba, to i w nocy – wszystko powierzać! Każdą sprawę Mu oddawać. O wszystkim Mu mówić. O co się tylko da – pytać.

I pytać, co Jezus zrobiłby, gdyby się znalazł na naszym miejscu. A co by powiedział, gdyby teraz stanął przed nami tak, jak stawał przed swymi Apostołami dwa tysiące lat temu – co by powiedział na takie czy inne nasze myśli, nasze słowa, nasze działania. Mając w świadomości, że On je wszystkie dobrze zna i dokładnie widzi – zapytajmy samych siebie bardzo odważeni: Co On by na to powiedział?

A najciekawsze w tym wszystkim zapewne jest to, że my w głębi serca dobrze wiemy, co by powiedział. Bo On już nam to mówi – w głosie sumienia! My dobrze wiemy – uczeni od dziecka zasad naszej katolickiej wiary – co jest dobre, a co złe. Tylko w niektórych, może bardziej skomplikowanych kwestiach moralnych, bioetycznych, czy innych, potrzebujemy jakiejś konsultacji, ale zasadniczo dobrze wiemy, jak Bóg ocenia nasze decyzje, wybory i działania.

Dlatego warto z tej wiedzy korzystać – i tak postępować, aby mógł On myśleć i mówić o nas jedynie dobrze! Tak właśnie przeżywać swoją codzienność, swoją doczesność – właśnie tak, czyli normalnie, myśląc trzeźwo, kierując się zdrowym rozsądkiem i swoim życiowym doświadczeniem; dbając o dobro swoje i swojej rodziny, broniąc się – na ile się tylko da – przed złem i agresją ze strony ludzi. To wszystko jest jak najbardziej wskazane, a nawet konieczne.

Ale w tym wszystkim koniecznie trzeba przewidzieć miejsce dla Jezusa i Jego zasad. Czyli – przeżywać zwyczajnie swoją codzienność, ale w pełnej jedności i stałej konsultacji z Jezusem. Wiedząc, że jeżeli niekiedy – trzymając się Jego zasad – nie wyjdziemy „na swoje” w oczach ludzi, w tym wymiarze doczesnym, to On już zrobi wszystko, żebyśmy tak naprawdę nie byli na tym stratni. I to nie dopiero w wieczności, bo często już tu, na ziemi, pozwoli zwyciężyć sprawiedliwości i prawdzie.

Czasami – owszem – na to Jego rozstrzygnięcie trzeba będzie poczekać. I niejedną trudność doczesną znieść. Ale ufając Jemu i trzymając się Go, z pewnością nieraz przekonamy się – a wręcz zawsze przekonamy się – że to do Niego należy ostatnie słowo.

Zresztą, osobiście jestem pewny, że już dzisiaj – patrząc na swoje życie z dłuższej perspektywy i na te trudności, które przeżywaliśmy, ale w łączności z Jezusem i Jemu je oddając – moglibyśmy zaświadczyć, że warto było Mu zaufać i nawet poczekać na Jego interwencję, bo sprawy w końcu jakoś sensownie się poustawiały. A niekiedy – naprawdę dobrze się poustawiały i porozwiązywały. Jeśli tylko uczciwie na to wszystko spojrzymy – z pewnością, moglibyśmy dać takie świadectwo.

Bo On, Jezus, naprawdę działa. W naszej codzienności. Pozwólmy Mu tylko działać… Niech codziennie potwierdzają się w naszym życiu te słowa: Pan jest przy mnie jako potężny mocarz; dlatego moi prześladowcy ustaną i nie zwyciężą. Będą bardzo zawstydzeni swoją porażką, okryci wieczną i niezapomnianą hańbą!

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.