Jak spowodować… cud?

J

Szczęść Boże! Chyba coś udało się zrobić z szatą graficzną bloga. Moderator wczoraj trochę popracował nad tym. Podobnie, nad komentarzem jednego z Was. Komentarz ten gdzieś zniknął, ale okazało się, że pochłonął go filtr antyspamowy. Jednak już wpis wrócił na swoje miejsce. W związku z tym potwierdzam to, co napisałem kilka dni temu, że sam nie usuwam żadnych wypowiedzi. Nie robiłem tego dotąd i nie zamierzam czynić w przyszłości. Mogą się natomiast przytrafić takie dziwne przypadki…
Dzisiaj kolejne słówko z mroźnej Syberii. Ale słówko – gorące!
           Gaudium et spes!  Ks. Jacek
Zachęcam do rozważenia słówka Księdza Marka:
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie.
Jeśli komuś przeszkadzają „straszne mrozy” w Polsce, jak czytam i słyszę w
internecie, to pragnę Was pocieszyć. U nas jest teraz tylko – 36 i raczej nikt
nie narzeka tu na straszne mrozy. Raczej mówią – strasznych mrozów u nas w tym
roku nie było.
Zaczynam to pisać i patrzę na
polski zegarek – u Was 4 z minutami, a tutaj prawie obiad. Jaki ten świat
dziwny…
Ale dzięki temu ja wcześniej niż
Wy mogę porozmyślać nad słowem Bożym. A ono jest piękne. Wczoraj zachwycony św.
Janem Bosko nawet nie zwróciłem uwagi na słowo Boże (w rozważaniu). Więc dziś
podwójnie – i za wczoraj i za dziś.
Taka analiza porównawcza. Np.:
wczoraj czytaliśmy – Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź
uzdrowiona ze swej dolegliwości. Dziś czytamy – Dziwił się ich niedowiarstwu.
Nie mógł tam zdziałać żadnego cudu.
Ciekawe. Uzdrowienie, działanie
Jezusa, uzdrawiające działanie Jezusa dokonuje się w zależności od naszej
wiary.
Jak bowiem rozumieć (może ja nie patrzę
na to właściwie) słowa – nie mógł zdziałać cudu – co znaczy nie mógł?
Odnosi się takie wrażenie, że w
tym czy będzie cud, więcej znaczy nasza wiara niż sam Jezus. Oczywiście, że
przesadzam, ale… Popatrzcie. Wczoraj – podchodzi kobieta, dotyka się Jezusa i
myśli sobie – „żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa”. I jakie
jest następne zdanie? Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w ciele, że jest
uzdrowiona ze swej dolegliwości. I to szokujące następne zdanie – A Jezus
natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. – Najpierw było
uzdrowienie, a potem Jezus uświadomił sobie – Jezus nieświadomie uzdrowił. To
wiara kobiety była tu czynnikiem decydującym o uzdrowieniu, a nie wola Jezusa.
A z drugiej strony to dzisiejsze –
I nie mógł tam zdziałać, żadnego cudu. Dziwił się też ich niedowiarstwu.
Pewnie, że żadne uzdrowienie nie
dokonuje się bez woli Boga, w nieświadomości Boga. To słowo chce nam pokazać,
jak wiele zależy od naszej wiary.
Popatrzcie, przyjeżdżają różni
charyzmatycy, odprawiane są Msze o uzdrowienie, i rzeczywiście dokonują się
cuda, dokonują się uzdrowienia – duchowe i fizyczne. A my czasem całymi latami
się modlimy, i może nie widzieliśmy, żadnego cudu, żadnego uzdrowienia. Bo my
często wierzymy w swój rozum, swoje siły a nie w Boga, że On jest, że działa,
że ma realną moc.
Jeden chory w Ewangelii prosi
Jezusa – Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić – Ty możesz, jeśli tylko chcesz.
Nam potrzeba właśnie takiej wiary, w moc Jezusa. Takiej modlitwy z wiarą.
Nie wiem, czy opowiadałem już co
nas spotkało w Madrycie (w wielu miejscach to opowiadałem, może i tu, ale to
było piękne), podczas ŚDM. Wcześniej podczas przygotowań w diecezjach byliśmy w
Saragossie i zabrali nas na basen – taki kompleks sportowy. Pół dnia tam
byliśmy. Po basenie jedna dziewczyna zostawiła gdzieś torebkę z dokumentami,
pieniędzmi. A był to upalny dzień i olbrzymi kompleks z basenami, więc ludzi
tam było mnóstwo. Kiedy wróciła, tam gdzie zostawiła już tego nie było. Na
terytorium tego kompleksu sportowego był kościół. Umówiliśmy się, że o 15
odprawimy tam Mszę św. Msza się opóźniła z powodu poszukiwań tych dokumentów.
Dziewczyna była załamana. Ale mówimy, chodźcie odprawimy teraz Mszę, bo tu
ludzie czekają, a potem będziemy dalej szukać. Wielkich nadziei na znalezienie
nie było.
Na koniec Mszy pytam, tak przy
wszystkich tę dziewczynę, czy wierzysz, że to może się znaleźć. Ona mówi – nie.
Mówię im, jeśli nie będziecie wierzyć to się nie znajdzie. I opowiedziałem im
jakiś przypadek jak ludzie z wiarą się pomodlili. I mówię do wszystkich, pomódlmy
się, żeby to się z nalazło, ale tak z wiarą się pomódlmy. Kiedy wychodziliśmy
po Mszy z kościoła, człowiek z obsługi tego kompleksu stał i trzymał tę
torebkę. Nic nie zginęło. Zadziwiło mnie nie tylko to, że Pan Bóg wysłuchał,
ale też jak szybko wysłuchał, że to była jasna odpowiedź na wiarę. Przed Mszą
chodzili, pytali, szukali – bez skutku. Po Mszy, ludzie sami podeszli, sami
przynieśli. Pewnie, że można objaśnić to racjonalnie, ale wtedy zapewne możemy
przeczytać zdanie z dzisiejszej Ewangelii – I dziwił się ich niedowiarstwu. I
nie mógł tam zdziałać żadnego cudu.
Mam prośbę. Jeśli wy
doświadczyliście cudu, konkretnej odpowiedzi na modlitwę z wiarą – napiszcie o
tym, będzie to dla nas wszystkich świadectwo i umocnienie w wierze.
I jeśli macie jakiś wielki
problem, ważną intencję, to też ja napiszcie i proszę, żebyśmy tak od razu i z
wiarą w tej intencji się pomodlili, wszyscy którzy ją przeczytają, ale tak poważnie
– z wiarą!

17 komentarzy

  • Mam wrażenie,że odkąd zaczęłam wierzyć Bogu to wszystko co dzieje się w moim życiu jest cudem, widzę bardzo realną opiekę Najwyższego.
    Staram się nie zasypywać Boga prośbami, raczej mówię problem i zdaję się na Jego Wolę ale była sytuacja gdzie dostałam odpowiedź na modlitwę konkretnie i od razu.
    Niecały rok temu zmarł mój przyjaciel, ktoś znajomy tylko z internetu ale od niego zaczęła się moja wędrówka po drodze wiary. Nie mogłam być na pogrzebie, wieczorem modliłam się do Boga o możliwość pożegnania Jerzego, o mozliwość wypowiedzenia słów podziękowania. Wiedziałam ,że to raczej po ludzku nie możliwe…prosiłam o cud?
    Nie mogłam znaleć sobie miejsca, nie mogłam z nikim porozmawiać o Jerzym..dostałam kiedyś od niego "namiar" na jednego z ojców w klasztorze..nigdy z niego nie skorzystałam ale tym razem napisałam…Napisałam to co chciałabym,żeby usłyszał Jerzy, napisałam do tego ojca, bo chciałam żeby przeczytał te słowa ktoś kto go znał.
    Po pogrzebie przeczytałam relację spisaną przez jednego z uczestnika na blogu. Okazało się,że ojciec, do którego wysłałam list przewodniczył Mszy pogrzebowej i mówiąc o zmarłym przeczytał mój mail..tak więc nie będąc ..byłam, podziękowałam Jerzemu, dałam świadectwo Jego wiary, dobroci..takiego scenariusza nie mogłam przewidzieć..dla mnie to cud, to dowód,ze Bóg wysłuchuje kazdej prośby nawet tej , według nas, nierealnej…
    Ania

  • Bardzo, ale to bardzo potrzebne rozważanie – dziękuję :).
    "Pewnie, że można objaśnić to racjonalnie" – odkryłem ładnych parę lat temu, krótko analizując najważniejsze momenty w swoim życiu, że wiele cudownych rzeczy stało się w nim poprzez działanie Boga, które było jak najbardziej racjonalne :). Niespotykane "zbiegi okoliczności" w trudnych momentach, wsparcie z nieoczekiwanej strony, dobry człowiek na drodze życia itd. – to były zjawiska bardzo "racjonalne", wytłumaczalne, ale były cudem :). Było też kilka takich "nieracjonalnych" spraw, ale bez światłości i chórów anielskich ;), niemniej bardzo, bardzo dziwnych :). Dla równowagi, kiedyś wpadła mi w ręce książka ze świadectwami lekarzy, którzy opisywali swoje doświadczenia z przypadkami nagłych ozdrowień, które z punktu widzenia nauki medycyny konwencjonalnej nie powinny miec w ogóle miejsca. Była to książka napisana bardzo logicznie, warto zapoznac się z tego typu lekturą od czasu do czasu :).
    "I jeśli macie jakiś wielki problem, ważną intencję," – to ja proszę o modlitwę w intencji zdrowia członka naszej blogowej rodziny – Anny.
    Szczęśc Boże 🙂
    Robert

  • Za rozważanie bardzo dziękuję. Jestem za nie ogromnie wdzięczna! Jest jeszcze jeden fragment z Pisma Świętego, który napawa mnie nadzieją na cud, gdy mi wiary brakuje. To jest tam gdzie ludzie przynieśli na noszach paralityka do Jezusa i wnieśli go przez dach. Tam jest napisane "Jezus widząc ich wiarę powiedział do chorego: 'Ufaj synu! Twoje grzechy są odpuszczone'" (Mt 9,2 lub Lk5,22). Czasem potrzeba, aby ktoś się wstawił za nami.
    A co do cudów to mam wrażenie, że Pan Bóg działa je w moim życiu ciągle i mogłabym napisać o tym książkę, a nawet całą serię.
    Kiedyś miałam podobną sytuację, jak Ksiądz. Zostawiłam swój aparat fotograficzny taki bardzo dobry w jednej z kaplic na Jasnej Górze. Kto był to wie jakie tłumy tam się przewijają. Jak poszłam do strażnika spytać o ten aparat to mnie wyśmiał, że w ogóle liczę na to, że go znajdę. Szukałam długo, aż wreszcie postanowiłam pójść do kaplicy św. Antoniego i tam się pomodlić. Zmęczona już szukaniem poszłam z ostatnia szansą do zakrystii gdzie jak okazało się czekał na mnie mój aparat.
    Czasami zdarzają się takie małe cudka. Czasami jest tak, że mam już bardzo trudno i nie mogę sobie poradzić i myślę, że już nie dam rady i że nic się nie udaje, że ja do niczego się nie nadaje i ze nikt już o mnie nie pamięta i nagle dzwoni znajoma, z którą nie widziałam się dwa lata może dłużej nie słyszałam rok może dłużej. Dzwoni i mówi "wiesz dzwonie bo bardzo chciałam ci powiedzieć, że jesteś bardzo dobra i bardzo tęsknię za tobą" to też są cuda.
    Pamiętam, kiedy przeżyłam jedno z ważniejszych dla mnie nawróceń, po takiej latami odkładanej spowiedzi kiedy podniosłam już głowę, oczy otarłam z łez zobaczyłam tak piękny zachód Słońca jakiego nigdy w życiu więcej nie widziałam, a gdy się odwróciłam zobaczyłam tęczę. Cuda po prostu cuda wszędzie :)))
    Byłam świadkiem kilku uzdrowień takich fizycznych, takich mocno potwierdzonych. Byłam świadkiem jak ludzie zmieniają się i zaczynają kochać i być wspaniałymi rodzicami czy współmałżonkami. Pan Bóg dał mi łaskę patrzenia na wiele cudów i chwała Mu za to 🙂

  • Robercie, mało kiedy się '' rozklejam''.
    Jednak Twoja prośba, sprawiła, że poleciały mi łzy.
    Nie wiem co napisać.
    Zaskoczyłeś mnie.
    Dziękuję

    Ja mam trochę inne doświadczenia.
    Był czas w moim życiu, kiedy bardzo o coś prosiłam Boga.
    To nie trwało dzień, tydzień, miesiąc.
    Moje proszenie trwało długie lata.
    Myslę, że prosiłam z wielką wiarą.
    Niestety Bóg mnie nie wysłuchał.
    Prosiłam o zdrowie dla Mamy.
    Miałam dwa lata gdy się rozchorowała, bardzo cierpiała.

    Bóg mnie nie wysłuchał, zabrał Ją do siebie.
    Tak, wiem, może odejście, było dla Niej prawdziwym wybawieniem.
    Uwaga, teraz przemówi mój egoizm – ale ja prosiłam by była, by żyła, by była zdrowa.

    Potem jeszcze wiele razy prosiłam Boga o coś naprawdę ważnego
    Mało kiedy prosiłam o coś dla siebie. Zazwyczaj prosiłam, dla kogoś , za kogoś….
    Często proszono mnie bym się modliła za ludzi chorych.
    Jednak zamiast uzdrowienia, pojawiała śmierć.
    W końcu uświadomiłam sobie, że moja modlitwa jest zła.
    Czułam się winna temu, że Ci ludzie odeszli.

    Dziś patrzę na to trochę już z innej strony.
    Jednak jestem ostrożna w proszeniu Boga o cokolwiek.

    Mój komentarz,absolutnie nie jest napisany, by Was zniechęcić.
    Piszę tylko co ja czuję , myślę.

    Pozdrawiam

    • Anno – moc uśmiechów :):):):). Teraz ja nie wiem co napisac. Cieszę się, że stajemy się nie tylko w "wirtualu", ale i poza nim, wspólnotą życzliwych ludzi, blogową rodziną :), co potwierdzają wpisy Francesca – ale i pozostałe też :).
      Serdecznie pozdrawiam
      Robert

  • Niezachwianie wierzyć.

    Jest wiele fragmentów w Biblii, w których temat Wiary i modlitwy jest przez Pana Jezusa mocno poruszany i łączony. Od tego wszystko zależy, w tym skuteczność naszej modlitwy.
    A, że to może być dla ludzi trudna sprawa, świadczą np. słowa Apostołów do Pana Jezusa
    ,,Przymnóż nam wiary” Łk. 17.5

    Albo słowa samego Jezusa.

    ,, Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?" Łk.18.8.
    Czy też, gdy mówił, "Miejcie wiarę w Boga!” Mk. 11.22.

    Oto inne fragmenty, na temat konieczności wiary i owoców, gdy, ona niezachwiana jest.

    Pan rzekł: "Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: "Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze!", a byłaby wam posłuszna. Łk. 17.6

    Jezus im odpowiedział: "Zaprawdę, powiadam wam: jeśli będziecie mieć wiarę, a nie zwątpicie, to nie tylko z figowym drzewem to uczynicie, ale nawet jeśli powiecie tej górze: "Podnieś się i rzuć się w morze!", stanie się. I otrzymacie wszystko, o co na modlitwie z wiarą prosić będziecie". Mt.21-22

    Wtedy uczniowie zbliżyli się do Jezusa na osobności i pytali: "Dlaczego my nie mogliśmy go wypędzić?" On zaś im rzekł: "Z powodu małej wiary waszej. Bo zaprawdę, powiadam wam: Jeśli będziecie mieć wiarę jak ziarnko gorczycy, powiecie tej górze: "Przesuń się stąd tam!", a przesunie się. I nic niemożliwego nie będzie dla was. Mt.17.19-20

    Gdy wszedł do domu niewidomi przystąpili do Niego, a Jezus ich zapytał: "Wierzycie, że mogę to uczynić?" Oni odpowiedzieli Mu: "Tak, Panie!" Wtedy dotknął ich oczu, mówiąc: "Według wiary waszej niech wam się stanie!" Mt.9.28-29.

    A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?" Łk.7-8.

    Tak więc, WIARY, jak ziarnko gorczycy, Wszystkim i sobie samemu gorąco życzę.

  • Anno, Domownik A.
    Nigdy tego nikomu nie opisywałem, może trochę innej Ani.
    Nie chciałbym też, aby zostało to odebrane, jako przypisywanie sobie czegoś, ale tak jak Ty, napiszę jak było u mnie.
    Jesienią 2010r poznałem na blogu na WP pewną Osobę. Cichutko tam u niej było bardzo. To był jedyny blog na WP na którym wtedy zatrzymałem się bardziej. Nie było odpowiedzi od razu, ale coś mnie tam trzymało. Zresztą to wiesz. Po jakimś czasie okazało się, że Osoba ta ma raka płuc. Zajrzałem do mądrych książek, zobaczyłem jakie są rokowania, wyleczalność…. i się przestraszyłem. Miałem w swoim spisie blogów osoby chore, ale zatrzymałem się nad Edytą. Po tej wyczytanej informacji, zacząłem się za Nią modlić. Starałem się wzbudzić w sobie tę niezachwiana Wiarę.
    Z czegoś tam, zrezygnowałem i ofiarowałem za Nią, a w końcu postanowiłem uczestniczyć w codziennej Mszy i Komunii Świętej. To miało być do końca roku 2010, a zaczęło się 3 listopada. Pamiętam te Msze, mój stan. Nie było we mnie oczekiwania, zniecierpliwienia, pytań, czy będzie zdrowa, czy może już…, albo jakieś, Panie Boże jeżeli….
    Była też moja gorąca prośba o modlitwę za Edytę na moim blogu, zresztą na moim blogu jest nadal modlitwa za Edytę, chociaż już z innego powodu.
    Minął grudzień, nastał styczeń 2011, ale moje uczestnictwo codziennej Mszy Świętej trwało. Trwa zresztą do dzisiaj i jest cały czas związane z Nią. Dochodziły inne intencje, ale codzienna Msza Święta, jest, jeśli chodzi o sprawy ludzkie z Jej powodu. I jak siebie znam, to tak będzie zawsze, dokąd będę mógł.
    Edyta wiosną 2011r pisała coraz lepsze wiadomości, aż w końcu napisała, że jest zdrowa.

    Ja tylko napisałem jak było. Może wkraść się komuś ten wspominany racjonalizm, ale może też Wiara.
    Mam 54 lata, ale stan Takiej WIARY, miałem w życiu 2 razy. Na studiach, przed pierwszym egzaminem i w związku z Edytą. Za każdym razem mogłem się potem cieszyć.

    Czy tylko wtedy zostałem wysłuchany, w całym swoim życiu? Nie, wiele razy, ale tutaj były takie dwa momenty, że problem prośby, WIARY, zawierzenia był bardzo mocno postawiony.
    Otrzymałem też Coś, czego zawsze bardzo pragnąłem, ale już nawet nie oczekiwałem. A jednak, jak dostałem, to na maksa.

    Czy aż takiej wiary trzeba? Odpowiedzią są cytowane poprzednio słowa Pana Jezusa.
    Biorąc pod uwagę moje osobiste doświadczenia, wiem, że taki stan WIARY nie jest ot tak. Ale wiedział o tym Chrystus, wypowiadając wspominane słowa. Wiedział, a jednak je wypowiedział.

    Jest to stan trudny, ale możliwy do osiągnięcia.
    Czy Świętość jest łatwa do osiągnięcia? Trudna, ale możliwa.

    Dlaczego nie zawsze jest tak, jak prosimy w modlitwie?
    Ja napiszę tylko:
    Nie tak myśli człowiek, jak myśli Bóg. A w Modlitwie na końcu mam: Zawsze Wola Twoja Panie.
    Resztę zostawiam księżom.

    Anno, chciałem Ci powiedzieć, że wtorek, każdy wtorek, chyba, że coś nagłego wyskoczy, wtedy jest przesunięcie, w Modlitwie Wstawienniczej w której uczestniczę, jest dniem w którym jesteś ogarniana modlitwą przez wielu. Co prawda intencja jest inaczej postawiona, ale to może dobrze, bo razem z Robertem, czy innymi ogarniamy całą Ciebie.

    Możesz się teraz rozkleić całkiem.
    Pozdrawiam +

  • Trochę mnie za dużo, ale nie dopisałem, że stając za Edytą, szukałem w internecie grup modlitewnych, czy zakonów, gdzie mógłbym przesłać prośbę w Jej intencji. I przesyłałem. A teraz sam w takiej grupie jestem.

    Już mnie nie ma, tylko jeszcze podsumowanie.

    Edyto, tyle dla mnie zrobiłaś. Bóg Ci zapłać.

  • Jestem w szoku jak czytam te wpisy. Jaką Wy macie wiarę! Przyłączam się do tej modlitwy za Annę. I dziękuję Wam za świadectwo Waszej wiary.

  • Miejcie wiarę, a zobaczycie czym są cuda. Autor- ks.Bosko.
    Wierzę, że Bóg pomaga.Doświadczyłam tego nieraz w swoim życiu, ale modlitwy z mojej strony też popłynęło dużo i współpracy z Panem Bogiem. Największymi darami są moje dzieci.Obydwoje musiałam''wyleżeć'' od 3 do 9 miesiąca, często po 2, 3 miesiące w szpitalu.Ale są.Bóg wynagrodził mi moją wytrwałość i jestem mu za to wdzięczna.
    Anno, w swoich codziennych intencjach będę pamiętała o Tobie.

    Pozdrawiam
    Urszula

  • Znalazłam się na tym blogu przez przypadek,choć z drugiej strony mówi się,że przypadków nie ma tylko opatrzność Boża mnie tu przywiodła.U nas w parafii ksiądz proboszcz w każdą środę czyta nam świadectwa osób które doznały w swoim życiu cudu. Zawsze z przejęciem je słucham i z taką troszkę zazdrością,że mnie nic takiego się nie przydarza.Zaczęłam zastanawiać się nad swoim życiem i doszłam do wniosku,że i ja doznaję ciągle cudu.Było to kilka lat temu. Do mojego syna przychodziła w odwiedziny od czasu do czasu koleżanka z pracy.Odwiedziny te zaczęły być coraz częstsze.Zapytałam syna czy to jest jego sympatia,odpowiedział,że nie to tylko koleżanka z pracy.Zaczęłam z nim rozmawiać,że koleżanka z pracy tak często by nie przychodziła i czy ona na pewno i jego traktuje jak kolegę? Minął jakiś czas,był sylwester,przyszłam ze Mszy św.na zakończenie roku.Syn zakomunikował mi,że ma dla mnie dwie wiadomości:jedną dobra,drugą złą.Ta zła-postanowili,że razem zamieszkają,ona jest mężatką ma syna a z mężem jest w separacji.Na mnie spadło to jak grom z jasnego Nieba.W tym szoku zaczęłam rzucać mu jakieś bezsensowne wyrzuty ,że stać go na dziewczynę pannę itp. A syn ubrał się i najnormalniej w świecie wyszedł do niej na sylwestra.Później kilka dni rozmawiałam,tłumaczyłam i nie przyjmowałam tego do wiadomości.Po kilku dniach mojego gderania powiedział,że i tak zrobi jak będzie chciał,bo ona go kocha,a ty zapytałam:ja też do niej czuję głębsze uczucie.Wtedy już wiedziałam,że robi to z litości.Wtedy wzięłam Różaniec do ręki i błagałam Maryję z wielką ufnością,miłością i oddaniem a nawet z płaczem,żeby wstawiła się do Swojego Syna Jezusa za mojego syna,i żeby nie doszło do zamieszkania razem i o rozpad tego chorego związku.Trwałam nieustannie na modlitwie a oni planowali.Po miesiącu syn mówi,że chyba nic z tego nie będzie.Po następnych dwóch tygodniach,że jednak zamieszkają.Znów ich plany a moja nieustanna modlitwa.Pod koniec marca syn mówi,że nie zamieszkają razem.Teraz również modlę się za najmłodszego syna pół roku Koronką do Bożego Miłosierdzia.Od miesiąca jest ogromna poprawa.Pozdrawiam w Panu.

  • Kochana Blogowa Rodzinko
    Przytulam Was Wszystkich, i każdego z osobna do swego serca.
    Nie wiem jak mam Wam dziękować.
    Jak Wam wytłumaczyć, że bez Was, nie ma mnie ?
    Nasuwa mi się refren mojej ulubionej piosenki…

    '' Moi Przyjaciele, moi Przyjaciele,
    Moi Przyjaciele bądźcie zawsze ze mną.
    Moi Przyjaciele, moi Przyjaciele,
    Z Wami wiem, że wszystko mogę.
    Że wystarczy tylko chcieć…. ''

    Jesteście Wielcy
    Dziękuję.

    Urszulo, doskonale Cię rozumiem.
    Zgodzę się z Tobą, że dzieci są wspaniałymi cudami, zwłaszcza te '' wyleżone''

    Moja pierwsza ciąża przebiegała bez problemu, jednak Syn zmarł przed porodem
    Drugą ciążę przeleżałam w szpitalu od 3 do 8 miesiąca – do dnia porodu
    W domu byłam tylko jeden raz na przepustce.( dwa dni)
    Cudem uratowano mi drugie dziecko….
    Gdybym uzyskała pomoc parę minut później, dziecko by zmarło.

    Tak, cuda się zdarzają czasami….

    Pozdrawiam.

  • Ja mam takie doświadczenie: cud może się też zdarzyć komuś niewierzącemu, żeby ten mógł uwierzyć i zawierzyć. Nie pamiętam w tej chwili nazwisk, ale znane są historie niewierzących, którzy byli jakby zmuszani przez Boga, żeby się zatrzymali 🙂 W moim przypadku to było uratowanie od śmierci. Zostałam uratowana właściwie w ostatniej chwili, wbrew mojej woli, tylko poprzez ciąg "przypadków", bo chorowałam dodatkowo na depresję i nie chciałam żyć. Choroba (nowotwór) zmieniła całe moje życie. Wielką rolę odegrał ksiądz, który rozmawiał ze mną w szpitalu o Bożym Miłosierdziu. To było 6 lat temu. Wtedy uwierzyłam, że Bóg chce, żebym teraz żyła, a nie, żebym umarła – więc uważam całą tą historię za największy dar od Niego. Teraz codzienność jest dla mnie pełna drobnych cudów. Takich "zwyczajnych". Cudem jest, że mam siłę żyć – bez wspomagaczy czy pomocy psychologa – że jestem w stanie żyć w Pakistanie fizycznie i psychicznie, że mogę często uczestniczyć we Mszy sw. tutaj, choć cała moja rodzina to muzułmanie, że urodziłam synka, że jest zdrowy, że go wychowuję, że spotykam tylu ludzi, którzy są mi życzliwi. Jestem pewna, że to wszystko byłoby niemożliwe bez wiary – i bez modlitwy bliskich mi osób. Muszę kończyć, bo Mały się już wierci 🙂 Asia z Karaczi

  • PS. oj! zapomniałam dodać, że mój mąż też należy do tych najcudowniejszych darów 🙂
    teraz już idę na pewno 🙂 dobrego dnia Wszystkim A.

  • Myślę, że w życiu każdego z nas są cuda. Te mniejsze i te większe, w moim również:) Tylko nie zawsze je zauważamy, albo próbujemy racjonalnie wytłumaczyć.
    Hm..? Coś konkretnie, w moim życiu… Jak byłam mała, to los rozdzielił mnie z siostrą. Dowiedziałam się o niej jak byłam już starsza, ale nie byłam jeszcze pełnoletnia. Ze strony "prawa" nie mogłam nic zrobić, musiałam czekać, aż skończę 18 lat (styczeń). Jednak mogłam się modlić. Modliłam się i tak naprawdę liczyłam na cud. Czekałam, aż zadzwoni/zapuka do drzwi – bardzo mi zależało… i zadzwoniła w styczniu(minęły już 4 lata) 🙂 Niestety los znów nas rozdzielił, ale ja wierze/wiem, że to był cud! i dziękuję Bogu za te chwile spędzone z siostrą 🙂

    Przyłączam się do prośby Roberta i do modlitwy za Anię.
    Pozdrawiam wszystkich serdecznie:)

  • Już raz dziękowałem za te wpisy, ale teraz czynię to ponownie. To właściwie trudno komentować, bo jak komentować ewidentne, nadzwyczajne działanie Pana? Muszę przyznać, że poza szerokim odzewem na blogu, temat przez Marka podjęty wywołał także poruszenie u mojej Młodzieży Oazowej w Celestynowie, tak, że na kanwie tego rozważania i Waszych wypowiedzi przeprowadzono jedno ze spotkań! Z inicjatywy Młodzieży, rzecz jasna! Wspaniała sprawa! Bogu niech będą dzięki! Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.