Szczęść Boże! Drodzy moi, pozdrawiam Was z Siedlec, z naszego Duszpasterstwa, gdzie dzisiaj zostaję przez cały dzień. Przed południem tylko rozwiozę Ogłoszenia naszego Duszpasterstwa na Wydziały i do Akademików, a o 17:00 – w zastępstwie za Proboszcza – będę sprawował Mszę Świętą i nabożeństwo październikowe w Parafii w Brzozowicy.
A teraz już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Zatem, co dziś mówi do mnie Pan? Z jakim konkretnym przesłaniem zwraca się właśnie do mnie – osobiście? Duchu Święty, podpowiedz…
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
Poniedziałek 30 Tygodnia zwykłego, rok II,
26 października 2026.,
do czytań: Ef 4,32–5,8; Łk 13,10–17
CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO EFEZJAN:
Bracia: Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni. Przebaczajcie sobie nawzajem, tak jak i Bóg nam przebaczył w Chrystusie.
Bądźcie więc naśladowcami Boga jako dzieci umiłowane i postępujcie drogą miłości, bo i Chrystus was umiłował i samego siebie wydał za nas w ofierze i w darze na wdzięczną wonność Bogu.
O nierządzie zaś i wszelkiej nieczystości albo chciwości niechaj nawet mowy nie będzie wśród was, jak przystoi świętym, ani o tym, co haniebne, ani o niedorzecznym gadaniu lub nieprzyzwoitych żartach, bo to wszystko jest niestosowne. Raczej winno być wdzięczne usposobienie.
O tym bowiem bądźcie przekonani, że żaden rozpustnik ani nieczysty, ani chciwiec – to jest bałwochwalca – nie ma dziedzictwa w królestwie Chrystusa i Boga. Niechaj was nikt nie zwodzi próżnymi słowami, bo przez te grzechy nadchodzi gniew Boży na buntowników. Nie miejcie więc z nimi nic wspólnego.
Niegdyś bowiem byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:
Jezus nauczał w szabat w jednej z synagog. A była tam kobieta, która od osiemnastu lat miała ducha niemocy: była pochylona i w żaden sposób nie mogła się wyprostować.
Gdy Jezus ją zobaczył, przywołał ją i rzekł do niej: „Niewiasto, jesteś wolna od swej niemocy”. Włożył na nią ręce, a natychmiast wyprostowała się i chwaliła Boga.
Lecz przełożony synagogi, oburzony tym, że Jezus w szabat uzdrowił, rzekł do ludu: „Jest sześć dni, w które należy pracować. W te więc przychodźcie i leczcie się, a nie w dzień szabatu”.
Pan mu odpowiedział: „Obłudnicy, czyż każdy z was nie odwiązuje w szabat wołu lub osła od żłobu i nie prowadzi, by go napoić? A tej córki Abrahama, którą szatan osiemnaście lat trzymał na uwięzi, nie należało uwolnić od tych więzów w dzień szabatu?”
Na te słowa wstyd ogarnął wszystkich Jego przeciwników, a lud cały cieszył się ze wszystkich wspaniałych czynów, dokonywanych przez Niego.
I cóż jeszcze można dodać do tego, co dziś Paweł Apostoł powiedział do Efezjan – i do nas wszystkich – w pierwszym czytaniu? Tak, również do nas wszystkich. Dzisiaj możemy to bardzo wprost i bezpośrednio stwierdzić. Bo o ile w innych fragmentach Pawłowych refleksji mamy do czynienia z odniesieniami do jakichś konkretnych sytuacji z jego apostolskiej działalności czy też słyszymy wzmianki o jakichś osobach, współpracujących z nim bądź stanowiących przedmiot jego apostolskiej troski – dla nas akurat ani znanych, ani istotnych – o tyle dzisiaj mamy słowa, które „jeden do jednego” możemy odnieść do siebie i po prostu zastosować w swoim codziennym postępowaniu.
Bez konieczności jakichś dodatkowych tłumaczeń, wyjaśniania kontekstów czy historycznych okoliczności, które kiedyś przedstawiały się tak czy tak – i chociaż dzisiaj już nie są aktualne, to jednak ich przesłanie da się jakoś przełożyć na dzisiejsze czasy. Dzisiaj nic takiego nie musimy robić, tylko zwyczajnie usłyszeć, co Apostoł powiedział, wziąć do serca – i zrealizować.
Tak po prostu: być dla innych dobrym i miłosiernym… Przebaczać innym, skoro się tego przebaczenia ciągle dostępuje ze strony Boga… Naśladować Boga – jako Jego umiłowane dziecko – i postępować drogą miłości… Absolutnie unikać nierządu, nieczystości, chciwości, «niedorzecznego gadania» i «nieprzyzwoitych żartów»; mieć natomiast wdzięczne usposobienie…
Podsumowaniem zaś tych wszystkich wskazań są te jakże czytelne i konkretne zapowiedzi: O tym bowiem bądźcie przekonani, że żaden rozpustnik ani nieczysty, ani chciwiec – to jest bałwochwalca – nie ma dziedzictwa w królestwie Chrystusa i Boga. Niechaj was nikt nie zwodzi próżnymi słowami, bo przez te grzechy nadchodzi gniew Boży na buntowników. Nie miejcie więc z nimi nic wspólnego.
A ostatnie zdanie dzisiejszego Pawłowego pouczenia wybrzmiewa szczególnie przekonująco: Niegdyś bowiem byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości. Otóż, właśnie! To jest bardzo logiczne i oczywiste: jeżeli się wyszło z jakiegoś dotychczasowego stanu marazmu, ciemności, słabości, grzechu – czy jak by go jeszcze nie określić – to już naprawdę nie należy do tego wracać. Bardzo mocno i wyraziście – właśnie: na zasadzie ostrego kontrastu ciemności ze światłem – brzmi to ostatnie zdanie dzisiejszego czytania.
I właśnie tutaj dobrze pasuje powiedzenie, że w tych sprawach najważniejszych trzeba działać na zasadzie: „tak – nie, jeden – zero, jasne – ciemne”; a nie trwać w jakimś cieniu, zamgleniu; w jakimś zamroczeniu, w jakimś pół – świetle i pół – mroku. Albo światło – albo ciemność! A skoro się wyszło z ciemności, to trzeba już konsekwentnie trwać w świetle! I ma się to wyrazić w bardzo konkretnych postawach, dokładnie tu wyliczonych, a nie w szumnych obietnicach i zapewnieniach.
Przy okazji zaś – zauważmy i to, że mowa tu jest o rzeczach naprawdę bardzo prostych i oczywistych. Prostych do zrozumienia – bo może nie zawsze do wykonania. Ale naprawdę nie trzeba chyba nikomu szczegółowo tłumaczyć, co to znaczy: Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni. Przebaczajcie sobie nawzajem […]. O nierządzie zaś i wszelkiej nieczystości albo chciwości niechaj nawet mowy nie będzie wśród was, […] ani o tym, co haniebne, ani o niedorzecznym gadaniu lub nieprzyzwoitych żartach, bo to wszystko jest niestosowne. Czegóż tu można nie zrozumieć? I z czym się można nie zgodzić?
No, cóż… Ewangelia dzisiejsza udowadnia nam, że można… Da się niestety tak wewnętrznie zablokować, że nie tylko oczywiste sprawy traktować jako skomplikowane i niezrozumiałe, ale nawet wydarzenia cudowne potraktować w sposób banalny i arogancki, jakby się w ogóle nie dokonały, albo nie były cudowne.
Oto słyszymy dziś o uzdrowieniu przez Jezusa kobiety, która od osiemnastu lat miała ducha niemocy: była pochylona i w żaden sposób nie mogła się wyprostować. Jezus sprawił, że już mogła, ale wtedy okazało się, że przełożony synagogi, oburzony tym, że Jezus w szabat uzdrowił, rzekł do ludu: „Jest sześć dni, w które należy pracować. W te więc przychodźcie i leczcie się, a nie w dzień szabatu”.
Oczywiście, reakcja Jezusa mogła być tylko jedna, a wyrażona została w stanowczych, wręcz ostrych słowach: Obłudnicy, czyż każdy z was nie odwiązuje w szabat wołu lub osła od żłobu i nie prowadzi, by go napoić? A tej córki Abrahama, którą szatan osiemnaście lat trzymał na uwięzi, nie należało uwolnić od tych więzów w dzień szabatu?
Ale to pokazuje skalę problemu, jaki tkwił w myśleniu przełożonego synagogi – i wielu innych, myślących podobnie do niego. Dla nich nawet cud mógł być argumentem do przypuszczenia ataku na Jezusa. Nawet cud! Bo jak inaczej wytłumaczyć aż taki cynizm, który wyraził się w słowach: W te więc [dni] przychodźcie i leczcie się – jakby do jakiejś przychodni?… Z jednej strony – ewidentny cud, a ze strony tegoż człowieka: totalny cynizm i potraktowanie całej sprawy, jakby się nic nie stało. I cóż? Można aż tak?
Okazuje się, że można… Dlatego dzisiaj pomyślmy nad tym, czy nam gdzieś w naszym myśleniu i codziennym zabieganiu – nie umykają sprawy najbardziej oczywiste, a jednocześnie: ważne i konieczne?… Czy my naprawdę doceniamy wagę codziennej, takiej najbardziej zwyczajnej wierności dobru i konsekwencji w jego realizacji?…
W tym kontekście, warto na pewno zwrócić uwagę na słowa Apostoła Pawła z dzisiejszego pierwszego czytania: jak przystoi świętym. Zostały one niejako wtrącone pomiędzy ten konkretne porady i wskazania, o jakich tu sobie mówiliśmy – i nawet mogą umknąć uwadze czytelnika. A nie powinny, bo wyrażają jakąś głęboką prawdę, a wręcz motywację do przyjmowania określonej postawy. Po prostu: świętemu taka a taka postawa przystoi, ale już inna – nie przystoi!
Oczywiście, zaznaczmy tu koniecznie, że określenie «święty» pierwsi chrześcijanie stosowali do siebie nawzajem. Tak się właśnie określali. I to nie dlatego, że byli pyszni, bo mieli świadomość swojej słabości – a jeżeli nie mieli, to Paweł w swoich Listach to i owo im co i raz przypomniał… Natomiast pragnienie i dążenie do świętości było dla nich czymś tak oczywistym, że określenie to stało się wręcz ich imieniem. Ale i motywacją do podejmowania określonych działań – choćby w takim wymiarze, że to czynić wypada, a tamtego nie.
I tutaj możemy znowu „jeden do jednego” odnieść tę zasadę do naszego życia i postępowania: nam także po prostu nie wypada wypowiadać określonych słów lub podejmować pewnych działań, lub przyjmować pewnych postaw – a inne: jak najbardziej! To są takie bardzo oczywiste sprawy! A jednak – jak się okazuje – nie dla wszystkich… Wtedy i dzisiaj – nie dla wszystkich…
A dla mnie są? Czy w swoim działaniu staram się kierować takim najprostszym i najbardziej szczerym, wręcz spontanicznym odruchem sumienia, które bez zbędnego komplikowania mówi, że to jest dobre, a to złe? Czy może właśnie – jak się to czasami określa – „dorabiam teologię” do wszystkiego i wszystko jestem w stanie wytłumaczyć na swoją korzyść?
Obym każdego dnia i konsekwentnie po prostu czynił dobro – i nie komplikował sobie i innym życia tym, co nie przystoi ludziom świętym! A przecież wszyscy do świętości dążymy, więc to zalecenie odnosi się także do mnie osobiście!
