Szczęść Boże! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywają:
►Włodzimierz Olender – bardzo mi bliski Człowiek z Celestynowa;
►Ojciec Włodzimierz Jamrocha – Oblat, posługujący w swoim czasie w Kodniu;
►Ksiądz Włodzimierz Wąsowski – Proboszcz Parafii Trąbki, gdzie przez kilka lat byłem rezydentem.
A Pan Włodzimierz Olender dzisiaj przeżywa także swoje urodziny!
Wszystkim świętującym życzę, aby trwali – z tym dobrym uporem, o jakim mowa w rozważaniu – przy Jezusie. Zapewniam o modlitwie.
Tymczasem, pozdrawiam Was z Lublina, gdzie znowu o 18:00 planuję odprawić Mszę Świętą, a potem przejadę do Siedlec, gdzie jutro odbędzie się spotkanie, o którym już jutro…
Gdyby ktoś chciał mi towarzyszyć u Jana Kantego (dzisiaj nie przewiduję wygłaszać homilii), to zapraszam:
https://www.youtube.com/c/Parafia%C5%9BwJanaKantegowLublinie/streams
Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Zatem, co dziś mówi do mnie osobiście Pan? Z jakim bardzo konkretnym przekazem zwraca się właśnie do mnie? Duchu Święty – działaj!
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
Piątek 1 Tygodnia zwykłego, rok II,
16 stycznia 2026.,
do czytań: 1 Sm 8,4–7.10–22a; Mk 2,1–12
CZYTANIE Z PIERWSZEJ KSIĘGI SAMUELA:
Zebrała się cała starszyzna Izraela i udała się do Samuela do Rama. Odezwali się do niego: „Oto ty się zestarzałeś, a synowie twoi nie postępują twoimi drogami; ustanów raczej nad nami króla, aby nami rządził, tak jak to jest u innych narodów”.
Nie podobało się Samuelowi to, że mówili: „Daj nam króla, aby nami rządził”. Modlił się więc Samuel do Pana. A Pan rzekł do Samuela: „Wysłuchaj głosu ludu we wszystkim, co mówi do ciebie, bo nie ciebie odrzucają, lecz Mnie nie chcą mieć za króla, który by nad nimi panował”.
I powtórzył wszystkie te słowa Pana Samuel ludowi, który od niego zażądał króla. Mówił: „Oto jest prawo króla mającego nad wami panować: Synów waszych będzie on brał do swego rydwanu i swych koni, aby biegali przed jego rydwanem. I uczyni ich tysiącznikami, pięćdziesiątnikami, robotnikami na swojej roli i żniwiarzami. Przygotowywać też będą broń wojenną i zaprzęgi do rydwanów. Córki wasze zabierze do przyrządzania wonności oraz na kucharki i piekarki. Zabierze również najlepsze wasze ziemie uprawne, winnice i sady oliwkowe, a podaruje je swoim sługom. Zasiewy wasze i winobranie obciąży dziesięciną i odda ją swoim dworzanom i sługom. Weźmie wam również waszych niewolników, niewolnice, wasze woły najlepsze i wasze osły i zatrudni pracą dla siebie. Nałoży dziesięcinę na trzodę waszą, wy zaś będziecie jego sługami. Będziecie sami narzekali na króla, którego sobie wybierzecie, ale Pan was wtedy nie wysłucha”.
Odrzucił lud radę Samuela i wołał: „Nie, lecz król będzie nad nami, abyśmy byli jak inne narody, aby nas sądził nasz król, aby nam przewodził i prowadził nasze wojny!”
Samuel wysłuchał wszystkich słów ludu i powtórzył je Panu. A Pan rzekł do Samuela: „Wysłuchaj ich żądania i ustanów im króla”.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:
Gdy Jezus po pewnym czasie wrócił do Kafarnaum, posłyszeli, że jest w domu. Zebrało się tyle ludzi, że nawet przed drzwiami nie było miejsca, a On głosił im naukę.
Wtem przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech. Nie mogąc z powodu tłumu przynieść go do Niego, odkryli dach nad miejscem, gdzie Jezus się znajdował, i przez otwór spuścili łoże, na których leżał paralityk. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: „Synu, odpuszczają cię się twoje grzechy”.
A siedziało tam kilku uczonych w Piśmie, którzy myśleli w duszy: „Czemu On tak mówi? On bluźni. Któż może odpuszczać grzechy, jeśli nie Bóg sam jeden?”
Jezus poznał zaraz w swym duchu, że tak myślą, i rzekł do nich: „Czemu nurtują te myśli w waszych sercach? Cóż jest łatwiej powiedzieć do paralityka: «Odpuszczają ci się twoje grzechy», czy też powiedzieć: «Wstań, weź swoje nosze i chodź»? Otóż, żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów – rzekł do paralityka: „Mówię ci: «Wstań, weź swoje nosze i idź do swego domu!»”
On wstał, wziął zaraz swoje łoże i wyszedł na oczach wszystkich. Zdumieli się wszyscy i wielbili Boga, mówiąc: „Jeszcze nie widzieliśmy czegoś podobnego”.
Nie wiem, czy to nie zbyt śmiałe stwierdzenie, ale myślą wspólną obu dzisiejszych czytań można by określić nieracjonalne działanie człowieka. Tak, działanie nieracjonalne, przeciwne zwykłej ludzkiej logice i zdrowemu rozsądkowi. Zaskakujące spostrzeżenie?
Może trochę, dlatego doprecyzujmy: samo w sobie działanie ludzi, opisane tak w jednym, jak i w drugim czytaniu, jest nieracjonalne. Tyle, że w jednym przypadku jest ono „źle” nieracjonalne, a w drugim – wprost przeciwnie – wręcz „zachwycająco” nieracjonalne. O co chodzi?
O cel działania. W jednym przypadku to działanie człowieka skierowane było na odejście od Boga i pójście własnymi drogami. W drugim – wprost przeciwnie – na to, aby do Niego dotrzeć. Zobaczmy już konkretnie, o co chodzi.
Oto naród wybrany zwraca się z prośbą do Proroka Samuela: Oto ty się zestarzałeś, a synowie twoi nie postępują twoimi drogami; ustanów raczej nad nami króla, aby nami rządził, tak jak to jest u innych narodów. Tak, Drodzy moi, to jest ten sam Samuel, którego jeszcze dwa i trzy dni temu widzieliśmy – słuchając pierwszych czytań – jako chłopca, który otwiera się na głos Boży, a dzisiaj jawi się nam jako starzec, kończący właściwie swoją posługę.
I pewnie zaskakuje nas nieprzyjemnie wiadomość, że jego synowie «nie postępowali jego drogami». Odwołując się do wspomnianych już czytań ostatnich dni, opisujących nieprawość synów Helego i karę, jaką za to ponieśli – ale też surową ocenę postawy samego Helego, który odpowiednio nie reagował na to ich zachowanie, dlatego także został ukarany – moglibyśmy powiedzieć, że… niedaleko spada jabłko od jabłoni. Bo Samuel, którego Heli wychowywał w świątyni, także w końcu poszedł jego drogą…
Chyba jednak nie do końca, bo Samuel inaczej reagował na postawy swoich synów, czego dowodem było to, że nie został przez Boga jakkolwiek ukarany, tylko dokończył swojej misji w bliskości i jedności z Nim. A nawet dzisiaj widzimy, jak bardzo broni czci Bożej i wyraźnie sprzeciwia się zamysłowi ludu, przedstawionemu mu do akceptacji. Dlaczego się sprzeciwia?
Dlatego, że w zamyśle Bożym to właśnie Prorocy i inni Mężowie Boży mieli – jako przedstawiciele Boga i w Jego imieniu – kierować narodem. Mówiąc jeszcze jaśniej i wyraźniej: Bóg sam, przez swoich wysłanników, chciał tym ludem kierować. I to miało wyraźnie odróżniać ten naród od innych narodów, które miały swoją ziemską władzę w osobach królów. Jasno to wybrzmiewa w odpowiedzi Boga, danej Samuelowi na modlitwy, które zanosił w tej sprawie. Bóg bowiem powiedział mu: Wysłuchaj głosu ludu we wszystkim, co mówi do ciebie, bo nie ciebie odrzucają, lecz Mnie nie chcą mieć za króla, który by nad nimi panował.
Dlatego też Samuel jasno ostrzegł tych, którzy przyszli do niego ze swoim osobliwym pomysłem: Oto jest prawo króla mającego nad wami panować: Synów waszych będzie on brał do swego rydwanu i swych koni, aby biegali przed jego rydwanem. I uczyni ich tysiącznikami, pięćdziesiątnikami, robotnikami na swojej roli i żniwiarzami. Przygotowywać też będą broń wojenną i zaprzęgi do rydwanów. Córki wasze zabierze do przyrządzania wonności oraz na kucharki i piekarki. Zabierze również najlepsze wasze ziemie uprawne, winnice i sady oliwkowe, a podaruje je swoim sługom. Zasiewy wasze i winobranie obciąży dziesięciną i odda ją swoim dworzanom i sługom. Weźmie wam również waszych niewolników, niewolnice, wasze woły najlepsze i wasze osły i zatrudni pracą dla siebie. Nałoży dziesięcinę na trzodę waszą, wy zaś będziecie jego sługami. Będziecie sami narzekali na króla, którego sobie wybierzecie, ale Pan was wtedy nie wysłucha.
Przywołaliśmy sobie tutaj całość owego pouczenia, będącego mocnym ostrzeżeniem, abyśmy wszyscy uświadomili sobie skalę wewnętrznego uporu ludzi, skoro pomimo tych jasnych zapowiedzi – jak słyszymy w pierwszym czytaniu – odrzucił lud radę Samuela i wołał: „Nie, lecz król będzie nad nami, abyśmy byli jak inne narody, aby nas sądził nasz król, aby nam przewodził i prowadził nasze wojny!”
Na to Bóg stwierdził krótko: Wysłuchaj ich żądania i ustanów im króla. Trochę to wygląda na jakąś totalną bezradność Boga, chociaż my wiemy, że Bóg – sam w sobie – nie jest bezradny ani bezsilny, natomiast sam takim się czyni, dając nam wolność i obdarzając nas bezgraniczną miłością. Dlatego tak mocno liczy się ze zdaniem człowieka i naprawdę chce jego dobra, czego dowodem akurat w tej sprawie jest fakt, że kiedy owi królowie faktycznie pojawili się w narodzie wybranym i jeżeli tylko zechcieli swoje panowanie kształtować w jedności z Bogiem, pod Jego kierunkiem, w porozumieniu z Nim – a to porozumienie kształtowało się w stałym kontakcie z Bogiem, prowadzonym za pośrednictwem Proroków – wówczas Bóg naprawdę błogosławił takiemu królowi i jego panowanie przynosiło narodowi pasmo szczęścia!
Zatem, Bóg zaakceptował to dzisiejsze żądanie narodu – podkreślmy wyraźnie: pomimo tego, że było ono wyraźnie przeciwne Jego zamysłowi – i błogosławił owym królom, panującym niejako „zamiast” Niego, o ile właśnie oni nie panowali zamiast Boga, a w jedności z Nim. Wtedy Bóg błogosławił i pomagał takiemu królowi, dając niejako narodowi taki znak, że: „dobrze, niech wam będzie, jak chcecie, tylko bądźcie zawsze blisko Mnie”. Wiemy, że tak nie zawsze było i wielu królów – niestety – nie sprawdziło się na tym stanowisku.
Natomiast my dzisiaj zwracamy uwagę na ten wielki upór narodu, który tak bardzo zawziął się w tym, żeby na swoim postawić i swoje osiągnąć. Pomimo wyraźnych ostrzeżeń, których chyba jaśniej już nie dało się wyrazić, a które wypowiedział w imieniu Boga Samuel.
I tylko może – tak już zupełnie na marginesie – dodajmy, że historia naprawdę lubi się powtarzać, a ta właśnie historia stale powtarza się w dziejach naszego Narodu, także w tych dziejach najnowszych, że Naród upiera się, aby wybierać do rządzenia sobą ludzi, którzy już niejednokrotnie udowodnili, że źle rządzą, bo nie zależy im na dobru wspólnym, na dobru Ojczyzny, tylko na swoim własnym, albo swoich zagranicznych mocodawców.
Przecież aktualnie mamy do czynienia z taką sytuacją: już tyle razy obecnie rządzący – ze swoim liderem na czele – udowadniali, że prowadzą nasz Naród na dno moralnej i materialnej nędzy, a tylu Polaków nadal im ufa i na nich głosuje! I ciągle tylu ich popiera, pomimo jaskrawego łamania przez nich wszelkich praw i szkodzenia Polsce! No, cóż… To jest właśnie ten szkodliwy upór…
W Ewangelii jednak mamy przykład – by się tak wyrazić – pięknego uporu. Pięknego, chociaż wręcz – odnosząc się do pierwszej myśli tego rozważania – nieracjonalnego. Jak słyszymy: Gdy Jezus po pewnym czasie wrócił do Kafarnaum, posłyszeli, że jest w domu. Zebrało się tyle ludzi, że nawet przed drzwiami nie było miejsca, a On głosił im naukę. Wtem przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech. Nie mogąc z powodu tłumu przynieść go do Niego, odkryli dach nad miejscem, gdzie Jezus się znajdował, i przez otwór spuścili łoże, na których leżał paralityk. Z czysto ludzkiej perspektywy patrząc, można powiedzieć, że to działanie przeczące zdrowemu rozsądkowi, bo gdzież to chodzić po dachach – i to jeszcze z chorym na noszach?…
To chyba stąd wzięło się to potoczne stwierdzenie, że jak nie można wejść jednymi drzwiami, to trzeba szukać drugich, a jak się i drugie, ani żadne inne nie znajdą, to trzeba wchodzić oknem. Ci weszli przez dach! Nie mogło to nie zachwycić Jezusa, dlatego widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: „Synu, odpuszczają cię się twoje grzechy”. Jezus zatem uzdrowił paralityka, widząc ten przepiękny upór jego towarzyszy – upór, będący świadectwem ich wiary.
No, niestety, żeby tak za słodko nie było, to musimy zauważyć jeszcze jeden upór – i to znowu ten niedobry. A zauważamy go dlatego, że Jezus go zauważył, bo my nawet nie bylibyśmy w stanie. Bo nie był on w żaden sposób uzewnętrzniany. Ewangelista odważa się nam dziś napisać, że siedziało tam kilku uczonych w Piśmie, którzy myśleli w duszy: „Czemu On tak mówi? On bluźni. Któż może odpuszczać grzechy, jeśli nie Bóg sam jeden?”
Ewangelista wnika nawet w myśli faryzeuszy. Czyżby miał jakieś cudowne widzenie? Może tak, ale raczej niekoniecznie. To sam Jezus przecież zdemaskował ich, mówiąc: Czemu nurtują te myśli w waszych sercach? Cóż jest łatwiej powiedzieć do paralityka: «Odpuszczają ci się twoje grzechy», czy też powiedzieć: «Wstań, weź swoje nosze i chodź»? Otóż, żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów – rzekł do paralityka: „Mówię ci: «Wstań, weź swoje nosze i idź do swego domu!»
Zdemaskował ich myśli – i od razu pokazał ich błędność. Ale to był właśnie ten zły upór faryzeuszy, którzy pomimo nawet tak ewidentnych znaków Bożego działania, dokonywanego w sposób cudowny przez Jezusa, w swoim uporze ciągle trwali. Ten upór towarzyszył Jezusowi przez całą Jego publiczną działalność, a nawet po Zmartwychwstaniu wyraził się tym, iż faryzeusze i uczeni w Piśmie rozpowiadali, że to nie żadne Zmartwychwstanie, tylko uczniowie wykradli ciało z grobu… I cóż na to powiedzieć?
A także i na to, że ten upór – ten zły – cały czas towarzyszy ludzkim decyzjom i działaniom, dlatego Chrystus, żyjący i działający w swoim Kościele i przez Kościół, ciągle się z nim spotyka. Na szczęście, nie brakowało na przestrzeni wieków i nadal nie brakuje tego dobrego uporu, który każe nie tylko przez dach wchodzić, ale nawet życie własne poświęcić, aby nie sprzeniewierzyć się Jezusowi i nie stracić jedności z Nim.
A jak to jest ze mną? Czy stać mnie na ten dobry upór –ten ku Jezusowi, za Jezusem? Jak go w sobie kształtuję? Czy może – wprost przeciwnie – upieram się przy „swoim”, nawet za cenę oddalenia się od Jezusa?… By tak to wyrazić: w jaki sposób ja jestem uparty? Jaki upór – ku dobremu, czy ku złemu – w sobie widzę i w sobie pielęgnuję?… Jak rozwijam i wzmacniam w sobie ów dobry – i tylko ten dobry – upór?…
