My wierzymy w Chrystusa – Zwycięzcę!

M

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Kochani, dziękuję za wczorajszą wymianę zdań. Chociaż dobrze byłoby, gdybyście zechcieli jeszcze się do tej ważnej sprawy odnieść. 
    A oto dzisiaj już trzecia Niedziela Wielkanocy… Na jej przeżywanie przesyłam kapłańskie błogosławieństwo: Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
              Gaudium et spes!  Ks. Jacek

3
Niedziela Wielkanocy, C,
do
czytań: Dz 5,27b–32.40b–41; Ap 5,11–14; J 21,1–19
CZYTANIE
Z DZIEJÓW APOSTOLSKICH:
Arcykapłan
zapytał Apostołów: „Zakazaliśmy wam surowo, abyście nie
nauczali w to imię, a oto napełniliście Jerozolimę waszą nauką
i chcecie ściągnąć na nas krew tego Człowieka?” Odpowiedział
Piotr i Apostołowie: „Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi.
Bóg naszych ojców wskrzesił Jezusa, którego straciliście,
przybiwszy do krzyża. Bóg wywyższył Go na prawicę swoją jako
Władcę i Zbawiciela, aby dać Izraelowi nawrócenie i odpuszczenie
grzechów. Dajemy temu świadectwo my właśnie oraz Duch Święty,
którego Bóg udzielił tym, którzy są Mu posłuszni”. I
zabronili Apostołom przemawiać w imię Jezusa, a potem zwolnili. A
oni odchodzili sprzed Sanhedrynu i cieszyli się, że stali się
godni cierpieć dla imienia Jezusa.
CZYTANIE
Z KSIĘGI APOKALIPSY ŚWIĘTEGO JANA APOSTOŁA:
Ja,
Jan, ujrzałem i usłyszałem głos wielu aniołów dokoła tronu i
Zwierząt, i Starców, a liczba ich była miriady miriad i tysiące
tysięcy, mówiących głosem donośnym: „Baranek zabity jest
godzien wziąć potęgę i bogactwo, i mądrość, i moc, i cześć,
i chwałę, i błogosławieństwo”. A wszelkie stworzenie, które
jest w niebie i na ziemi, i pod ziemią, i na morzu, i wszystko, co w
nich przebywa, usłyszałem, jak mówiło: „Siedzącemu na tronie i
Barankowi błogosławieństwo i cześć, i chwała, i moc na wieki
wieków”. A czworo Zwierząt mówiło: „Amen”. Starcy zaś
upadli i oddali pokłon.
SŁOWA
EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:
Jezus
ukazał się znowu nad Morzem Tyberiadzkim. A ukazał się w ten
sposób: Byli razem Szymon Piotr, Tomasz, zwany Didymos, Natanael z
Kany Galilejskiej, synowie Zebedeusza oraz dwaj inni z Jego uczniów.
Szymon Piotr powiedział do nich: „Idę łowić ryby”.
Odpowiedzieli mu: „Idziemy i my z tobą”. Wyszli więc i wsiedli
do łodzi, ale tej nocy nic nie złowili.
A
gdy ranek zaświtał, Jezus stanął na brzegu. Jednakże uczniowie
nie wiedzieli, że to był Jezus. A Jezus rzekł do nich: „Dzieci,
czy nie macie nic do jedzenia?” Odpowiedzieli Mu: „Nie”. On
rzekł do nich: „Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a
znajdziecie”. Zarzucili więc i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej
wyciągnąć. Powiedział więc do Piotra ów uczeń, którego Jezus
miłował: „To jest Pan!” Szymon Piotr usłyszawszy, że to jest
Pan, przywdział na siebie wierzchnią szatę, był bowiem prawie
nagi, i rzucił się w morze. Reszta uczniów dobiła łodzią,
ciągnąc za sobą sieć z rybami. Od brzegu bowiem nie było daleko,
tylko około dwunastu łokci.
A
kiedy zeszli na ląd, ujrzeli żarzące się na ziemi węgle, a na
nich ułożoną rybę oraz chleb. Rzekł do nich Jezus: „Przynieście
jeszcze ryb, któreście teraz ułowili”. Poszedł Szymon Piotr i
wyciągnął na brzeg sieć pełną wielkich ryb w liczbie stu
pięćdziesięciu trzech. A pomimo tak wielkiej ilości sieć się
nie rozerwała. Rzekł do nich Jezus: „Chodźcie, posilcie się!”
Żaden z uczniów nie odważył się zadać Mu pytania: „Kto Ty
jesteś?”, bo wiedzieli, że to jest Pan. A Jezus przyszedł, wziął
chleb i podał im, podobnie i rybę.
To
już trzeci raz, jak Jezus ukazał się uczniom od chwili, gdy
zmartwychwstał.
A
gdy spożyli śniadanie, rzekł Jezus do Szymona Piotra: „Szymonie,
synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?” Odpowiedział
Mu: „Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham”. Rzekł do niego:
„Paś baranki moje”. I powtórnie powiedział do niego:
„Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie?” Odparł Mu: „Tak,
Panie, Ty wiesz, że Cię kocham”. Rzekł do niego: „Paś owce
moje”. Powiedział mu po raz trzeci: „Szymonie, synu Jana, czy
kochasz Mnie?” Zasmucił się Piotr, że mu po raz trzeci
powiedział: „Czy kochasz Mnie?” I rzekł do Niego: „Panie, Ty
wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham”. Rzekł do niego Jezus:
„Paś owce moje. Zaprawdę, zaprawdę powiadam Ci: Gdy byłeś
młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale
gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i
poprowadzi, dokąd nie chcesz”. To powiedział, aby zaznaczyć,
jaką śmiercią uwielbi Boga. A wypowiedziawszy to rzekł do niego:
„Pójdź za Mną!”
Cóż mieli robić
uczniowie Jezusa, kiedy stało się to, co się stało? Kiedy ich
Mistrz w tak strasznych okolicznościach został zabity, oni – jak
twierdzą niektórzy komentatorzy dzisiejszej Ewangelii – po prostu
powrócili do swoich poprzednich zajęć. Byli rybakami –
powrócili więc do swego poprzedniego fachu. Skończyła się
przygoda z Jezusem! Owszem – przygoda wielka i zachwycająca,
owocująca nieraz chwilami wielkiego wzruszenia, ale to już
rozdział zakończony. Jezus nie żyje
– a tu żyć trzeba, coś
trzeba robić. Dlatego Piotr, a za nim i inni, poszli łowić ryby.
Jak
zaowocował połów – to usłyszeliśmy. Po całej nocy nic nie
udało się ułowić. Kiedy jednak noc minęła, nad ranem utrudzeni
rybacy zobaczyli na brzegu człowieka. Jakiegoś człowieka,
którego na początku nie poznali. Jego zastanawiająca prośba, z
którą zwrócił się do rybaków, jeszcze nie otworzyła ich oczu.
Dopiero zaskakujący i absolutnie niezwykły połów spowodował, że
uczniowie rozpoznali swego Mistrza. A Ten zaprosił ich na
śniadanie.
Dzisiaj
powiedzielibyśmy, że było to swoiste śniadanie wielkanocne.
Przecież bowiem były to pierwsze spotkania po Zmartwychwstaniu
Pana, już w innej zupełnie atmosferze, w innym kontekście, niż
dotychczas, zanim się wszystko stało. I co jest tu bardzo
ciekawe: Jezus zapraszając uczniów na śniadanie, już sam
przygotował pieczoną rybę
, a uczniom kazał jedynie dołożyć
ryb, które ułowili i to w dodatku – co koniecznie trzeba zauważyć
ułowili z Jego pomocą, dzięki Jego zaangażowaniu się
w sprawę. To wszystko pokazuje bardzo jasno i zdecydowanie, że bez
Jezusa człowiek nie może uczynić nic
. Nic dobrego!
Jezus
po to zmartwychwstał, aby pomóc człowiekowi, aby nauczyć go
zmartwychwstawać, aby nauczyć go pokonywać zło i grzech, aby mu
błogosławić. Ważnym jest, aby człowiek wszedł w tę współpracę.
Ważnym jest, aby człowiek zarzucił tam sieci, gdzie wskaże
Jezus
, aby nie polegał tylko na swoich umiejętnościach.
I aby nie tracił nadziei, jak wydaje się, że uczniowie stracili
po
Śmierci Jezusa, a zanim jeszcze
przekonali się o Jego Zmartwychwstaniu.
To
pokazanie się Jezusa i wyraźny znak, którego Jezus dokonał,
nadzieję uczniom przywróciły. Ale nie wystarczył tylko znak
połowu ryb, znak rozpalonego ogniska. Jezus chciał czegoś
więcej.
Jezus chciał, aby pewne ważne sprawy zostały wyrażone
wprost, nie tylko w sposób symboliczny. I dlatego to właśnie
Piotr słyszy trzykrotne pytanie o to, czy prawdziwie miłuje
Jezusa.
Ten, który trzy razy się zaparł, teraz trzy razy
zapewnia, że kocha. Już nie mówi, że na pewno umrze za Jezusa.
Już nie twierdzi, że na pewno zda egzamin z wierności. To,
co się stało w Wielki Piątek, nauczyło go bardzo wiele.
Myślę,
że tak, jak w przypadku połowu ryb, kiedy Apostołowie przekonali
się, że bez Jezusa, bez Jego pomocy nie są w stanie uczynić
nic dobrego,
tak teraz Piotr raz jeszcze uświadomił sobie, że
bez Jezusa, bez Jego pomocy – nie jest w stanie nawet zapewnić,
że Jezusa kocha i będzie Mu wierny!
Kiedy bowiem był tego tak
bardzo pewny i kiedy tak bardzo zapewniał, polegając tylko na sobie
i na swoich ludzkich siłach, to wiemy, czym się to skończyło.
Piotr przekonał się, a my razem z nim, że nawet po to, aby móc
Jezusa kochać i aby okazać Mu miłość – potrzeba Jego łaski.

To
znaczy – potrzeba też dobrej woli człowieka, bo bez niej Bóg nic
na siłę nie uczyni. Ale ta dobra wola musi być wsparta Bożą
pomocą, musi być wsparta mocą Jezusa. Piotr trzykrotnie
zapewnia o swojej miłości
– chociaż może trochę trwożliwie
i niepewnie, chce jednak przynajmniej szczerze wyrazić, że kocha
Jezusa i chce być Mu wierny. Jezus przyjmuje zapewnienie Piotra
i tym razem nie stwierdza – jak poprzednio – że nic z tego nie
będzie, że Piotr na pewno się zaprze, ale wręcz przeciwnie: Jezus
powierza Piotrowi bardzo ważne zadanie: Paś owce moje, Paś
baranki moje!
Zauważmy
– Jezus nie czyni Piotra właścicielem Owczarni. Paś owce
MOJE, Paś baranki MOJE
A zatem – bądź moim
współpracownikiem! Sam niczego nie zwojujesz! Razem ze Mną
opiekuj się Owczarnią. Wiemy dobrze, że Piotr wywiązał się z
tego zadania. Można by nawet chyba zaryzykować stwierdzenie, że
potrzebne były wydarzenia Wielkiego Piątku, może potrzebne
było to doświadczenie słabości Piotra, aby teraz całą swoją
posługę oparł tylko na Jezusie, nie na sobie. I aby
mógł – w pełni przekonania – powiedzieć, jak słyszeliśmy w
pierwszym czytaniu: Trzeba najpierw słuchać Boga niż ludzi.
Bóg naszych ojców wskrzesił Jezusa […] Dajemy temu świadectwo my właśnie oraz Duch Święty,
którego Bóg udzielił tym, którzy są Mu posłuszni
.
Właśnie
być posłusznym Bogu! Współpracować z Jezusem. Niczego
nie czynić poza Jezusem, ani tym bardziej – wbrew Niemu! To
dzięki temu Apostołowie okazywali się tak bardzo odważni, nawet w
obliczu prześladowań ze strony arcykapłana i Sanhedrynu.
Kochani,
kiedy tak słuchamy tego pouczenia Jezusa, jakie płynie z
dzisiejszej Liturgii Słowa, to widzimy wiele podobieństw tej
sytuacji do naszej życiowej sytuacji. My przecież wszyscy jesteśmy
ludźmi wierzącymi. I to nierzadko – bardzo głęboko
wierzącymi. Ale i na nas przychodzą takie momenty, jak na
Apostołów, że ogarnia nas zwątpienie: czy Jezus jest w stanie
mi pomóc?
Czy jednak nie powinienem bardziej liczyć na siebie?
Jezus – Jezusem, wiara – wiarą, ale jak sobie sam ryb nie
nałowię, to będę siedział głodny.
Tak najkrócej moglibyśmy
scharakteryzować to stanowisko, jakie wielu z nas zajmuje.
I
– z jednej strony – to oczywiste, że mamy sami wziąć się za
połów, mamy sami brać swój los w swoje ręce. Ale też nie
możemy zapomnieć, że gdzieś w pobliżu, gdzieś na brzegu jeziora
stoi tajemnicza Postać, która przygląda się tym naszym wysiłkom
i w każdej chwili gotowa jest pomóc. To Osoba Jezusa! Tylko
trzeba zarzucić sieci tam, gdzie On wskaże, nawet jeżeli już w
tym miejscu łowiło się tysiąc razy. To znaczy: trzeba wypełnić
Jego wolę, Jego wskazanie, nawet jeżeli wydawało się, że tak
czyniliśmy.
Może trzeba jeszcze raz, może z większą wiarą…

A
Jezus czeka już z rozpalonym ogniskiem, czeka już ze swoim
pokarmem, czeka ze swoją łaską. On sam część pracy wykonał,
ale sam nie zrobi wszystkiego. Chce, abyśmy i my dołożyli ryb,
które ułowiliśmy z Jego pomocą, to znaczy chce, abyśmy się
włączyli we współpracę. Abyśmy dali z siebie tyle
zaangażowania, ile tylko dać możemy. Abyśmy brali swój los w
swoje ręce
– tak, jak to na co dzień czynimy – ale też
abyśmy nie liczyli wyłącznie na siebie. Nie po to bowiem
Jezus umarł i zmartwychwstał, aby teraz człowiek był skazany
wyłącznie na siebie
, aby nie miał na kogo liczyć, aby
sam musiał w życiu wszystko wykonywać, sam o wszystko zadbać.
Jezus
chce pomóc, ale oczekuje – tak jak od Piotra – bardzo jasnego i
zdecydowanego określenia: Czy wierzę w Niego? Czy
Go kocham? Czy jestem w stanie Mu zaufać?
Czy potrafię poprosić
Go o pomoc, czy jestem na tyle uparty, aby tylko na siebie liczyć i
tylko na sobie polegać? Czy potrafię, tak jak Piotr, powiedzieć
sobie, ale też nie tylko sobie, że bardziej trzeba słuchać
Boga niż ludzi?
Bardziej trzeba słuchać Boga, niż mędrców
ze szklanego ekranu
? Bardziej trzeba słuchać Boga: w Jego
nauczaniu, w Bożym Słowie, w konfesjonale, na modlitwie – aniżeli
„nieomylnych” ekspertów od wszystkiego, piszących
na łamach rozlicznych gazet? Czy potrafię za Piotrem powtórzyć te
słowa, a nie tylko powtórzyć, ale i w nie uwierzyć – i
potwierdzić to swoimi czynami?
Kochani!
Trzeba, abyśmy mocno wzięli sobie do serca tę prawdę, którą tak
bardzo jasno wyraża dzisiejsza Liturgia Słowa: bez Jezusa nie
uczynimy w życiu nic dobrego!
Bez Jezusa życie traci sens, a
wszelkie wysiłki, które podejmujemy, są sztuką dla sztuki i tylko
mogą do końca wymęczyć, mogą odebrać chęć do życia i do
dalszej pracy, ale na pewno nie dają satysfakcji ani trwałych
owoców.
Dlatego
powróćmy do przeżyć Wielkiej Nocy, do przeżyć Niedzielnego
Poranka
. Niech światło, które rozproszyło mroki tej nocy,
rozjaśni także mroki naszej duszy, niech wypędzi z serca wszelki
smutek i pesymizm. Niech Jezus, który ukazał się dzisiaj Apostołom
w blasku poranka, po całej męczącej i bezowocnej nocy – niech
czyni w naszych sercach ciągły poranek, ciągłą jasność,
niech wlewa tam zapał, radość i nadzieję, pokój i optymizm.

A od nas zależy, abyśmy zauważyli, że Jezus tak naprawdę jest
bardzo blisko – i abyśmy odważyli się poprosić Go o pomoc.
Nie
traćmy ufności w Jezusa! Nie dajmy sobie wmówić, że Jezus
umarł i przegrał.
To prawda, że nikt nam tego w taki sposób
nie powie wprost. Ale wielu tak żyje, jakby Jezus i Jego
Ewangelia była tylko bajką
, owszem – wzruszającą – ale
jednak tylko bajką, legendą, jakimś przekazem, jakimś wierzeniem.
Nie dajmy sobie wmówić, że przygoda z Jezusem w naszym życiu
skończyła się – na Pierwszej Komunii, albo na Bierzmowaniu.
Przygoda z Jezusem w naszym życiu nigdy nie może się skończyć.
On sam na to nie pozwoli. Ale i my musimy tego chcieć, aby trwała,
aby Jezus był dla nas tym Jezusem, który jednak zmartwychwstał
i żyje, i działa, i konkretnie przemienia rzeczywistość
,
i ma coś do powiedzenia w naszych sprawach, i wie, gdzie najlepiej
zarzucić sieci…
My
w takiego Jezusa wierzymy! W Jezusa żywego i prawdziwego, w
Jezusa – Osobę, w Jezusa – Miłość, w Jezusa – wcielone
Słowo. Nie w Jezusa z obrazka, nie w Jezusa z pięknych opowiadań,
nie w Jezusa z pięknych malowideł, czy wzruszających wierszyków,
nie w Jezusa, który już tak nie pasuje do rzeczywistości,
że jedynie dzieciom można o Nim opowiadać, a dorosłym głowy nie
ma co zawracać! Nie w takiego Jezusa wierzymy! Taki Jezus byłby
rzeczywiście tylko „Jezusem obrazkowym”, bajkowym. A
my wierzymy w Jezusa – Zwycięzcę.
W
Tego, któremu – ja pisze Jan w Apokalipsie, w drugim czytaniu –
cześć oddaje wszelkie stworzenie na ziemi i wszystkie byty
niebiańskie. I my, całym życiem i każdą naszą konkretną
decyzją, każdym naszym konkretnym wyborem dobra, chcemy także tę
chwałę głosić i pomnażać: Siedzącemu na tronie i
Barankowi – błogosławieństwo i cześć, i chwała, i moc na
wieki wieków.

3 komentarze

  • No, piękna ta księdza homilia… Amen. Niech tak się stanie. Musimy nie tylko Boga prosić o pomoc w każdej sprawie, ale i dziękować za każde dobro które jest naszym udziałem i wielbić Boga w Trójcy Jedynego za wszystko co nas otacza i ciągle uczyć się wdzięczności Bogu za doświadczenia, przeciwności, choroby bo i one prowadzą nas do Prawdy, do Miłości, do całkowitego zjednoczenia z Panem.

  • Amen.
    Myślę o tym, że mam możliwość sluchać Słowa Bożego, czytać Go Najświętego Słowa… Teraz mam możliwość czytać tę piękną Księdza homilię tutaj na błogu…
    Księżę Jacku! Dziękuję bardzo!..
    I ta możliwość jest darem od Pana – codziennie przyjmować Słowa Bożego, św.Komunii, Go Miłości.
    Każdego dnia swego życia sercem mówić do Pana Boga – Kocham Cię!
    Słuchać Głos Pana w swoim sercu, odpowiedzieć Bogu na Go pytania – Kocham Cię!
    W każdej chwili swego zycia przeżywać spotkanie z Jezusem i powiedzieć wszystkim sercem Panu – Kocham Cię! I oddać się na Go wolę. I natychmiast działać w sposób zdecydowany, jak Pan zechce. I dziękować Boga za wszystko.

    Pozdrawiam serdecznie.
    Z modlitwą

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.