Owoce mojego życia…

O

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywają:

Łukasz Sulowski, bliski i życzliwy Człowiek, mieszkający w Lublinie,

Pani Profesor Anna Kukawska – za moich lat licealnych: Profesor języka rosyjskiego w LO im. Kraszewskiego w Białej Podlaskiej, a obecnie: Osoba czynnie zaangażowana w życie naszej rodzinnej Parafii, i to na wielu odcinkach! Właściwie, to trudno za Panią Profesor nadążyć! Ileż Ona ma w sobie energii! Jak mawia Ksiądz Kanonik Jan Grochowski – w odniesieniu do innych Osób i sytuacji – można tylko podziwiać! Bo naśladować – zbyt trudno…

Imieniny natomiast przeżywa Magdalena Fabisiak, Żona Moderatora naszego bloga.

Wszystkim świętującym życzę nieustannego owocowania Ich chrześcijańskiego życia! O to będę się dla Nich modlił.

A u mnie dzisiaj dzień dość aktywny i w drodze! Zaraz w siedzibie Wydawnictwa diecezjalnego odbiorę materiały duszpasterskie do Parafii w Konstantynowie, po czym udam się z nimi właśnie tam, na spotkanie z Księdzem Mariuszem Szyszko, Proboszczem Parafii, a moim duchowym młodszym Bratem, po czym jadę do Kodnia, gdzie w Domu Matki będę celebrował zapowiadaną kilka dni temu Mszę Świętą w intencji moich Rodziców z okazji Dnia Matki.

Następnie przejeżdżam do Domu rodzinnego, gdzie będę miał możliwość złożyć mojej Mamie „na żywo” najserdeczniejsze życzenia, po czym w rodzinnej Parafii odprawię ostatnią Mszę Świętą gregoriańską, którą celebrowałem przez ostatnie trzydzieści dni. Potem kawa w Domu – i powrót do Siedlec.

Oczywiście, nie muszę zapewniać, że w Domu Matki – będę pamiętał o Was!

Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co Pan do każdej i każdego z nas mówi dzisiaj? Czego od każdej i każdego z nas konkretnie oczekuje? Duchu Święty, tchnij i oświecaj!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Piątek 8 Tygodnia zwykłego, rok II,

Wspomnienie Św. Urszuli Ledóchowskiej, Dziewicy,

29 maja 2026., 

do czytań: 1 P 4,7–13; Mk 11,11–25

CZYTANIE Z PIERWSZEGO LISTU ŚWIĘTEGO PIOTRA APOSTOŁA:

Najmilsi: Wszystkich koniec jest bliski. Bądźcie więc roztropni i trzeźwi, abyście się mogli modlić. Przede wszystkim miejcie wytrwałą miłość jedni ku drugim, bo miłość zakrywa wiele grzechów. Okazujcie sobie wzajemną gościnność bez szemrania.

Jako dobrzy szafarze różnorakiej łaski Bożej służcie sobie nawzajem takim darem, jaki każdy otrzymał.

Jeżeli kto ma dar przemawiania, niech to będą jakby słowa Boże. Jeżeli kto pełni posługę, niech to czyni mocą, której Bóg udziela, aby we wszystkim był uwielbiony Bóg przez Jezusa Chrystusa. Jemu chwała i moc na wieki wieków. Amen.

Umiłowani! Temu żarowi, który w pośrodku was trwa dla waszego doświadczenia, nie dziwcie się, jakby was spotkało coś niezwykłego, ale cieszcie się, im bardziej jesteście uczestnikami cierpień Chrystusowych, abyście się cieszyli i radowali przy objawieniu się Jego chwały.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:

Jezus przybył do Jerozolimy i wszedł do świątyni. Obejrzał wszystko, a że pora była już późna, wyszedł razem z Dwunastoma do Betanii.

Nazajutrz, gdy wyszli z Betanii, poczuł głód. A widząc z daleka drzewo figowe, okryte liśćmi, podszedł ku niemu zobaczyć, czy nie znajdzie czegoś na nim. Lecz podszedłszy bliżej, nie znalazł nic prócz liści, gdyż nie był to czas na figi. Wtedy rzekł do drzewa: „Niech już nikt nigdy nie je owocu z ciebie”. Słyszeli to Jego uczniowie.

I przyszli do Jerozolimy. Wszedłszy do świątyni, zaczął wyrzucać tych, którzy sprzedawali i kupowali w świątyni, powywracał stoły zmieniających pieniądze i ławki tych, którzy sprzedawali gołębie; i nie pozwolił, żeby kto przeniósł sprzęt jaki przez świątynię. Potem uczył ich mówiąc: „Czyż nie jest napisane: Mój dom ma być domem modlitwy dla wszystkich narodów? Lecz wy uczyniliście z niego jaskinię zbójców”.

Doszło to do arcykapłanów i uczonych w Piśmie i szukali sposobu, jak by Go zgładzić. Czuli bowiem lęk przed Nim, gdyż cały tłum był zachwycony Jego nauką.

Gdy zaś wieczór zapadał, wychodzili poza miasto. Przechodząc rano, ujrzeli drzewo figowe uschłe od korzeni. Wtedy Piotr przypomniał sobie i rzekł do Niego: „Rabbi, patrz, drzewo figowe, który przeklął, uschło”.

Jezus im odpowiedział: „Miejcie wiarę w Boga. Zaprawdę, powiadam wam: Kto powie tej górze: «Podnieś się i rzuć w morze», a nie wątpi w duszy, lecz wierzy, że spełni się to, co mówi, tak mu się stanie. Dlatego powiadam wam: Wszystko, o co w modlitwie prosicie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie. A kiedy stajecie do modlitwy, przebaczcie, jeśli macie coś przeciw komu, aby także Ojciec wasz, który jest w niebie, przebaczył wam wykroczenia wasze”.

Dzisiejsze pierwsze czytanie właściwie trudno jest jakoś szczegółowo wyjaśniać czy komentować, bo ono tak naprawdę komentuje się samo. Trudno cokolwiek dopowiedzieć do bardzo konkretnego i naprawdę jasnego przekazu Świętego Piotra. Nie mamy bowiem do czynienia – w przypadku jego Listów – z taką intelektualną finezją i ekwilibrystyką, jak to jest w przypadku Listów Świętego Pawła, gdzie trzeba się nieraz naprawdę uważnie wsłuchać i dokładnie śledzić ciąg myśli, wyrażonej w zdaniach długich, wielokrotnie złożonych, z wieloma wtrąceniami.

U Piotra mamy raczej przekaz prosty, bardzo konkretny, wyrażony – przynajmniej dzisiaj – w krótkich i praktycznych wskazaniach. Przypomnijmy je zatem sobie, dokonując porównania kolejnych akapitów tekstu z Biblii Tysiąclecia, którą posługujemy się w liturgii, z – kolejno – Biblią Paulistów i Biblią Pierwszego Kościoła. Bo z tego zestawienia wychodzą bardzo ciekawe skojarzenia, a jednocześnie wydaje się, że poszczególne tłumaczenia „pomagają sobie nawzajem” w najpełniejszym zrozumieniu Piotrowych wskazań.

I tak oto, w pierwszym akapicie dzisiejszego pierwszego czytania słyszymy: Najmilsi: Wszystkich koniec jest bliski. Bądźcie więc roztropni i trzeźwi, abyście się mogli modlić. Przede wszystkim miejcie wytrwałą miłość jedni ku drugim, bo miłość zakrywa wiele grzechów. Okazujcie sobie wzajemną gościnność bez szemrania.

W pierwszym z komplementarnych tłumaczeń słowa te brzmią tak: Nadchodzi już koniec wszystkiego. Bądźcie więc rozsądni i trzeźwi, aby się modlić. Przede wszystkim, wytrwale miłujcie się nawzajem, bo miłość przebacza wiele grzechów. Bądźcie dla siebie gościnni i nie narzekajcie.

W drugim natomiast: Bliski już koniec wszystkiego. Panujcie zatem nad sobą i bądźcie trzeźwi, aby się modlić. Przede wszystkim, miejcie wzajemnie dla siebie uważną miłość, bo miłość grzebie wielką liczbę grzechów. Bądźcie gościnni dla przybyszów, bez narzekania.

Już w tym zestawieniu widzimy, że ostatnie tłumaczenie mocniej i jaśniej wyraża chociażby owo pierwsze wezwanie, które każe «panować nad sobą i być trzeźwy, podczas gdy tłumaczenie, użyte w liturgii, mówi o «byciu roztropnym i trzeźwym»… Znaczenie w sumie podobne, ale przekaz nieco inny. Z pewnością, łatwiej nam zrozumieć intencję Autora.

Podobnie, jak i w kolejnym akapicie, w którym słyszymy: Jako dobrzy szafarze różnorakiej łaski Bożej służcie sobie nawzajem takim darem, jaki każdy otrzymał. Jeżeli kto ma dar przemawiania, niech to będą jakby słowa Boże. Jeżeli kto pełni posługę, niech to czyni mocą, której Bóg udziela, aby we wszystkim był uwielbiony Bóg przez Jezusa Chrystusa. Jemu chwała i moc na wieki wieków. Amen.

I znowu – w pierwszym z komplementarnych tłumaczeń fragment ten brzmi tak: Jako dobrzy zarządcy różnorakiej łaski Bożej służcie sobie nawzajem zgodnie z darem, jaki każdy z was otrzymał. Jeśli ktoś przemawia, niech przekazuje słowo Boże. Kto usługuje, niech to czyni z mocą, otrzymaną od Boga, aby we wszystkim był wychwalany Bóg przez Jezusa Chrystusa. Jemu chwała i moc na wieki wieków. Amen.

W drugim natomiast: Jaki otrzymaliście charyzmat, każdy z osobna, takim służcie sobie wzajemnie jako dobrzy szafarze wielorakiej łaski Boga. Jeśli ktoś przemawia – jako Boga słowami; jeśli ktoś wyświadcza przysługę – jako mocą, której Bóg udziela; by we wszystkim uwielbiany był Bóg przez Jezusa Chrystusa. Do Niego należy chwała i moc na wieki wieków. Amen.

Tutaja akurat poszczególne wskazania są przetłumaczone podobnie, chociaż może zwraca na siebie uwagę ostatnie tłumaczenie owym stwierdzeniem: Jeśli ktoś przemawia – jako Boga słowami. Czyli, ma to być nie «jakby» słowo Boże, ale ma to być wprost przemawianie słowami Boga. Przekaz natomiast jest generalnie jasny: każdy ma służyć innym tym, co ma od Boga. Tymi charyzmatami, jakie od Niego otrzymał.

Zauważmy, że mowa tu jest o «wielorakiej» czy «różnorodnej» łasce, otrzymanej od Pana. To na wypadek, gdyby komuś skojarzyło się to tylko i wyłącznie z łaską, jaką otrzymali kapłani, będący szafarzami Sakramentów. Tymczasem, tak naprawdę każdy z nas jest szafarzem, czyli dysponentem i – oby! – chętnym przekazicielem łaski, jaką otrzymał od Pana.

A każdy jakąś otrzymał! Każdy, nie tylko osoby duchowne lub konsekrowane. Każdy inną – ale każdy obfitą. I ta łaska, ten charyzmat (przypomnijmy sobie przy tej okazji definicję charyzmatu…) dany jest nam nie tylko dla nas samych, byśmy się nim cieszyli, ale dla dobra wspólnoty Kościoła, byśmy ją nim budowali i wzmacniali.

I wreszcie ostatni akapit, który w wysłuchanym przed chwilą czytaniu wybrzmiał tak: Umiłowani! Temu żarowi, który pośrodku was trwa dla waszego doświadczenia, nie dziwcie się, jakby was spotkało coś niezwykłego, ale cieszcie się, im bardziej jesteście uczestnikami cierpień Chrystusowych, abyście się cieszyli i radowali przy objawieniu się Jego chwały.

W pierwszym zaś z komplementarnych tłumaczeń brzmi on tak: Umiłowani, nie dziwcie się, gdy znajdziecie się w ogniu próby, bo to nic nadzwyczajnego! Ale cieszcie się, uczestnicząc w cierpieniach Chrystusa, abyście mogli mieć tym większą radość, gdy objawi się Jego chwała.

W drugim natomiast tak: Umiłowani, nie dziwcie się tej próbie ogniowej, która was doświadcza, tak jakby spotykało was coś niezwykłego. Lecz raczej skoro przez to uczestniczycie w cierpieniach Chrystusa – cieszcie się, byście również przy objawieniu się Jego chwały rozradowali się weselem.

Tutaj mamy zdecydowanie jaśniejsze ujęcie tego zjawiska, które w tłumaczeniu liturgicznym określone zostało jako «żar, który w pośrodku członków Kościoła trwa». Z porównania tłumaczeń dowiadujemy się, iż chodzi o «ogień próby», czy «próbę ogniową» – tak, czo owak: o cierpienia, prześladowania, trudne doświadczenia. Wszystkie trzy tłumaczenia przekonują, że nie jest to «nic nadzwyczajnego», «nic niezwykłego». Wprost przeciwnie, udział w tych doświadczeniach – a właściwie: przyjęcie ich z godnością i w pełnym posłuszeństwie woli Bożej – zaowocuje udziałem w wiecznej radości w Niebie.

I teraz możemy postawić sobie pytanie: Którego z tych wskazań nie zrozumieliśmy? A jeżeli zrozumieliśmy – to kolejne pytanie: Jak chcemy zrealizować je w swoim chrześcijańskim życiu? Które przede wszystkim? Albo: które w jaki sposób?

Z pewnością, nie możemy przejść koło nich obojętnie. Zabrania nam tego nauka, płynąca z dzisiejszej Ewangelii. Oto słyszymy o drzewie, które Jezus przeklął – tak Apostołowie określili stwierdzenie swego Mistrza: Niech już nikt nigdy nie je owocu z ciebie! a które zaraz potem rzeczywiście uschło. I możemy chyba tylko powiedzieć, że „nie zasłużyło” na taki los, skoro rzeczywiście nie było na nim fig, ale – jak słyszymy – nie był to czas na figi.

Bibliści dopatrują się tu odniesienia do rajskiego drzewa życia, których owoców Izrael będzie pozbawiony z powodu braku swojej wiary. Ale i my, chrześcijanie, uczniowie Jezusa Chrystusa – Jego naśladowcy, wyznawcy, głosiciele i świadkowie – mamy odczytać ten gest jednoznacznie: Jezus od nas oczekuje czegoś więcej, niż od innych! Nie rzeczy niemożliwych, czyli owocowania zbyt szybko czy w sposób cudowny, ale wytrwałego starania się o te owoce, aby była na nie w ogóle nadzieja i jakaś konkretna perspektywa.

Do tego potrzebna jest jednak modlitwa pełna wiary, o czym Jezus tak mówi w dzisiejszej Ewangelii: Miejcie wiarę w Boga. Zaprawdę, powiadam wam: Kto powie tej górze: «Podnieś się i rzuć w morze», a nie wątpi w duszy, lecz wierzy, że spełni się to, co mówi, tak mu się stanie. Dlatego powiadam wam: Wszystko, o co w modlitwie prosicie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie. A kiedy stajecie do modlitwy, przebaczcie, jeśli macie coś przeciw komu, aby także Ojciec wasz, który jest w niebie, przebaczył wam wykroczenia wasze.

Zatem, serce czyste, wolne od uprzedzeń – i pełne wiary, totalnie ufające Bogu, iż On sam wie najlepiej, czego nam potrzeba i da nam to, o ile to tylko pomoże nam w drodze do zbawienia, a nie zaszkodzi. A czy tak jest – to tylko On najlepiej wie. My mamy zaufać, modlić się z głęboką wiarą, przebaczać sobie nawzajem – i w takim duchu, w takiej atmosferze, z takim duchowym zapleczem, wypełniać wskazania Świętego Piotra z dzisiejszego pierwszego czytania. Oto recepta na przeobfite i najwspanialsze owoce naszego życia! I to tego życia tutaj, na tej ziemi, które przerodzą się w owoc w postaci życia wiecznego! Obyśmy w taki właśnie sposób owocowali!

Z pewnością, pięknym i obfitym w wielorakie owoce duchowe i intelektualne – i nie tylko! – było życie Patronki dnia dzisiejszego, Świętej Urszuli Ledóchowskiej.

Jako Julia Maria Ledóchowska urodziła się 17 kwietnia 1865 roku, w Loosdorf koło Wiednia, w gorliwej katolickiej rodzinie. Mając lat dwadzieścia jeden, wstąpiła do klasztoru urszulanek w Krakowie. Wyróżniała się gorliwością w modlitwie i umartwieniach. Najpierw pracowała w krakowskim internacie sióstr. W 1904 roku, jako przełożona domu, kierowała internatem. Dwa lata później założyła pierwszy na ziemiach polskich internat dla studentek szkół wyższych.

Swoje powołanie do wychowania młodzieży i opieki nad nią odkryła jeszcze w nowicjacie. W 1907 roku, w świeckim stroju, wyjechała do pracy dydaktycznej w Petersburgu. Objęła tam kierownictwo zaniedbanego internatu i liceum Świętej Katarzyny. Owocem jej ofiarnej pracy było powstanie – zaledwie po roku – samodzielnego klasztoru urszulanek w tym mieście.

Wtedy Urszula przeniosła się do Finlandii, gdzie otworzyła gimnazjum dla dziewcząt. Podczas pierwszej wojny światowej apostołowała w krajach skandynawskich, wygłaszając odczyty o Polsce i organizując pomoc dla osieroconych polskich dzieci.

Jednocześnie nie zaniedbywała swego Zgromadzenia, dzięki czemu rozrastał się nowicjat i dom zakonny w Szwecji. Pod koniec wojny Urszula Ledóchowska przeniosła go do Danii, gdzie założyła również szkołę i dom opieki dla dzieci polskich.

W roku 1920 wróciła do Polski. Osiedliła się w Pniewach koło Poznania, gdzie – z myślą o pracy apostolskiej w nowych warunkach – założyła zgromadzenie Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego, zwane urszulankami szarymi. Zgromadzenie to oddaje się głównie pracy wychowawczej.

W całym życiu Urszula Ledóchowska odznaczała się apostolską gorliwością i pogodą ducha. Zmarła w Rzymie 29 maja 1939 roku. Dnia 20 czerwca 1983 Święty Papież Jan Paweł II zaliczył ją w poczet Błogosławionych, a 18 maja 2003, w dniu swoich osiemdziesiątych trzecich urodzin – zaliczył ją w poczet Świętych.

I to właśnie Święta Urszula Ledóchowska uczy nas dzisiaj – w jednym ze swoich pism – jak ma wyglądać postawa człowieka, bezgranicznie ufającego Bogu. Ten tekst przywołujemy tu sobie co roku, ale jest on na tyle ważny, tak bardzo piękny i tak bardzo potrzebny nam, smutnym i zgaszonym chrześcijanom obecnego czasu, że koniecznie musimy go sobie jeszcze raz przypomnieć. To naprawdę skuteczny sposób na duchowe owocowanie. Dzisiejsza nasza Patronka proponuje nam taką receptę:

Podaję wam tu rodzaj apostolstwa, które nie domaga się od was ciężkiej pracy, wielkich umartwień i trudów, ale które szczególnie dziś, w naszych czasach, bardzo jest pożądane, potrzebne i skuteczne, mianowicie apostolstwo uśmiechu.

Uśmiech rozprasza chmury nagromadzone w duszy. Uśmiech na twarzy pogodnej mówi o szczęściu wewnętrznym duszy złączonej z Bogiem, mówi o pokoju czystego sumienia, o beztroskim oddaniu się w ręce Ojca niebieskiego, który karmi ptaki niebieskie, przyodziewa lilie polne i nigdy nie zapomina o tych, co Jemu bez granic ufają. Uśmiech na twej twarzy pozwala zbliżyć się bez obawy do ciebie, by cię o coś poprosić, o coś zapytać – bo twój uśmiech już z góry obiecuje chętne spełnienie prośby. Nieraz uśmiech twój wlać może do duszy zniechęconej jakby nowe życie, nadzieję, że nastaną lepsze czasy, że nie wszystko stracone, że Bóg czuwa. Uśmiech jest nieraz tą gwiazdą, co błyszczy wysoko i wskazuje, że tam na górze bije serce Ojcowskie, które zawsze gotowe jest zlitować się nad nędzą ludzką.

Ciężkie dziś życie, pełne goryczy, i Bóg sam zarezerwował sobie prawo uświęcania ludzi przez krzyż. Nam zostawił zadanie pomagać innym w bolesnej wędrówce po drodze krzyżowej przez rozsiewanie wokoło małych promyków szczęścia i radości. Możemy to czynić często, bardzo często, darząc ludzi uśmiechem miłości i dobroci, tym uśmiechem, który mówi o miłości i dobroci Bożej.

Mieć stały uśmiech na twarzy, zawsze – gdy słońce świeci albo deszcz pada, w zdrowiu lub w chorobie, w powodzeniu albo gdy wszystko idzie na opak – o to niełatwo! Uśmiech ten świadczy, że dusza twa czerpie w Sercu Bożym tę ciągłą pogodę duszy, że umiesz zapomnieć o sobie, pragnąc być dla innych promykiem szczęścia.” Tyle Święta Urszula.

my, wpatrzeni w przykład jej pięknej, dynamicznej i świętej postawydodatkowo: promującej także zwykłe poczucie humoru jako sposób na apostolstwoa także zasłuchani w Boże słowo dzisiejszej liturgii, zapytajmy raz jeszcze o… owoce. Tak: o owoce naszego życia.

Czy są one tak dobre, byśmy mogli nakarmić nimi innych?…

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.