O „świętych rozmowach” czcigodnego Rodzeństwa…

O

Szczęść Boże! Kochani, dziękuję za wczorajsze wpisy. Ale proszę – nie szukajmy na siłę „dziury w całym”! Przecież nikt nikogo nie zmusza do rozpisywania się o swoich osobistych problemach! Propozycja, zawarta w rozważaniu Marka, pod którą i ja się podpisuję, dotyczyłaby raczej powierzania swoich intencji modlitwie nas wszystkich – w sposób ogólny! Jeżeli ktoś chce, to może napisać więcej, ale nikt niczego nie musi i nie ma potrzeby jakiegoś „tworzenia” sobie problemów, żeby o nich pisać! Natomiast blog jako forum modlitewnego wsparcia – to propozycja godna rozważenia. Tak więc, proszę jeszcze raz: nie czujmy się atakowani w swojej prywatności, nikt nie ma takiego zamiaru! Przynajmniej ze strony Autorów.
     A dzisiaj chciałbym ze swej strony powierzyć modlitwie nas wszystkich sprawę Ojczyzny. Mijają dwadzieścia dwa miesiące od Zamachu Smoleńskiego. Coraz więcej prawdy wychodzi na jaw. A właściwie – coraz więcej wątpliwości, sprawiających, że okoliczności stają się coraz bardziej tajemnicze, a wersja oficjalnie promowana – jest coraz wyraźniej fałszywa. Temu wszystkiemu towarzyszy stopniowy upadek państwa we wszystkich chyba jego wymiarach: ACTA, refundacja leków, drożyzna na stacjach benzynowych, wiek emerytalny, rozkradanie majątku narodowego, dyskryminacja niezależnych mediów i dziennikarzy, ze sprawą telewizji TRWAM na czele… Czy mam jeszcze wymieniać? Proszę o modlitwę!
     Zapraszam do refleksji nad świętością Scholastyki i jej Brata – Benedykta. Dzisiaj moje słówko…
           Gaudium et spes!  Ks. Jacek

Wspomnienie
Św. Scholastyki, Dziewicy,
do
czytań:  1 Krl 11,29–32;12,19;  Mk 7,31–37
            Patronka
dnia dzisiejszego pochodziła z Nursji,
gdzie urodziła się w roku 480.
Była bliźniaczą siostrą Świętego Benedykta –
i to nie tylko gdy idzie o fakt urodzenia, ale także w tym wymiarze duchowym,
bo naśladowała go w jego pobożności i w
jego aktywności duchowej
tak, że kiedy Benedykt tworzył swój zakon, ona w
pobliżu tworzyła podobny żeński.
Rodzeństwo stale wspierało
się nawzajem w życiu i w tej zbożnej pracy, a jak to wyglądało w praktyce, to
opisuje nam Święty Papież Grzegorz Wielki w swoich „Dialogach”. Czytając ten
tekst lub go słuchając, warto zwrócić uwagę na dostojeństwo i swoistą egzaltację średniowiecznej hagiografii, według
której wszystko było dostojne i święte.
Dlatego dzisiaj usłyszymy, że czcigodny
Brat ze swoją równie czcigodną Siostrą prowadzili „święte rozmowy”.
A już trudno się nie
uśmiechnąć, kiedy usłyszymy o tym, jak Scholastyka, chcąc zatrzymać Brata na
owych „świętych rozmowach”, sprowadziła
swoją modlitwą taką ulewę,
że Benedykt żadną miarą nie mógł wyjść i wracać
do domu, co on sam skwitował stwierdzeniem: „Niech Bóg wybaczy ci twój czyn, Siostro!”. To tak, jakby sprowadzenie
ulewy na ziemię było czymś podobnym do przestawienia talerza z jednego końca
stołu na drugi. Ale tak właśnie ujmuje to średniowieczna hagiografia, czemu też
– z drugiej strony – nie można odmówić
pewnego piękna i duchowej harmonii.
Wsłuchajmy się zatem w
słowa, którym Grzegorz Wielki opisuje ostatnie spotkanie Świętego Rodzeństwa: „Scholastyka,
siostra Świętego Benedykta, od samego dzieciństwa poświęcona wszechmogącemu
Bogu, miała zwyczaj raz w roku odwiedzać
swojego Brata.
Mąż Boży przyjmował ją niedaleko poza bramą, w pomieszczeniu
należącym do klasztoru. Pewnego dnia przybyła według zwyczaju, a czcigodny Brat
wyszedł ku niej ze swymi uczniami. Cały
dzień spędzili na modlitwie i świętych rozmowach, a kiedy zapadł zmrok, spożyli
wspólnie posiłek.
Ponieważ do późnych godzin
przeciągnęły się ich święte rozmowy, Scholastyka zwróciła się do Brata ze
słowami: „Proszę cię, nie odchodź ode mnie tej nocy. Aż do świtu rozmawiajmy o
radościach nieba”. On jednak odparł: „Siostro, o czym ty mówisz? Żadną miarą
nie mogę przebywać poza klasztorem”. Świątobliwa Niewiasta, skoro usłyszała
odmowę Brata, oparła na stole złożone
ręce i modląc się do wszechmogącego Boga, pochyliła głowę.
Kiedy zaś
uniosła ją znad stołu, rozszalała się
tak wielka burza z grzmotami i błyskawicami, zerwała się tak gwałtowna ulewa,

iż ani Benedykt, ani towarzyszący mu bracia nawet na krok nie mogli odejść z
miejsca, w którym przebywali.
Wtedy to zmartwiony Mąż
Boży zaczął narzekać: „Niech Bóg wszechmogący wybaczy Ci Twój czyn, Siostro!”.
Lecz ona odpowiedziała: „Oto prosiłam Cię,
a nie chciałeś mnie wysłuchać. Poprosiłam więc Boga mego, i zostałam
wysłuchana. Teraz więc odejdź, jeśli zdołasz.
Pozostaw mnie i wracaj do
klasztoru”. Tak więc ten, który nie chciał pozostać dobrowolnie, pozostał wbrew
swojej woli. Cały czas czuwali przeto razem, znajdując pokrzepienie we wzajemnej wymianie świętych myśli.
A nic w tym dziwnego, iż
owej godziny Scholastyka przemogła brata. Albowiem zgodnie ze słowami Świętego
Jana: Bóg jest miłością, było rzeczą
zupełnie słuszną, aby więcej potrafiła
ta, która więcej umiłowała.
A kiedy w trzy dni później
Mąż Boży, znajdując się w swojej celi, podniósł oczy ku niebu, zobaczył, jak dusza jego Siostry, opuściwszy
ciało, ulatuje pod postacią gołębicy ku wyżynom nieba.
Ciesząc się tak
wielką jej chwałą, złożył Bogu dzięki hymnami i modlitwami. Posłał też braci,
aby przynieśli jej ciało do klasztoru i złożyli w grobie, który przygotował dla
siebie. Tak się stało, iż nawet grób nie rozdzielił tych, których umysły zawsze
były zjednoczone w Bogu.” Tyle z tekstu Papieża Grzegorza. Opisany przez niego
fakt śmierci Scholastyki miał miejsce najprawdopodobniej
10 lutego 547 roku.
Nie jest to jednak data stuprocentowo pewna.
Słuchając tego opisu i
słuchając dzisiejszego Bożego Słowa, zauważamy, że owe „święte rozmowy”
Benedykta ze Scholastyką, dokonujące się na
uboczu aktywnego życia współczesnych im ludzi
– i cała ich działalność,
którą prowadzili w atmosferze swoistego
wyciszenia i skupienia,
jest odwzorowaniem
stylu samego Jezusa,
który wielkich rzeczy dokonując, także usuwał się na
bok, dokonywał ich w ciszy, zabraniał o tym rozpowiadać… Dzisiaj także wziął
głuchoniemego na bok, z dala od wszystkich, nie chcąc dawać nikomu pożywki dla taniej sensacji, a jednocześnie –
chcąc stworzyć odpowiednią atmosferę, w
której dzieła Boże mogłyby się dokonywać
Oto bowiem zewnętrzny splendor
i rozgłos łatwo mogą człowieka doprowadzić do
pychy i do zgubnego przekonania o własnej samowystarczalności,
której to
pokusie uległ – jak słyszymy od kilku dni w pierwszych czytaniach – nawet tak
mądry król, jak Salomon. Dlatego Jezus uczy nas ciszy i skupienia, a Święta
Scholastyka wraz ze swym Bratem bliźniakiem, Świętym Benedyktem, naukę tę wyrażają
w pięknej zasadzie: „ora et labora” – „módl
się i pracuj”,
z czego najważniejszą częścią miałoby być owo „et” – owo „i”, a więc połączenie
jednego i drugiego. Tak przynajmniej uważają dzisiaj członkowie i członkinie
zakonów benedyktyńskich.
Może to rzeczywiście,
Kochani, jakaś propozycja dla nas, abyśmy nie dla zewnętrznego splendoru i nie
dla ludzkich pochwał, ale na chwałę Bożą
podejmowali swoje codzienne obowiązki i zadania – tak te wielkie, jak i te
małe, codzienne
… Abyśmy wypełniali je w atmosferze pewnego skupienia i
wyciszenia, stale wspierając modlitwą. Dzieła w ten sposób stworzone są z pewnością
o wiele trwalsze i więcej pożytku
przynoszą, aniżeli te tworzone na pokaz, dla pochwały, czy ze względu na jakieś
ludzkie korzyści.
Nie bójmy się zatem, że
ludzie nie zawsze docenią czy odwdzięczą się za to, co robimy. Oby to Bóg
zobaczył – a z pewnością to odwdzięczy. Na swój sposób. Potrzeba jednak odniesienia właśnie do Niego w każdej
sytuacji i w każdej okoliczności naszego codziennego życia i pracy.
W tym kontekście pomyślmy:
·       
Z
jaką motywacją codziennie rano wstaję, by podjąć obowiązki kolejnego dnia?
·       
Czy
wdzięczność ludzka i uznanie ze strony ludzi nie jest jedynym motywem, dla
którego czynię dobro?
·       
Ile
jest ciszy w ciągu mojego dnia?
Jezus przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im
bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali
.

14 komentarzy

  • Przepraszam jeśli kogoś uraziłam. Po prostu tak, to odebrałam, teraz wiem, że źle.
    Grupę modlitewną naprawdę jak najbardziej popieram!
    Pozdrawiam

  • Absolutnie, nikt nikogo nie uraził. Chodziło mi natomiast o wypowiedź Anonimowego (szkoda, że anonimowego), w której pisze, żeby Ksiądz Marek pierwszy dał przykład i napisał o swoich problemach. Natomiast nikt tu nikogo nie uraził, a jedynie wyjaśniamy nieścisłości, bo chyba nic gorszego, jak niedopowiedzenia. Z nich się nieraz już wytworzyło wiele zamieszania. Serdecznie pozdrawiam i – jak napisał Robert – ora et labora! Ks. Jacek

  • Chociaż Chrystus im przykazał,by nikomu nie mówili, oni gorliwiej to rozgłaszali. Zdumienia, zachwytu wynikającego z odkrycia nieuświadomionych dobrodziejstw nie da się ukryć. Trzeba o tym mówić, głosić to, nie można schować do kieszeni, czy zakopać w ziemi.
    Dobrze, że nam głuchym słuch przywraca, i nam niemym mowę.
    Chrystus przemierzając nasze ziemie, posiadłości pragnie otowrzyć je i każdego z nas na nieskończoność. On czyni wszystko , by przywrócić właściwy porządek rzeczy.
    Duzo prościej jest założyć opaskę na oczy, i nie widzieć horyzontu przed nami. Czyżby lęk , który się w nas rodzi, jest aż tak silny ? Jeśli tak, to by oznaczało, że liczymy tylko na siebie, a nasz widnokrąg jest tylko i wyłącznie naszym zasięgiem wzroku.

    Pozdrawiam

    • "Chociaż Chrystus im przykazał,by nikomu nie mówili, oni gorliwiej to rozgłaszali." – to nie jedyny raz na kartach Pisma, kiedy Jezus prosił o coś, a człowiek robił dokładnie coś przeciwnego :), czyżby w tym kryła się przewrotnośc ludzkiej natury ;)? Zatem, Chrystus znając "naturę człowiek", może w istocie chciał, aby było to rozgłoszone 😉 :)?

  • Ja również całym sercem popieram grupę modlitewną. Zapewne modlitwa za Ojczyznę w aktualnych czasach jest bardzo ważna, ale moim największym w tej chwili problemem, który ponownie powierzam Waszym modlitwom, jest sakrament Chrztu Świętego mojej wnusi Natalki. Synowa i syn (małżeństwo zawarte w Kościele) powiedzieli, że dziecko dorośnie i samo wybierze czy chce być ochrzczone czy nie. Mnie boli to, że Malutka żyje z piętnem grzechu pierworodnego. Proszę Was wszystkich o gorącą modlitwę za te moje dzieci.

  • "Czy mam jeszcze wymieniać?" – można by długo, naprawdę długo. Ale to nie odbije się najmniejszym echem wśród tej części społeczeństwa, dla której do "elyty" kulturalnej czy tzw. "intelygencji" zalicza się osobowośc, która np. proponowała wprowadzenie wychowania seksualnego do przedszkoli (i to takiego wychowania, które by "nie dyskryminowało" zachowań homoseksualnych (sic)). A tutaj, proszę, szczwana sztuka pani Szczuka wypowiada się w innym "gorącym temacie": http://wpolityce.pl/artykuly/22927-a-gdy-tak-wasza-corka-drodzy-obroncy-sponsoringu

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.