Dzieci Boga

D

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym urodziny obchodzi Łukasz Stefaniak, za moich czasów – zaangażowany w działalność młodzieżową w Serokomli. Niech Mu Pan błogosławi i ma Go w swojej opiece! Wspieram modlitwą!

Moi Drodzy, dzisiaj także mam w planach bardzo ciekawe wydarzenie. Oto bowiem, po rozmowie z Panią Rektor Uczelni, przy której jestem Duszpasterzem akademickim, mam wygłosić wykład w formule otwartej, zatytułowany: „Sakramenty Święte – kwestie praktyczne i dyskusyjne”. Chodzi o dotarcie w treściami istotnymi dla naszej wiary do szerszego audytorium, skoro na katechezy akademickie przychodzi coraz mniej Osób…

A tematyka sakramentalna akurat w jakiś sposób „obchodzi” także tych, którzy może ogłaszają się niewierzącymi, ale którzy co jakiś czas jednak docierają do kancelarii parafialnej… I wtedy następują różne zgrzyty.

Dlatego celem mojego wykładu (nie chciałem tego określenia, ale tak sprawę od samego początku ustawiała Pani Rektor) będzie próba wytłumaczenia stanowiska Kościoła najpierw w kwestii wszystkich Sakramentów, a potem ewentualnie – w miarę zainteresowania – każdego kolejnego z nich.

Dowodem wielkiego zaufania Pani Rektor jest to, że ten wykład w ogóle ma się odbyć, że ma się odbyć już na początku roku i że ma się odbyć w samym budynku Rektoratu, w dawnym Pałacu Ogińskich, w Siedlcach. Nie spodziewam się żadnych tłumów, raczej małej garstki Osób, ale cieszy mnie sam fakt otwartości Władz Uczelni na inicjatywę nowego Duszpasterza akademickiego. Spotkanie to ma się odbyć o godzinie 18:00. Bądźcie ze mną duchem i sercem, a kto ma blisko, to zapraszam osobiście!

I jeszcze raz przypominam: wspieramy modlitwą Księdza Marka!

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Środa 27 Tygodnia zwykłego, rok I,

do czytań: Jon 4,1–11; Łk 11,1–4

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA JONASZA:

Gdy Bóg przebaczył Niniwitom, nie podobało się to Jonaszowi i oburzył się. Modlił się przeto do Pana i mówił: „Proszę, Panie, czy nie to właśnie miałem na myśli, będąc jeszcze w moim kraju? Dlatego postanowiłem uciec do Tarszisz, bo wiem, żeś Ty jest Bóg łagodny i miłosierny, cierpliwy i pełen łaskawości, litujący się nad niedolą. Teraz, Panie, zabierz, proszę, duszę moją ode mnie, albowiem lepsza dla mnie śmierć niż życie”.

Pan odrzekł: „Czy uważasz, że słusznie jesteś oburzony?”

Jonasz wyszedł z miasta, zatrzymał się po jego stronie wschodniej, tam uczynił sobie szałas i usiadł w cieniu, aby widzieć, co się będzie działo w mieście. A Pan Bóg sprawił, że krzew rycynusowy wyrósł nad Jonaszem po to, by cień był nad jego głową i żeby mu ująć jego goryczy. Jonasz bardzo się ucieszył tym krzewem. Ale z nastaniem brzasku dnia następnego Bóg zesłał robaczka, aby uszkodził krzew, tak iż usechł.

A potem, gdy wzeszło słońce, zesłał Bóg gorący, wschodni wiatr. Słońce prażyło Jonasza w głowę, tak że osłabł. Życzył więc sobie śmierci i mówił: „Lepiej dla mnie umrzeć aniżeli żyć”.

Na to Bóg rzekł do Jonasza: „Czy słusznie się oburzasz z powodu tego krzewu?”

Odpowiedział: „Słusznie gniewam się śmiertelnie”.

Rzekł Pan: „Tobie żal krzewu, którego nie uprawiałeś i nie wyhodowałeś, który w nocy wyrósł i w nocy zginął. A czyż Ja nie powinienem mieć litości nad Niniwą, wielkim miastem, gdzie znajduje się więcej niż sto dwadzieścia tysięcy ludzi, którzy nie odróżniają swej prawej ręki od lewej, a nadto mnóstwo zwierząt?”

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:

Gdy Jezus przebywał w jakimś miejscu na modlitwie i skończył ją, rzekł jeden z uczniów do Niego: „Panie, naucz nas się modlić, jak i Jan nauczył swoich uczniów”.

A On rzekł do nich: „Kiedy się modlicie, mówcie:

«Ojcze, święć się imię Twoje,

przyjdź Królestwo Twoje.

Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj

i przebacz nam nasze grzechy,

bo i my przebaczamy każdemu, kto nam zawini;

i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie»”.

Czy nie odnosimy wrażenia, że Jonasz zachowywał się tak trochę jak rozkapryszone dziecko, które tupie nogami i chętnie „na złość mamie odmroziłoby sobie uszy”? Bo nawet tak ewidentny i mocny znak, jak natychmiastowe nawrócenie mieszkańców Niniwy na nawoływanie – bądź co bądź – właśnie Jonasza, powinno na nim zrobić jakiekolwiek wrażenie. A nawet nie jakiekolwiek, tylko potężne wrażenie! Owszem, on to czynił w imieniu Boga, ale to on, Jonasz, nawoływał – i to nawoływanie przyniosło skutek!

I jeśli nawet początkowo miał jakieś zastrzeżenia co do takiego, czy innego działania Boga, to widząc tak ewidentny i bezdyskusyjny skutek tegoż działania, powinien przynajmniej zamilknąć – jeżeli nie chciał przyznać się do błędu i uznać racji Boga. Tymczasem Jonasz kaprysił jak małe dziecko! I Bóg – można odnieść takie wrażenie – też chyba trochę tak się z nim obchodził, jak z małym dzieckiem.

Może nawet wyobrażamy sobie to dobrotliwe, cierpliwe, trochę pobłażliwe spojrzenie Boga, który patrzy na swoje rozkapryszone dziecko z takich trochę politowaniem, a może i rozbawieniem, z lekkim uśmiechem, gdy pyta je: Czy uważasz, że słusznie jesteś oburzony?; i po jakimś czasie, po uschnięciu krzewu, który nagle wyrósł i nagle usechł: Czy słusznie się oburzasz z powodu tego krzewu? Na co rozkapryszone dziecko odpowiada, do tego jeszcze jakby „tupiąc nóżką”: Słusznie gniewam się śmiertelnie.

Po czym następuje owo pełne miłości do Jonasza i pełne miłości do Niniwitów tłumaczenie Boga: Tobie żal krzewu, którego nie uprawiałeś i nie wyhodowałeś, który w nocy wyrósł i w nocy zginął. A czyż Ja nie powinienem mieć litości nad Niniwą, wielkim miastem, gdzie znajduje się więcej niż sto dwadzieścia tysięcy ludzi, którzy nie odróżniają swej prawej ręki od lewej, a nadto mnóstwo zwierząt?

Chyba raczej Bóg nie obruszył się na Jonasza, ani – tym bardziej – nie rozgniewał. Wygląda na to, że już samym sposobem, w jaki sprowadził go, pomimo oporu, do Niniwy i kazał mu jednak głosić jej upomnienie, pokazuje dość szczególną relację, jaką miał z opornym Prorokiem.

A nam to pokazuje, że człowiek nie „nadąża” za Bogiem w Jego wspaniałomyślności i dobroci, bo blokuje go jego wewnętrzny opór, grzech, egoizm, także zazdrość o Bożą łaskę, okazaną komuś drugiemu… Tak, jakby tej łaski jemu samemu miało zabraknąć. Żeby to jeszcze raz mocno powtórzyć: jest to zachowanie typowe dla małego, rozkapryszonego dziecka!

Bóg – owszem – widzi w nas swoje dzieci. Dlatego Jezus, na prośbę swoich uczniów, wyrażoną przez jednego z nich: Panie, naucz nas się modlić, odpowiedział: Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze… Tak, mówcie: Ojcze!

A potem – jak do najlepszego Ojca – kierujcie swoje wołania, swoje prośby i potrzeby, swoje bóle i troski, ale także radości i nadzieje, wyrażając to wszystko takimi oto słowami: Ojcze, święć się imię Twoje, przyjdź Królestwo Twoje. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto nam zawini; i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie…

Znamy tę modlitwę – co prawda, w nieco innym ujęciu słownym – i codziennie odmawiamy. Ona właśnie ustawia nas wobec Boga w pozycji dziecka. Tylko nie rozkapryszonego dziecka – jak Jonasz – ale dziecka ufnego wobec Boga i poddającego się Jego opiece, Jego prowadzeniu. Bo między Bogiem a nami właśnie taka relacja zachodzi, a przynajmniej powinna zachodzić: jak Ojca z dzieckiem i jak dziecka z Ojcem.

Nie jakaś relacja urzędowa, sformalizowana, albo też wielkopańska relacja monarchy i tłumem poddanych, ale relacja rodzicielsko – dziecięca. W takiej relacji człowiek z pewnością będzie czuł się bezpiecznie, w takiej najlepiej się odnajdzie, taka również najbardziej człowieka ubogaci. Wreszcie – taka relacja najbardziej cieszy serce Boże.

Natomiast taka, w której człowiek – niczym rozkapryszone dziecko – dąsa się na Boga, albo się Mu sprzeciwia, z całą pewnością nie wyjdzie człowiekowi na dobre. Wiedząc o tym – i chcąc dla człowieka tylko dobra – Bóg co i raz naprowadza go na właściwe tory, niekiedy dokonując tego w sposób nieco… radykalny, zdecydowany. Ale tak właśnie postępuje każdy ojciec, pragnący dobra dla swojego dziecka.

Jakie na ten moment są moje relacje z Bogiem: czy jestem wobec Niego jak ufne dziecko, czy jak rozkapryszony nastolatek, tupiący nogami i dąsający się, kiedy sprawy nie układają się według jego widzimisię?… Jak staram się na co dzień pogłębiać i pomnażać swoje zaufanie do Boga – zaufanie dziecięce, szczere, bezpretensjonalne i bez żadnych zastrzeżeń?… Czy Bóg naprawdę – ale tak naprawdę – jest dla mnie Ojcem?…

3 komentarze

  • Jezu, naucz mnie modlić się, aby modlitwa Ojcze nasz, która jest wzorem modlitwy nie była wyrecytowanym wierszykiem , wykutym na pamięć w dzieciństwie ale spotkaniem z Ojcem czułym, kochającym, takim jakiego ukazuje Pierwsze Czytanie.
    Na hasło ” Rozważanie Ojcze nasz” wyświetla się w internecie kilkanaście różnych sugestii, co myśleć podczas wypowiadania znanych nam od dzieciństwa słów modlitwy.
    Seminarium Odnowy Wiary uczy mnie modlić się Pismem Świętym. Mam wybrać czas, miejsce, przybrać wygodną pozycję ciała, wyciszyć się, poprosić Ducha Świętego, wybrać fragment Pisma Świętego, przeczytać go powoli raz, przeczytać go drugi raz, obserwując swoje serce, na które zdanie czy fragment poruszyło się serce czy to żalem, wdzięcznością, czy odbiło się echem w moim życiu. Porozmawiać z Jezusem jak z Przyjacielem o swoich reakcjach na Jego Słowo, Boże Słowo.
    Wczoraj na spotkaniu Wspólnoty słuchaliśmy wykładu ks. dr Krzysztofa Wonsa o „Lectio divina” czyli też o modlitwie Pismem Świętym. https://www.youtube.com/watch?v=xkP4vDIOxGs
    Moja głowa mała, ciasna więc zostanę z Tobą Ojcze sama, wskrabie się na kolana jak ongiś Tatusiowi, przytulę się do Serca i posłucham Jego bicia. Amen.

    • Skupienie na modlitwie, czy w czasie rozważania słowa Bożego – to zawsze duże wyzwanie. Zwłaszcza, gdy chodzi o słowa tak dobrze znane nam od dzieciństwa. A jednak – trzeba się o to starać. Prosić Ducha Świętego o światło i ciągle odkrywać głębię Bożych słów…
      Zadanie na całe życie…
      xJ

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.