WIARA – to RELACJA – to MIŁOŚĆ!

W

Szczęść Boże! Drodzy moi, ciągle wspieramy naszym serdecznym zainteresowaniem i gorąca modlitwą Ojca Świętego Leona XIV w jego pielgrzymowaniu – tym razem w Gwinei Równikowej. Transmisje w TV TRWAM o godzinach: 11:30, 13:30 i trzy kolejne punkty programu od 17:50 do 20:00.

A ja dzisiaj pozdrawiam Was z Siedlec, gdzie od 10:00 do 15:00 jestem na dyżurze duszpasterskim na 3 Maja – i dzisiaj chciałbym być na nim do ostatniej minuty. Chyba, że wyjdzie nagła potrzeba podjęcia jakiegoś innego działania, naprawdę koniecznego. Póki co – nie zapowiada się. A ponieważ w środy ostatnio ciągle coś wypadało i te dyżury jakoś przepadały, przeto dzisiaj chciałbym być na Uczelni przez cały wyznaczony czas. Inna sprawa, że na te środowe dyżury mało kiedy mało kto przychodzi…

A o 19:00 – Msza Święta w intencji Środowiska Akademickiego, Duszpasterstwa Akademickiego i Młodzieży w Kościele. Potem adoracja w ciszy Najświętszego Sakramentu – do godziny 21:00. Zapraszam!

A za wczorajsze doświadczenie spotkania z Janem Pawłem II i z naszą Matką – serdecznie dziękuję Panu naszemu i Tym, którzy ze mną to spotkanie przeżywali. Bardzo ciekaw jestem Waszych refleksji – kiedy już obejrzycie film. Bardzo do tego zachęcam!

A teraz już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, z jakim konkretnie przesłaniem Pan do mnie dzisiaj się zwraca? Duchu Święty, pomóż to odkryć!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Środa 3 Tygodnia Wielkanocy,

22 kwietnia 2026., 

do czytań: Dz 8,1b–8; J 6,35–40

CZYTANIE Z DZIEJÓW APOSTOLSKICH:

Po śmierci Szczepana wybuchło wielkie prześladowanie w Kościele jerozolimskim. Wszyscy, z wyjątkiem apostołów, rozproszyli się po okolicach Judei i Samarii.

Szczepana zaś pochowali ludzie pobożni z wielkim żalem.

A Szaweł niszczył Kościół, wchodząc do domów porywał mężczyzn i kobiety i wtrącał do więzienia.

Ci, którzy się rozproszyli, głosili w drodze słowo.

Filip przybył do miasta Samarii i głosił im Chrystusa. Tłumy słuchały z uwagą i skupieniem słów Filipa, ponieważ widziały znaki, które czynił. Z wielu bowiem opętanych wychodziły z wielkim krzykiem duchy nieczyste, wielu też sparaliżowanych i chromych zostało uzdrowionych. Wielka radość zapanowała w tym mieście.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:

Jezus powiedział do ludu: „Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie. Powiedziałem wam jednak: Widzieliście Mnie, a przecież nie wierzycie. Wszystko, co Mi daje Ojciec, do Mnie przyjdzie, a tego, który do Mnie przychodzi, precz nie odrzucę, ponieważ z nieba zstąpiłem nie po to, aby czynić swoją wolę, ale wolę Tego, który Mnie posłał.

Jest wolą Tego, który Mnie posłał, abym ze wszystkiego, co Mi dał, niczego nie stracił, ale żebym to wskrzesił w dniu ostatecznym. To bowiem jest wolą Ojca mego, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne. A Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym”.

Zapewne już po pierwszym wysłuchaniu dzisiejszego pierwszego czytania zauważymy, jak dużo jest w nim dynamiki. Właściwie, to z każdym kolejnym zdaniem otrzymujemy informację o tym, co się działo po śmierci Szczepana. Już sama ta śmierć – to wydarzenie bardzo dramatyczne, dokonujące się w pewnej dynamice: w dynamice dziwacznego procesu, wytoczonego temu gorliwemu Diakonowi młodego Kościoła przez zacietrzewioną w nienawiści starszyznę żydowską.

Zresztą, począwszy od wyjątkowo dziwacznego, a wręcz niegodziwego i fałszywego tak zwanego „procesu” Jezusa, jakoś tak się od dwóch tysięcy lat ciągle dzieje, że wyznawcy Jezusa – Jego świadkowie, przyjaciele, głosiciele i uczniowie – kiedy już trafiają przed ludzkie trybunały za swoją wiarę i dawane świadectwo, stają się ofiarami takich właśnie dziwacznych „procesów”: niesprawiedliwych, krzywdzących, nic nie mających wspólnego z elementarnymi zasadami jakiejkolwiek sprawiedliwości i prawdy, a nawet przyzwoitości.

Tak było również w przypadku Szczepana: na ewidentne fakty, wskazane przez niego w odniesieniu do fałszywej postawy żydowskiej starszyzny – z jej strony były tylko oskarżenia, nienawiść, a ostatecznie: kamienie!

I oto dzisiaj słyszymy, jak wiele zadziało się potem. Najpierw dowiadujemy się, że wybuchło wielkie prześladowanie w Kościele jerozolimskim, skutkiem którego wszyscy, z wyjątkiem apostołów, rozproszyli się po okolicach Judei i Samarii. Widzimy zatem dwa, bardzo dynamiczne obrazy: prześladowanie młodego Kościoła, które z pewnością wiązało się z określonymi i konkretnymi represjami, a zatem intensywnymi działaniami prześladowców, na które członkowie młodego Kościoła zareagowali bardzo intensywnymi działaniami – powiedzmy to tak – „ucieczkowymi”. By się tak wyrazić: duży ruch zapanował po obu stronach – oczywiście: ruch w różnych kierunkach.

Potem widzimy orszak pogrzebowy, w którym zapłakani i napełnieni takim zwykłym ludzkim bólem chrześcijanie – podkreślmy: zwykłym bólem, spowodowanym rozstaniem się na jakiś czas, a nie rozpaczą! – odprowadzają Szczepana na miejsce doczesnego spoczynku. To też dynamika, ale taka – powiedzielibyśmy – spokojniejsza…

Niestety, następne zdanie niesie informację o dużo większej dynamice – tym razem, niestety, znowu złej. Słyszymy bowiem: A Szaweł niszczył Kościół, wchodząc do domów porywał mężczyzn i kobiety i wtrącał do więzienia. Tutaj na pewno dużo się działo – oj, dużo… Zapewne wyobrażamy sobie to wpadanie do domów i wyciąganie chrześcijan, ciąganie ich po więzieniach, na pewno jakieś chłosty i inne tortury, z zadawaniem śmierci włącznie! A to wszystko w atmosferze krzyków, płaczu, totalnego zamieszania, paniki! Tu na pewno nie było żadnego spokoju.

Nie było też spokoju – ale takiego usypiającego, w sensie stagnacji – po „drugiej stronie”. A mamy na myśli to, co działo się w wyniku rozproszenia uczniów Pańskich. To już nie tylko jakaś zwykła dynamika, ale prawdziwy huragan misyjny! Bo oto dowiadujemy się, że ci, którzy się rozproszyli, głosili w drodze słowo. To jeszcze może taka spokojna rzeczywistość, chociaż wyobraźmy sobie tych kilkadziesiąt osób, które niczym mrówki rozeszły się po okolicy i każda z nich napotkanym ludziom – ilu by ich nie napotkała – głosiła Boże słowo.

Relacji z tego nie mamy, dlatego musimy się pewnych spraw domyślać, albo je sobie jakoś wyobrazić. Ale jedną relację mamy. Oto bowiem dowiadujemy się, że Filip przybył do miasta Samarii i głosił im Chrystusa. Tłumy słuchały z uwagą i skupieniem słów Filipa, ponieważ widziały znaki, które czynił. Z wielu bowiem opętanych wychodziły z wielkim krzykiem duchy nieczyste, wielu też sparaliżowanych i chromych zostało uzdrowionych. Wielka radość zapanowała w tym mieście. A zatem, tu się już działo! Dużo się działo! Na szczęście – w tym dobrym kierunku.

Dużo się też działo w wydarzeniu, opisanych w dzisiejszym fragmencie ewangelicznym. Chociaż na pierwszy rzut oka moglibyśmy powiedzieć, że nic się nie dzieje, bo widzimy tylko stojącego i przemawiającego Jezusa. I całe dzisiejsze czytanie ewangeliczne – to jest jedynie treść tego przemówienia. Tak, to prawda. Ale chyba zgodzimy się wszyscy, że słuchając Jezusowych słów – wyczuwamy pewną dynamikę. Po prostu – coś się dzieje!

Jezus reaguje na postawy ludzi, znamionujące się ich brakiem wiary. Wyobrażamy sobie, że to dokonuje się w atmosferze sporu owych ludzi z Jezusem. Zaledwie wczoraj słyszeliśmy – z poprzednich wersów tego samego, szóstego rozdziału Ewangelii Jana, z którego jest i dzisiejszy fragment – że ludzie owi domagali się od Jezusa kolejnego cudu, znaku z Nieba, po doświadczeniu którego mieliby rzekomo uwierzyć. Wyczuwamy jakoś wewnętrznie, że to nie tędy droga.

I Jezus dlatego rozwija wątek innego cudu, który zapowiada, w postaci Eucharystii. A chociaż słuchacze nie mają bladego pojęcia, o czym On do nich mówi – bo, prawdę powiedziawszy, skąd mieliby to wtedy wiedzieć i rozumieć – to jednak Jezus rozwija tę naukę, mówiąc bardziej właśnie o pewnej dynamice, zarówno po Jego stronie, jak i po stronie ludzi. Bo o samym Chlebie, którym będzie Jego Ciało, słyszymy tylko jedno zdanie: Jam jest chleb życia.

Ale już od następnego zdania padają takie stwierdzenia: Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie. Powiedziałem wam jednak: Widzieliście Mnie, a przecież nie wierzycie. Wszystko, co Mi daje Ojciec, do Mnie przyjdzie, a tego, który do Mnie przychodzi, precz nie odrzucę, ponieważ z nieba zstąpiłem nie po to, aby czynić swoją wolę, ale wolę Tego, który Mnie posłał.

Przeplatają się zatem stwierdzenia o aktywności Jezusa, który «z Nieba zstąpił», jak i o aktywności ludzi, którzy najpierw nie wierzą, chociaż widzą Jezusa i Jego działalność, ale którzy ostatecznie przyjdą do Niego, a kiedy przyjdą, to On ich nie odrzuci, bo chce wszystkich ocalić, wszystkim dać szansę zbawienia. Jezus tak to uzasadnia: Jest wolą Tego, który Mnie posłał, abym ze wszystkiego, co Mi dał, niczego nie stracił, ale żebym to wskrzesił w dniu ostatecznym. To bowiem jest wolą Ojca mego, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne. A Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Tak, wolą Bożą jest zbawienie człowieka. Oby było ono także wolą samego człowieka… Bo z tym – jak dobrze wiemy – bywa różnie.

Dlatego Jezus – przez to swoje Słowo dzisiejszej liturgii – wzywa nas do aktywności! Przypomina nam, że WIARA to RELACJA! To ŻYWA RELACJA – każdego z nas z Jezusem! A jeżeli ŻYWA RELACJA, to charakteryzuje się pewną intensywnością, dynamiką! To nie jest siedzenie w ciepłym fotelu i „dzierganie na drutach” – z całym należnym szacunkiem wobec tych, którzy „dziergają” i potrafią „wydziergać” naprawdę piękne rzeczy! Ale wiara to nie jakaś stagnacja, bierne oczekiwanie na łaskę Bożą, niczym na gwiazdkę z Nieba, ale to jest cała dynamika naszej codzienności, przeżywanej w pełnej łączności z Jezusem.

A jeżeli jest to naprawdę pełna łączność, to i z dynamiką nie będzie problemu, bo kiedy widzimy, jak Jezus się dla nas stara i poświęca, to czymś naturalnym jest, aby naszą odpowiedzią było także szczere zaangażowanie i poświęcenie: swego czasu, swego trudu, swoich talentów, także – w sposób rozsądny i odpowiedzialny – swoich pieniędzy…

Bo nasza wiara, nasze religijne praktyki i działania, wynikające z wiary, to – pamiętajmy o tym zawsze – jest już odpowiedź na wyjście Jezusa do nas z Jego inicjatywą. On w tych sprawach jest zawsze pierwszy! I On bardzo chce żywej, szczerej, autentycznej RELACJI! A tak precyzyjnie mówiąc: autentycznej wzajemnej MIŁOŚCI! Dlatego po Jego stronie ciągle widzimy ową zbawczą dynamikę, to ciągłe wychodzenie do nas – ciągłe poszukiwanie dróg dojścia do nas.

Oby naszą odpowiedzią na tę dynamikę była również dynamika w poszukiwaniu dróg dojścia do Jezusa – wśród całej plątaniny różnych dróg, którymi chodzimy (a czasami błądzimy) w naszym życiu. Obyśmy te drogi dojścia odnaleźli – obyśmy każdego dnia je odnajdywali – i budowali z Jezusem w sposób energiczny, dynamiczny i ofiarny WZAJEMNĄ RELACJĘ, która będzie się stawała WZAJEMNĄ MIŁOŚCIĄ!

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.