Miej miłosierdzie dla nas – i całego świata!

M

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Witam i pozdrawiam w Niedzielę Bożego Miłosierdzia. Zapraszam do głębszego wejścia w rozważanie tej wielkiej Tajemnicy. Na głębokie przeżywanie Dnia Pańskiego posyłam błogosławieństwo: Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
            Gaudium et spes!  Ks. Jacek

2 Niedziela
Wielkanocna, B,
do
czytań:  Dz 4,32–35;  1 J 5,1–6; 
J 20,19–31
Może nawet nieco
nieprawdopodobnym wydawać się obraz ukazany w Dziejach Apostolskich, obraz
entuzjazmu i miłości, jednoczącej pierwotny Kościół. Oto bowiem słyszymy, że jeden
duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących. Żaden nie nazywał swoim
tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne. Apostołowie z wielką mocą
świadczyli o Zmartwychwstaniu Pana Jezusa, a wszyscy mieli wielką łaskę.

Czy jest możliwy taki
idealny obraz wspólnoty zjednoczonej w imię jakiegoś najwyższego celu? Czy nie
jest to zbytnio ubarwione przez Autora biblijnego? Wierzymy, że tak właśnie
było, podobnie jak wierzymy we wszystko, co zapisane jest na kartach Pisma
Świętego. Entuzjazm młodego Kościoła był
tak wielki, zapał we wspólnej modlitwie i w głoszeniu Słowa był taki ogromny.
            Nic
dziwnego, wszyscy – co prawda – mieli za sobą przeżycia Wielkiego Piątku, ale już do wszystkich również dotarła świadomość
Zmartwychwstania,
dotarła głęboka radość z tego Faktu. Już w to uwierzyli,
spotkali Go, rozmawiali z Nim, spożyli kilka posiłków. Jezus naprawdę był z
nimi, On z nimi – jak przecież obiecał – pozostał, On dalej żyje!
To właśnie w Jego imię się
gromadzili, w Jego imię wzajemnie się spotykali, dzielili się tym, co mieli – a i tak wszystko mieli wspólne. Odszedł
strach i przygnębienie, udało im się przezwyciężyć to zatrwożenie pierwszych
dni. To zatrwożenie i przerażenie, które kazało im szczelnie zamykać drzwi
domu, w którym przebywali – z obawy przed Żydami i chyba w ogóle przed
wszystkimi, którzy mogliby ich zapytać, w
kogo wierzycie, w czyje imię się gromadzicie
. Owego pierwszego dnia
tygodnia jeszcze nie byli w stanie świadczyć o tym, o czym wieść powoli, ale
szeroko się rozchodziła. Wtedy jeszcze sami nie bardzo w to wierzyli, snuli domysły,
z niedowierzaniem przekazywali z ust do ust dziwną nowinę: Jezus żyje! Jezus naprawdę żyje!
             Jeden
czy drugi już Go widział, inny słysząc o tym, mówi twardo: Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę
śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej
do boku Jego, nie uwierzę.
Tak było owego pierwszego dnia tygodnia. A
po ośmiu dniach przybył Jezus i rozwiał wszystkie wątpliwości. Pozwolił się
ujrzeć, pozwolił się dotknąć, pozwolił nie tylko uwierzyć, ale przekonać się,
że On żyje. Owego ósmego dnia dokonał się wielki znak: Apostołowie już nie tylko usłyszeli, ale na własne oczy przekonali się,
że prawdą jest to wszystko, co w nieśmiałych stwierdzeniach wypowiadano od
tygodnia.
             I my, którzy przed tygodniem świętowaliśmy
niezwykły Fakt Zmartwychwstania, dzisiaj – po ośmiu dniach – przybywamy, aby dotknąć Jego ran, już nie z
takim tomaszowym niedowierzaniem, ale z ufnością,
że w tych ranach jest
nasze zbawienie, że jest w nich wielkie miłosierdzie dla nas i całego świata.
Razem ze Świętą Siostrą Faustyną Kowalską dotykamy dzisiaj ran Jego rąk, stóp,
a nade wszystko – rany Jego Serca, z
której wychodzą dwa promienie: biały i czerwony.
Właśnie w takiej postaci
ujrzała Go owa Święta, którą sam Chrystus uczynił Apostołką swojego Miłosierdzia
dla świata. Kim była Faustyna?
            Urodziła się 25 sierpnia 1905 roku, we wsi
Głogowiec, w ówczesnym województwie łódzkim,
jako trzecie z dziesięciorga
dzieci Marianny i Stanisława Kowalskich. Na chrzcie otrzymuje imię Helena.
Rodzina Kowalskich to rodzina uboga: ojciec jest stolarzem i gospodaruje na
dwunastu akrach ziemi, matka pomaga mężowi w pracach polowych. Helena przez niecałe trzy lata chodzi do
szkoły, a w dziewiątym roku życia przystępuje do Pierwszej Komunii Świętej,

którą głęboko przeżywa. Przez całe dzieciństwo odznacza się głęboką pobożnością,
wiele się modli. Już wtedy, w czasie nocnych czuwań, zdarza jej się widywać promienną jasność, która napełnia ja
radością.
Mając osiemnaście lat
pragnie wstąpić do klasztoru, ale spotyka się z kategorycznym sprzeciwem
rodziców: kto będzie pomagał w domu?
Pomoc Heleny jest niezbędna.
Wobec tego postanawia zagłuszyć w sobie
powołanie, chodzi na huczne potańcówki, ale kategoryczny głos Jezusa: „Dokąd Mnie będziesz zwodzić?!”, który
słyszy w sercu, zdaje się nie pozostawiać żadnych wątpliwości. Wbrew woli rodziców puka do furty klasztornej.
             Ale tu rozczarowanie – kolejne klasztory
odsyłają ją z niczym. Dopiero Siostry
Matki Bożej Miłosierdzia otwierają przed nią furtę,
a działo się to w
Warszawie, w sierpniu 1925 roku. Helena przyjmuje imię Faustyny. Przez trzynaście lat życia zakonnego Siostra
Faustyna – Helena Kowalska w wielu domach zgromadzenia, a najdłużej w Płocku, w
Wilnie i Krakowie, pełni obowiązki kucharki, ogrodniczki i furtianki. Kto wówczas mógł przypuszczać, że w szarzyźnie
zakonnej codzienności, rozwija się ukryte, wielkie życie mistyczne?
A tak się właśnie działo. Oto
bowiem 22 lutego 1931 roku, Siostra
Faustyna, przebywając w swej celi wieczorem, widzi Chrystusa Pana, który jedną
rękę wznosi do błogosławieństwa, drugą natomiast dotyka szaty na piersiach. Z
uchylenia szaty wychodzą dwa promienie: blady i czerwony. Słyszy ponadto słowa
Jezusa: „wymaluj obraz według rysunku,
który widzisz, z podpisem: „Jezu, ufam Tobie!” Pragnę, aby ten obraz czczono
najpierw w waszej kaplicy i na całym świecie. Obiecuję, że dusza, która czcić
będzie ten obraz, nie zginie. Obiecuję także, już tu na ziemi, zwycięstwo nad
nieprzyjaciółmi, a szczególnie w godzinę śmierci. Ja sam bronić ją będę jako
swej chwały.”
            Pomimo
wielkiej rezerwy, z jaką podchodziły do całej sprawy przełożone Siostry
Faustyny, z czasem powstaje Obraz Chrystusa
Miłosiernego.
Dzieje się to w Wilnie, gdzie Siostra Faustyna spotyka nowego
swojego spowiednika, dziś już Błogosławionego, Księdza Michała
Sopoćkę.
Po przełamaniu wahań i oporów, będzie on dzielnie wspierał Siostrę
w głoszeniu Orędzia Miłosierdzia.
I to właśnie on znajduje w
Wilnie malarza, Eugeniusza Kazimirowskiego,
który wykonuje obraz ściśle według wskazań Faustyny. Jednak ani ona, ani Ksiądz
Sopoćko, nie są zadowoleni z ostatecznego rezultatu. Ale Chrystus, na pytanie
Faustyny: „Kto Cię wymaluje tak pięknym,
jak jesteś?”,
odpowiada: „Nie w piękności
farby ani pędzla jest wielkość tego obrazu, ale w łasce Mojej”.
Zapytany o
promienie na obrazie, Jezus odpowiada: „Te
dwa
promienie oznaczają Krew
i wodę, blady promień oznacza wodę, która usprawiedliwia dusze, czerwony
promień oznacza Krew, która jest życiem dusz… Te dwa promienie wyszły z
wnętrzności Miłosierdzia mojego wówczas, gdy konające Serce moje zostało włócznią
otwarte na krzyżu. Te promienie osłaniają dusze przed zagniewaniem Ojca mojego.”
            Zakonne
lata Siostry Faustyny obfitują w objawienia, wizje, ukryte stygmaty, dar
bilokacji, czytanie w duszach, uczestnictwo w Męce Pańskiej, proroctwa. Zachowuje ona żywy kontakt z Bogiem, Matką
Najświętszą, aniołami, świętymi i duszami czyśćcowymi.
A przecież na
zewnątrz pozostaje skromną, ubogą, pełną pogody ducha, taką zwykłą – zdawałoby
się – zakonnicą. Umiera w Krakowie, 5
października 1938 roku, wyniszczona chorobą i innymi cierpieniami. Ma zaledwie
trzydzieści trzy lata.
Sława Jej świętości
rozszerza się wraz z rozszerzaniem się nabożeństwa ku czci Miłosierdzia Bożego
i w miarę łask wypraszanych przez Jej wstawiennictwo. Ojciec Święty Jan Paweł II, w dniu 18 kwietnia 1993 roku, ogłasza
Siostrę Faustynę Kowalską Błogosławioną,
a 30 kwietnia 2000 roku – Świętą. Wobec całego świata mówi o Jej
misji, a Jej misja to nic innego, jak przypomnienie odwiecznie znanej prawdy o Miłosierdziu Bożym i przekazaniu nowych form
jego kultu.
Pierwszą z tych form kultu jest
wspomniany już Obraz Jezusa
Miłosiernego.
Drugą – Święto Bożego
Miłosierdzia.
Jezus mówi do Faustyny: „Chcę,
aby ten obraz, który wymalujesz pędzlem, […] był uroczyście poświęcony w
pierwszą niedzielę po Wielkanocy, ta niedziela ma być świętem Miłosierdzia.”

Ponadto Jezus mówi: „Dusze giną mimo mojej
gorzkiej Męki. Daję im ostateczną deskę ratunku, to jest Święto Miłosierdzia mojego.
W tym dniu otwarte są wszystkie upusty Boże, przez które płyną łaski. Niech się
nie lęka zbliżyć do Mnie żadna dusza, chociażby grzechy jej były jak szkarłat.”

Pierwsze takie Święto ma miejsce w Wilnie, w Ostrej Bramie, przed Obrazem Matki
Bożej Miłosierdzia, w dniu 28 kwietnia 1935 roku, zaś dniu kanonizacji Siostry
Faustyny Jan Paweł II oficjalnie Święto to ogłasza w całym Kościele.
             Trzecią, kolejną formą tego kultu, jest Koronka. 13 września 1935 roku, w
Wilnie, Chrystus uczy Siostrę Faustynę Koronki, zalecając jej częste
odmawianie: „Jak wielkich łask udzielę
duszom, które odmawiać będą tę Koronkę. […] Póki czas, niech uciekają się do
źródła Miłosierdzia mojego, niech korzystają z Krwi i wody, która dla nich
wytrysnęła. […] Przez odmawianie tej Koronki podoba mi się dać wszystko, o co
Mnie prosić będą”.
            Czwartą,
kolejną formą kultu, jest Godzina
Miłosierdzia
– godzina śmierci Jezusa na krzyżu, trzecia po południu. Jak
mówi Jezus, „jest to godzina wielkiego
Miłosierdzia dla świata. O tej godzinie błagaj Miłosierdzia mojego, w tej godzinie
nie odmówię duszy niczego, która Mnie prosi przez Mękę moją.”
            Kult
Miłosierdzia Bożego, w tej właśnie formie, przekazanej przez Siostrę Faustynę,
bardzo szybko się rozszerza, zwłaszcza w czasie II wojny światowej. Ludzie
wówczas poszukują wręcz obrazków Jezusa
Miłosiernego,
umieszczają je na drzwiach mieszkań, żony i matki zaszywają ten obrazek w ubrania idących na
wojnę, a na szyi wieszają medalik z tym wizerunkiem.
W ten sposób kult
Miłosierdzia Bożego wychodzi poza granice Polski. Prymas Polski, Kardynał
August Hlond, nakazuje zbierać pamiątki
i wspomnienia po Siostrze Faustynie.
Do najcenniejszych niewątpliwie należy
„Dzienniczek”, który Siostra
prowadziła z polecenia Jezusa i spowiednika. To z niego dowiadujemy się o głębi
przeżyć mistycznych oraz o posłannictwie Jezusa, do niej skierowanym.
W ramach szybkiego
rozszerzania się  kultu, „Dzienniczek”
był rozchwytywany, czytany, przepisywany, tłumaczony na języki obce. A ponieważ
zawierał pewne stwierdzenia nowe, pewne wyjaśnienia, których dotąd nie było, nic
dziwnego, że do owych kopii i tłumaczeń
zaczęły się wkradać drobne pomyłki, a z czasem poważne błędy dogmatyczne.

Zaniepokojona tym Stolica Apostolska wydaje w dniu 6 marca 1959 roku Notyfikację, zabraniającą
rozszerzania się kultu w formie przekazanej przez Siostrę Faustynę.
Trzeba było podjąć wysiłek
zmierzający do wyjaśnienia jeszcze raz od początku wszystkich okoliczności, związanych
z samym kultem i Jego rozszerzaniem się. Wysiłki podjęte w tym kierunku
koordynował ówczesny Metropolita Krakowski,
Kardynał Karol Wojtyła.
Ostatecznie, w dniu 15 kwietnia 1978 roku,
Notyfikacja została zniesiona. I już bez żadnych przeszkód kult ten mógł się
rozszerzać, a Miłosierdzie Boże mogło być głoszone całemu światu.
            Obyśmy,
Kochani, jak najpełniej czerpali ze zdrojów Bożego Miłosierdzia. Obyśmy przez
całe życie nie zapomnieli o głębokim
przeżywaniu Święta Bożego Miłosierdzia, o serdecznym i gorliwym odmawianiu
Koronki, obyśmy z pełną wiarą i głębokim uwielbieniem wpatrywali się w Obraz
Chrystusa Miłosiernego,
który jest w każdym chyba naszym domu… Abyśmy
wreszcie pamiętali o Godzinie
Miłosierdzia
– niech o tej godzinie chociaż na chwilę nasza myśl pobiegnie
do Jezusa. Abyśmy jak najpełniej korzystali
z tej szansy,
jaką On sam nam daje. Abyśmy razem z Siostrą Faustyną
dotykając Jego ran, tak wyraźnie ukazanych na Obrazie, potrafili uwierzyć – uwierzyć
i powtórzyć za ewangelicznym Tomaszem: Pan mój i Bóg mój!
            Panie
Boże, Ojcze Miłosierdzia, ofiaruję Ci dzisiaj Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo
Najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa, na przebłaganie za
grzechy moje, za grzechy naszej Parafii, za grzechy tych, którzy ujrzeli, a nie uwierzyli; za grzechy
tych, którzy nie chcą lub nie potrafią się do Ciebie zwrócić.
Ojcze Przedwieczny, dla Jego bolesnej męki, dla bolesnej Męki
Twojego Syna, miej miłosierdzie dla nas,
dla naszych słabości, miej miłosierdzie dla tych,
którzy sieją niezgodę, intrygi i złość, dla tych, którzy sieją zniszczenie, wojnę,
śmierć – na całym świecie… Miej miłosierdzie dla wszystkich, którzy zabijają,
kradną, cudzołożną, przeklinają, kłamią, obmawiają. Wprowadź ich na drogę zbawienia!
Miej wreszcie miłosierdzie
i dla nas, dla naszych słabości, dla naszych grzechów – pomóż nam z nich
powstać. Miej miłosierdzie dla nas
wszystkich i całego świata!
                                                                          
Amen

6 komentarzy

  • Przepraszam, że ostatnio niewiele piszę, prawie wcale.
    Sytuacja w jakiej się znalazłam, nie dodaje mi sił nawet do pisania komentarzy, ale czytam co piszecie.

    Miłosierdzie , to nic innego jak odmiana miłości , poprzez którą miłujący kieruje się w stronę ludzkiej biedy , ku tym którzy są miłosierdzia godni. Miłosierdzie dotyczy ludzkiej biedy, pochyla się nad nią, bierze w niej udział. Ludzie którzy nie uważają się za biednych, nie chcą miłosierdzia , bo go nie potrzebują. ludzie odrzucający obecność grzechu , nie potrafia przyjąć daru przebaczającej milości.
    Miłosierdzie jest bólem nadziei. Jest powrót, jest światło w ciemnym tunelu, jest wyjście. Nie wszystko jest stracone. Jest jeszcze coś do uratowania.

    W naszym ludzkim patrzeniu, zredukowaliśmy miłosierdzie Boga do wymiaru przebaczenia za popelnione grzechy. A przecież miłosierdzie ogarnia całego Boga, jest wyrazem całej miłości, którą Bóg żywi do nas.

  • I jeszcze jedno: miłosierdzie Boga z pewnością nie jest znakiem Jego naiwności. Dobrze pisze o tym O. Dariusz Kowalczyk w ostatnim numerze "Idziemy". Miłosierdzie domaga się z naszej strony współpracy i odpowiedniej postawy. Ks. Jacek

  • W obronie św. "Niewiernego" Tomasza!
    Powszechny, pejoratywny przekaz dotyczący niewiary Tomasza w zmartwychwstanie Pana, obok czysto misyjno – edukacyjnej treści ("Czy uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli" (J 20, 24-29)) ma dla mnie przekaz paralelny, bardzo mi bliski. Nic w postawie Tomasza nie ma złego, a może inaczej – jest ona jak najbardziej normalna, oczywista. Tomasz jest tym, który "dokumentuje" zmartwychpowstanie Chrystusa, on je udowadnia wkładając w Jego rany palce! Prekursor "nauki" ;). Czyż postawa Tomasza nie jest niczym innym, jak uzupełnieniem ślepej wiary? Bezrozumnej, bezrefleksyjnej i dzięki temu jaskrawo modalnej i plastycznej? Wiem, sercem znamy Pana – ale czy Bóg Ojciec dał nam zmysły i rozum tylko po to, aby nas miały zwodzic? Mam w sobie dużo z Tomasza, każdy z nas ma, bo nie ma wśród wiernych nie wątpiących. Dlatego za papieżem Grzegorzem Wielkim powtórzę: "Więcej pomaga naszej wierze niewiara Tomasza, niż wiara apostołów". Dziękuję Tobie św. Tomaszu za materialne świadectwo Zmartwychpowstania Pana!

  • Zgadzam się! Także daleki jestem od krytykowania Tomasza. Ja myślę, że to określenie "niewierny" w odniesieniu do niego nie jest określeniem pejoratywnym. Zresztą, nie spotkałem się w komentarzach z negatywnym odniesieniem do Tomasza. A takie właśnie spojrzenie, jakie zaprezentował Robert, pojawia się częściej… Dziękuję za tę opinię! Ks. Jacek

    • "Zresztą, nie spotkałem się w komentarzach z negatywnym odniesieniem do Tomasza" – Tak, w opracowaniach i interpretacjach, ale w kazaniach zdarza się ustawiac to tak, jakby jego postawa była czymś "gorszym" od postawy "uwierzenia na słowo". Sam utrwalony przydomek "Niewierny" w powszechnym odbiorze jest jednak pejoratywny, czyż nie :)?

  • Owszem. To prawda, w niektórych kazaniach i ja to słyszałem. Dlatego warto o tych sprawach rozmawiać, warto przy naszych codziennych rozmowach i spotkaniach dotykać tematów biblijnych. I pogłębiać… pogłębiać… I poszerzać spojrzenie. Pozdrawiam! Ks. Jacek

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.