Szczęść Boże! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywa nasza Mama, Danuta Jaśkowska. Dziękując Jej za wielką dobroć i miłość, jaką okazuje nam każdego dnia i za to, że wraz z Tatą tworzą atmosferę rodzinnego Domu, do którego możemy zawsze wracać i czuć się jak u siebie – życzę, aby zawsze była tak pogodna duchem, otwarta i konkretna, jaką my Ją znamy i zna Ją wiele Osób z naszego otoczenia. Życzę pełni sił duchowych i fizycznych – i coraz większej odwagi i wytrwałości w mierzeniu się z codziennymi trudami choroby!
Zapewniam o serdecznej modlitwy – nie tylko dzisiaj!
A ja dzisiaj pozdrawiam z Siedlec, gdzie znowu pozostanę przez cały dzień, mierząc się z pracą nad bieżącymi sprawami, co będę łączył oczywiście z modlitwą i adoracją Najświętszego Sakramentu. Wielkim dobrodziejstwem jest dla mnie fakt mieszkania – tu, w Siedlcach – tuż pod Kaplicą. Moje biurko w gabinecie, w którym pracuje, ale i który jest moją sypialnią, ustawione jest wprost pod Tabernakulum! To bardzo korzystna okoliczność.
O 18:00 będę sprawował Mszę Świętą gregoriańską w Parafii Świętej Teresy w Siedlcach, a potem, po 21:00, spodziewam się jeszcze Gościa. Takie plany na dziś – w tym momencie. Oddaję je do dyspozycji Panu naszemu, otwierając się na wszelkie niespodzianki!
A teraz już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Zatem, co dziś mówi do mnie Pan? Co konkretnie chce mi powiedzieć w tym kontekście życiowym, w jakim obecnie jestem? Duchu Święty, bądź światłem i natchnieniem!
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
Środa 23 Tygodnia zwykłego, rok II,
9 września 2026.,
do czytań: 1 Kor 7,25–31; Łk 6,20–26
CZYTANIE Z PIERWSZEGO LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO KORYNTIAN:
Bracia: Nie mam nakazu Pańskiego co do dziewic, lecz daję radę jako ten, który wskutek doznanego od Pana miłosierdzia godzien jest, aby mu wierzono. Uważam, iż przy obecnych utrapieniach dobrze jest tak zostać, dobrze to dla człowieka tak żyć. Jesteś związany z żoną? Nie usiłuj odłączać się od niej. Jesteś wolny? Nie szukaj żony. Ale jeżeli się ożenisz, nie grzeszysz. Podobnie i dziewica, jeśli wychodzi za mąż, nie grzeszy. Tacy jednak cierpieć będą udręki w ciele, a ja chciałbym ich wam oszczędzić.
Mówię, bracia, czas jest krótki. Trzeba więc, aby ci, którzy mają żony, tak żyli, jakby byli nieżonaci, a ci, którzy płaczą, jakby nie płakali, ci zaś, co się radują, jakby się nie radowali; ci, którzy nabywają, jak gdyby nie posiadali, ci, którzy używają tego świata, jakby z niego nie korzystali. Przemija bowiem postać tego świata.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:
W owym czasie Jezus podniósł oczy na swoich uczniów i mówił:
„Błogosławieni jesteście wy, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże.
Błogosławieni wy, którzy teraz głodujecie, albowiem będziecie nasyceni.
Błogosławieni wy, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie.
Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was znienawidzą i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy was zelżą i z powodu Syna Człowieczego podadzą w pogardę wasze imię jako niecne: cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili prorokom.
Natomiast biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą.
Biada wam, którzy teraz jesteście syci, albowiem głód cierpieć będziecie.
Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, albowiem smucić się i płakać będziecie.
Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili fałszywym prorokom”.
Być może, wydaje się nam, że Paweł Apostoł upiera się przy bezżeństwie – i że traktuje dziewictwo jako wyższą formę duchowości i życia w ogóle. W pewnym sensie, można tak powiedzieć, chociaż nie do końca. Prawdę mówiąc, to w Kościele do niedawna jeszcze podkreślano, że życie bezżenne – zwłaszcza, jeśli połączone jeszcze z wyborem drogi kapłańskiej i zakonnej – jest doskonalszą formą życia, niż to w małżeństwie.
Takie przekonanie istniało w sercach wielu ludzi nawet wtedy, kiedy ja sam rozpoczynałem swoją kapłańską drogę, wstępując do Seminarium. Iluż to moich Znajomych mówiło mi osobiście – lub moim Rodzicom – że to właśnie ja tak bardzo się poświęciłem, tak bardzo się ofiarowałem, podczas gdy oni, czyli moi Koledzy i Koleżanki, to takie „normalne”, „zwyczajne”, „szare” życie prowadzą… Tak mówili albo Oni sami – moje Koleżeństwo – albo ich Rodzice. Tymczasem, to zupełnie niewłaściwe i nieprawdziwe spojrzenie!
W tym kontekście, bardzo wdzięczny jestem Księdzu Kazimierzowi Matwiejukowi, Ojcu duchownemu naszego Roku, że już od pierwszych dni naszej seminaryjnej formacji „leczył” nas z takiego spojrzenia, wskazując chociażby na doświadczenia życia małżeńskiego i rodzinnego swojego własnego Rodzeństwa: na problemy z wychowaniem dzieci, ale i z utrzymaniem; z owym „spinaniem końca z końcem”, z utrzymaniem, z pracą (a dokładniej: z jej brakiem), z mieszkaniem… My, jako księża, przynajmniej tych problemów byliśmy pozbawieni, bo i praca, i utrzymanie, i mieszkanie – to wszystko czekało już na nas na początku kapłańskiej drogi. Oby się tylko chciało pracować…
Ale i inne trudności życia małżeńskiego i rodzinnego ciągle sprawiają, że to życie wcale nie jest łatwiejsze i prostsze od tego kapłańskiego czy zakonnego. Jest po prostu inne, natomiast każde niesie swoje radości, ale i swoje trudności. Stąd też dzisiejsze pouczenie Pawła odczytujemy – chociaż bierzemy pod uwagę realia epoki i ówczesne spojrzenie na te sprawy – nie jako umniejszenie roli małżeństwa, ale jako podkreślenie znaczenia życia wiecznego, do którego wszyscy zdążamy, a w którym będziemy żyli inaczej, niż tu, na ziemi.
Przeto osoby, żyjące w dziewictwie, w pewien sposób już wskazują na życie wieczne i uświadamiają prawdę o nim tym wszystkim, wśród których na co dzień żyją. Wsłuchajmy się uważnie chociażby w te słowa Apostoła: Uważam, iż przy obecnych utrapieniach dobrze jest tak zostać, dobrze to dla człowieka tak żyć. Jesteś związany z żoną? Nie usiłuj odłączać się od niej. Jesteś wolny? Nie szukaj żony. Ale jeżeli się ożenisz, nie grzeszysz. Podobnie i dziewica, jeśli wychodzi za mąż, nie grzeszy. Tacy jednak cierpieć będą udręki w ciele, a ja chciałbym ich wam oszczędzić.
Z pewnością, to ostatnie zdanie może budzić wątpliwości, ale spójrzmy na nie właśnie w tym kluczu: życie wieczne wolne jest od wszelkich udręk. Stan dziewiczy to swoista antycypacja życia wiecznego na tej ziemi, a więc – w pewnym sensie – sposób na uwolnienie się już tutaj, na ziemi, od udręk cielesnych. Oczywiście, że nie wszystkich i nie na sto procent, ale przynajmniej w tej części, w jakiej wynikają one z życia małżeńskiego. Natomiast tylko w taki sposób należy na to patrzeć: jako na wyraźne wskazanie, że wszyscy mamy troszczyć się o życie wieczne i do niego zmierzać. Jakąkolwiek drogą życiową byśmy podążali, to zawsze ma to być droga prowadząca do Boga i do życia wiecznego z Nim.
Jasno wskazują na to następne słowa Apostoła: Mówię, bracia, czas jest krótki. Trzeba więc, aby ci, którzy mają żony, tak żyli, jakby byli nieżonaci, a ci, którzy płaczą, jakby nie płakali, ci zaś, co się radują, jakby się nie radowali; ci, którzy nabywają, jak gdyby nie posiadali, ci, którzy używają tego świata, jakby z niego nie korzystali. Przemija bowiem postać tego świata.
Zatem, żyjemy na tym świecie i mierzymy się z problemami tego świata i życia na nim, ale nie koncentrujemy na tym całej naszej uwagi – a na pewno nie w tym widzimy cel naszych starań i dążeń. Ten cel widzimy w Niebie! Bo doczesny świat przeminie. Już przemija – na naszych oczach. Czas szybko płynie. Ucieka wręcz! Przecieka przez palce! Każdego dnia przekonujemy się, jak jest on krótki!
Dlatego Jezus daje nam receptę na jego mądre przeżycie. To program błogosławieństw – ale nie ośmiu, jak w Ewangelii Świętego Mateusza, a czterech błogosławieństw i czterech: Biada! W takim kształcie przekazał nam je Ewangelista Łukasz. I może właśnie dlatego, że pojawia się tutaj owo: Biada!, to przekaz ten staje się bardziej dosadny i niesie swoiste ostrzeżenie, ale i otrzeźwienie, że albo się weźmiemy za siebie i swoje życie, kształtując je po Bożemu i zyskując tym samym Boże błogosławieństwo na to życie i na to przyszłe, albo będziemy sobie żyli beztrosko, ale na końcu tego wszystkiego usłyszymy: Biada!
Usłyszmy może raz jeszcze, komu ono grozi. Jezus mówi: Biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą. Biada wam, którzy teraz jesteście syci, albowiem głód cierpieć będziecie. Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, albowiem smucić się i płakać będziecie. Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili fałszywym prorokom.
Oczywiście, Jezus nie mówi: Biada! – do tych, którzy mają co jeść i nie cierpią głodu; czy tym, którzy są radośni i uśmiechnięci; czy nawet tym, których ktoś szczerze za coś pochwali. Owo: Biada! – z czego na pewno zdajemy sobie sprawę – skierowane jest do tych, którzy sami sobie na ziemi chcą wystarczyć i którzy w tych sprawach ziemskich, szczególnie w swych ziemskich powodzeniach i sukcesach, pozycjach i bogactwach, upatrują źródło swojej wielkości i znaczenia, czyli którzy po prostu zajęli, w swoich własnych sercach, miejsce Boga.
Którym z jakiegoś powodu wydaje się, że na tym świecie będą żyli wiecznie, zupełnie nie troszcząc się o to, co będzie po tym życiu, a jedynie pławiąc się w swoich własnych marzeniach i zachciankach, i najwyższym przekonaniu o sobie samych. Takim Jezus mówi: Biada! A Paweł Apostoł przypomina i ostrzega: Mówię, bracia, czas jest krótki. Trzeba więc, aby ci, którzy mają żony, tak żyli, jakby byli nieżonaci, a ci, którzy płaczą, jakby nie płakali, ci zaś, co się radują, jakby się nie radowali; ci, którzy nabywają, jak gdyby nie posiadali, ci, którzy używają tego świata, jakby z niego nie korzystali. Przemija bowiem postać tego świata.
Bardzo mocno te słowa przemawiają do mnie osobiście. W tym roku skończę pięćdziesiąt trzy lata. A przecież dopiero co – tak się wydaje – chodziłem do liceum. A nawet z podstawówki dobrze pamiętam konkretne lekcje i słowa naszej Wychowawczyni… Pamiętam dobrze maturę i pierwsze dni w Seminarium. A potem Święcenia i Prymicję… A potem – pierwszy wikariat, a potem studia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, i prowadzenie zajęć na Wydziale Prawa, i obronę doktoratu… I tyle przeróżnych wydarzeń – radosnych i trudnych! Jak film przesuwają się one przed mymi oczami.
Ileż tych spraw dzisiaj przeżyłbym inaczej! O ile bardziej wykorzystałbym czas, jaki był mi dany. Ale – to już niemożliwe… Bo ten czas nie wróci! Bóg w swej łaskawości da zapewne jeszcze trochę czasu na tej ziemi, aby go wykorzystać ku dobremu, ale tamten czas nie wróci! A pójdzie za mną – jak ciężki bagaż – na Sąd Boży!
Doprawdy, przemija postać tego świata! Przemija to życie doczesne – bardzo szybko! Owszem, to nie ono jest naszym celem i spełnieniem, ale jest jednak nam dane… po coś. Po co? A właśnie po to, byśmy wykorzystali je jak najlepiej i najpełniej, zbliżając się jego szlakami do bram życia wiecznego. Czyli tego, w którym już nie będziemy mieli problemów z upływającym i uciekającym czasem, bo tam już nie będzie czasu.
Ale teraz jest. I nie możemy pozwolić – ja sam nie mogę pozwolić – aby tak po prostu, przeciekał przez palce: kolejne minuty, godziny, dni, miesiące, lata… Dlatego biorę sobie mocno do serca – jako ostrzeżenie, ale i wezwanie do duchowej mobilizacji – to krótkie, ale tak dosadne i poruszające stwierdzenie Apostoła: Czas jest krótki!
