Matka, która… jest!

M

Szczęść Boże! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym rocznicę Chrztu Świętego przeżywa moja Siostrzenica, Emilka Niedźwiedzka. Modlę się dla Niej, aby wspierana świadectwem wiary całej Rodziny, rozwijała się duchowo, intelektualnie i na każdy w ogóle możliwy sposób – na chwałę Bożą!

Urodziny natomiast przeżywa dzisiaj Elżbieta Kowalska, bardzo energiczna i zaangażowana w budowanie dobra swojej Parafii Osoba z Trąbek.

Z kolei imieniny przeżywają dzisiaj:

Grzegorz Pałyska, za moich czasów Lektor w Trąbkach i należący do ówczesnej Wspólnoty młodzieżowej;

Grzegorz Lisiecki – mój Znajomy,

Magda Martyniuk – należąca w swoim czasie do Wspólnoty młodzieżowej w Białej Podlaskiej.

Wszystkim świętującym życzę Bożej opieki i wszelkiego dobra, o co też dla Nich się modlę.

Drodzy moi, ja dzisiaj posługuję w Parafii w Brzozowicy – na Mszach Świętych o 9:00 i o 18:00. I właśnie dlatego tak późno zamieszczam słówko, bo zdążyłem już być na porannej Mszy Świętej i wrócić do Siedlec. Zaraz też rozwiozę Ogłoszenia Duszpasterstwa Akademickiego po Wydziałach i Akademikach. I jeszcze kilka spraw bieżących zamierzam załatwić – w ciągu tego dzisiejszego dnia. Oddaję Go Panu!

Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co Pan do każdej i każdego z nas mówi dzisiaj? Czego od każdej i każdego z nas konkretnie oczekuje? Duchu Święty, tchnij i oświecaj!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Święto Najświętszej Maryi Panny, Matki Kościoła,

25 maja 2026., 

do czytań z t. VI Lekcjonarza:

Rdz 3,9–15.20 albo: Dz 1,12–14; J 2,1–11; albo: J 19,25–34

CZYTANIE Z KSIĘGI RODZAJU:

Gdy Adam zjadł owoc z drzewa zakazanego, Pan Bóg zawołał na niego i zapytał go: „Gdzie jesteś?”

On odpowiedział: „Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się”.

Rzekł Bóg: „Któż ci powiedział, że jesteś nagi? Czy może zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść?”

Mężczyzna odpowiedział: „Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa, i zjadłem”.

Wtedy Pan Bóg rzekł do niewiasty: „Dlaczego to uczyniłaś?”

Niewiasta odpowiedziała: „Wąż mnie zwiódł, i zjadłam”.

Wtedy Pan Bóg rzekł do węża: „Ponieważ to uczyniłeś, bądź przeklęty wśród wszystkich zwierząt domowych i polnych, na brzuchu będziesz się czołgał i proch będziesz jadł po wszystkie dni twego istnienia. Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę”.

Mężczyzna dał swej żonie imię Ewa, bo ona stała się matką wszystkich żyjących.

ALBO:

CZYTANIE Z DZIEJÓW APOSTOLSKICH:

Gdy Jezus został wzięty do nieba, Apostołowie wrócili do Jerozolimy z góry, zwanej Oliwną, która leży blisko Jerozolimy, w odległości drogi szabatowej. Przybywszy tam, weszli do sali na górze i przebywali w niej: Piotr i Jan, Jakub i Andrzej, Filip i Tomasz, Bartłomiej i Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Szymon Gorliwy, i Juda, brat Jakuba.

Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, Maryją, Matką Jezusa, i Jego braćmi.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:

W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa.

Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: „Nie mają już wina”.

Jezus Jej odpowiedział: „Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Jeszcze nie nadeszła godzina moja.”

Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”.

Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych, przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary.

Rzekł do nich Jezus: „Napełnijcie stągwie wodą”. I napełnili je aż po brzegi.

Potem do nich powiedział: „Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu”. Oni zaś zanieśli.

A gdy starosta weselny skosztował wody, która stała się winem – nie wiedział bowiem, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli – przywołał pana młodego i powiedział do niego: „Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory”.

Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie.

ALBO:

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:

Obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena.

Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: «Niewiasto, oto syn Twój». Następnie rzekł do ucznia: «Oto Matka twoja».

I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie.

Potem Jezus, świadom, że już wszystko się dokonało, aby się wypełniło Pismo, rzekł: «Pragnę». Stało tam naczynie pełne octu. Nałożono więc na hizop gąbkę nasączoną octem i do ust Mu podano. A gdy Jezus skosztował octu, rzekł: «Dokonało się!»

I skłoniwszy głowę, oddał ducha.

Ponieważ był to dzień Przygotowania, aby zatem ciała nie pozostawały na krzyżu w szabat – ów bowiem dzień szabatu był wielkim świętem – Żydzi prosili Piłata, żeby ukrzyżowanym połamano golenie i usunięto ich ciała.

Przyszli więc żołnierze i połamali golenie tak pierwszemu, jak i drugiemu, którzy z Jezusem byli ukrzyżowani. Lecz gdy podeszli do Jezusa i zobaczyli, że już umarł, nie łamali Mu goleni, tylko jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok, a natychmiast wypłynęła krew i woda.

W pierwszym dzisiejszym czytaniu, z Księgi Rodzaju, słyszymy o występku pierwszych rodziców – mówiąc wprost: o grzechu, który ciągnie się za nami wszystkimi, za wszystkimi ludźmi, od tamtego dnia, kiedy został dokonany, aż do dzisiaj, jako tak zwany grzech pierworodny. Człowiek, obdarzony przez Boga tak wielką miłością, powiedział Mu: NIE! Odwrócił się do Niego plecami. I chociaż został za to ukarany wypędzeniem z Raju – o czym dzisiaj nawet nie słyszymy – to jednak Bóg natychmiast postanowił dać mu szansę.

Oto bowiem słyszymy słowa samego Boga, skierowane do węża, będącego tutaj uosobieniem szatana: Ponieważ to uczyniłeś, bądź przeklęty wśród wszystkich zwierząt domowych i polnych, na brzuchu będziesz się czołgał i proch będziesz jadł po wszystkie dni twego istnienia. Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę.

To zapowiedź na późniejsze czasy, bo tam, w Raju, sprawa zakończyła się właśnie wypędzeniem pierwszych rodziców, Adama i Ewy, aby w pocie i trudzie zdobywali sobie utrzymanie, i w ciężkich bólach rodzenia przekazywali życie swoim następcom. I aż dziw bierze, że dzisiejsze czytanie kończy się stwierdzeniem: Mężczyzna dał swej żonie imię Ewa, bo ona stała się matką wszystkich żyjących. W sensie czysto ludzkim, zewnętrznym, wręcz fizycznym – tak było. Ale w sensie duchowym trudno ją nazwać «matką wszystkich żyjących», skoro na ludzi wszystkich czasów ściągnęła skazę grzechu, czyli cień śmierci.

Dlatego ludzkość czekała na nową Ewę – jak w swoich dokumentach nazywa Maryję, Matkę Jezusa, Sobór Watykański II. Ona, stając się Matką Jezusa, stała się także Matką Jego Kościoła, a więc to Ona tak naprawdę stałą się «Matką wszystkich żyjących» – żyjących tu, na ziemi, dla Królestwa niebieskiego, a potem: żyjących już na wieki w samym Królestwie niebieskim. Ona– Najświętsza Maryja Panna, Matka Jezusa i Matka nasza, Matka Kościoła.

A jak realizowała tę swoją misję? Mówi nam o tym dzisiejsze Boże słowo. Mamy dzisiaj do wyboru dwa fragmenty Ewangelii Świętego Jana. Wysłuchaliśmy tego o weselu w Kanie Galilejskiej – i on nam pokazał bardzo dobitnie i dokładnie rolę Maryi w procesie tworzenia Kościoła. To był początek publicznej działalności Jezusa. W ostatnim zdaniu dzisiejszej Ewangelii usłyszeliśmy, że taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie.

Bardzo znamiennym i dającym mocno do myślenia jest fakt, że – jak słyszymy z kolei w jednym z pierwszych zdań tegoż fragmentu Ewangelii – na weselu, w momencie dokonania pierwszego znaku, była Matka Jezusa. Czy to przypadek? Na pewno nie. To zrządzenie Bożej Opatrzności, która chciała, aby Matka Jezusa towarzyszyła Mu zawsze i wspierała w budowaniu Jego Kościoła.

Zresztą, owego pierwszego cudu dokonał On nie inaczej, jak na Jej prośbę i w odpowiedzi na Jej spostrzegawczość! Bo to Ona zauważyła i powiedziała Mu, że nowożeńcom, na ich weselu, zabrakło wina. A to była bardzo niedobra sytuacja – zważywszy na ówczesne zwyczaje i konwenanse – której skutki, a przynajmniej wspomnienia o niej, mogły się za nimi ciągnąć do końca życia! I to właśnie delikatna przenikliwość wzroku i wrażliwość serca Maryi spowodowały, że problem został w ogóle dostrzeżony, a następnie rozwiązany. I to z jakim rozmachem rozwiązany!

Potem Maryja ciągle była blisko swego Syna, chociaż Pismo Święte aż tak dużo o tym nie mówi. Z niektórych stwierdzeń możemy się tego domyślać, w innych mamy to już tak wprost powiedziane, jak chociażby wtedy, kiedy atmosfera wokół Jezusa zaczęła się „zagęszczać”, przeciwnicy zwierali szyki – i wtedy Maryja z dalszymi krewnymi Jezusa przyszła do Niego, by prawdopodobnie z Nim o tym porozmawiać. Jezus był akurat mocno zajęty nauczaniem dużej ilości słuchaczy i gdy powiedziano Mu o tym, że Matka i bracia czekają, by z Nim porozmawiać, On zapytał retorycznie i znamiennie, któż jest Jego Matką i Jego braćmi?

Dzisiaj już wiemy, że nie było to żadne zdystansowanie się od Maryi, ale piękne świadectwo o tym, że jest Ona nie tylko Jego Matką w porządku naturalnym, ale też Jego najpilniejszą Uczennicą – Osobą najbliższą Mu w porządku duchowym!

A było to widać szczególnie pod Krzyżem, pod którym także Maryi nie zabrakło. O tym mówi drugi z danych nam do wyboru fragment Ewangelii Janowej, którego dziś nie odczytaliśmy. Ale to właśnie tam i wtedy – z tegoż Krzyża – Maryja usłyszała skierowane do siebie słowa: Niewiasto, oto syn Twój; Jan zaś usłyszał: Oto Matka Twoja. To już było takie bardzo jasne i wprost wyrażone oddanie Maryi Kościołowi w osobie Jana – ustanowienie Maryi Matką całego Kościoła.

Drugie zaś dzisiejsze czytanie mówi nam, że gdy Jezus został wzięty do nieba, Apostołowie wrócili do Jerozolimy z góry, zwanej Oliwną, która leży blisko Jerozolimy, w odległości drogi szabatowej. Przybywszy tam, weszli do sali na górze i przebywali w niej: Piotr i Jan, Jakub i Andrzej, Filip i Tomasz, Bartłomiej i Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Szymon Gorliwy, i Juda, brat Jakuba. Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, Maryją, Matką Jezusa, i Jego braćmi.

Z pewnością słowem – kluczem jest tutaj owo: trwali. Dokładniej: trwali jednomyślnie na modlitwie. W Biblii Pierwszego Kościoła mamy to przetłumaczone tak, że: ci wszyscy trwali gorliwie na wspólnej modlitwie. W innym tłumaczeniu mamy to ujęte tak, że wszyscy oni modlili się wytrwale i jednomyślnie. Wcześniej natomiast mamy powiedziane, że w Wieczerniku wszyscy oni przebywali – razem przebywali w sali na górze, w której tak dużo się wcześniej dokonało z udziałem Jezusa i w której potem zwykli się zbierać.

I taką rolę Maryja spełniała po Wniebowstąpieniu swego Syna: była ze swoim Kościołem. Po prostu była – i trwała na wspólnej modlitwie! Może ktoś zapyta: A cóż to sztuka, cóż to za wysiłek, cóż to za zaangażowanie: tylko i wyłącznie być? Przypomnijmy sobie jednak informację o powołaniu Apostołów, zapisaną w Ewangelii Marka. Bo właśnie tam mamy tak bardzo jasno powiedziane, po co Jezus ich powołał. Po co? A by z Nim byli – i dopiero potem: aby ich mógł posłać na głoszenie Ewangelii. Ale pierwszym zadaniem, pierwszym celem tego powołania było «bycie» z Jezusem. Czy – jak w innych tłumaczeniach jest to ujęte – aby Mu towarzyszyli. A więc jednak! To bardzo ważne: być z kimś, być dla kogoś, być blisko, być do jego stałej dyspozycji. Po prostu – być.

I Maryja dzisiaj taką rolę spełnia w Kościele swego Syna, który przecież jest także Jej Kościołem. Tak, jak i każdego z nas. Jednak dla Maryi ten Kościół jest Jej Kościołem w bardzo wyjątkowy sposób. Ona jest Jego Matką, a więc opiekuje się nim, troszczy się o niego, modli się z nim i za niego. Po prostu w nim – i z nim – JEST! Owszem, czasami zaznacza tę swoją obecność w sposób szczególny – chociażby przez objawienia – ale to są wydarzenia wyjątkowe i jednostkowe.

Z pewnością, bardzo ważne i potrzebne, skoro Bóg ich chce dla naszego dobra. Ale to nie one stanowią przestrzeń codziennego zaangażowania Maryi dla dobra Kościoła. Owo codzienne zaangażowanie – żeby to jeszcze raz powtórzyć – to jest Jej stałe bycie w Kościele i z Kościołem. I dla Kościoła. Stałe przebywanie. Trwanie. Także – trwanie na modlitwie.

I ten przykład Maryi pokazuje nam wszystkim, jak my możemy – a wręcz powinniśmy – troszczyć się o Kościół. O nasz Kościół. Jak? Właśnie – poprzez wytrwałe i konsekwentne trwanie w nim i z nim. Identyfikowanie się z nim. Przede wszystkim – poprzez modlitwę z nim i za niego. Ale także: poprzez sumienne wypełnianie swoich codziennym obowiązków – zadań wynikających z naszego powołania. Poprzez wykonywanie dobrych uczynków.

Trzeba nam bowiem pamiętać, że wszystkie nasze modlitwy, dobre uczynki, dobre myśli i słowa, ale i cierpienia – ofiarowane Kościołowi i za Kościół – to są takie małe cegiełki, które go duchowo budują. To są klejnoty, które składamy do duchowego skarbca Kościoła – tam, w Niebie.

Niestety, nasze złe uczynki, nasze grzechy i niewierności, nasze bunty przeciwko Jezusowi i Jego Kościołowi, nasze „gadanie” na Kościół i odcinanie się od niego – wszystko to rani tenże Kościół, jest jego znaczącym zubożeniem. Nawet, jeżeli to zło czynimy w największej skrytości – tam, w Niebie, w sferze duchowej, wszystko ma swój mocny rezonans i nic nie jest ukryte.

Dlatego postarajmy się robić zawsze i wszystko, co w naszej ludzkiej mocy – wspartej oczywiście łaską Bożą – by ten Chrystusowy i nasz Kościół budować, a nigdy go nie ranić ani nie niszczyć. Jeszcze raz powiedzmy to sobie bardzo jasno i konkretnie: Kościół Chrystusowy możemy budować, ubogacać i wzmacniać zawsze, we wszystkich okolicznościach naszego życia: także i wtedy, kiedy z powodu wielu lub stanu zdrowia nie jesteśmy w stanie ruszyć się z domu, czy zejść z wózka inwalidzkiego czy z łoża choroby.

Także wtedy – poprzez modlitwę i ofiarowanie cierpienia – możemy bardzo dużo pomóc Kościołowi, wesprzeć go, zbudować i wzmocnić… Ale także poprzez dobre mówienie o Kościele, o Bogu i o życiu zgodnym z Bożą wolą. Naprawdę, nawet czterech ścianach własnego, nawet najmniejszego pokoiku – można zrobić ogromnie dużo dla dobra Kościoła. A cóż dopiero, jeżeli możemy włączyć w to naszą aktywność, zaradność, nasze wykształcenie i życiowe doświadczenie!

Obyśmy nigdy żadnej okazji ku temu nie ominęli! Obyśmy każdego dnia i o każdej godzinie zastanawiali się, co dzisiaj mogę zrobić i co dzisiaj chcę zrobić, aby Kościół Chrystusowy, będący także moim Kościołem, był bardziej święty, piękny i mocny! Niech nas w tym wspiera i prowadzi – swoim przykładem i wstawiennictwem – Najświętsza Maryja Panna, Matka Kościoła!

1 komentarz

  • Księże Jacku, mam pytanie dotyczące Maryi Panny:
    Apostoł Paweł w Liście do Rzymian (16:6) wspomina o Maryi (Mariam w „Nova Vulgata”), „która wiele trudziła się dla Kościoła”. Czy chodzi o Matkę Bożą, czy o jakąś inną kobietę o tym samym imieniu?

Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.