Swój ból powierzam w Twoje ręce, Panie….

S

Szczęść Boże! Rzeczywiście, jak zauważa Marek w swoim wpisie, międzynarodowo zrobiło się na blogu. Tak się zastanawiam, że jakkolwiek wszyscy ogólnie wyłapujemy istotę tej dyskusji, to jednak być może mamy problemy ze zrozumieniem pojedynczych słów, a one bardzo ważą na całości. Dlatego może albo Ksiądz Marek, albo Asia zechcieliby streścić nam wszystkim dokładniej istotę dyskusji?
    W jednym z wczorajszych wpisów przeczytałem, że tyle mądrości w naszych wypowiedziach, a nic z tego nie wynika. Mam nadzieję, że tak do końca nie jest. W każdym razie, mamy przynajmniej dobrze opracowaną strategię, mapę drogową – jak i dokąd zmierzać. A już realizacja tego, o czym tu piszemy, to zadanie dla każdej i każdego z nas! I tu nikt nikogo nie zastąpi. Nikt nie uzupełni czyjegoś braku dobrej woli.
    Cały czas zachęcam do zaglądania i tworzenia Wielkiego Księgi Intencji. I do modlitwy. Ale takiej, o jakiej dziś w rozważaniu. Mamy tam wręcz w punktach wskazane, dlaczego nasze modlitwy są często – mówiąc po ludzku – „nieskuteczne”.
      Bardzo dziękuję Markowi za dzisiejsze słówko. Zapraszam do refleksji, życząc wszystkim błogosławionego Wielkiego Postu.
            Gaudium et spes!  Ks. Jacek
Witam serdecznie. W Rosji pierwszy
dzień wiosny, kalendarzowo, bo za oknem jeszcze tego nie widać, choć pogoda
piękna, słoneczna.
Jak się międzynarodowo zrobiło na
blogu…
Do wczorajszego rozmyślania,
chciałbym tylko doprecyzować, że nie w każdej sytuacji obowiązuje zasada –
liczą się czyny a nie słowa. To dotyczyło tego, żeby nasze nawrócenie było
konkretne i podany przykład był jako obraz do tego, żeby pokazać w jakich np.
sytuacjach ta zasada obowiązuje. Są jednak inne sytuacje, gdzie liczą się
słowa. Ktoś np. kogoś obraził, ale go nie pobił i potem może powiedzieć –
przecież liczą się czyny a nie słowa. Oczywiście byłoby to nierozsądne.
Dlatego rzeczywiście, czasem
wystarczy słowo przepraszam, powiedziane Panu Bogu czy człowiekowi, czasem
stajemy w wielkiej bezsilności i z powodów niezależnych od nas; i czasem
stajemy w wielkiej bezsilności, z powodów zależnych od nas – jak nam się przynajmniej
wydaje – naszych słabości, grzechów, zaniedbań, braku efektów pracy nad sobą.
Stajemy w bezsilności… I co wtedy?
Właśnie o tym dziś w liturgii
słowa.
W Wielkim Poście każdy dzień ma
swoją tematykę. Czytanie i Ewangelia są ze sobą tematycznie związane. Wczoraj
był temat nawrócenia i postu, dziś modlitwy prośby, a można powiedzieć –
modlitwy w bezsilności.
Pozwólcie, że najpierw przytoczę
opowiadanie, nie opowiadanie a świadectwo, to realna historia, z książki, którą
już kiedyś cytowałem – Kwiatki Chiary Lubich i Ruchu Focolari.
Bardzo mi się podobają te
świadectwa, są takie proste, krótkie i żywe – niesamowite dotknięcie Bożej
miłości.
Dziś świadectwo z Włoch, z
Trydentu. To świadectwo jest też w Rosyjskiej wersji na moim blogu. Oto ono.
Pewnego dnia odwiedza mnie mój
przyjaciel Carlo i wyznaje mi swój wielki ból: jego rodzice są na krawędzi
rozwodu z powodu romansu jego ojca podczas zagranicznej podróży służbowej.
Oprócz cierpienia płynącego z faktu coraz mniejszej miłości między rodzicami,
nie do przyjęcia staje się myśl, że ktoś inny będzie decydował, z którym z
rodziców powinien on dalej być, oddzielając go jednocześnie od jedynego, bardzo
kochanego brata.
Zostałem wciągnięty w tę sytuację
i doświadczam głębokiego smutku, którego nie mogę się pozbyć. Co więcej Carlo
jest niewierzący i boję się pogarszać sytuację mówiąc mu o Bogu. Ryzykowałbym
niezrozumienie.
Jestem przy nim, gdy przychodzi mi
na myśl jedno zdanie z komentarza do Słów Życia tego miesiąca: „Słowo Boże,
dobrze przeżyte, może jak wezbrana rzeka przerwać wały, które wydają się nie do
pokonania”. I to jest światło, które rozjaśnia ciemności i pozwala mi
ostatecznie rozpoznać w twarzy Carla oblicze Jezusa ukrzyżowanego i
opuszczonego. To pozwala mi też znaleźć siły, by mu powiedzieć: „Ja, jako
chrześcijanin, podarowałbym Bogu ten ból. Złożyłbym ten problem w Jego ręce,
aby mogła dobrze spełnić się Jego wola, ufając, że cokolwiek przyniesie mi
przyszłość, będzie dla mnie dobrem”. Jego odpowiedź była taka: „Może ja jestem
niewierzący, ale ty na pewno jesteś szalony!”.
Nie tracę jednak odwagi i nalegam:
„Odwagi, warto spróbować! Powiedz tak po prostu Jezusowi: „Ten ból powierzam w
Twoje ręce”. A potem spokojnie oczekuj na bieg wydarzeń.
Przed jego powrotem do domu
powiedziałem mu, że może telefonować do mnie o każdej porze, jeśli tylko będzie
potrzebował pomocy. Kiedy wychodził, na pewno burza w jego sercu jeszcze się
nie uspokoiła.
Następnego dnia, ku mojej wielkiej
radości dzwoni do mnie i mówi mi, że w swojej rozpaczy czuł się przymuszony,
aby oddać Bogu swoje cierpienie. Wyczuwam, że jest bardziej podniesiony na
duchu. Po dwóch dniach znowu dzwoni do mnie i mówi, że nie ma problemu rozwodu
ani rozdzielenia z bratem. Mama znalazła siły, aby przebaczyć ojcu, i pogodzili
się. (S. D. – Trydent, Włochy)
Kochani!
Człowiek, który znalazł się w
trudnej, można nawet powiedzieć beznadziejnej sytuacji, który doświadczył
bezsilności, nawet pomimo swojej pozornej niewiary zdobywa się na akt wiary, na
modlitwę oddania Bogu i prośby o pomoc. I otrzymuje.
Dziś w I czytaniu słyszymy o
królowej Esterze. To piękne opowiadanie i piękna jej modlitwa – modlitwa
człowieka, który znalazł się także w ciężkiej sytuacji, doświadcza bezsilności
i też oddaje to w ręce Boga. Oto fragment tej modlitwy, warto przeczytać ją
całą: Wybaw nas ręką Twoją i wspomóż mnie
opuszczoną i nie mającą nikogo prócz Ciebie, Panie, który wiesz wszystko.
I Ewangelia, w której Jezus nas
prosi, nas przekonuje, że powinniśmy wytrwale prosić. Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a
otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a
kołaczącemu otworzą. Gdy którego z was syn prosi o chleb, czy jest taki, który
poda mu kamień? Albo gdy prosi o rybę, czy poda mu węża? Jeśli więc wy, choć
źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec
wasz, który jest w niebie, da to, co dobre, tym, którzy Go proszą.
I znów modlitwa prośby, mamy
przychodzić do Boga kiedy nam ciężko. Mamy przychodzić do Boga w chwilach
swojej bezsilności, nawet wtedy, gdy czujemy się winni swojej bezsilności, gdy
to dotyczy naszych wad, słabości, grzechów, zaniedbań, z którymi nie dajemy
sobie rady. Przychodzić do Jezusa i prosić. Oddawać Jezusowi i czekać na bieg wydarzeń.
Nasz modlitwa prośby czasem jest:
– Niekonkretna – my sami nie wiemy
o co prosimy, bezmyślnie powtarzając: wysłuchaj nas Panie.
– Bez wiary – prosimy, ale nie
wierzymy, że Bóg może nam odpowiedzieć, może nam to dać.
– Mało wytrwała – poprosimy raz i
dajemy sobie spokój. To tak jak gdyby ktoś przyszedł do sklepu, poprosił o
mleko, sprzedawczyni poszła podać a człowiek wyszedł ze sklepu. Dajmy czas Panu
Bogu, żeby nam zdążył podać, bądźmy wytrwali.
– Niewłaściwa – prosimy nie o to,
o co powinniśmy, nie o dobro prosimy – np. o to, żeby sąsiadowi się nie
powiodło, albo, żeby zachorował.
– Śmieszna – prosimy o mało ważne
rzeczy, np. o to, żeby nasza drużyna wygrała mecz.
Może jeszcze są inne przyczyny
tego, że nasza modlitwa jest niewłaściwa.
Warto tak po prostu stawać przed
Bogiem, w wielkiej pokorze i zaufaniu, zwłaszcza z tymi sytuacjami, problemami,
z którymi nie dajemy sobie rady i prosić.
Gratuluję Wam – nam, Wielkiej
Księgi Intencji, i niech ona będzie wielka. I niech będzie rzeczywiście
modlitwa drug za druga – oj, jeden za drugiego.
Ja ostatnio widzę, że propozycja
modlitwy za innych, w konkretnych intencjach, budzi jakiś dziwny sprzeciw – o
tym już pisałem. Ale teraz zauważam, że jeśli przez ten sprzeciw uda się
przedrzeć, to taka modlitwa bardzo jednoczy ludzi, przybliża ich do siebie.
Wszystko to pokazuje, że jest to
wielkie Boże dzieło, a sprzeciw, to bunt złego ducha, który czuje się
zagrożony. A to, że to Boże dzieło mówi nam dziś wyraźnie sam Jezus – Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a
znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. (…) Jeśli więc wy, choć źli jesteście,
umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec wasz, który
jest w niebie, da to, co dobre, tym, którzy Go proszą.
Odwagi, warto spróbować! Powiedz
tak po prostu Jezusowi: „Ten ból powierzam w Twoje ręce”

9 komentarzy

  • Dopada nas cierpienie, może to być zarówno cierpienie fizyczne, jak i duchowe.
    Gdy nas boli, lubimy się skarżyć, na to co nas boli, i jak nas boli. Jednak tak naprawdę, to ważne jest to, dlaczego nam coś sprawia ból.
    Warto się zastanowić nad tym, czy potrafimy wzbudzić w sobie intencję cierpienia.
    Cierpienie samo w sobie może być złe, obrzydliwe, ale intencja, czyli świadomość dlaczego cierpimy, gdy się otwierają rany naszych ciał, czy trapi nas niepokoj duszy, może się okazać słońcem, które rozjaśnia wszystko.
    Gdy nas coś boli, a pragniemy pójść za Chrystusem, to postawmy uczciwie pytanie, dlaczego Bóg powołał nas – mnie, Was do tego byśmy cierpieli. Najwyraźniej On czegoś chce od nas, i właśnie w ten sposób stawia nam wymagania.
    Co z tego, że bolą nas nogi, głowa, cierpi serce, jeżeli za utrudzone ręce prowadzi nas do Chrystusa wielka miłość.
    Dobrowolne przyjęcie ofiary , przemienia nasze cierpienie w miłość.
    Następuje wtedy cud niezwkłej przemiany.
    Boimy się bólu, cierpienia, to natrualne.
    Ale sam Chrystus przeszedł przez wszystkie cierpienia. Któryś z świętych pisał przed śmiercią, że wszystko mu się nie udało, poza cierpieniem.
    Kiedy się udaje cierpienie ?
    Wtedy, gdy w cierpieniu, samotności, upokorzeniu, trzymamy za ręce Chrystusa.

  • Całe dzisiejsze rozważanie ks. Marka bardzo polecam mamie Ewy, która modli się o nawrócenie swojej córki. Dzisiaj na mszy ks. Andrzej nawiązał do dzisiejszej perykopy poprzez słowa ks. Twardowskiego o tym, że w naszych modlitwach często brakuje nam cierpliwości. Zatem bądźmy cierpliwi w modlitwach – nie ustępujmy ;).
    Pozdrawiam
    Robert
    PS. Dzisiaj przypada Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych – pamiętajmy czasami o bohaterach przeszłości. Nie tylko przyszłośc jest ważna.

    • Otóż właśnie, nie zapominajmy o ofiarowaniu cierpienia w jakiejś określonej intencji… Wtedy ma ono sens… Ale to nie jest wszystko takie proste… To zadanie dla bardzo odważnych… Ks. Jacek

  • Może przetłumaczę tamten wpis:
    "Gdy słyszę podobne skargi katolickich kapłanów w Rosji (a szczególnie ojca Andrzeja), zawsze mam ochotę powiedzieć, że sami są temu winni. Tak, mentalność Polaków i Rosjan jest różna. Trzeba umieć znajdować wspólny język z ludźmi. Jeśli przez 19 lat nie nauczyliście się znajdować wspólnego języka, to to wasze problemy. Szukajcie przyczyn w sobie. Nie wszystkich porzucają, gdy zapłacić im z góry. Nie na wszystkich rzucają się pijani. Rosjanie są dobrzy, ale trzeba przestrzegać zasad gry. Uczcie się."

    Autor wyczytał we wczorajszym wpisie skargę polskiego katolickiego ("obcego") kapłana na Rosjan. To, że robotnicy nie wrócili, to wina księdza, bo nie umiał znaleźć z nimi wspólnego języka. Od razu zrobiło się „narodowo”, „kulturowo”, „polsko-rosyjsko” 🙁 Tak, jakby obywatele Rosji czy Polski nie oszukiwali swoich rodaków (bo znają zasady gry, prawda?).
    Idąc tym tropem, gdy ktoś kogoś oszuka, to winny nie jest ten, kto oszuka, tylko oszukany, który powinien szukać przyczyn w sobie – okazał się frajerem/ignorantem/bucem/obcym/coś na pewno z nim jest nie tak, bo nasi ludzie są dobrzy! – i który nie przestrzega „zasad gry”.

    Odpowiedziałam, że nigdy bym nie odczytała tego wpisu w kategoriach narodowościowych, bo takie sytuacje zdarzają się wszędzie na świecie. Dodałam, że faktycznie komentarz o "jestem tu 15 lat i nikt…" nie był może fortunny, ale że ciekawe, czy gdyby autor mieszkał za granicą, to nigdy by nie pomyślał i nie powiedział nic złego o ludziach, których codziennie spotyka? Uważam, że to możliwe tylko, jeśli jest naprawdę świętym człowiekiem.

    Myślę, że nie warto drążyć tego tematu, a zamiast tego skupić się na dzisiejszym rozważaniu 🙂 (chyba że autor zechce coś dodać).
    Pozdrawiam! Asia

  • Ja również dziękuję za przetłumaczenie.

    Chciałam tylko dodać, że powinniśmy w modlitwie prosić gdy my już nie jesteśmy w stanie nic zrobić, albo jak nie możemy unieść cierpienia. Najpierw próbować samemu rozwiązać problem.

    Bóg nigdy nie jest głuchy na nasze potrzeby. Najważniejszym, niezbędnym elementem naszej modlitwy jest wiara.

    Pozdrawiam

  • Ja też bardzo dziękuję za przetłumaczenie tekstu. Zresztą – prosiłem o to. A jednocześnie – dziękuję Asi za stanowisko w tej sprawie. Nie chciałbym już niczego do tego dodawać. Chyba, że Ksiądz Marek… Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.