Wacław – król pokorny i dobry!

W

Szczęść Boże! Witam i pozdrawiam serdecznie, raz jeszcze polecając Waszej uwadze wskazane we wczorajszym komentarzu dokumenty dotyczące Zamachu Smoleńskiego. Nawet w kontekście wczorajszej debaty sejmowej i porażającego cynizmu władzy, musimy znać prawdę!
           Gaudium et spes!  Ks. Jacek

Wspomnienie
Św. Wacława, Męczennika,
do
czytań:  Koh 3,1–11;  Łk 9,18–22
CZYTANIE Z KSIĘGI KOHELETA: 
Wszystko
ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem: Jest
czas rodzenia i czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono,
czas zabijania i czas leczenia, czas burzenia i czas budowania, czas płaczu i
czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsów, czas rzucania kamieniami i czas
ich zbierania, czas pieszczot i czas wstrzymywania się od nich, czas szukania i
czas tracenia, czas zachowania i czas wyrzucania, czas rozdzierania i czas
zszywania, czas milczenia i czas mówienia, czas miłowania i czas nienawiści,
czas wojny i czas pokoju. Cóż przyjdzie pracującemu z trudu, jaki sobie zadaje?
Przyjrzałem się pracy, jaką Bóg obarczył ludzi, by się nią trudzili. Uczynił
wszystko pięknie w swoim czasie, dał im nawet wyobrażenie o dziejach świata,
tak jednak, że nie pojmie człowiek dzieł, jakich Bóg dokonuje od początku aż do
końca.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA: 
Gdy
raz Jezus modlił się na osobności, a byli z Nim uczniowie, zwrócił się do nich
z zapytaniem: „Za kogo uważają Mnie tłumy?” Oni odpowiedzieli: „Za Jana
Chrzciciela; inni za Eliasza; jeszcze inni mówią, że któryś z dawnych proroków
zmartwychwstał”. Zapytał ich: „A wy za kogo Mnie uważacie?”
Piotr odpowiedział: „Za
Mesjasza Bożego”. Wtedy surowo im przykazał i napomniał ich, żeby nikomu o tym
nie mówili. I dodał: „Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony
przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego
dnia zmartwychwstanie”.
Patron dnia dzisiejszego, Wacław,
urodził się około 907 roku.
Otrzymał chrześcijańskie wychowanie. Około roku
925 objął panowanie w Czechach. Z
wielkim trudem utwierdzał wiarę w kraju.
W roku 935 został zamordowany na polecenie swojego brata,
Bolesława. Od razu uznano go za Męczennika. Jest głównym Patronem Czech.
A oto w jaki sposób –
według pięknej, starosłowiańskiej opowieści – nasz Patron złożył ofiarę ze
swego życia: „Po śmierci Wratysława Czesi wybrali jego syna Wacława na następcę.
Był on – dzięki łasce Bożej – wzorem w
wyznawaniu wiary. Wspierał wszystkich ubogich, nagich odziewał, łaknących
żywił, podróżnych przyjmował – zgodnie z nakazami Ewangelii.
Nie dozwalał
wyrządzać krzywdy wdowom, miłował wszystkich ludzi, biednych i bogatych. Wspomagał
sługi Boże, uposażał kościoły.
Niektórzy jednak Czesi zbuntowali się i podburzyli młodszego brata
Bolesława,
mówiąc: „Brat Wacław pragnie cię zabić, spiskuje z matką i swymi
ludźmi”.
Kiedy się odbywały
uroczystości poświęcenia kościołów w różnych miastach, Wacław odwiedzał wszystkie te miejscowości. W niedzielę, w
uroczystość Kosmy i Damiana, przybył do miasta Bolesława. Po wysłuchaniu Mszy
Świętej zamierzał powrócić do Pragi. Bolesław jednak, zamierzając dokonać zbrodni, zatrzymał go słowami: „Dlaczego chcesz
odejść, bracie?” Nazajutrz rano zadzwoniono na jutrznię. Usłyszawszy głos
dzwonów, Wacław powiedział: „Bądź
pochwalony, Panie, który dozwoliłeś mi żyć aż do dzisiejszego poranka”.

Wstał i udał się na modlitwę poranną.
Zaraz potem Bolesław
przystąpił doń u drzwi. Wacław zobaczył go i rzekł: „Bracie, dobrym byłeś dla
nas wczoraj”. Szatan jednak podszepnął
Bolesławowi, uczynił przewrotnym jego serce,
tak iż wyciągnąwszy miecz,
odezwał się: „Teraz pragnę być jeszcze lepszym”. To powiedziawszy, uderzył go mieczem w głowę.
Wacław, zwróciwszy się do
niego, rzekł: „Co czynisz, bracie?” Pochwyciwszy go, rzucił na ziemię.
Tymczasem podbiegł jeden ze wspólników Bolesława i ciął Wacława w rękę. Ten
porzuciwszy brata, ze zranioną ręką uszedł do kościoła. W drzwiach kościoła zabili go dwaj zamachowcy. Trzeci przybiegłszy,
przebił mu bok. Wówczas Wacław oddał ostatnie tchnienie z tymi słowami: „W ręce Twoje, Panie, oddaję ducha mego”.
Tyle z pięknej starosłowiańskiej opowieści.
Całym swoim życiem – życiem
pięknym, nacechowanym dobrocią i hojnością wobec ubogich i potrzebujących – Wacław odpowiadał na pytanie, za kogo uważa
Jezusa.
A najmocniej wybrzmiała ta jego odpowiedź, kiedy – podobnie jak
Jezus – niewinnie oddał życie. Dla
Wacława bowiem przyszedł taki czas – żeby posłużyć się stwierdzeniami Koheleta
z pierwszego czytania – kiedy musiał dać ostateczne
świadectwo swojej wierze.
Ale i wcześniej, kiedy był w jego życiu czas
panowania, czas pracy i czas modlitwy, czas radości, ale też czas codziennych
trosk i zmartwień – w każdym czasie
swego życia Wacław wierny był Chrystusowi
i dawał o Nim radosne świadectwo.
            Staje
się on w ten sposób dla nas wzorem i zachętą do tego, abyśmy w każdym czasie i w tak przeróżnych
realiach naszej codzienności byli Chrystusowi wierni.
Abyśmy nie tylko
wtedy, kiedy przychodzi to łatwo, albo kiedy wszystko układa się pomyślnie i
nic to nas nie kosztuje, ale także kiedy
trzeba stanąć wbrew opinii całego świata
– abyśmy w każdych okolicznościach dawali świadectwo Chrystusowi!
Zarówno w czasie
świątecznym, kiedy ubieramy się odświętnie i maszerujemy na Pasterkę czy
Rezurekcję, jak i wtedy, gdy trzeba w pracy lub w szkole spojrzeć w oczy koleżance czy koledze i zaprzeczyć ich niemądrym stwierdzeniom,
dotyczącym wiary lub Kościoła. I nie obawiać się przy tym, że się – mówiąc kolokwialnie
– podpadnie całemu otoczeniu. To jest właśnie prawdziwe świadectwo wiary, szczególnie autentyczne i prawdziwe, kiedy
kosztuje
… Kiedy dużo kosztuje… Święty Wacław przekonuje nas, że tak można – i że tak warto żyć,
radośnie świadcząc o Chrystusie.
Mając na względzie te
refleksje, odpowiedzmy sobie w sercu:
·       
Czy
nie rezygnuję z zasad wiary, kiedy przestaje mi się to opłacać, albo trochę
więcej mnie to kosztuje?
·       
Czy
mam odwagę sprzeciwić się fałszywej opinii w sprawach wiary – nawet, jeżeli
jest to opinia większości?
·       
Czy
potrafię świadczyć o swojej wierze w sposób radosny?
Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć:
będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie
zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie

2 komentarze

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.