Czy dzisiaj jeszcze da się służyć?

C

Szczęść Boże! Witam bardzo serdecznie i zapraszam do refleksji nad właściwym pojmowaniem służby i zaszczytu – w Królestwie Jezusa. I raz jeszcze proszę Was, Kochani, o modlitwę za Marcina – o co prosiłem Was wczoraj. Życzę wszystkich owocnego Wielkiego Postu!
                 Gaudium et spes!  Ks. Jacek 

Środa 2 tygodnia Wielkiego Postu,
do czytań:  Jr 18,18–20;  Mt 20,17–28
Jakoś tak wyjątkowo szokująco brzmi zestawienie zapowiedzi Jezusa, dotyczącej Jego Męki, Śmierci i Zmartwychwstania – a była to już trzecia taka zapowiedź – z prośbą matki Jakuba i Jana, aby synowie jej otrzymali zaszczytne miejsca w Królestwie Jezusa. Z jednej strony – powiedzielibyśmy, że to dobrze, iż matka chce powodzenia dla swoich dzieci. Z drugiej jednakże strony trzeba też uświadomić sobie, że to nie ona sama z siebie wystąpiła z taką inicjatywą, ale owo dziwne pragnienie, owa niezdrowa ambicja mocno przenikała serca jej synów. Ona zatem była jedynie wyrazicielką tego, co oni myśleli. A może dokładniej – tego, jaknie myśleli po Bożemu, a bardzo, bardzo po ludzku i przyziemnie!
Oto Jezus mówi im o swojej Ofierze z życia, o całkowitym poświęceniu, a oni mówią o zaszczytach! I tu nie tylko Janowi i Jakubowi należałoby postawić ten zarzut, ale całej Dwunastce – zwłaszcza, jeśli zważy się na „święte” oburzenie, z jakim zareagowali na prośbę dwóch braci. Przecież to każdy z nich widział siebie na tym zaszczytnym miejscu, a nie akurat Jakuba, czy Jana. A Jezus – co na to?
Jezus – tak jak zawsze zresztą – nie gniewa się na nich, nie oburza, nie gromi ich dziwacznych oczekiwań, alespokojnie tłumaczy, że relacje wzajemne pomiędzy Apostołami mają się układać inaczej, niż pomiędzy władcami narodów i „wielkimi” tego świata. Bo „zaszczyty” w Jego Królestwie polegają w pierwszym rzędzie na piciu Jego kielicha, a więc na podjęciu wyrzeczeń, nawet cierpienia – w duchu służby, a nie w atmosferze wywyższania się nad innych.
W jakimś sensie to, o czym mówi Jezus, wyraża dzisiaj także Jeremiasz w swoim Proroctwie, którego wysłuchaliśmy w pierwszym czytaniu. Oto bowiem uskarża się on przed Bogiem na prześladowania i niesprawiedliwe traktowanie,jakie spotyka go ze strony ludzi niegodziwych. Całą swoją sprawę oddaje on w ręce Boga, prosząc Go o rozstrzygnięcie tej sytuacji. Ale to właśnie tą drogą kroczą wszyscy, którzy podążają za Bogiem: drogą wyrzeczenia, drogą ofiary, nieraz niestety także prześladowań.
Pozostaje to w wyraźnej sprzeczności z tym, czego chce i co promuje świat. Także ten świat współczesny Jezusowi: przecież mówienie o służbie wprost sprzeciwiało się ideałom tak ówcześnie rozpowszechnionej kultury greckiej!Ówczesny Grek nie dopuszczał do siebie myśli o tym, że miałby być czyimś sługą – to ograniczało jego wolność! Nawet, gdyby tym kimś miałby być Bóg!
Jezus natomiast promuję właśnie postawę służby, posłuszeństwa, poświęcenia, ofiary… I tego uczy Jakuba i Jana, tego uczy pozostałych Apostołów, tego uczy nas wszystkich – nas, którzy także żyjemy wczasach, kiedy służba, poświęcenie, ofiara nie są pojęciami modnymi i chętnie przyjmowanymi!
Kochani, czy próbowaliśmy sobie wyobrazić, że w miejscu pracy, w szkole, w urzędzie, w polskim Sejmie, albo chociażby w tramwaju, pociągu, ale nade wszystko: w małżeństwie, w rodzinie, w gronie najbliższych – wzajemne relacje układają się po myśli Jezusa, wyrażonej w dzisiejszej Ewangelii? Relacje polegające na tym, że jeden na drugiego nie czyha po to, aby go w przysłowiowej „łyżce wody utopić”, nie chce mu zrobić na złość i zająć jego stanowisko,nie jest dla niego konkurentem, ale bratem i przyjacielem, który w razie czego służy pomocą?… Właśnie – służy… Czy to jest możliwe?
Tak, to jest możliwe, jeśli razem z Apostołami zasłuchamy się w to, co Jezus dzisiaj mówi w Ewangelii i z Jego pomocą postaramy się wyzbyć chorobliwych ambicji, jakimi „błysnęli” dziś Jakub i Jan, oraz cała reszta. Niech może właśnie w tym kierunku – w kierunku kształtowania ducha służby we wzajemnych naszych codziennych relacjach –pójdzie tegoroczna osobista praca wielkopostna każdej i każdego z nas?
W tym duchu zastanówmy się:
  • Czy w miejscu pracy, nauki – wprowadzam atmosferę życzliwości i pomocy, czy jestem przyczyną konfliktów?
  • Czy nie chcę za wszelką cenę „błyszczeć” przed innymi?
  • Czy do innych odnoszę się życzliwie zawsze, czy tylko wtedy, kiedy są mi potrzebni do zrealizowania moich ambicji i oczekiwań?
Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą

4 komentarze

  • Szczęśc Boże!
    Jezus (Bóg) zna nas – ludzi – lepiej niż my sami :). Słowo Boże jest nie do przecenienia!!! Ciągle aktualne, ciągle "na czasie" – i zawsze potrzebne!
    Trochę może odbiegnę od tematu dzisiejszej perykopy – choc nie do końca 🙂 : my – jako cywilizacja – tworzymy, co widac w naszej historii, pewien "cykl koniunkturalny" (przepraszam za zapożyczenie terminu z ekonomii 😉 ) w którym to raz jesteśmy bliżej Boga, wartości "duchowych" i uczuciowych, a raz bliżej postaw ateistycznych, racjonalistycznych i materialistycznych (świetnie pokazuje to tzw. sinusoida wg. Krzyżanowskiego – dotycząca co prawda epok literackich, ale przecież właśnie w literaturze odbijają się dominujące nurty myślowe charakterystyczne dla "danych czasów"). Jezus daje mi wiarę w to, a własciwie naukę tego, że – pomimo "czasów" – Prawda jest drogą, właściwą drogą, z której zejście oddala nas od Ojca.
    Pozdrawiam serdecznie
    Robert

    ~Robert, 2011-03-23 11:27

    Witam!
    Czy dziś można jeszcze służyć? Nie wiem czy można, wiem, że powinno. Ale czy to powinno nastąpi? Może kiedyś? Mam czasem wrażenie, że musi nastąpić jeszcze wiele czasu. Może potrzebna jest wymiana pokolenia – jendego lub dwóch? Może musimy poczekać, aż ludzie przebudzą się z gonitwy za pieniądzem, konsumpcją, tandetą, a będą mogli i zechcą dostrzec inne wartości.

    ~Dawid, 2011-03-23 13:11

    Otóż to! Tylko w którym miejscu teraz jesteśmy? Kiedy nastąpi ta pozytywna zmiana, skoro czyta się takie teksty : http://wiadomosci.onet.pl/nauka/naukowcy-religia-wkrotce-przestanie-istniec,1,4218924,wiadomosc.html ? Chociaż z drugiej strony na to patrząc Nietzsche nawet ogłosił śmierc Boga – a On wciąż żyje ;).

    ~Robert, 2011-03-23 13:35

  • Moim zdaniem kryzys autorytetu dotyczy również Kościoła. Proszę zapytać dziś młodych ludzi czy widzą jakiś autorytet wśród duchownych? Kiedyś był nim Jan Paweł II, kardynał Wyszyński, dla niektórych abp. Józef Życiński. A dziś? Uważam, że nie ma. Co do zaniku religii, to uważam, że całkowicie nie zaniknie, a jedynie "przeniesie się" na inne kontynenty. Już dziś mówi się o wzroście katolików w Afryce. Tendencja ta narasta i będzie narastać. Zanik religijności w Europie czy USA nie wynika tylko i wyłącznie z laicyzacji, konsupmcjonizmu, globalizacji. Choć bez wątpienia w/w procesy mają istony wpływ. Ale moim zdaniem odpowiedzialność leży również po stronie Kościoła. Uważam, że duchowieństwo również ponosi odpowiedzialność za to, że ludzie nie widzą sensu wiary, uczestnictwa w życiu Kościoła. Proszę zwrócić uwagę na ostatnie wydarzenia w Polsce, m.in. tzw. walkę o krzyż. Co Kościoł jako całość zrobił w tej sprawie? Prawie nic. Pojedyncze głosy np. bp. Pieronka, abp. Życińskiego nawoływały do zaprzestania tego żenującego spektaklu w którym obrażano, profanowano ten symbol. Wyraźnie brakowało głosu episkopatu. Dopiero teraz jakby zauważono błąd, o czym świadczyć może list episkopatu w którym mowa o zaprzestaniu konfliktu między Polakami (tu fragment listu episkopatu przed rocznicą katastrofy smoleńskiej): "Niech ta katastrofa umocni wzajemne więzi w naszej Ojczyźnie, Europie i świecie. Niech świadomość tej wspólnoty pozwoli nam zespolić serca, ideały i czyny, by nasz świat stawał się coraz bardziej ludzki" – wzywają biskupi i przytaczają kolejny fragment Pisma Świętego: "Bracia, nie oczerniajcie jeden drugiego. Kto oczernia brata swego lub sądzi go, uwłacza Prawu i osądza Prawo. Skoro zaś sądzisz Prawo, jesteś nie wykonawcą Prawa, lecz sędzią".
    To tylko jeden z wielu przykładów. Proszę zobaczyć jak często obniża się jakość (jeśli można to tak określić) sprawowania Mszy św., kazań, itp. Wiem co piszę, bo przez kilka lat śpiewając w chórze uczestniczyłem w wielu spotakaniach modlitewnych, w różnych kościołach. Moje obserwacje pokazują, że niestety, ale poziom, powaga modlitwy spada. Widać to na przykładzie zachowań księży (na szczęście nie wszystkich), którym wyraźnie nie chce się spełniać dobrze kapłańskiej posługi. A wierni to widzą.
    Mam zatem nadzieję, jako młody Polak, że sytuacja ta (zarówno jeśli chodzi o funkcjonowanie Kościoła, jak również państwa polskiego, społeczeństwa) ulegnie poprawie, czego wszystkim nam, członkom Kościoła, obywatelom państwa polskiego serdecznie życzę!
    Pozdrawiam!

    ~Dawid, 2011-03-23 18:00

  • Witaj,
    Poruszyłeś Dawidzie kilka ważnych spraw na raz. Nie chcę się ustawic w pozycji obrońcy duchownych – bo grzech jest obecny tam, gdzie jest człowiek i jego słabości i to niezależnie od godności jaką piastuje, a szacowny ks. Amorth twierdzi, że szatan zagościł i w Watykanie, ale ponieważ sporo kilka tygodni temu przewaliło się przez "łamy" prasy upolitycznionych wezwań o naprawę, "przewietrzanie" itp. itd. KK w Polsce, a zaraz potem tony komentarzy 🙂 – pozwolę sobie przypomniec raport dot. Kościoła w Polsce: http://tezeusz.pl/cms/tz/index.php?id=6102 . Czy nie jest zastanawiające, że w gruncie rzeczy z raportu wynika, iż problemy leżą o wiele bardziej po stronie wiernych, niż „kościelnego personelu” ;)? Od lat z różną doza intensywności (na ogół związaną z wydarzeniami politycznymi ;/) toczy się dyskusja o kryzysie w KK, braku autorytetów itd.
    Kard. Wyszyński i abp.Życiński to dośc symboliczne zestawienie w kontekście autorytetów, ale jakże wymowne również pod kątem odmienności postaw hierarchów oraz wiernych wewnątrz Kościoła. Sprawa krzyża smoleńskiego była tylko emanacją tego, co istnieje od wielu, wielu lat – zresztą politycznie zaaranżowaną. Ja potrafię również w tym dostrzec piękno KK: biegunowo odległe postawy na drodze do Jezusa i dopóki obie mieszczą się w ramach Nauki Kościoła to dla mnie jest OK. Niestety zdarza się, że nie zawsze się mieszczą ;).
    Nie zapominajmy o tym, że zarówno działania jednostek, jak i grup społecznych nie są wyrwane z kontekstu historycznego czasów w jakich toczą się ich losy. Nie wymagajmy też „wielkości” jednostek w pokoleniowej ciągłości, bo na wiek XX i tak Polsce przypadł całkiem zacny bilans ;). Chrystus jest dla nas katolików autorytetem największym i przy „poczuciu” braku autorytetów ziemskich – ten Najważniejszy mamy zawsze .
    Pozdrawiam serdecznie
    Robert

    ~Robert, 2011-03-23 19:19

    Witam! Ja z kolei nie chcę kreować się na atakującego Kościół. Popieram Robercie Twoje słowa dotyczące np. kontekstu historycznego. Zabory i ustrój komunistyczny zrobiły swoje. Znam wiele osób pamiętająych komunizm, myślących w kategoriach tamtego okresu i piastująych dziś rozmaite funkcje z charakterystyczną dla komunizmu byle jakością, brakiem zaangażowania w pracy, itp. Stąd moje wcześniejsze wypowiedzi, że musimy poczekać do wymiany 1. lub 2. pokoleń. Co do Kościoła to też wspominałem, że o dzisiejszej religijności świadczą również wierni, bo oni też należą do Kościoła. Zdajemy sobie sprawę, że dziś w dobie konsumpcji, technologii, cywilizacji Kościół niejako przegrywa bo…nie zawsze potrafi (nie chce, nie umie) wyjść do człowieka. Nie chodzi mi o to, że ma zaprzeczyć sam sobie (np. zmienić stanowisko ws. aborcji, eutanazji, itp.), ale dzisiejszy świat zmienia się o wiele szybciej niż kiedyś, stawia nowe wymagania, ale również nowe zagrożenia. Kościoł powinien to dostrzec i niejako wyjść naprzeciw człowieka XXI wieku. Mam czasami wrażenie, że wyraźnie nie potrafi. Jakby, pozwolę sobie na takie słowa, brakowało mu ekspertów, doradców posiadających dobrą wiedzę nt. dzisiejszego świata. Pozdrawiam!

    ~Dawid, 2011-03-24 04:33

  • Robertowi i Dawidowi dziękuję za wspaniałą dyskusję na bardzo wysokim poziomie! Cieszę się, że wymiana argumentów dokonywała się w tak rzeczowy sposób! Jak zawsze w tego typu dyskusjach, proszę pamiętać o szerokim znaczeniu słowa "Kościół", którego nie należy utożsamiać tylko z duchowieństwem. Przynajmniej tak obeznane w sprawie Osoby – Osoby, z którymi mam przyjemność korespondować na tym forum – nie mogą mylić tych pojęć. Kościołem wszyscy jesteśmy, a więc nie tylko księża, czy biskupi. A co do kwestii autorytetu, jakim są lub nie są duchowni, to miejmy na względzie jednak oddziaływanie mediów. Bo ja, słuchając na przykład Radia Maryja, słyszę wypowiedzi biskupów i księży, które mogłyby być uznane za bardzo mądre i jasne wskazania, także dla młodzieży. Jednak darmo ich szukać w mediach publicznych i komercyjnych… Także w sprawie Dramatu Smoleńskiego – przepraszam, ale według mnie nie chodzi o to, żeby sprawę wyciszać i za wszelką cenę walczyć o spokój dyskusji, ale o prawdę! Niestety, obecna ekipa rządząca, wspierana działaniami mediów, stara się ośmieszyć tych, którzy dramatycznie, wręcz rozpaczliwie dążą do wyjawienia prawdy o bezprecedensowej śmierci Prezydenta naszego kraju i tak wielu znaczących osób. W tej sprawie wypowiadało się wielu biskupów i księży, napisano wiele mądrych artykułów, ale można było je znaleźć w Radiu Maryja i w prasie katolickiej, natomiast media publiczne oczywiście to zignorowały! Natomiast medialne wypowiedzi śp. Arcybiskupa Życińskiego – niech z Bogiem spoczywa – nie były tymi, które wyciszałyby emocje, ale bardzo bolały tych, którzy pod krzyżem modlili się i śpiewali, chociaż media zrobiły z nich bandę oszołomów i wariatów. Z relacji osób, które z obecnej mojej Parafii jeżdżą na spotkania przy Pałacu Prezydenckim i Msze Święte każdego 10 dnia miesiąca, dowiaduję się, że na spotkania te przychodzi bardzo wielu młodych ludzi! Wręcz tysiące! A w mediach mówi się o nich "tak zwani obrońcy krzyża", albo o wiele gorzej. Tak zatem, akurat w tej sprawie mamy do czynienia z obrazem prawdziwym – tym niewidocznym, lub celowo zakłamywanym w mediach – i z obrazem medialnym, "politycznie poprawnym", a w ramach tegoż usłyszymy o "apolitycznych" uroczystościach rocznicowych, czy o "zakończeniu wreszcie żałoby po katastrofie"… Patrzmy szerzej! Raz jeszcze dziękuję za tę dyskusję – i za stałą obecność na blogu!

    ~Ks. Jacek, 2011-04-05 16:09

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.