O, Panie! Uczyń z nas narzędzia Twojego pokoju!

O

Szczęść Boże! Dzisiaj przeżywamy wspomnienie Biedaczyny z Asyżu! Słowami jego pięknej modlitwy, zacytowanej w rozważaniu, prośmy Pana o pokój w naszej Ojczyźnie oraz o mądrość, duchową rozwagę i odwagę dla wszystkich Polaków na zbliżające się wybory. 
       Zachęcając Was do włączenia się w Krucjatę Modlitwy za Ojczyznę, proszę także o wszelkie inne formy tej modlitwy, a jednocześnie – proszę, abyśmy sobie nawzajem otwierali oczy na to, co naprawdę dzieje się w naszej Ojczyźnie i w jak dramatycznym położeniu moralnym i materialnym się ona znajduje! Kochani, rozmawiajmy ze sobą, pokazujmy sobie nawzajem prawdę! Przestańmy wierzyć w te bezczelne kłamstwa i ordynarną propagandę, jaką jesteśmy zalewani przez media reżimowe. Dlaczego Polacy jako naród nie wyciągają żadnych wniosków z doświadczeń historii?! 
      Przeraża mnie naiwność, z jaką niektórzy – także starsi i doświadczeni ludzie – wierzą we wszystko, co im mówią w oficjalnych mediach, chociaż na wyciągnięcie ręki jest możliwość dowiedzenia się prawdy: w prasie katolickiej, w Radiu Maryja, Telewizji TRWAM. Ale niektórzy jakby nie chcieli poznać prawdy, bo lepiej im żyć w jakimś mirażu, czyli – mówiąc wprost – w kłamstwie! Ta naiwność nie ma nic wspólnego z dziecięcą ufnością dzisiejszego Patrona!
              Gaudium et spes!  Ks. Jacek
Wspomnienie Św. Franciszka z Asyżu,

do czytań z t. VI Lekcjonarza:  Ga 6,14–18;  Mt 11,25–30

Patron dnia dzisiejszego, późniejszy Święty Franciszek – a wcześniej: Jan Bernardone – przyszedł na świat w 1182 roku w Asyżu, w środkowych Włoszech. Urodził się w bogatej rodzinie kupieckiej. Jego rodzice pragnęli widzieć go w stanie szlacheckim, nie przeszkadzali mu więc w marzeniach o rycerstwie. Nie szczędzili pieniędzy na wystawne i kosztowne uczty, organizowane przez niego dla towarzyszy i rówieśników.
Jako młody człowiek, Franciszek odznaczał się wrażliwością, lubił poezję, muzykę. Ubierał się dość ekstrawagancko. Został okrzyknięty królem młodzieży asyskiej. W 1202 roku, wziął udział w wojnie między Asyżem a Perugią. Przygoda ta zakończyła się dla niego niepowodzeniem i niewolą. Podczas rocznego pobytu w więzieniu Franciszek osłabł i popadł w długą chorobę. W roku 1205 uzyskał ostrogi rycerskie i udał się na wojnę, toczoną przez Fryderyka II z Papieżem.
W tym czasie Bóg zaczął działać w życiu Franciszka. We śnie usłyszał on wezwanie Boga, po którym powrócił do Asyżu. Postanowił zamienić swoje bogate ubranie z żebrakiem i sam zaczął prosić przechodzących o jałmużnę. To doświadczenie nie pozwoliło mu już dłużej trwać w zgiełku miasta. Oddał się modlitwie i pokucie. Kolejne doświadczenia utwierdziły go w tym, że wybrał dobrą drogę.
Pewnego dnia w kościele Świętego Damiana usłyszał głos: „Franciszku, napraw mój Kościół”. Wezwanie zrozumiał dosłownie, więc zabrał się do odbudowy zrujnowanej świątyni. Aby uzyskać potrzebne fundusze, wyniósł z domu kawał sukna. Ojciec zareagował na to wydziedziczeniem syna. Pragnąc nadać temu charakter urzędowy, dokonał tego wobec biskupa. Na placu publicznym, pośród zgromadzonego tłumu przechodniów i gapiów, rozegrała się dramatyczna scena między ojcem a synem. Otóż, po decyzji ojca o wydziedziczeniu, Franciszek zdjął z siebie ubranie, które kiedyś od niego dostał, i nagi złożył mu je u stóp mówiąc: „Kiedy wyrzekł się mnie ziemski ojciec, mam prawo Ciebie, Boże, odtąd wyłącznie nazywać Ojcem.”
Po tym wydarzeniu Franciszek zajął się odnową zniszczonych wiekiem kościołów. Zapragnął żyć według Ewangelii i głosić nawrócenie i pokutę. Z czasem jego dotychczasowi towarzysze zabaw poszli za nim. W dniu 24 lutego 1208 roku, podczas czytania Ewangelii o rozesłaniu uczniów, uderzyły go słowa: Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski… Wtedy uznał, że odnalazł swoją drogę życia. Zrozumiał bowiem, że chodziło o budowę trudniejszą, bo o odnowę Kościoła, targanego wewnętrznymi niepokojami i herezjami.
Nie chcąc zostać uznanym za twórcę kolejnej grupy heretyków, Franciszek spisał swoje propozycje życia ubogiego według rad Ewangelii i w 1209 roku wraz ze swymi braćmi udał się do Rzymu. Papież Innocenty III zatwierdził jego regułę. Odtąd Franciszek i jego bracia nazywani byli braćmi mniejszymi. Wrócili do Asyżu i osiedli przy kościele Matki Bożej Anielskiej, który stał się kolebką Zakonu.
Promowany przez Franciszka ideał życia przyjmowały również kobiety. Już dwa lata później, dzięki Świętej Klarze, która była wierną towarzyszką duchową Świętego Franciszka, powstał Zakon Ubogich Pań – klaryskek. Franciszek wędrował od miasta do miasta i wzywał do pokuty. Wielu ludzi pragnęło naśladować jego sposób życia. Dali oni początek wielkiej rzeszy braci i sióstr Franciszkańskiego Zakonu Świeckich, tak zwanemu tercjarstwu, utworzonemu w 1211 roku.
W tym też roku Franciszek wybrał się do Syrii, ale tam niestety nie dotarł i wrócił do Włoch. Uczestniczył w Soborze Laterańskim IV. W 1217 roku zamierzał udać się do Francji, lecz został zmuszony do pozostania we Włoszech. Z myślą o ewangelizacji pogan wybrał się na Wschód. W 1219 roku, wraz z krzyżowcami dotarł do Egiptu i tam spotkał się z sułtanem Melek–el–Kamelem, wobec którego świadczył o Chrystusie! Sułtan – ku zaskoczeniu wszystkich, a szczególnie jego własnego wojska i dworu – zezwolił mu bezpiecznie opuścić obóz muzułmański i dał mu pozwolenie na odwiedzenie miejsc uświęconych życiem Chrystusa w Palestynie, która była wtedy pod panowaniem muzułmańskich Arabów.
Franciszek wrócił do Italii. Na Boże Narodzenie 1223 roku przygotował małą religijną inscenizację. Otóż, w żłobie, przy którym stał wół i osioł, położył małe dziecko na sianie, po czym odczytał fragment Ewangelii o narodzeniu Pana Jezusa i wygłosił homilię. Inscenizacją owego „żywego obrazu” zapoczątkował tradycję budowania „żłóbków”, przedstawiania „jasełek”, a także – zapoczątkował teatr nowożytny w Europie.
14 września 1224 roku, w Alverni, podczas czterdziestodniowego postu przed uroczystością Świętego Michała Archanioła, Chrystus objawił się Franciszkowi i obdarzył go łaską stygmatów – śladów swojej Męki. W ten sposób Franciszek, na dwa lata przed swą śmiercią, został pierwszym w historii Kościoła stygmatykiem.
Ale poza tym wszystkim, trzeba dodać, że Franciszek szczerze aprobował świat i stworzenie, obdarzony też był niewiarygodnym osobistym wdziękiem. Wywarł olbrzymi wpływ na życie duchowe i artystyczne średniowiecza. Jednak trudy apostolstwa, surowa pokuta, długie noce czuwania na modlitwie wyczerpały jego siły. Zachorował na oczy.
Próby leczenia nie przynosiły skutku. Zmarł 3 października 1226 roku, o zachodzie słońca, w kościele Matki Bożej Anielskiej w Asyżu. Kiedy umierał, kazał zwlec z siebie odzienie i położyć na ziemi. Rozkrzyżował przebite stygmatami ręce. Odszedł, mając czterdzieści pięć lat. W dwa lata później uroczyście kanonizował go Papież Grzegorz IX.
Święty Franciszek z Asyżu pozostawił po sobie wiele pism, między innymi taką oto przepiękną modlitwę: „O Panie, uczyń z nas narzędzia swego pokoju, abyśmy siali miłość, tam gdzie panuje nienawiść; wybaczenie, tam gdzie panuje krzywda; jedność, tam gdzie panuje zwątpienie; nadzieję, tam gdzie panuje rozpacz; światło, tam gdzie panuje mrok; radość, tam gdzie panuje smutek. Spraw, abyśmy mogli nie tyle szukać pociechy, co pociechę dawać; nie tyle szukać zrozumienia, co rozumieć; nie tyle szukać miłości, co kochać. Albowiem dając – otrzymujemy; wybaczając – zyskujemy przebaczenie a umierając – rodzimy się do wiecznego życia…”. Tak modlił się dzisiejszy nasz Patron, niezwykły Święty, Franciszek z Asyżu.
I mógłby także uznać on za swoje słowa zapisane dzisiaj przez Apostoła Pawła w Liście do Galatów: Co do mnie, nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata. […] Odtąd niech już nikt nie sprawia mi przykrości: przecież ja na ciele swoim noszę blizny, znamię przynależności do Jezusa. Kochani, jakże bardzo trafnie te słowa Apostoła wyrażają duchową drogę i doświadczenia naszego dzisiejszego Patrona.
To o takich bowiem, jak on, Jezus dzisiaj w Ewangelii mówi do swego Ojca w słowach: Wysławiam Cię, Ojcze, panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Ten Prostaczek, Biedaczyna z Asyżu – jak go wielu nazywa – nie uczonymi traktatami teologicznymi czy obejmującymi inne dziedziny ludzkiej wiedzy, ani także nie wysoką pozycją społeczną, z której świadomie zrezygnował, ale największą możliwą prostotą i pokorą potrząsnął światem i Kościołem! Tak, właśnie on – ten prosty zakonnik w zgrzebnym habicie
Dlatego, kiedy przyjdą na nas chwile zwątpienia, zmęczenia czy rezygnacji, kiedy będzie się nam wydawało, że wszyscy i wszystko nam się sprzeciwia, tym bardziej właśnie zwróćmy się do Pana z prośbą o pomoc i Jemu zaufajmy! Święty Franciszek z Asyżu tak właśnie postępował.
Jego życie też nie było wcale różami usłane. Jak wynika z jego pism i jego biografii – prowadził on bardzo mocne duchowe walki ze swoimi słabościami, pokusami, z atakami szatana. Ale prezentowane przezeń dziecięce zaufanie Bogu i wiara, dla wielu może nawet granicząca z naiwnością, przyniosły owoce! Dlatego warto go w tym naśladować.
I to nie w taki sposób, że założymy ręce i tak zupełnie naiwnie poczekamy, aż Bóg rozwiąże nasze sprawy – nie! My mamy zaangażować swój rozum i swoje talenty do tego, aby życie kształtować w sensowny sposób. Ale mamy w tym wszystkim bardziej zaufać Bogu, a nie tylko polegać na sobie, jak to nam się z pewnością często zdarza. Bardziej zaufać Bogu
I jednocześnie chcieć widzieć w ludziach, wśród których żyjemy, oraz w otaczającym świecie – trochę więcej dobra, trochę więcej aspektów pozytywnych, niż to widać na tak zwany „pierwszy rzut oka” i niż to nam mówią ludzie ze szklanego ekranu.
Człowiek o dobrym sercu dostrzega dobro wokół siebie! I to właśnie w tym naśladujmy Świętego Franciszka z Asyżu! „O, Panie! Uczyń z nas narzędzia Twojego pokoju”…
Pomyślmy teraz:
·        Czy łatwiej mi u innych dostrzegać dobro, czy zło?
·        Czy rzeczy materialne, pozycja społeczna i wszelkie spawy doczesne są dla mnie pomocą na drodze do Boga – czy przeszkodą?
·        Ile pokoju, radości i nadziei wnoszę w swoje otoczenie?
Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.

4 komentarze

  • Tak i ja słyszałem, bo od dawna już nie oglądam programu "człowieka o chytrym nazwisku", ale z relacji kilku osób wiem, że był on czerwony z wściekłości i miotał się, jak mógł, a J.K. – mówiąc kolokwialnie – "załatwił go" spokojem. To dobrze, bo czasami on też dał się ponosić emocjom, a teraz od dłuższego czasu jest bardzo rzeczowy, merytoryczny i stonowany. I chyba na tym zyskuje.
    A "człowiek o chytrym nazwisku" swoim stylem i swoim programem, swoim dziennikarskim "obiektywizmem", promowanym za nasze pieniądze, jest tylko jeszcze jednym dowodem na to, w jakim stanie jest nasze państwo i że media publiczne w Polsce to naprawdę media reżimowe! Ks. Jacek

  • Kochani, zamieszczam wpis Domownika, przysłany do mnie na prywatną pocztę, bo normalną drogą coś się dalej blokuje. Przy tej okazji bardzo serdecznie dziękuje Domownikowi – Annie za stałą obecność na blogu i za tak znaczący wysiłek włożony w to, aby – pomimo trudności – jednak zamieszczać wpisy. Bardzo za to dziękuję! Ks. Jacek

    A oto słowa Domownika:

    '' Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię ''

    Bóg, każdego dnia bezustannie chodzi wśród świata,w ogromnej tęsknocie woła Człowieka – Ciebie i mnie. Na pewno nieznający samotności, a mimo to, zawsze rozgląda się za kimś, kto pragie wejść w Jego ramiona. Tak jak się wchodzi do otwartego domu. Jego wołanie '' przyjdźcie do Mnie..'' On nie ma mniej lub bardziej lubianych ludzi. Nie wybiera bardziej uczonych, czy bardziej świętych, młodszych. On nie patrzy na tytuły, ordery. On mówi … WSZYSCY…
    Kiedyś każdy z nas, skieruje się ku wieczności, wejdziemy w świat Jego pragnień.
    My ludzie utrudzeni chorobą, samotnością, pracą dnia, obowiązkami, sobą…
    Nim odpoczniemy na zawsze , spróbujmy podejść do Niego, a On ujmie nasz ciężar w tej chwili.
    My ludzie…
    Wy…
    ja tragarz życia, z wielkim trudem przychodzę i proszę ujmj ciężaru, jakim jestem dla ludzi, dla siebie, a w zamian proszę Cię byś pokrzepieniem obdarzył Sobą

    Pozdrawiam
    Domownik – A

  • Wpisy Domownika właściwie trudno komentować – ze względu na głębię myśli… Raczej należałoby się zamyśleć… Chciałbym więc tylko odnieść się do tego: WSZYSCY. Tak, to prawda – Bóg zaprasza nas wszystkich! Przynajmniej tutaj nie mają znaczenia układy i łapówki… Raz jeszcze dziękuję za dokonanie wpisu – pomimo trudności. Ks. Jacek

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.