Panie, jeśli chcesz…

P

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywa Aneta Gmitrzak, włączająca się przez pewien czas w działalność młodzieżowych Wspólnot. Życzę wszelkiego Bożego błogosławieństwa i o nie będę się dla Niej modlił.

Moi Drodzy, dzisiaj w Parafii Świętej Teresy od Dzieciątka Jezus w Otwocku – Świdrze ochrzczę maleńką Zosię Olender, Córkę Szymona i Magdaleny. Z Szymonem i Jego Rodzicami jestem związany od czasu mojej posługi w Parafii w Celestynowie.

Serdecznie gratuluję całej Rodzinie tego pięknego wydarzenia, a jednocześnie wyrażam wielką nadzieję, że wszyscy Oni będą dla małej Zosi prawdziwymi Przewodnikami na drogach wiary. O to będę się dla Nich modlił.

A oto teraz zapraszam już do wsłuchania się w Boże słowo i odkrycia tego jednego, konkretnego przesłania, z jakim Pan zwraca się dziś do mnie. Niech Duch Święty oświeci nas i wesprze w tym poszukiwaniu.

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

6 Niedziela zwykła, B,

14 lutego 2021.,

do czytań: Kpł 13,1–2.45–46; 1 Kor 10,31–11,1; Mk 1,40–45

CZYTANIE Z KSIĘGI KAPŁAŃSKIEJ:

Tak powiedział Pan do Mojżesza i Aarona: „Jeżeli u kogoś na skórze ciała pojawi się nabrzmienie albo wysypka, albo biała plama, która na skórze jego ciała jest oznaką trądu, to przyprowadzą go do kapłana Aarona albo do jednego z jego synów kapłanów.

Trędowaty, który podlega tej chorobie, będzie miał rozerwane szaty, włosy w nieładzie, brodę zasłoniętą i będzie wołać: «Nieczysty, nieczysty!» Przez cały czas trwania tej choroby będzie nieczysty. Będzie mieszkał w odosobnieniu. Jego mieszkanie będzie poza obozem”.

CZYTANIE Z PIERWSZEGO LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO KORYNTIAN:

Bracia: Czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie. Nie bądźcie zgorszeniem ani dla Żydów, ani dla Greków, ani dla Kościoła Bożego, podobnie jak ja, który się staram przypodobać wszystkim, nie szukając własnej korzyści, lecz dobra wielu, aby byli zbawieni.

Bądźcie naśladowcami moimi, tak jak ja jestem naśladowcą Chrystusa.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:

Pewnego dnia przyszedł do Jezusa trędowaty i upadając na kolana, prosił Go: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: „Chcę, bądź oczyszczony”. Natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony.

Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił ze słowami: „Uważaj, nikomu nic nie mów, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich”.

Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego.

Chociaż od wielu już lat znany mi jest ten fragment Ewangelii Markowej, którego dziś wysłuchaliśmy, to przyznaję, że od niedawna szczególnie zwraca w nim moją uwagę pokorna prośba trędowatego o uzdrowienie – a w niej to zastrzeżenie: Jeśli chcesz… Trędowaty nie prosi o pomoc w taki sposób, w jaki czyniło to wielu innych, o których nieraz słyszeliśmy w Ewangelii. On prosi o uzdrowienie – owszem – ale czyni to w sposób niezwykle pokorny.

Nie domaga się wprost i bezpośrednio: „Oczyść mnie!”, „Uwolnij mnie!”, „Uzdrów mnie!”. Zaznaczmy, że nie byłoby niczym złym, lub niewłaściwym, gdyby tak prosił – wszak do Jezusa można zwracać się ze wszystkim, co boli, co nurtuje, gdyż On sam dał takie prawo człowiekowi. Trędowaci także to prawo mieli.

Oczywiście, dane przez Jezusa, bo społeczność wykluczała ich spośród siebie. W ludzkiej społeczności nie mieli prawa nie tylko o cokolwiek prosić, ale nawet przebywać!

Pierwsze czytanie, z Księgi Kapłańskiej, przywołuje przepisy, dotyczące zachowania się człowieka trędowatego. Słyszeliśmy w nim, że trędowaty, który podlega tej chorobie, będzie miał rozerwane szaty, włosy w nieładzie, brodę zasłoniętą i będzie wołać: «Nieczysty, nieczysty!» Przez cały czas trwania tej choroby będzie nieczysty. Będzie mieszkał w odosobnieniu. Jego mieszkanie będzie poza obozem. A to, czy był chory na trąd, czy tylko na jakąś niegroźną, krótkotrwałą wysypkę, miał ostatecznie rozstrzygnąć kapłan. Dlaczego właśnie on?

Wynikało to z funkcji, jaką w starożytnym społeczeństwie Izraela piastowali kapłani jako znawcy tradycji i Pisma, nosiciele wiedzy i kultury. Także sama choroba traktowana była w sposób religijny. Patrzono na nią jako na skutek grzechu lub dopust Boży, a nawet jako na karę Bożą. Dlatego choroba eliminowała człowieka z życia społecznego, a przede wszystkim – ze wspólnoty kultowej.

Stąd też, gdy trędowaty – czy jakikolwiek inny chory – powrócił do zdrowia, miał obowiązek złożyć ofiarę za swoje grzechy i ofiarę dziękczynną. Ale całą sprawę rozstrzygał właśnie kapłan.

Jak słyszeliśmy w Ewangelii, Jezus takie właśnie polecenie dał człowiekowi, którego chwilę wcześniej uzdrowił: Uważaj, nikomu nic nie mów, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich. Nie wiemy, czy uzdrowiony pojawił się przed kapłanem i złożył przepisaną Prawem ofiarę za oczyszczenie. Pewnie tak, ale nie od razu.

Zaraz bowiem po wyzdrowieniu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A Jezusowi tak bardzo zależało, żeby na tym etapie Jego działalności jeszcze nie robić jakiegoś wielkiego rozgłosu wokół Niego. Cóż jednak z tego, że Mu na tym zależało i nawet wyraźnie prosił o to człowieka trędowatego, skoro szczęście, jakie stało się udziałem tego ostatniego w chwili uzdrowienia niemalże „rozsadzało” go od środka, dlatego nie mógł o tym nie mówić! Domyślamy się, że robił to bardzo żywiołowo!

Dlatego dopiero potem, kiedy już o jego uzdrowieniu dowiedziało się całe otoczenie, dowiedział się też o nim zapewne kapłan. A trędowaty – już uzdrowiony – mógł powrócić do swojej społeczności.

Zanim się to jednak stało, pokornie prosił Jezusa o łaskę owym znamiennym: Jeśli chcesz… A Jezus – chciał… I dlatego chory odzyskał zdrowie. Prawdę powiedziawszy, tak było w każdym innym przypadku: uzdrowienia innych chorych także dokonywały się dlatego, że Jezus chciał ich dokonać. Gdyby nie chciał, to nikt by Go do tego nie zmusił – gdyby Jezus nie dostrzegł większego dobra, jakie w danym, konkretnym przypadku, wyniknie z faktu uzdrowienia. Jednak akurat ten trędowaty wypowiedział to wprost i wyraźnie, na co Jezus także bardzo wyraźnie odpowiedział: Chcę, bądź oczyszczony.

Swoją drogą, to Jezus – przy tej okazji – spowodował niemałą dezorientację wśród tych, którzy tam byli i Go obserwowali. Dla ówczesnych ludzi bowiem szokujące było to, że Jezus w ogóle dotknął trędowatego. Przecież w ten sposób powinien stać się rytualnie nieczysty! Tyle tylko, że stało się coś wprost odwrotnego: nie dość, że Jezus nie stał się przez to nieczysty, to jeszcze człowiek będący faktycznie nieczystym, czyli trędowaty, został oczyszczony z choroby! W ten sposób Jezus ukazał swoją moc i świętość – skoro trąd wiązano z grzechem, a usunięcie go przypisywano samemu Bogu.

Trędowaty zaś, prosząc w taki sposób o łaskę uzdrowienia, wykazał się naprawdę wielką wiarą, ale i głębokim zaufaniem do Jezusa, głęboką pokorą i szczerym poddaniem się woli Bożej. Przecież Jezus mógł powiedzieć, że nie chce – powiedzmy: w tym momencie – tego uzdrowienia. Mógł go dokonać później, albo w jakiś inny sposób wesprzeć człowieka, nie spełniając teraz jego oczekiwania. I co wtedy?…

Moi Drodzy, może właśnie dlatego tak ciężko przychodzi nam poddać się woli Bożej w codziennym życiu i tak z oporami, nieraz wręcz przez zaciśnięte zęby, wypowiadamy słowa: Bądź wola Twoja jako w Niebie, tak i na ziemi, bo obawiamy się, że Bóg będzie chciał od nas zbyt dużo! I że ta Jego wola bardzo będzie się różniła od naszej woli. A może przyjdzie przyjąć jakieś cierpienie, czy trudne doświadczenie… I co wtedy?…

Dlatego wolimy jasno i precyzyjnie wskazać Panu nasze oczekiwania i wyraźnie zarysować Mu nasz plan na daną sytuację. Nie myślimy jednak wówczas o tym, że Bóg zawsze i bezgranicznie nas kocha i naprawdę zależy Mu na naszym dobru, dlatego Jego wola także jest nakierowana wyłącznie na nasze dobro. Oczywiście, rozumiane całościowo, przede wszystkim w kontekście zbawienia.

Stąd mogą nas czasami spotkać jakieś trudności, czy przeciwności, ale bądźmy uczciwi i powiedzmy, że nie brakuje także w naszym życiu promyków dobra, miłości, radości i nadziei – sytuacji, w których zawiłe problemy nagle się rozwiązują, a poplątane drogi prostują. Osobiście lubię takie sytuacje i okoliczności nazywać „uśmiechami Pana Boga”.

I mogę powiedzieć – z własnego doświadczenia – że Pan Bóg tak naprawdę często się uśmiecha. Dlatego chociaż nie brakuje sytuacji trudnych, a niekiedy nawet bardzo trudnych, to widzę, że jedynym ratunkiem i wyjściem z nich jest właśnie zdanie się na wolę Bożą i świadome powiedzenie Jezusowi: PANIE, JEŚLI CHCESZ – możesz mi pomóc.

Ja Cię o to bardzo proszę, bezgranicznie Ci ufam i przedstawiam Ci szczerze moje potrzeby, bo wiem, że Ty sam mi na to pozwalasz. Wszak to Ty sam uczyłeś, że mamy prosić o wszystko, co jest nam potrzebne – i mamy to czynić wytrwale, a nawet być w tym proszeniu natarczywi!

Dlatego ja Cię proszę, a Ty – jeśli chcesz! Uczyń to, o co Cię proszę – jeśli chcesz i tak, jak Ty sam chcesz. Bo wiem, że wówczas cała sprawa rozwiąże się najlepiej, jak tylko może się rozwiązać. A chociaż problem, z jakim do Ciebie się zwracam, jest naprawdę poważny, może uciążliwy, a może nawet bolesny – tak, jak uciążliwy i bolesny był trąd dla człowieka z dzisiejszej Ewangelii – to jednak nie chcę na Tobie niczego wymuszać, nie chcę Cię w arogancki sposób ponaglać, czy instruować – co, kiedy i w jakiej kolejności masz dla mnie zrobić, tylko zwracam się ze szczerą ufnością: PANIE, JEŚLI CHCESZ… A wiem, że Ty zawsze dobrze dla mnie chcesz.

Chcę zaś wszystko to czynić w duchu słów Apostoła Pawła z dzisiejszego drugiego czytania: Czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie. Nie bądźcie zgorszeniem ani dla Żydów, ani dla Greków, ani dla Kościoła Bożego, podobnie jak ja, który się staram przypodobać wszystkim, nie szukając własnej korzyści, lecz dobra wielu, aby byli zbawieni. Bądźcie naśladowcami moimi, tak jak ja jestem naśladowcą Chrystusa.

Moi Drodzy, to bardzo ważne, abyśmy pozostawali w stałej osobistej łączności z Panem, a nie zwracali się do Niego dopiero i jedynie wówczas, kiedy jakaś bieda – by tak rzec – przyciśnie nas do ściany. Jeżeli na co dzień będziemy naśladowcami Chrystusa, jeżeli będziemy z Nim w stałym kontakcie, jeżeli będziemy z Nim budowali mocną duchową więź; jeżeli wszystko będziemy czynili z myślą o Nim i na Jego chwałę, wówczas inny wymiar zyska każda nasza prośba, skierowana do Niego.

Bo nie będzie jakimś zestawem życzeń, wypowiedzianych przez rozkapryszonego klienta, któremu obsługa sklepu ma wszystko położyć na ladzie, dbając za wszelką cenę o jego zadowolenie. Jeżeli będziemy pozostawali z Jezusem w stałej łączności, to coraz lepiej będziemy rozumieli sposób Jego działania. I przekonamy się, że to, co i jak, i kiedy daje człowiekowi – zależy naprawdę od korzyści, jakie to przyniesie dla wiecznego zbawienia człowieka, a nie będzie tylko spełnianiem chwilowych i zmiennych zachcianek.

Żeby to jednak coraz bardziej rozumieć – a dzięki temu coraz łatwiej i chętniej wypowiadać do Jezusa: PANIE, JEŚLI CHCESZ, zdając się przy tym na Jego wolę – trzeba po prostu być z Nim w stałej duchowej łączności, w prawdziwej jedności. Wtedy coraz bardziej będziemy myśleć i widzieć wszystko tak, jak myśli i widzi Jezus. Nie da się tego osiągnąć, jeżeli o Jezusie przypominamy sobie jedynie wówczas, kiedy czegoś nam potrzeba i chcemy to od Niego natychmiast wyprosić – żeby nie powiedzieć: wymusić.

Dlatego, moi Drodzy, spróbujmy od dzisiaj każdą naszą prośbę, jaką kierować będziemy do Jezusa, zaczynać od tych słów: PANIE, JEŚLI CHCESZ… Ja Cię serdecznie proszę, bardzo mi na tym, czy na tamtym zależy, jest mi to potrzebne, dlatego usilnie, naprawdę usilnie Cię o to proszę, ale Ty – jeśli chcesz… Jeśli chcesz – możesz mi tego udzielić. Ale jeśli uznasz, że w tej chwili nie jest mi to potrzebne, to zrób tak, jak Ty chcesz.

Czy stać nas na odwagę, by tak się za każdym razem modlić?… Przyznaję, że osobiście tak właśnie próbuję, ale naprawdę nie jest łatwo. Bo chciałoby się wyraźnie przedstawić Panu swój własny sposób na rozwiązanie problemu i listę próśb, które powinien jak najszybciej spełnić.

W tym kontekście, powiedzenie: PANIE, JEŚLI CHCESZ…, jest swoistym zatrzymaniem się, chwilą głębszego oddechu, aby nie zapędzić się w przekonaniu o swojej własnej zaradności i nieomylności! Przecież to On wie najlepiej, co jest mi w tej chwili naprawdę najbardziej potrzebne – i najbardziej korzystne! On to wie – ja tego nie wiem, chociaż wydaje mi się, że wiem.

Dlatego przełamuję się wewnętrznie, by z całego serca powiedzieć: Panie, ja Cię szczerze, serdecznie i usilnie o to, czy o tamto, proszę. Ale Tydaj mi to – jeśli chcesz…

5 komentarzy

  • Jaka jest ta dzisiejsza Niedziela?
    Kiedy wszystko handlem się stało,
    pieniądz ważniejszy niż wszystko inne,
    ważne by radość dawało.

    Dziś wszystko pozamykane,
    tak by się mogło tylko wydawać.
    Więc gdzie poprowadzą Cię nogi,
    to już wyłącznie jest Twoja sprawa.

    Pamiętaj jednak, abyś dzień święty święcił,
    jeśli masz jeszcze promyk wiary w sobie.
    Skieruj swe kroki do Niego
    i przypomnij Mu w tym dniu o sobie.

    Nie martw się niczym, że regułki zapomniałeś.
    Ważne, że przyszedłeś, bo sam tak chciałeś.
    On wyciągnie Cię na brzeg ze świata tego,
    abyś zobaczył  inną stronę dnia dzisiejszego.

    Wystarczy nie owijać w bawełnę, że nie dziś,
    że goście, że ksiądz jest nie taki,
    że dyspensa obowiązuje,
    że świat wirtualny to samo serwuje.

    Możesz mieć tysiąc wymówek jeszcze,
    Lecz znajdź dzisiaj choć godzinę dla Niego.
    Usłysz co mówi do Ciebie
    i nie graj dalej roli trędowatego.

  • Zdecydowanie!
    Nie graj tej roli
    bo swą wolą, nie Jego
    zrobisz dużo złego
    Jezusa to zaboli.

    Zamiast nieść świadectwo
    i byc Jego uczniem
    odgrywasz co ci pasuje
    – to duchowe kalectwo!

    Przerwij to dzialanie
    złego ktoreś przyjął
    do swojego życia
    On za ciebie zginął.

    On cię kocha całego
    wie też że upadasz
    Jego to nie zraża
    uwierz zatem w Niego 🙂

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.