Bóg wie, co robi!

B

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywa Karolina Szymbor, należąca w swoim czasie do Wspólnoty młodzieżowej w Wojcieszkowie. Życzę Jej silnej i autentycznej wiary! O to też będę się dla Niej modlił.

A oto pozdrawiam Was, moi Drodzy, z Kalwarii Zebrzydowskiej, dokąd dotarliśmy wczoraj wieczorem, po odwiedzeniu Sanktuarium Świętego Jana Pawła II i Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Dzisiaj, tutaj – po Mszy Świętej o godzinie 7:00 – mamy pójść na jakąś wyjątkową Drogę Krzyżową, a potem Przewodnik ma nam opowiedzieć o tym Sanktuarium. Następnie przejeżdżamy do Wadowic, a stamtąd już – do Siedlec.

Wstyd się przyznać, moi Drodzy, że taki stary ksiądz, jak ja, pierwszy raz w życiu jest w Kalwarii Zebrzydowskiej, pierwszy raz w życiu był wczoraj w Łagiewnikach, w obu tamtejszych Sanktuariach… I pierwszy raz w życiu będę w Wadowicach. Ot, co… Dobrze, że wreszcie się to udaje.

Atmosfera naszego wyjazdu jest naprawdę rewelacyjna. Wielkie dzięki za to całej Ekipie, na czele z Organizatorką, Panią Krysią Chruściel. Wielkie dzięki należą się profesjonalnemu i bardzo życzliwemu Kierowcy, Panu Marcinowi Niedźwiedzkiemu, który naprawdę stara się nam ułatwiać to pielgrzymowanie, jak się tylko da.

I wielkie dzięki składam Wszystkim, którzy tak życzliwie zareagowali na Apel Jasnogórski, który prowadziłem w poniedziałek, w Kaplicy Cudownego Obrazu. Dziękuję za smsy, telefony i maile. Nawet dzisiaj rano, po Mszy Świętej, którą w swoich intencjach sprawowałem w Kaplicy Cudownego Obrazu, przy śniadaniu rozmawialiśmy w gronie Księży o sprawach, poruszonych przeze mnie w rozważaniu, szczególnie o Duszpasterstwie Akademickim i wyzwaniami, z nimi z nim związanymi. Wczoraj zamieściłem tekst rozważania.

A tu – transmisja tegoż Apelu:

https://www.youtube.com/watch?v=u0e-0Ofi81I&t=367s&ab_channel=JasnaG%C3%B3raKlasztorOjc%C3%B3wPaulin%C3%B3w

I już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Co Pan mówi dziś wprost i konkretnie do mnie? Duchu Święty, podpowiedz…

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Środa 13 Tygodnia zwykłego, rok I,

5 lipca 2023., 

do czytań: Rdz 21,5.8–20; Mt 8,28–34

CZYTANIE Z KSIĘGI RODZAJU:

Abraham miał sto lat, gdy mu się urodził syn jego Izaak. Dziecko podrosło i zostało odłączone od piersi. Abraham wyprawił wielką ucztę w tym dniu, w którym Izaak został odłączony od piersi.

Sara widząc, że syn Egipcjanki Hagar, którego ta urodziła Abrahamowi, naśmiewa się z Izaaka, rzekła do Abrahama: „Wypędź tę niewolnicę wraz z jej synem, bo syn tej niewolnicy nie będzie współdziedzicem z synem moim Izaakiem”. To powiedzenie Abraham uznał za bardzo złe ze względu na swego syna.

A wtedy Bóg rzekł do Abrahama: „Niechaj ci się nie wydaje złe to, co Sara powiedziała o tym chłopcu i o twojej niewolnicy. Posłuchaj jej, gdyż tylko od Izaaka będzie nazwane twoje potomstwo. Syna zaś tej niewolnicy uczynię również wielkim narodem, bo jest on twoim potomkiem”.

Nazajutrz rano wziął Abraham chleb oraz bukłak z wodą i dał Hagar, wkładając jej na barki, i wydalił ją wraz z dzieckiem. Ona zaś poszła i błąkała się po pustyni Beer-Szeby. A gdy zabrakło wody w bukłaku, ułożyła dziecko pod jednym krzewem, po czym odeszła i usiadła opodal tak daleko, jak łuk doniesie, mówiąc: „Nie będę patrzyła na śmierć dziecka”. I tak siedząc opodal, zaczęła głośno płakać.

Ale Bóg usłyszał jęk dziecka i anioł Boży zawołał na Hagar z nieba: „Cóż ci to, Hagar? Nie lękaj się, bo usłyszał Bóg jęk chłopca tam leżącego. Wstań, podnieś chłopca i weź go za rękę, bo uczynię go wielkim narodem”.

Po czym Bóg otworzył jej oczy i ujrzała studnię z wodą; a ona poszła, napełniła bukłak wodą i dała chłopcu pić. Bóg otaczał chłopca opieką, gdy dorósł. Mieszkał on na pustyni i stał się łucznikiem.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:

Gdy Jezus przybył na drugi brzeg do kraju Gadareńczyków, wybiegli Mu naprzeciw dwaj opętani, którzy wyszli z grobów, bardzo dzicy, tak że nikt nie mógł przejść tą drogą. Zaczęli krzyczeć: „Czego chcesz od nas, Jezusie, Synu Boży? Przyszedłeś tu przed czasem dręczyć nas?”

A opodal nich pasła się duża trzoda świń. Złe duchy prosiły Go: „Jeżeli nas wyrzucasz, to poślij nas w tę trzodę świń”. Rzekł do nich: „Idźcie”. Wyszły więc i weszły w świnie. I naraz cała trzoda ruszyła pędem po urwistym zboczu do jeziora i zginęła w falach.

Pasterze zaś uciekli i przyszedłszy do miasta rozpowiedzieli wszystko, a także zdarzenie z opętanymi. Wtedy całe miasto wyszło na spotkanie Jezusa; a gdy Go ujrzeli, prosili, żeby odszedł z ich granic.

Słuchamy obu dzisiejszych czytań i… niewiele z nich rozumiemy. Niewiele rozumiemy z postępowania Abrahama, nie za wiele także – z postępowania samego Boga. Oto żona Abrahama, Sara, widząc, że syn Egipcjanki Hagar, którego ta urodziła Abrahamowi, naśmiewa się z Izaaka, rzekła do Abrahama: „Wypędź tę niewolnicę wraz z jej synem, bo syn tej niewolnicy nie będzie współdziedzicem z synem moim Izaakiem”.

Już sam fakt, że Abraham miał syna z niewolnicą i że to mieściło się z zakresie ówczesnego Prawa, to dla nas jakaś totalna egzotyka. Jednak Abraham uznawał syna niewolnicy także za swojego syna – co było zresztą zgodne z prawdą – dlatego też to powiedzenie [Sary] Abraham uznał za bardzo złe ze względu na swego syna. W sumie, to trudno mu się dziwić.

Ale dlatego też trudno się nie zdziwić, kiedy się nagle i niespodziewanie okazuje, że Bóg zgadza się z rozstrzygnięciem Sary! I mówi: Niechaj ci się nie wydaje złe to, co Sara powiedziała o tym chłopcu i o twojej niewolnicy. Posłuchaj jej, gdyż tylko od Izaaka będzie nazwane twoje potomstwo. Syna zaś tej niewolnicy uczynię również wielkim narodem, bo jest on twoim potomkiem. To zapewne uspokoiło Abrahama i nas uspokaja, że Bóg nie da zrobić mu krzywdy, a nawet da mu środki do przeżycia w tych trudnych warunkach.

Bo już nawet pomijając ówczesne regulacje prawne oraz cały kontekst kulturowy, który dawał mężczyznom w wielu kwestiach dużo więcej praw, niż kobietom – to jednak musimy szczerze przyznać, iż było to rozwiązanie bardzo drastyczne. Jak bowiem słyszeliśmy – nazajutrz rano wziął Abraham chleb oraz bukłak z wodą i dał Hagar, wkładając jej na barki, i wydalił ją wraz z dzieckiem. Powiedzmy sobie szczerze, że… nie za dużo dał jej na drogę… Na całe dalsze życie! Zapewne nie wynikało to z jego brutalności, ale z przekonania, że skoro Bóg sam tak rozstrzygnął, jak rozstrzygnął, to teraz już On sam będzie się nimi opiekował.

I tak się też stało, bo – jak słyszymy z dalszej części – w momencie, kiedy było już zupełnie dramatycznie, a wręcz beznadziejnie, gdyż Hagar ułożyła dziecko pod jednym krzewem, po czym odeszła i usiadła opodal tak daleko, jak łuk doniesie, mówiąc: „Nie będę patrzyła na śmierć dziecka”. I tak siedząc opodal, zaczęła głośno płakać; wówczas Bóg usłyszał jęk dziecka i anioł Boży zawołał na Hagar z nieba: „Cóż ci to, Hagar? Nie lękaj się, bo usłyszał Bóg jęk chłopca tam leżącego. Wstań, podnieś chłopca i weź go za rękę, bo uczynię go wielkim narodem”. Po czym okazało się, że i woda się znalazła, i już na stałe Bóg otaczał chłopca opieką, gdy dorósł. Mieszkał on na pustyni i stał się łucznikiem.

Skoro Bóg tak rozstrzygnął całą sprawę, że ludzkimi kategoriami trudno to zrozumieć, to nie pozostaje nic innego, jak Jemu zaufać, że On wie, co robi. Bo tak jest: On zawsze wie, co robi, chociaż my nie zawsze rozumiemy Jego zamiary, Jego działania, Jego wolę wobec nas.

Zapewne, podobnie musieli podejść do całej sprawy mieszkańcy kraju Gadereńczyków, którzy też nic nie rozumieli z tego, co się na ich oczach zadziało, a o czym mowa w dzisiejszej Ewangelii. Bo najpierw poskromienie bardzo dzikiego człowieka opętanego, który siał grozę na całą okolicę, a potem – posłanie w odmęty morza dużej trzody świń. I znowu: co zawinił właściciel tej trzody, że musiał ponieść taką stratę? Dlaczego Jezus aż tak radykalnie i tak ostro zadziałał? Co nam chciał przez to pokazać?

Zapewne domyślamy się, bo wymowa tego faktu jest aż nadto widoczna i jednak zrozumiała: ocalenie człowieka, spektakularne pokonanie szatana, jawne poniżenie go na oczach całego świata, objawienie wielkiej potęgi Bożej – to wszystko prawda. Ale pytanie, przed chwilą postawione, uporczywie wraca: co zawinił właściciel trzody, że aż taką stratę poniósł?

I tutaj znowu trzeba nam się odwołać do tego, co mówiliśmy sobie chwilę wcześniej, że skoro Pan zdecydował się na taki krok, to znaczy, że musiał tak zrobić, bo to, co chciał w ten sposób uzyskać i co chciał nam pokazać, daleko więcej znaczy, aniżeli nawet cała trzoda świń! Natomiast – chociaż nic o tym nie zostało powiedziane w Ewangelii, za to usłyszeliśmy, że całe miasto wyszło na spotkanie Jezusa; a gdy Go ujrzeli, prosili, żeby odszedł z ich granicto możemy być pewni, że sam Jezus zatroszczył się o tego człowieka i zrekompensował mu stratę, jaką ten poniósł.

Możemy być tego w stu procentach pewni – możemy w tej sprawie zaufać Jezusowi. Zresztą, nie tylko w tej sprawie, bo i w każdej innej. Podobnie, jak zaufała Hagar, bohaterka pierwszego czytania. Fakt, że my nie rozumiemy – póki co – tego, co Pan chce nam powiedzieć i pokazać, nie znaczy, że On nie wie, co mówi i co robi. On ma doskonały i przemyślany plan na wszystko. Zaufajmy Mu zatem nawet w takich właśnie, najbardziej tajemniczych momentach i najmniej przez nas zrozumiałych sprawach.

Może właśnie szczególnie w takich momentach i w takich sprawach – zaufajmy Mu! I prośmy – śmiało i odważnie – aby On sam pomógł nam to zrozumieć i jakoś ogarnąć. Zawsze możemy wprost i otwarcie pytać Go, dlaczego tak rozstrzygnął, co chciał przez to powiedzieć, dlaczego tak zadziałał? Możemy – jak najbardziej! Nawet powinniśmy – bez obaw, że się na nas obrazi. Na pewno się nie obrazi! Za szczerość naszego serca na pewno się nie obrazi.

Tylko nie przestawajmy ufać i z całą szczerością serca – trzymajmy się Go mocno! To my właśnie – nie obrażajmy się na Niego. Zostańmy przy Nim. Na pewno – dobrze na tym wyjdziemy…

2 komentarze

  • Ja ponad 10 lat temu miałam okazję jechać pociągiem papieskim z Krakowa poprzez Kalwarię Zebrzydowską i Wadowice. Do Łagiewnik też dotarłam. Piękny szlak na pielgrzymowanie. Dobrze, że Ksiądz tam w końcu dotarł i to wczorajsze rozważanie takie zbliżone dla mnie, jakby to Jan Paweł II pisał. Dziękuję i gratuluję.

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.