Jan nie udawał Mesjasza…

J
Szczęść Boże! Moi Drodzy, wczoraj w Celestynowie odbył się wspaniały Parafialny Piknik Rodzinny. Chociaż – jak wspominałem – rano był deszcz i szaruga, to jednak od godzin przedpołudniowych zaczęło się „przecierać” i już potem było bardzo pięknie. Cała impreza przebiegła sprawnie i stała się czytelnym świadectwem, jak można radośnie wyznawać wiarę także śpiewem i zabawą! Wszystko zakończyło się Mszą Świętą o godzinie 20.00, sprawowaną z asystą naszej Służby Liturgicznej i bardzo liczną asystą… komarów! Bogu niech będą dzięki za to wspaniałe dzieło!
    Kochani, we wczorajszych Waszych wpisach pojawił się temat, który już od jakiegoś czasu bardzo mnie boli: sprawa wykładów z ideologii gender na KUL. Jestem – jak wiecie – absolwentem tej Uczelni, tam robiłem doktorat, tam też przez cztery lata prowadziłem ćwiczenia do wykładu z prawa Sakramentów Świętych, na Wydziale Prawa, Prawa Kanonicznego i Administracji. W sumie, byłem na KUL przez siedem lat, zżyłem się z tą Uczelnią, ze Studentami i z moimi Współpracownikami. 
    A ponieważ takie wówczas były odgórne ustalenia – nie wiem, czyje i skąd wynikające – że przed obroną doktoratu nie było szansy zatrudnienia na stały etat, tylko na umowę o dzieło, przeto na takiej zasadzie te swoje zajęcia prowadziłem, z każdym rokiem na coraz gorszych warunkach finansowych. Nie zważałem jednak na to, bo perspektywa stałego zatrudnienia i związania się z Uczelnią była niemal pewna. Jak się okazało, po obronie doktoratu dowiedziałem się od mojego Promotora przez telefon, że nic z tego nie będzie. 
     Okoliczności tej decyzji do dziś nie są dla mnie jasne, choć oficjalne motywy jakieś tam były mi podane. Wiem tylko, że w jednym momencie zostałem „na lodzie”, z mieszkaniem w Lublinie, które było zakupione przez Rodziców właśnie po to, abym – pracując na KUL – nie musiał dojeżdżać. I pamiętam, że kiedy potem chodziłem od drzwi do drzwi różnych gabinetów, próbując rozmawiać z ważnymi Osobistościami mojego Wydziału, by znaleźć wyjście z tej niespodziewanej sytuacji, dostałem wiele wyraźnych sygnałów, że nie mam tam czego szukać. 
    Szczerą życzliwość okazał mi wtedy Ksiądz Profesor Antoni Kość, ówczesny Prodziekan, prowadzący obronę mojego doktoratu, dziś już nieżyjący. Jestem Mu wdzięczny za troskę i dobre serce – i Bogu Go polecam, prosząc o łaskę wiecznego pokoju. Wszyscy inni pokazali mi wtedy, w tej bardzo trudnej sytuacji, że ich to nic nie obchodzi. A całego tego dzieła dopełnił ówczesny Dziekan Wydziału, a obecny Rektor, Ksiądz Profesor Antoni Dębiński, który wezwał mnie na rozmowę i w sposób bardzo ostry, arogancki i bezpardonowy wypowiedział się o moim doktoracie, o mojej pracy na Uczelni i w ogóle dał mi do zrozumienia, że nic sobą nie prezentuję, dlatego nie mam czego szukać na tak znamienitej Uczelni. 
    Przyznaję, ze do dziś pamiętam tę rozmowę, bo tylko kilka razy w życiu zostałem tak poniżony, jak wtedy. Z gabinetu Dziekana wychodziłem z poczuciem totalnej przegranej i całkowitego odrzucenia. Dzisiaj staram się wspominać i Jego, i całą kadrę mojego Wydziału, a szczególnie moich Studentów – zarówno Księży, jak i Świeckich – w osobistej modlitwie. I staram się wracać do tego, co było piękne, radosne i wzniosłe, a takich elementów także nie brakowało. I chcę też bardzo jasno powiedzieć, że wieści, jakie do mnie docierają w związku chociażby z tym, o czym ostatnio słyszymy, nie są dla mnie powodem jakiejkolwiek satysfakcji. Naprawdę! 
   Ja chcę dobra tej Uczelni i bardzo chcę, aby była ona naprawdę katolicka – chociaż już mój Promotor i jednocześnie Szef Katedry, jeszcze kiedy współpracowaliśmy, sam powtarzał krążącą po Uczelni powiastkę, że z całej nazwy: „Katolicki Uniwersytet Lubelski” prawdziwy jest tylko jeden człon: „Lubelski”. Niestety, ostatnie wydarzenia zdają się to potwierdzać. Ale i wcześniejsze także – jak nadawanie doktoratów honoris causa ludziom o poglądach liberalnych, wprost szkalujących Kościół. 
     Dzisiaj zatem dochodzę do wniosku, że jakkolwiek dotąd wydawało mi się, że jedynym, co mogę zarzucić tej Uczelni jest nieludzkie traktowanie człowieka (choć to też ważne, wręcz fundamentalne), to teraz trzeba zastanowić się już także – niestety – nad linią nauczania, prezentowaną przez tę instytucję. Może czas najwyższy na to, aby odpowiednie watykańskie dykasteria przyjrzały się z bliska temu, co tam się dzieje i czego tam się naucza – i odpowiednio zareagowały? Nie wyłączając także odebrania tytułu „katolicki”?
    A najbardziej przykre w tym wszystkim jest to, że od jakiegoś czasu pełna nazwa tej Uczelni to: „Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II”. Bez komentarza.
               Gaudium et spes!  Ks. Jacek

Uroczystość
Narodzenia Św. Jana Chrzciciela – Msza w dzień,
do
czytań z t. VI Lekcjonarza: Iz 49,1–6; Dz 13,22–26; Łk
1,57–66.80
CZYTANIE
Z KSIĘGI PROROKA IZAJASZA:
Wyspy,
posłuchajcie mnie! Ludy najdalsze, uważajcie! Powołał mnie Pan
już z łona mej matki, od jej wnętrzności wspomniał moje imię.
Ostrym mieczem uczynił me usta, w cieniu swej ręki mnie ukrył.
Uczynił ze mnie strzałę zaostrzoną, utaił mnie w swoim
kołczanie. I rzekł mi: „Tyś sługą moim, w tobie się
rozsławię”.
Ja
zaś mówiłem: „Próżno się trudziłem, na darmo i na nic
zużyłem me siły. Lecz moje prawo jest u Pana i moja nagroda u Boga
mego. Wsławiłem się w oczach Pana. Bóg mój stał się moją
siłą”.
A
teraz przemówił Pan, który mnie ukształtował od urodzenia na
swego sługę, bym nawrócił do Niego Jakuba i zgromadził Mu
Izraela.
I
rzekł mi: „To zbyt mało, iż jesteś mi sługą dla podźwignięcia
pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela. Ustanowię cię
światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców
ziemi”.
CZYTANIE
Z DZIEJÓW APOSTOLSKICH:
W
synagodze w Antiochii Pizydyjskiej Paweł powiedział: „Bóg dał
ojcom naszym Dawida na króla, o którym też dał świadectwo w
słowach: «Znalazłem Dawida, syna Jessego, człowieka po mojej
myśli, który we wszystkim wypełni moją wolę». Z jego to
potomstwa, stosownie do obietnicy, wyprowadził Bóg Izraelowi
Zbawiciela Jezusa. Przed Jego przyjściem Jan głosił chrzest
nawrócenia całemu ludowi izraelskiemu.
A
pod koniec swojej działalności Jan mówił: «Ja nie jestem tym, za
kogo mnie uważacie. Po mnie przyjdzie Ten, któremu nie jestem godny
rozwiązać sandałów na nogach».
Bracia,
synowie rodu Abrahama i ci spośród was, którzy się boją Boga!
Nam została przekazana nauka o tym zbawieniu”.
SŁOWA
EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO
ŁUKASZA:
Dla
Elżbiety nadszedł czas rozwiązania i urodziła syna. Gdy jej
sąsiedzi i krewni usłyszeli, że Pan okazał tak wielkie
miłosierdzie nad nią, cieszyli się z nią razem.
Ósmego
dnia przyszli, aby obrzezać dziecię, i chcieli mu dać imię ojca
jego, Zachariasza. Jednakże matka jego odpowiedziała: „Nie, lecz
ma otrzymać imię Jan”. Odrzekli jej: „Nie ma nikogo w twoim
rodzie, kto by nosił to imię”. Pytali więc znakami jego ojca,
jak by go chciał nazwać. On zażądał tabliczki i napisał: „Jan
będzie mu na imię”. I wszyscy się dziwili.
A
natychmiast otworzyły się jego usta, język się rozwiązał i
mówił, wielbiąc Boga. I padł strach na wszystkich ich sąsiadów.
W całej górskiej krainie Judei rozpowiadano o tym wszystkim, co się
zdarzyło. A wszyscy, którzy o tym słyszeli, brali to sobie do
serca i pytali: „Kimże będzie to dziecię?” Bo istotnie ręka
Pańska była z nim.
Chłopiec
zaś rósł i wzmacniał się duchem; a żył na pustkowiu aż do
dnia ukazania się przed Izraelem.
I
cóż można powiedzieć o Janie Chrzcicielu? Co powiedzieć o tym
człowieku tak pokornym, a tak niezwykłym jednocześnie?
Bardzo dobrze jego duchowość, postawę i posługę oddaje
dzisiejsze pierwsze czytanie, w którym słyszymy takie oto słowa
Proroka Izajasza: A teraz
przemówił Pan, który mnie ukształtował od urodzenia na swego
sługę, bym nawrócił do Niego Jakuba i zgromadził Mu Izraela. I
rzekł mi: „To zbyt mało, iż jesteś mi sługą dla podźwignięcia
pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela. Ustanowię cię
światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców
ziemi”
.
Rzeczywiście,
mógł te słowa Izajasza i słowa Boże, do Izajasza skierowane,
odnieść
bezpośrednio do siebie Święty Jan Chrzciciel.

Bo jego także Pan ustanowił prawdziwą światłością
dla pogan
,
światłością dla świata, aby zbawienie Boże mogło dotrzeć
do krańców ziemi.

W tym właśnie celu Jan przygotowywał ludzkość na przyjście
Zbawiciela – Jezusa Chrystusa.
W
Antiochii Pizydyjskiej Paweł Apostoł tak o tym mówił – a my
słyszeliśmy o tym w drugim czytaniu: Z
jego to potomstwa, stosownie

do
obietnicy, wyprowadził Bóg Izraelowi Zbawiciela Jezusa. Przed Jego
przyjściem Jan głosił chrzest nawrócenia całemu ludowi
izraelskiemu
.
Ale
też musiał Święty Jan Chrzciciel prostować różne fałszywe
poglądy na swój temat. W drugim
dzisiejszym czytaniu
słyszymy, iż pod
koniec swojej działalności Jan mówił: «Ja nie jestem tym, za
kogo mnie uważacie. Po mnie przyjdzie Ten, któremu nie jestem godny
rozwiązać sandałów na nogach».

A
zatem, Jan głosił Chrystusa, zapowiadał Go, przygotowywał ludzi
na Jego przyjście, ale
nigdy nie zajął Jego miejsca, nigdy nie przypisał sobie Jego
właściwości, czy Jego pozycji.

Mówiąc już tak wprost: nigdy
nie udawał Mesjasza!

A mógł, bo przecież niewiele trzeba było – może tylko jedno
zdanie, a może tylko jeden gest – aby
ludzie zaczęli mu oddawać cześć Boską.

Specyfika jego misji, wyjątkowość jego zadania, polegająca na
tym, że nikt przed nim i nikt po nim nie miał
do odegrania takiej roli;
a wreszcie także
jego bezpośrednia bliskość z Jezusem

– wszystko to mogło sprawić, że chociaż odrobinę, chociaż
maleńką cząstkę chwały Jezusa i Jego blasku, Jego boskości mógł
sobie uszczknąć.
Bo
przecież
w
sumie – to
dlaczegóż
by nie? Przecież
Jezusowi i tak by od tego nic nie ubyło,

a Jan wcale nie musiałby wziąć dla siebie dużo, może
tylko odrobinę,

a to już by bardzo wzmocniło jego pozycję. A
jednak nie! Tak się nie stało!

Jan się na to nigdy nie zgodził, nigdy – żeby to jeszcze raz
bardzo mocno i bardzo jasno powtórzyć – nie
udawał tego, którym nie jest!

Był za to całkowicie poddany Temu, którym nie był, czyli
Mesjaszowi, Bogu…

Ale
ta postawa Jana nie wzięła się znikąd

wyrosła
wprost z atmosfery jego domu, z całego tego kontekstu, w jakim
dokonywało się jego narodzenie.

Oto zapowiedziany przez Anioła Pańskiego, był wyczekiwany
i wytęskniony przez swoich starych Rodziców.

Ponieważ ojciec jego Zachariasz nie uwierzył niezwykłej
zapowiedzi, przeto został naznaczony odjęciem mowy. Jak
usłyszeliśmy dzisiaj w Ewangelii, zdolność mówienia
odzyskał
zaraz potem, jak dokonało się to, bo było zapowiedziane,
czyli
zaraz po narodzinach syna.

I
wtedy też nadano
naszemu
Patronowi

imię, którego nikt się nie spodziewał,

bo powszechnie myślano, że będzie to imię
Zachariasz,

a tymczasem nadano mu imię
Jan

– pomimo że nikt w jego rodzie tego imienia nie nosił.
A
potem już stale otoczony był opieką Boską, o czym ostatnie zdania
dzisiejszej Ewangelii tak mówią: W
całej górskiej krainie Judei rozpowiadano o tym wszystkim, co się
zdarzyło. A wszyscy, którzy o tym słyszeli, brali to sobie do
serca i pytali: „Kimże będzie to dziecię?” Bo istotnie ręka
Pańska była z nim. Chłopiec zaś rósł i wzmacniał się duchem;
a żył na pustkowiu aż do dnia ukazania się przed Izraelem.

I
właśnie przykład Jana Chrzciciela przekonuje nas, że im bardziej
człowiek posłuszny jest Bogu – tym
mądrzej postępuje.

Im bardziej przed Bogiem się uniża – tym
bardziej jest wielki!

Im bardziej nie przypisuje sobie Bożych przymiotów i nie zajmuje
Bożej pozycji w swoim życiu – tym
bardzie jego życie nabiera sensu i jest uporządkowane.

Im bardziej całego siebie Bogu oddaje – tym
więcej na tym zyskuje.

Im bardziej rezygnuje z siebie dla Boga – tym
bardziej się właśnie odnajduje.
A
znowu,
im bardziej szuka samego siebie, im bardziej zabiega o swoją
pozycję, swój prestiż, o swoje znaczenie i realizację swoich
zamiarów – tym
bardziej na tym przegrywa, traci i ostatecznie się kompromituje.

Może zatem warto – wręcz dla własnego dobra – odważyć
się na to, by przyjąć postawę Jana Chrzciciela?…

13 komentarzy

  • Szkoda mi mojej babci, która systematycznie odkłada pieniądze ze swojej skromnej renty i wysyła na KUL.
    Smutne jest, że Kościół w Polsce nie potrafi zając odpowiedniej postawy w tej kwestii, że dalej trzymają profesor Zofię Kolbuszewską na tej uczelni. Niestety, powoli środowiska lewackie wdzierają się wszędzie.
    Jedynym pocieszeniem jest dla mnie to, że Ks. Jacek, ze swoją zawsze właściwą postawą, ustrzegł się od tego środowiska. Na Jego odejściu z KULu wiele zyskały parafie, w których pracował i nadal pracuje.
    Pozdrawiam
    Rafał

  • Jeśli poruszamy "trudne tematy", to zapytam co Ksiądz myśli o nowej wersji 4 przykazania kościelnego? Mnie taka tolerancja trochę dziwi…
    "Nowa wersja czwartego przykazania kościelnego będzie nakazywać powstrzymywanie się wiernych od udziału w zabawach tylko w okresie Wielkiego Postu. Decyzję taką podjęli biskupi zgromadzeni na 362. Zebraniu Plenarnym KEP w Wieliczce."
    zacytowany fragm. pochodzi ze strony; http://www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/z-zycia-kosciola/art,14888,nie-urzadzac-zabaw-tylko-w-wielkim-poscie.html

    • Anno – nie dopatruję się, akurat w tym, że przykazania kościelne zmieniają treść czegoś szczególnego, bowiem na przestrzeni wieków ulegały zmianom. Pozwól, że zacytuję:
      "Sformułowanie „pięć przykazań kościelnych” nastąpiło dopiero w 1555 roku przez jezuitę Piotra Kanizjusza. Sobór Trydencki (1545 – 1563) wspomina przykazania kościelne, ale nie traktuje ich jako szczególny zestaw praw. Natomiast literatura kościelna z XVI wieku traktuje je, jako coś zwyczajnego i obliguje do ich przestrzegania wszystkich ochrzczonych – od siódmego roku życia.
      Od tamtych czasów po dzień dzisiejszy przykazania kościelne podlegały bardziej lub mniej poważnym zmianom. Wraz z rozwojem Kościoła, doskonaliło się prawo, a także zmieniały się zwyczaje obowiązujące w poszczególnych epokach i miejscach. Przepisy przestarzałe zastępowano nowymi. W różnych państwach, na przestrzeni wieków, kształt i liczba przykazań kościelnych był inny.
      Znane po dzień dzisiejszy przykazania kościelne obowiązywały w Polsce od 1948 roku, kiedy to Episkopat Polski zatwierdził je, jako obowiązujące. Zmienione przykazania kościelne pojawiły się w Katechizmie Kościoła Katolickiego, który ogłoszono w 1992 roku. Po sześciu latach obowiązywania, nowa wersja przykazań kościelnych została udoskonalona. W roku 1998 ukazała się broszura pt. „Corrigenda”, czyli poprawki naniesione przez Kongregację Nauki Wiary do przykazań kościelnych. Ostateczne sformułowanie przykazań kościelnych, które obowiązują dzisiaj zatwierdzono 22 maja 2002 roku przez Watykańską Kongregację Wiary."
      Pozdrawiam serdecznie
      Robert

    • Zgodnie z przepisami Prawa Kościoła, to Wielki Post jest tak zwanym "czasem zakazanym". Adwent jest czasem wyciszenia i skupienia, ale jego wymiar pokutny jest nieco "łagodniejszy" od Wielkiego Postu. Natomiast pozostają dniami pokutnymi wszystkie piątki w ciągu całego roku.
      Żeby dokładnie odnieść się do treści postanowienia Episkopatu, chciałbym zapoznać się z jego oficjalną treścią. Ks. Jacek

    • Ja jestem zaniepokojona, że w piątek – w dniu pamiątki pamiątki śmierci naszego Pana, będzie można bawić się i tańczyć…Zadaję sobie pytanie czy wyjście na przeciw oczekiwaniom współczesnych ( przedszkolom, szkołom, nowożeńcom organizującym zabawy lub wesela w piątki a zakładom w organizowaniu spotkań integracyjnych suto zakrapianych alkoholem…), dobrze wróży na przyszłość, bo oczekiwania od Kościoła, współczesnych ludzi są różne, najróżniejsze…. Co prawda jest to przykazanie kościelne, Kościół ustanowił, więc Kościół jest kompetentny do zmiany… ale czy to nas zbliżać będzie do Boga…
      Czy tylko post w jedzeniu mięsa w piątek jest wystarczający jako dziękczynienie za śmierć Jezusa , więc nie trzeba zachowywać go w zachowaniu, w postawie serca? Czy obniżanie wymagań od siebie, członków kościoła, jest właściwą drogą… Jan Paweł II nawoływał " musicie od siebie wymagać…" Ewangelia mówi " Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust” (Ap 3,15n). A przecież pamiętamy, że nasi rodzice , dziadkowie pościli również w środy, że post Eucharystyczny trwał całą dobę, że dawniej były posty i dni pokutne przed większymi Uroczystościami, czy my współcześni jesteśmy lepsi, świętsi, bardziej bogobojni od poprzednich pokoleń, że nie musimy pokutować… a co z ostrzeżeniami i nawoływaniami Matki Bożej do POKUTY…

  • Święty Janie Chrzcicielu, daj mi taką odwagę głoszenia prawdy o Chrystusie i prawdy o postępowaniu człowieka, jaką Ty posiadałeś. Proś za mną, bym nie ulękła się, nie stchórzyła i nie zaparła się wiary w Boga z bojaźni przed cierpieniem i śmiercią.

  • Witam:). Ja również jestem doktorantem KUL, nie pracuję tam co prawda, ale interesuję się tym, co dzieje się na uczelni, w której studiuje. Cóż, ostatnimi czasy KUL, jak to się mówi, nie ma szczęścia. Afera ze zwolnieniem pani dr Sabiny Bober, później problem z publikacjami jednego z księży profesorów (były plagiatami), teraz sytuacja ze studiami "gender". Czytałem list będący odpowiedzią Rektora KUL. Ale chciałbym przy tej okazji poruszyć inną kwestię. Mianowicie używania nazwy JPII, czy właściwie patronatu. Niestety, ale stwierdzić trzeba, że zbyt chętnie i nader często, a co za tym idzie bez zastanowienia zaczęto stosować imię JPII do nazw szkół, ulic, placów, instytucji kościelnych i świeckich, itd. Nie byłoby nic w tym złego, gdyby nie to, że na nazewnictwie się kończy. Wiemy, że nie jest to tylko problem KUL. Mam czasem wrażenie, że gdyby JPII mógł coś "z góry" powiedzieć na ten temat, to z charakterystyczną dla siebie stanowczością powiedziałby "dość".
    Póki co, pozostaje Nam się chyba modlić o poprawę, o przejrzystość i jasność umysłów tych, którzy nie tylko zabiegają o nadanie patronatu takiej czy innej osoby, ale również tym, którzy takie decyzje (pozwolenia) wydają.
    Pozdrawiam!
    Dawid

    • Zgadzam się z Dawidem. Niestety, niektóre formy uczczenia JPII (zakładam, że zawsze z dobrej woli) przyjęły formy nawet "jarmarczne". Najgorsze, że wiele wskazuje na to, że nasze "narodowe" uwielbienie JPII to czcze wydmuszki, bez głębokiej treści, którą bł. Jan Paweł II tak obficie nas obdarzał :-/
      Pozdrawiam
      Robert

  • Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
    Drogi Księże Jacku!
    Pozdrawiam gorąco, życzę Solenizantu 100 lat w dobrym zdrowiu!!!
    Z Panem Bogiem!

  • Tak, Jan Paweł II na pewno chciałby upamiętnienia swojej Osoby i swego Dziedzictwa pomnikami w ludzkich sercach i postawach, a nie tymi ze spiżu… Ks. Jacek

  • No proszę, intuicyjnie chyba wyczuwałam, że do tak dostojnego towarzystwa nie pasuję 🙂 i stąd moja niepewność czy powinnam komentować posty ks. Jacka a tu teraz jeszcze doktor Dawid. Zostaję przy komentowaniu tylko dlatego, że czuję się słaba duchowo, by nie powiedzieć że chora ( bo na owe choroby mam na miejscu dobrych lekarzy )i liczę że wiedzy i doświadczenia innych, może trochę uszczknę dla siebie i zdołam jeszcze przyswoić 🙂

  • Doceniam pokorę Anny, ale z całym przekonaniem mógłbym stwierdzić, że my też korzystamy z Jej mądrości, życiowych doświadczeń i życzliwego serca, którym promienieje każdy Jej wpis. Zatem – dziękujemy za "już" i prosimy o "jeszcze"… Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.