Pracuję nie ja – lecz łaska Boża ze mną…

P

Szczęść Boże! Moi Drodzy, dzisiaj Marek wraca na Syberię. Przybył 5 września, aby wziąć udział w Pielgrzymce do Ziemi Świętej. I właśnie za to wspólne pielgrzymowanie chciałbym Mu bardzo podziękować: za atmosferę, którą tworzył w Grupie, za codzienne Słowo Boże na Mszach Świętych i okolicznościowych nabożeństwach, za posługę konfesjonału na Pielgrzymce i w Parafii – w pierwszy piątek miesiąca. Życzę Mu – i o to się modlę – aby podróż na Syberię przebiegła szczęśliwie, a Jego codziennej posłudze już tam, na miejscu, towarzyszyła szczególna szczególna Boża pomoc i opieka. 
             Gaudium et spes!  Ks. Jacek

Wspomnienie
Św. Męczenników Andrzeja Kim Taegon, Kapłana,
Pawła Chong
Hasang i Towarzyszy,
do
czytań:  1 Kor 15,1–11;  Łk 7,36–50
CZYTANIE Z PIERWSZEGO LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO KORYNTIAN:
Przypominam,
bracia, Ewangelię, którą wam głosiłem, którą przyjęliście i w której też
trwacie. Przez nią również będziecie zbawieni, jeżeli ją zachowacie tak, jak
wam rozkazałem. Chyba żebyście uwierzyli na próżno. Przekazałem wam na początku
to, co przejąłem; że Chrystus umarł za nasze grzechy zgodnie z Pismem, że
został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia zgodnie z Pismem; i że
ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu, później zjawił się więcej niż pięciuset
braciom równocześnie; większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś pomarli. Potem
ukazał się Jakubowi, później wszystkim apostołom. W końcu już po wszystkich
ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi.
Jestem
bowiem najmniejszy ze wszystkich apostołów i niegodzien zwać się apostołem, bo
prześladowałem Kościół Boży. Lecz za łaską Boga jestem tym, czym jestem, a dana
mi łaska Jego nie okazała się daremną; przeciwnie, pracowałem więcej od nich
wszystkich, nie ja co prawda, lecz łaska Boża ze mną. Tak więc czy to ja, czy
inni, tak nauczamy i tak wyście uwierzyli.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:
Jeden
z faryzeuszów zaprosił Jezusa do siebie na posiłek. Wszedł więc do domu
faryzeusza i zajął miejsce za stołem. A oto kobieta, która prowadziła w mieście
życie grzeszne, dowiedziawszy się, że jest gościem w domu faryzeusza,
przyniosła flakonik alabastrowy olejku i stanąwszy z tyłu u nóg Jego, płacząc,
zaczęła oblewać Jego nogi łzami i włosami swej głowy je wycierać. Potem
całowała Jego stopy i namaszczała je olejkiem.
Widząc
to faryzeusz, który Go zaprosił, mówił sam do siebie: „Gdyby On był prorokiem,
wiedziałby, co za jedna i jaka jest ta kobieta, która się Go dotyka, że jest
grzesznicą”. Na to Jezus rzekł do niego: „Szymonie, muszę ci coś powiedzieć”.
On rzekł: „Powiedz, Nauczycielu”. 
„Pewien
wierzyciel miał dwóch dłużników. Jeden winien mu był pięćset denarów, a drugi
pięćdziesiąt. Gdy nie mieli z czego oddać, darował obydwom. Który więc z nich
będzie go bardziej miłował?” Szymon odpowiedział: „Sądzę, że ten, któremu
więcej darował”. 
On
mu rzekł: „Słusznie osądziłeś”. Potem zwrócił się do kobiety i rzekł Szymonowi:
„Widzisz tę kobietę? Wszedłem do twego domu, a nie podałeś Mi wody do nóg; ona
zaś łzami oblała Mi stopy i swymi włosami je otarła. Nie dałeś Mi pocałunku; a
ona, odkąd wszedłem, nie przestaje całować nóg moich. Głowy nie namaściłeś Mi
oliwą; ona zaś olejkiem namaściła moje nogi. Dlatego powiadam ci: Odpuszczone
są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. A ten, komu mało się
odpuszcza, mało miłuje”. 
Do niej zaś rzekł: „Twoje
grzechy są odpuszczone”. Na to współbiesiadnicy zaczęli mówić sami do siebie: „Któż
On jest, że nawet grzechy odpuszcza?” On zaś rzekł do kobiety: „Twoja wiara cię
ocaliła, idź w pokoju”.
Liturgia Kościoła dzisiaj
wspomina Świętych Męczenników Koreańskich. Otóż, wiarę w tym kraju – jako
pierwsi – zaszczepili świeccy
chrześcijanie w początku XVII wieku.
Dopiero w roku 1836 przybyli
misjonarze z Francji. Wybuchły wówczas krwawe prześladowania, w których stu trzech Męczenników oddało życie za
wiarę,
między nimi nasi dzisiejsi Patronowie: pierwszy Kapłan koreański,
Andrzej KimTaegon i wybitny Apostoł świecki, Paweł Chong Hasang.
I to właśnie Kapłan Paweł w
swojej ostatniej zachęcie do wiernych tak pisał z więzienia: „Umiłowani bracia
i przyjaciele! Zastanówcie się i rozważcie: Na
początku świata Bóg stworzył niebo, ziemię i w ogóle wszystko. Pomyślcie także,
dlaczego i w jaki sposób uczynił człowieka na obraz i podobieństwo swoje. 
Jeśli więc na tym świecie, pełnym niebezpieczeństw i utrapień, nie
dostrzeżemy i nie uznamy Boga – Stwórcy, na
nic się przyda nasze narodzenie, na nic nasze życie.
Skoro bowiem dzięki
Bożej łasce przyszliśmy na świat, dzięki łasce dostąpiliśmy Chrztu i weszliśmy
do Kościoła, i tak stawszy się uczniami Pana, nosimy zaszczytne Jego imię, to
przecież na cóż zda się imię pozbawione
tego, co oznacza?
Gdyby tak było, na próżno byśmy przyszli na świat, na
próżno należeli do Kościoła – owszem,
postawa tego rodzaju oznaczałaby zdradę Pana i Jego łaski.
Tymczasem lepiej
byłoby się nie narodzić, niż dostąpić łaski Pana i przeciw niej zgrzeszyć. 
Przyjrzyjcie się rolnikowi, który sieje ziarno na polu: w odpowiednim
czasie orze ziemię, uprawia i nie
zważając na uciążliwość pracy w promieniach słońca, pielęgnuje cenne ziarno.

Kiedy nadchodzi czas żniwa, gdy się pojawią nabrzmiałe ziarnem kłosy,
zapominając o pracy i trudzie, pełen szczęścia cieszy się i raduje. Kiedy zaś
kłosy są puste i nie ma nic jak tylko słoma i plewy, rolnik wspomina ciężar pracy i trudu. Tym
bardziej porzuca i zaniedbuje pole, im pilniej przedtem je uprawiał. 
W podobny sposób u Pana świat jest rolą; my, ludzie
– jakby ryżem, a łaska wilgocią.
On to dzięki Wcieleniu i Odkupieniu nawadnia nas Krwią
swoją, abyśmy mogli wzrastać i dojrzewać. W dniu Sądu, gdy przyjdzie czas zbiorów,
ten, kto dzięki łasce okaże się dojrzały
– jako przybrane dziecko Boże – radować się będzie Królestwem niebieskim;

kto zaś nie będzie dojrzały, stanie się jako nieprzyjaciel, i choć sam był już
przybranym dzieckiem, otrzyma sprawiedliwą karę na wieki.
Bracia najmilsi, to
wiedzcie, że Pan nasz, Jezus, przyszedłszy na świat, przecierpiał niezliczone
udręki. Przez swoją Mękę założył święty
Kościół i pomnaża go cierpieniem wiernych.
Choć moce tego świata uciskają
Kościół i zwalczają, to jednak nigdy nie
zdołają go pokonać!
Po Wniebowstąpieniu, od czasów apostolskich aż po dni
obecne, Kościół święty wszędzie wzrasta pośród ucisków.
Teraz zaś od pięćdziesięciu
lub sześćdziesięciu już lat, odkąd
święty Kościół zaczął istnieć w naszej Korei, wierni raz po raz znoszą ucisk,

a i dzisiaj również szaleje prześladowanie. Wielu braci w tej samej wierze,
pośród nich i ja, zostaliśmy wtrąceni do więzienia. Także i wy żyjecie pośrodku
prześladowań. Ponieważ wspólnie jedno ciało stanowimy, jakże się nie smucić tym
szczerze? Jakże nie odczuwać po ludzku
bólu z powodu rozdzielenia?
Jednakże, jak mówi Pismo,
Bóg troszczy się o najmniejszy włos na głowie, i to całą swoją wszechwiedzą.
Toteż czy można widzieć w tym prześladowaniu coś innego, jak rozkaz Pana, Jego
nagrodę lub wreszcie Jego karę? Postępujcie
zatem zgodnie z Bożą wolą, z całego serca walczcie pod wodzą Jezusa, niebiańskiego
Przewodnika, pokonujcie moce tego świata, zwyciężone już przez Chrystusa!

Proszę was, nie zaniedbujcie miłości braterskiej, ale pomagajcie sobie
wzajemnie. Wytrwajcie, dopóki Pan nie zmiłuje się nad nami i nie oddali
utrapień.
Jest nas tutaj dwudziestu,
i wszyscy – dzięki Bogu – trzymają się dobrze. Jeśli ktoś zostanie zabity, pamiętajcie, proszę was, o jego rodzinie.
Wiele mam jeszcze do powiedzenia, ale jakże to wyrazić na piśmie? Kończę więc
list. Ponieważ bliscy jesteśmy ostatecznej walki, dlatego proszę was, abyście postępowali zgodnie z zasadami
wiary,
tak abyśmy dostawszy się do nieba, wspólnie mogli sobie nawzajem
powinszować. Pozostawiam wam pocałunek miłości.” Tyle z listu Świętego Andrzeja
Kim Taegon.
Oto wspominamy dziś w
liturgii Kościoła ludzi, którzy bądź to od dzieciństwa, bądź od momentu, w
którym poznali Chrystusa i uwierzyli w Niego – trwali przy Nim niezachwianie aż do ostatniego momentu życia. Wiemy
jednak, że w Kościele jest także miejsce i dla tych, którzy byli Mu wręcz
wrodzy, ale odwrócili się od swego złego
postępowania i zapragnęli pełnej wspólnoty z Chrystusem.
Taką właśnie drogę przeszedł Święty Paweł, o czym sam z
pokorą mówi do Koryntian, a o czym my dzisiaj słyszymy w pierwszym czytaniu.
Taką też drogę przeszła jawnogrzesznica,
która – jak słyszeliśmy w Ewangelii – w geście uniżenia i w duchu szczerego
żalu za swoje przegrane życie, łzami
obmywała stopy Jezusa i namaszczała najdroższym olejkiem!
Dla takich ludzi
także jest miejsce w Kościele.
To nie oznacza bynajmniej akceptacji zła i grzechu – nie! Grzech
trzeba zawsze i bardzo zdecydowanie potępić i definitywnie odrzucić. Natomiast samego człowieka trzeba ratować, dając
mu drugą, trzecią – i kolejną szansę… Oto bowiem każdy ma szansę zbawienia i
nikt z tej możliwości nie jest wyłączony – chociaż
nie każdego stać na heroizm.
Heroizmu od nikogo nie można wymagać, to już
jest dar dany w sposób bardzo wolny – wprost z serca człowieka. Nie wszystkich
na taki dar stać.
Natomiast z pewnością wszystkich stać na świętość, podejmowaną w
codzienności i realizowaną za łaską Bożą.
Oto bowiem, każdy ma swoją własną drogę do zbawienia, swoją
własną drogę do świętości i zasadniczym błędem jest porównywanie jednej drogi
do drugiej, czy też sposobu życia jednego człowieka do sposobu życia drugiego.
Skoro więc sytuacja każdego jest inna i
każdy ma swoją osobistą relację z Bogiem,
przeto nie ma sensu przyglądanie
się komukolwiek i wyciąganie jakichkolwiek
wniosków – często bardzo pochopnych.
A nam to przychodzi tak bardzo łatwo.
Zresztą, nie tylko nam. Już
Szymon, gospodarz przyjęcia, o którym mowa w dzisiejszej Ewangelii, pokazuje, jak łatwo jest źle pomyśleć o drugim
człowieku, jak łatwo spojrzeć na innego wzrokiem kąśliwym, wzrokiem zawistnym

Bo on jest taki, a tamten jest owaki, ale na szczęście ja jestem sprawiedliwy i
prawy, dlatego ja mogę oceniać, ja mogę porównywać, ja mogę wypowiadać krytyczne
opinie… Nie, nikt nie może tak
postępować, bo bardzo można skrzywdzić drugiego.
Jeszcze raz podkreślmy: zło
należy potępić z całym zdecydowaniem, konkretne złe czyny trzeba nazwać po
imieniu i odrzucić, ale nigdy nie wolno
odrzucić człowieka, potępić, poniżyć, czy wypowiadać zbyt pospiesznych opinii.

To bowiem, co widzimy na zewnątrz, zwykle nie oddaje tego, co człowiek nosi w
sercu, a co zna tylko Bóg. Każdy bowiem – żeby to jeszcze raz powtórzyć – idzie
do zbawienia swoją jedyną,
niepowtarzalną, indywidualną drogą.
I Bogu niech będą dzięki za to, że tak
właśnie jest! Obyśmy umieli zawsze to dostrzec
– i docenić!
Mając zaś na uwadze te
właśnie sprawy, pomyślmy:
·       
Czy
dobrze zastanowię się, zanim wypowiem opinię o drugim człowieku?
·       
Czy
staram się zrozumieć drugiego i spojrzeć na daną sprawę lub problem z jego
perspektywy?
·       
Czy
umiem potępić zło – nie potępiając jednocześnie człowieka?
Lecz za łaską Boga jestem tym, czym
jestem, a dana mi łaska Jego nie okazała się daremną; przeciwnie, pracowałem
więcej od nich wszystkich, nie ja co prawda, lecz łaska Boża ze mną. Tak więc
czy to ja, czy inni, tak nauczamy i tak wyście uwierzyli.

12 komentarzy

  • Im mocniej kochamy, tym bardziej otwierają się drzwi tegoż miłowania. Pomysły i ich realizacja sypią się jak z rękawa. Podejmowanie trudnych sytuacji. Radowanie się zwycięstwami i wyciąganie wlaściwych wniosków z porażek.
    Doświadczenie, że kochamy i jesteśmy kochani to doświadczenie obejmujące wszystkie zakamarki człowieczeństwa. W miłości, gdy prawdziwą jest, kochać można tylko bardziej, głębiej, mocniej. Zrozumie to ten, dla kogo pięćset czy pięćdziesiąt denarów to dług, który chce się oddać, choć pojawia się problem, że nie ma z czego, a który w niespodziewany sposób zostaje nam podarowany.
    Bardzo konkretnym wymiarem owego odkrycia miłości, którą zostaliśmy obdarowani, to dostrzeżenie upadku – braku miłości. Im więcej w nas doświadczenia bycia obdarowanymi – przebaczono nam nasze winy, tym bardziej będziemy miłować.
    Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała.
    A ten, komu mało się odpuszcza, mało miłuje.

  • W tym kontekście przypominają się słowa, które kiedyś znalazłem na tym blogu, a które teraz lubię często cytować przy różnych okazjach: Kto chce, szuka sposobu. Kto nie chce – szuka powodu. Tylko zamiast "chce" trzeba wstawić "kocha". I wszystko pasuje, prawda? Pozdrawiam! Ks. Jacek

    • Przyznam, że jak pierwszy raz przeczytałam, to zdanie, to utkwiło mi głęboko w pamięci – i myślę, że już zostanie 🙂 Taka złota życiowa myśl, czasem trochę mobilizująca i tak często pasująca do naszej codzienności.
      Myślę, że jakby wstawić "kocha" zamiast "chce", to na pewno nie straci na swojej wartości.
      Pozdrawiam:)

  • "Jeszcze raz podkreślmy: zło należy potępić z całym zdecydowaniem, konkretne złe czyny trzeba nazwać po imieniu i odrzucić, ale nigdy nie wolno odrzucić człowieka, potępić, poniżyć, czy wypowiadać zbyt pospiesznych opinii." – tak, to prawda, ale zarazem ogromny dylemat, bo zło jest konkretne i personifikuje się poprzez konkretnych ludzi. BTW – te cytowane przez Księdza słowa, to nie przypadkiem "z Ani" :)?

    • Ha !
      Jestem z siebie dumna 😀

      '' Szukajcie a znajdziecie… ''

      Ks. jacku , Robercie

      Przejrzałam wszystkie wpisy – komentarze od Stycznia 2012, by dać Wam odpowiedź na Wasze pytanie :)))

      Znalazłam komentarz :))

      GoSzia2213 maja 2012 23:46
      "I aby ta nasza zwyczajna codzienność nigdy nie była szarą codziennością! Abyśmy nigdy nie dali się tak przykuć i przywiązać do tych spraw codziennych i często niełatwych, że stracimy entuzjazm wiary i radość życia. Dlatego tak bardzo potrzeba stałej świadomości, dla kogo żyjemy i po co, oraz tego przekonania, że Pan naprawdę wybrał nas sobie ze świata. I jeżeli spotykają nas przeciwności, to i Jego też spotykały, i Apostołów spotykały, i tylu Świętych również. A jednak – nigdy nie zgasiły one w nich ducha." Tak , to bardzo ważne i trudne jednocześnie. Jak dużo zależy od nas.

      " Jeśli ktoś chce, to szuka sposobu.
      Jeśli ktoś nie chce, to szuka powodu " – to zawsze wisiało u mnie w szkole w klasie od fizyki i tak mi pasuje do dzisiejszego rozważania.

      Pozdrawiam serdecznie 🙂 ''

      Uffff 🙂

    • upsss
      wkradła mi się .. nie wiem jak to nazwać literówka ? a może nieuwaga…
      mea culpa

      Najmocniej przepraszam, że napisałam ks. jacku
      Oczywiście miało być ks. Jacku ***

      Pozdrawiam

  • Nawiązując do rozważania…

    Zgadzam się, że każdy ma swoją drogę życiową, osobistą. I bardzo ważne jest by nikt, zwłaszcza na zakrętach, czy zejściu z dobrej drogi nie został sam w życiu. Tak łatwo przychodzi nam osądzanie innych…Często potępiamy, nic nie rozumiejąc. Każdy daną sytuację przeżyłby inaczej, dlatego tak ważne jest zrozumienie i pomoc. Zrozumienie, a nie potępienie. Pomoc w nawróceniu i rozwiązaniu problemu.
    Dobrej nocy

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.