Tylko na tej drodze…

T

Szczęść Boże! Drodzy moi, rozpoczynamy maj, a więc także nabożeństwo Litanii Loretańskiej. Ten najpiękniejszy miesiąc w roku ofiarujemy Najpiękniejszej z niewiast na ziemi i w Niebie. Zachęcam serdecznie Wszystkich do codziennej modlitwy słowami tejże Litanii, najlepiej w jakiejś wspólnocie. Także rodzinnej.

A ja pozdrawiam Was z Siedlec, gdzie dzisiaj pozostaję przez cały dzień, aby dawne „święto pracy” uczcić pracą. Tak, jak to było za czasu słusznie minionego systemu (czy naprawdę minionego?…), kiedy to kazano nam chodzić na pochody pierwszomajowe, a my uparcie udawaliśmy się do różnych zajęć, aby właśnie uczcić pracą „święto pracy”. I ja dzisiaj uczczę je pracą i modlitwą.

Podobnie, jak wielu z Was. A chociażby Szymon Sala, Autor świetnych słówek wtorkowych na naszym forum, z którym miałem już radość porozmawiać na łączeniu, nawzajem się pobłogosławić na dzień – co czynimy codziennie – i dowiedzieć się, że dzisiaj właśnie, ze swoim Tatą, będzie zbijał klatki dla królików. To na pewno jakaś dobra propozycja na ten dzień, w którym – ciągle próbuję to ustalić – nie bardzo wiadomo, co my świętujemy w wolnej Polsce… W Wielki Piątek idziemy do pracy, w Wielką Sobotę często też, a 1 maja – wielkie święto! Jakie? Dobre pytanie!

Na pewno, wiemy, jakie to święto w Surgucie, u Księdza Marka! To Odpust parafialny – Świętego Józefa Robotnika, Patrona Parafii! Pamiętajmy o Księdzu Marku i o całej świętującej Parafii w naszych modlitwach!

I już nie chcę psuć sobie – ani nikomu – humoru, wspomnieniem o mojej wczorajszej wizycie w Kurii diecezjalnej, dla załatwienia prostej w sumie sprawy! Okazuje się, że przy tak złym nastawieniu, jakiego tam doświadczam, każda najdrobniejsza sprawa staje się problemem, przez co dochodzi do swoistego paradoksu, że ze strony osób lub instytucji, które niekoniecznie kojarzą się z Kościołem, albo w ogóle wiarą, mam naprawdę szczerą i serdeczną pomoc, a ze strony instytucji, która powinna mnie najbardziej wspierać – największe kłody pod nogi! Ale… oddaję to Panu! On na szczęście wszystko widzi i to On będzie nas wszystkich sądził!

Miałem nie pisać, ale trochę napisałem. Ale niech już tyle wystarczy… Kto może – i chce – niech zrozumie…

Przypominam, że dzisiaj pierwszy piątek miesiąca! I właśnie z tej okazji udam się dziś, na 18:00, do Parafii w Brzozowicy, aby pomóc Księdzu Tomaszowi Małkińskiemu, Proboszczowi Parafii, w Spowiedzi i celebrowaniu Mszy Świętej pierwszopiątkowej.

Nadmienię jeszcze, że w Diecezji siedleckiej mamy dziś dyspensę od piątkowej wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych. A jak w Waszych Diecezjach?

Błogosławionego dnia!

I już zapraszam – przepraszając za opóźnienie – do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co Pan konkretnie do mnie mówi? Duchu Święty – rozjaśnij nasze umysły i rozszerz nasze serca!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Piątek 4 Tygodnia Wielkanocnego,

1 maja 2026., 

do czytań: Dz 13,26–33; J 14,1–6

CZYTANIE Z DZIEJÓW APOSTOLSKICH:

Kiedy Paweł przybył do Antiochii Pizydyjskiej, przemówił w synagodze:

Bracia, synowie rodu Abrahama i ci spośród was, którzy się boją Boga! Nam została przekazana nauka o tym zbawieniu, bo mieszkańcy Jerozolimy i ich przełożeni nie uznali Jezusa i potępiając Go wypełnili głosy Proroków, odczytywane co szabat. Chociaż nie znaleźli w Nim żadnej winy zasługującej na śmierć, zażądali od Piłata, aby Go stracił. A gdy wykonali wszystko, co o Nim było napisane, zdjęli Go z krzyża i złożyli w grobie.

Ale Bóg wskrzesił Go z martwych, a On ukazywał się przez wiele dni tym, którzy z Nim razem poszli z Galilei do Jerozolimy, a teraz dają świadectwo o Nim przed ludem.

My właśnie głosimy wam Dobrą Nowinę co do obietnicy danej ojcom: że Bóg spełnił ją wobec nas jako ich dzieci, wskrzesiwszy Jezusa. Tak też jest napisane w psalmie drugim:

«Ty jesteś moim Synem, Jam Ciebie dziś zrodził»”.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie. W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Znacie drogę, dokąd Ja idę”.

Odezwał się do Niego Tomasz: „Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?”

Odpowiedział mu Jezus: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie”.

Słuchając pierwszego czytania, z Księgi Dziejów Apostolskich, zapewne zwróciliśmy uwagę, jak szczegółowo Paweł opowiada historię Jezusa – a dokładniej: historię Jego Męki, Śmierci i Zmartwychwstania – w kilku zaledwie zwięzłych zdaniach.

I tak oto słyszymy: Bracia, synowie rodu Abrahama i ci spośród was, którzy się boją Boga! Zawsze warto na samym początku określić, do kogo się zwracamy ze swoim przekazem, bo to ma naprawdę duże znaczenie! A do kogo mówi Paweł? Do Żydów – swoich rodaków – a więc tego narodu, który dokonał na Jezusie owych brutalnych czynów, jakie za chwilę mają być przypomniane. Jednak tych, do których Paweł mówi, odróżnia od tamtych, zacietrzewionych i nienawistnych, niezwykle istotny fakt, iż są oni tymi, którzy boją się Boga.

Czyli, są otwarci na prawdę, która w ich przypadku nie będzie oskarżeniem – chociaż dotyczy faktycznej zbrodni zabójstwa niewinnego człowieka – ale właśnie Prawdą, która ma kształtować od teraz całe ich życie doczesne i doprowadzić ich do życia wiecznego. Mówi zatem Paweł do ludzi o sercach otwartych i pokornych, gotowych wysłuchać i przyjąć słowa Prawdy. A jaka jest ta prawda?

Paweł przechodzi do rzeczy, mówiąc: Nam została przekazana nauka o tym zbawieniu, bo mieszkańcy Jerozolimy i ich przełożeni nie uznali Jezusa i potępiając Go wypełnili głosy Proroków, odczytywane co szabat.

Otóż, właśnie! Owi mieszkańcy Jerozolimy, o których Paweł wspomina, też słuchali Bożego słowa. Co szabat gromadzili się, aby słuchać zapisów Ksiąg Proroków, a więc tych Nauczycieli narodu, którzy cieszyli się ich szacunkiem, którzy byli dla nich autorytetami. I to właśnie owi Prorocy zapowiadali zarówno pojawienie się Mesjasza, Wysłannika Boga, jak też Jego zbawczą Ofiarę. I teraz, cały paradoks sytuacji polegał na tym, że opisywani mieszkańcy Jerozolimy i ich przełożeni wypełnili zapowiedzi prorockie – odrzucając Jezusa!

Z pewnością nawet o tym nie myśleli, że wypełniają zapowiedzi Proroków – oni byli po prostu zacietrzewieni w nienawiści. Ale to Bóg czuwał nad wszystkim – i to On wypełniał swoje zbawcze plany wobec człowieka. A mieszkańcy Jerozolimy i ich przełożeni – chociaż co szabat słuchali Bożego słowa, zapisanego przez Proroków – pozostali zamknięci w swoich schematach, w swoim ciasnym myśleniu. W ogóle nie otworzyli się na przychodzącego Mesjasza – w Jezusie go nie rozpoznali. Chociaż Bożego słowa słuchali co szabat, a więc regularnie, co tydzień. Co nam to mówi?

Z pewnością to, iż można słuchać – i nie słyszeć… Dlatego też – jak słyszymy dalej w wypowiedzi Pawła – chociaż nie znaleźli w Nim [czyli w Jezusie] żadnej winy zasługującej na śmierć, zażądali od Piłata, aby Go stracił. Zobaczmy, że mamy już tu szczegółowo rozpisany przebieg wydarzeń: to nie Żydzi sami skazali Jezusa, bo nie mogli, ale zażądali tego od Piłata. Zażądali dokładnie tego: aby Go stracił.

Uczynili to, chociaż nie znaleźli w Nim żadnej winy. Ani oni, ani Piłat, dla którego – jako Rzymianina i stróża prawa (a prawo rzymskie ówcześnie było i do dziś jest podstawą wszystkich cywilizowanych systemów prawnych, a więc od początku stoi na bardzo wysokim poziomie) – było to trudnym doświadczeniem, bo podpisał się pod jawnym bezprawiem (dla nas, w obecnej Polsce, nie jest to już, niestety, niczym dziwnym). Wszyscy doskonale wiedzieli, że tu się nic – kolokwialnie mówiąc – „kupy nie trzyma”, całe to oskarżenie jest jawnie i brutalnie fałszywe i na siłę wręcz naciągane, ale jednak zażądali od Piłata, aby Go stracił. A ten mały i mierny człowieczek przestraszył się o swoją pozycję, o swoją posadę, o swoje względy u cezara – i spełnił ich niegodziwe żądania.

A wówczas – jak dalej słyszymy – gdy wykonali wszystko, co o Nim było napisane, zdjęli Go z krzyża i złożyli w grobie. I właśnie po tym zdaniu – ale i po poprzednich – widać wyraźnie, że Paweł „idzie w szczegóły”. Bo przecież mógł skończyć na tym, że Jezusa zabili. Ale on chciał jeszcze dopowiedzieć, że zdjęli Go z krzyża i złożyli w grobie. W sumie, to nie wiadomo, kto to zrobił – w opowieści Pawła – bo nie mówi on, że zrobili to bliscy Jezusa, ale zwraca uwagę fakt, że Apostoł w ogóle o tym wspomina.

To wszystko zdaje się przekonywać nas, że chce on bardzo dokładnie, wiernie i rzetelnie przedstawić sprawę Jezusa, opowiedzieć tę ważną historię o Nim. Chce ją też osadzić w jakimś kontekście kulturowym czy historycznym – wszak nie jest tajemnicą, że ciał ukrzyżowanych skazańców zasadniczo wówczas nie chowano w grobach, tylko strącano, wraz z belką poprzeczną krzyża, w przepaść, nad którą krzyże te stały, belki pionowe zaś pozostawały, ustawione tam na stałe, w oczekiwaniu na następnych skazańców, którzy mieli przybyć tam w przyszłości, niosąc na swoich ramionach beli poziome. Bo tak – również w zgodzie ze śladami na Ciele Jezusa, odczytanymi z Całunu Turyńskiego – w rzeczywistości to wyglądało.

Paweł zatem dba o szczegóły – także, gdy mówi dalej: Ale Bóg wskrzesił Go z martwych, a On ukazywał się przez wiele dni tym, którzy z Nim razem poszli z Galilei do Jerozolimy, a teraz dają świadectwo o Nim przed ludem. Tak rzeczywiście było. Ale teraz – co z tego wszystkiego wynika? To bardzo ważne pytanie, bo można sobie bardzo szczegółowo opowiadać nawet najbardziej poruszające historie, ale Paweł w Antiochii Pizydyjskiej nie zaprosił słuchaczy na wykład historyczny, tylko na katechezę, na wykład moralny, dlatego nie mógł zakończyć go inaczej, jak tylko tymi słowami: My właśnie głosimy wam Dobrą Nowinę co do obietnicy danej ojcom: że Bóg spełnił ją wobec nas jako ich dzieci, wskrzesiwszy Jezusa.

A zatem, to wszystko odnosi się zarówno do słuchaczy, zgromadzonych tamtego dnia wokół Pawła – jak i do nas dzisiaj. Paweł nie tyle opowiada nam historię Jezusa, jako Przywódcy religijnego czy Nauczyciela, którego warto posłuchać, ale pokazuje nam drogę, na której Jezus jest Przewodnikiem, a wręcz: którą On sam jest. Bo właśnie On sam o sobie mówi dzisiaj w Ewangelii: Znacie drogę, dokąd Ja idę.

Kiedy na to stwierdzenie Tomasz – tak, właśnie on, dociekliwy Tomasz, a nie niewierny – zareagował pytaniem: Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?, usłyszał w odpowiedzi: Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie. W tych dniach słyszeliśmy także, że Jezus jest bramą owiec.

Widzimy zatem, że bardzo zależy Mu na tym, by nas wszystkich doprowadzić do zbawienia. Chce nas tam doprowadzić drogą, którą sam przeszedł pierwszy – jak zresztą o tym dzisiaj powiedział w Ewangelii: Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie. W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem.

Pamiętajmy, że stwierdzenie JA JESTEM – to nie tylko informacja, że Jezus już tam jest, w Niebie, ale że JEST BOGIEM. Wszak JA JESTEM – JAHWE – to imię Boga. Zatem, Jezus dzisiaj zaprasza nas do wspólnej drogi do Domu swego Ojca, gdzie On JEST – wraz ze swoim Ojcem i z Duchem Świętym – i gdzie każda i każdy z nas ma swoje miejsce. Swoje własne, indywidualne, sobie przypisane miejsce. Tak, to miejsce, do którego przepisane jest jedno stwierdzenie, jako jego najpełniejsza charakterystyka. To stwierdzenie – to słowo: JEST.

Tak, jak Jezus JEST – przez całą wieczność i JEST Bogiem – tak też każdy z nas będzie mógł wtedy o sobie powiedzieć, że tam JEST. Przez całą szczęśliwą wieczność. JEST bez końca, już bez żadnych zawirowań, wahań czy obaw, bez strachu czy bólu. JEST. Ale żeby to się mogło stać – trzeba przejść drogę, którą wskazuje Jezus. Którą jest Jezus. I wejść przez bramę, którą On JEST.

Obyśmy zawsze szli tą prostą drogą! Obyśmy nigdy z niej nie schodzili. Obyśmy nigdy nie szukali jakichkolwiek innych dróg – rzekomo łatwiejszych, czy prostszych – bo takich nie ma! Owszem, propozycji mamy aż nadto – media i internet są tu nie do przebicia. Jezus proponuje swoją drogę. Ona czasami trochę ginie w tym gąszczu różnych propozycji. Ale tylko ta jedna jest prawdziwa! Szczegółowo opisana przez Jezusa, przez Świętego Pawła, przez Ewangelistów i innych Apostołów – na kartach Pisma Świętego.

Droga, której od dziecka uczymy się na katechezie i o której słuchamy w mszalnych homiliach, czy też w audycjach, nadawanych przez katolickie media; albo też czytamy w artykułach, w katolickiej prasie. Nie możemy więc – jeśli mamy być szczerzy – powtórzyć za Tomaszem, że nie znamy drogi. Owszem, nie zdajemy sobie w pełni sprawy ze szczęścia, jakie czeka nas „na mecie”, ale drogę tak naprawdę znamy. Tylko żebyśmy nią kroczyli. Codziennie i konsekwentnie!

Tylko tą jedną drogą, którą wskazuje Jezus – którą jest Jezus – i żadną inną!

4 komentarze

  • Dzisiaj jest pierwszy piątek miesiąca. Cor Jesu Sacratissimum, miserere nobis!

    Rosyjska Konferencja Biskupów Katolickich, dzięki Bogu, nie udzieliła dziś dyspensy od piątkowego postu. Nie rozumiam idei zezwalania na spożywanie mięsa z okazji święta narodowego (w zasadzie komunistycznego). W końcu, nawet zgodnie z Konstytucją, Kościół jest oddzielony od państwa.
    Myślę, że szaszłyk i grill mogą spokojnie poczekać do soboty.
    Nikt w szkole, ani na uniwersytecie nie zmuszał mnie do pójścia na demonstracje pierwszomajowe.

    Poszedłam dziś do spowiedzi.

    • Motywem tej dyspensy nie jest takie czy inne święto, a bardziej wzgląd praktyczny: w tych dniach ludzie mają wolne, przeżywają tak zwane „majówki”, spotykają się w gronie rodzinnym, więc żeby nie musieli sobie komplikować życia koniecznością przygotowywania posiłków bezmięsnych, albo popełniać grzechu, kiedy jedliby mięso, nie zważając na piątek – Biskupi wcześniej zwalniają ich z tego obowiązku. I bardzo dobrze – skoro Kościół daje im taką władzę. Naprawdę, nie widzę w tym nic niestosownego. Oby tylko ludzie chcieli przestrzegać wszystkich innych przykazań i przepisów – to taka jedna dyspensa naprawdę nie odciągnie ich od wiary!
      xJ

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.