Zdjąć wewnętrzne blokady…

Z

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywa:

Agnieszka Niedziałkowska, dla przyjaciół: „Siwa” (od nazwiska panieńskiego, nie od koloru włosów!), bardzo mi życzliwa Osoba, pełna życiowej werwy i konkretu w chrześcijańskiej postawie; szczęśliwa Żona i Mama!

Agnieszka Siłuszyk – Doktor matematyki, Pracownik naukowy Uniwersytetu w Siedlcach, czynnie zaangażowana w działalność Grupy teatralnej NADZIEJA naszego Duszpasterstwa Akademickiego GAUDEAMUS;

Agnieszka Osial, moja Koleżanka ze wspólnej pracy w Liceum Lelewela w Żelechowie.

Agnieszka Szeląg – bliska i życzliwa Osoba z Parafii Celestynów;

Agnieszka Piątek – również Osoba bardzo życzliwa i otwarta, którą miałem przyjemność poznać w czasie swojej posługi w Duszpasterstwie Akademickim.

Do grona wczorajszych Solenizantów natomiast dołączam Sebastiana Klocka, Pracownika naukowego i Rzecznika medialnego Akademii MAZOVIA w Siedlcach.

Życzę Świętującym, aby każdego dnia coraz bardziej pogłębiali nadzieję, jaką złożą w Jezusie – i tylko w Nim! Zapewniam o modlitwie!

Modlitwą ogarniamy także nasze Babcie i naszych Dziadków – wszak dziś i jutro są dni, Im poświęcone. Niech żyjącym Bóg udziela wszystkich swoich darów, a Zmarłych – przyjmie do swego Królestwa. Niech wynagrodzi Im to, że zwykle to Oni właśnie uczyli nas wiary. Ja swoją wdzięczność wyrażę poprzez Msze Święte, sprawowane w tych dniach w intencji jednych i drugich moich świętej pamięci Dziadków.

A oto ja dzisiaj podejmuję całe mnóstwo różnych spraw – nawet nie wiem, w jakiej kolejności. Muszę zorganizować przekazanie pewnych materiałów Księdzu Markowi na Syberię, korzystając z ostatnich dni obecności Księdza Pawła Czeluścińskiego w Polsce. Dlatego – przynajmniej w pierwszej połowie dnia – będę raczej w drodze. Także ogarniając ważne sprawy w samych Siedlcach. Postaram się dotrzeć chociaż na trochę na dyżur na Wydziałach przy ulicy 3 Maja, chociaż w Ogłoszeniach Duszpasterstwa Akademickiego GAUDEAMUS na ten tydzień wyraźnie zaznaczyłem, że ten dyżur będzie skrócony.

Natomiast o 17:00 odbędzie się spotkanie BANDY «CZARNEGO», zaś o 19:00 – jak w każdą środę – Msza Święta w intencji Środowiska Akademickiego, Duszpasterstwa Akademickiego i Młodzieży w Kościele. Po Mszy Świętej – adoracja Najświętszego Sakramentu w ciszy do godziny 21:00, kiedy to Apel Maryjny zakończy to modlitewne spotkanie.

Ot, takie plany na dzisiaj… Oddaję je do dyspozycji Panu naszemu i Matce Bożej Kodeńskiej!

Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co dziś mówi do mnie Pan? Z jakim osobistym przesłaniem zwraca się właśnie do mnie? Duchu Święty, działaj…

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Środa 2 Tygodnia zwykłego, rok II,

Wspomnienie Św. Agnieszki, Dziewicy i Męczennicy,

21 stycznia 2026., 

do czytań: 1 Sm 17,32–33.37.40–51; Mk 3,1–6

CZYTANIE Z PIERWSZEJ KSIĘGI SAMUELA:

Dawid rzekł do Saula: „Niech pan mój się nie trapi. Twój sługa pójdzie stoczyć walkę z tym Filistynem”. Saul odpowiedział Dawidowi: „To niemożliwe, byś stawił czoło temu Filistynowi i walczył z nim. Ty jesteś jeszcze chłopcem, a on wojownikiem od młodości”.

Powiedział Dawid: „Pan, który wyrwał mnie z łap lwów i niedźwiedzi, ocali mnie również z ręki tego Filistyna”. Rzekł więc Saul do Dawida: „Idź, niech Pan będzie z tobą”.

Wziął w rękę swój kij, wybrał sobie pięć gładkich kamieni ze strumienia, włożył je do torby pasterskiej, którą miał zamiast kieszeni, i z procą w ręce skierował się ku Filistynowi.

Filistyn przybliżał się coraz bardziej do Dawida, a giermek jego szedł przed nim. Gdy Filistyn spostrzegł Dawida i mu się przyjrzał, wzgardził nim dlatego, że był młodzieńcem, i to rudym, o pięknym wyglądzie. I rzekł Filistyn do Dawida: „Czyż jestem psem, że przychodzisz do mnie z kijem?” Złorzeczył Filistyn Dawidowi przez swoich bogów. Filistyn zawołał do Dawida: „Zbliż się tylko do mnie, a ciało twoje oddam ptakom powietrznym i dzikim zwierzętom”.

Dawid odrzekł Filistynowi: „Ty idziesz na mnie z mieczem, dzidą i oszczepem, ja zaś idę na ciebie w imię Pana Zastępów, Boga wojsk izraelskich, którym urągałeś. Dziś właśnie odda cię Pan w moją rękę, pokonam cię i utnę ci głowę. Dziś oddam trupy wojsk filistyńskich na żer ptactwu powietrznemu i dzikim zwierzętom; niech się przekona cały świat, że Bóg jest z Izraelitami. Niech wiedzą wszyscy zebrani, że nie mieczem ani oszczepem Pan ocala. Ponieważ jest to wojna Pana, On więc odda was w nasze ręce”.

I oto gdy wstał Filistyn i zbliżał się coraz bardziej ku Dawidowi, ten również pobiegł szybko na pole walki naprzeciw Filistyna.

Sięgnął do torby pasterskiej i wyjąwszy z niej kamień, wypuścił go z procy, trafiając Filistyna w czoło, tak że kamień utkwił w czole i Filistyn upadł twarzą na ziemię.

Tak to Dawid odniósł zwycięstwo nad Filistynem: kamieniem z procy trafił Filistyna i zabił go, chociaż nie użył miecza.

Dawid podbiegł i stanął nad Filistynem; chwycił jego miecz, a dobywszy z pochwy, dobił go i odciął mu głowę. Gdy spostrzegli Filistyni, że ich wojownik zginął, rzucili się do ucieczki.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:

W dzień szabatu Jezus wszedł do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschłą rękę. A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć.

On zaś rzekł do człowieka, który miał uschłą rękę: „Stań tu na środku”. A do nich powiedział: „Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego, czy coś złego? Życie ocalić czy zabić?” Lecz oni milczeli. Wtedy spojrzawszy wkoło po wszystkich z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serca, rzekł do człowieka: „Wyciągnij rękę”. Wyciągnął i ręka jego stała się znów zdrowa.

A faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz odbyli naradę przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić.

Bardzo ciekawie układa się treść dzisiejszego pierwszego czytania – mamy tu ciekawe zwroty akcji i bardzo ciekawie układające się międzyludzkie relacje.

Już pierwsze zdanie: Dawid rzekł do Saula: „Niech pan mój się nie trapi. Twój sługa pójdzie stoczyć walkę z tym Filistynemdaje do myślenia. Bo informuje nas, o czym będzie dalej: oczywiście, o walce Dawida z Goliatem. Jak dobrze wiemy – a przekonamy się ponownie po wysłuchaniu całego czytania – walce dla tego pierwszego zwycięskiej. Ale samo w sobie, zdanie to zawiera wiele ciekawych zestawień.

Oto bowiem dowiadujemy się, iż spotykają się ze sobą: przyszły król, dopiero co namaszczony przez Proroka i mający świadomość tego, że przejmie po Saulu tę funkcję – z królem aktualnie (jeszcze) panującym, który jednak usłyszał od Proroka solenne zapewnienie samego Boga, że z powodu swoich postępków stracił Boże zaufanie i władza królewska zostanie mu odebrana. On dobrze o tym wiedział, ale nie miał pojęcia, kto zamiast niego zasiądzie na tronie.

Dlatego stał się podejrzliwy, a kiedy Dawid zaczął odnosić sukcesy militarne – jeden po drugim – to Saul „dodał dwa do dwóch” i domyślił się, iż to właśnie on jest owym Bożym wybrańcem. I zaczął bardzo realnie czyhać na jego życie, wprost dążąc do zabicia go. Ale dzisiaj nie o tym słyszymy.

Dzisiaj jesteśmy świadkami spektakularnego zwycięstwa Dawida nad olbrzymem Goliatem, zagrażającym całej potężnej armii izraelskiej. Okazało się, że ratunek przyszedł ze strony młodego człowieka, właściwie chłopca, wyposażonego w procę i w kilka kamyków. Dzisiaj o tym nie ma mowy, bo tego zdania nie ma w czytaniu, ale z lektury całej Księgi dowiadujemy się, że Saul i jego przyboczni próbowali ubierać Dawida w jakąś ciężką zbroję, ale on nie mógł się w tym nawet poruszać, nie mówiąc już, że byłby sprawny w walce.

On wolał wyjść na spotkanie olbrzyma tak, jak stał, wyposażony w bardzo proste „akcesoria obronne”, a odziany w pancerz Bożej opieki i Bożego błogosławieństwa. A o tym „ubiorze” to on doskonale wiedział, kiedy stanął przed Saulem, proponując pokonanie Filistyna – o czym słyszymy w przywołanym tu pierwszym zdaniu. Właśnie to zdanie także z tego powodu jest szczególne i wyjątkowe, że wyraża bardzo pozytywne nastawienie Dawida – zarówno do króla, jak i do całego narodu; jak też wreszcie do zadania, którego się podejmuje.

Dawid – raz jeszcze podkreślmy – wiedział o tym, że to on ma być królem Izraela, ale w tej chwili chciał po prostu i ze szczerego serca pomóc! Tak, pomóc temu królowi, który aktualnie panował, a któremu nie sprzeniewierzył się nigdy, aż do końca życia Saula, broniąc jego czci jako namaszczonego przez Boga. Nawet wtedy, kiedy Saul naprawdę traktował go jak największego swego wroga – Dawid traktował Saula jak swego króla, karząc nawet śmiercią żołnierza, który na polu walki dobił ciężko rannego Saula i wręcz proszącego owego żołnierza o dokonanie tego. Dawid nawet wtedy uznał to za karygodne znieważenie osoby wybranej przez Boga.

I właśnie takie nastawienie Dawida widzimy w tym omawianym zdaniu. On ze szczerego serca chciał pomóc – bo wiedział, że może pomóc. Bo wiedział, że – przede wszystkim – to jemu samemu pomoże Bóg! I pomógł! Jak słyszymy w pierwszym czytaniu, była to pomoc tak wyraźna i zdecydowana, że nie mogła budzić żadnych wątpliwości!

Bo pomimo gigantycznej pychy i arogancjwrogiego olbrzyma, ufającego bezgranicznie swojej własnej sile – która zapewne nigdy wcześniej go nie zawiodła – Dawid nie dał się przestraszyć, a cała jego strategia obronna polegała na tym, że sięgnął do torby pasterskiej i wyjąwszy z niej kamień, wypuścił go z procy, trafiając Filistyna w czoło, tak że kamień utkwił w czole i Filistyn upadł twarzą na ziemię. Ot, tak, po prostu… Upadł – i po problemie.

Tak, jak zwyczajnie i po prostu Jezus kazał człowiekowi z uschłą ręką stanąć na środku synagogi, aby jednym zdecydowanym poleceniem: Wyciągnij rękę! – dokonać uzdrowienia. Ze strony Jezusa – chciałoby się powiedzieć – nic prostszego! Niestety, ze strony faryzeuszy i zwolenników Heroda – wielkie trudności! Oficjalnie to te, że Jezus swoim działaniem znieważył szabat, zlekceważył charakter tego dnia. A tak naprawdę – z pewnością mamy tego pełną świadomość – chodziło tu o jakąś głęboką nieprawość tych ludzi! O taką rzeczywistą nieprawość, obłudę, ogromny fałsz ich postępowania!

Im tak naprawdę nie chodziło o szabat, czyli o oddanie czci Bogu. Ich postępowanie urągało tej czci na każdym kroku! Dlatego tak bardzo buntowali się przeciwko Jezusowi. I dlatego Saul – człowiek do cna wewnętrznie nieprawy – nie mógł szczerze ucieszyć się ani tym zwycięstwem Dawida, ani potem wieloma następnymi, dokonywanymi przecież niejako „pod sztandarem” Saula, jako króla i zwierzchnika izraelskiej armii! Niestety, były to jednak zwycięstwa dokonywane przez Dawida, dlatego nie można było ani ich uznać, ani się nimi szczerze ucieszyć.

Ileż złego, Drodzy moi, może spowodować zazdrość w sercu człowieka! Ileż dobra może zniszczyć czyjaś wewnętrzna nieprawość! Nawet ewidentne, a wręcz cudowne działanie Boga – w zderzeniu z wewnętrzną nieprawością człowieka, z jego wewnętrznym oporem, zawziętością, zamkniętym sercem – bardzo traci na swojej skuteczności. A nawet – może tę skuteczność sprowadzić do zera! Taką władzę – jeśli tak można to ująć – ma człowiek nad swoim Bogiem.

Dlatego mając to wszystko na uwadze i widząc tak bardzo negatywne przykłady wewnętrznego oporu w postawie czy to Saula, czy żydowskiej elity religijnej, my sami starajmy się jak najszerzej otwierać swe serca i umysły na Boże propozycje i działania, usuwajmy wszelkie, nawet najmniejsze blokady wewnętrzne, szczególnie te, przyjmujące postać pychy lub strachu, aby Pan mógł w nas i przez nas dokonywać jak najwięcej dobrego! Aby cudów mógł dokonywać – dla nas samych, a przez nas: dla ludzi z naszego otoczenia!

Gdybyśmy natomiast szukali w tej kwestii przykładów pozytywnych, to z całą pewnością taki niesie nam świadectwo życia i świętości Patronki dnia dzisiejszego. A jest nią Święta Agnieszka, Dziewica i Męczennica.

Była w starożytności jedną z najbardziej popularnych Świętych. Pisali o niej: Święty Ambroży, Święty Hieronim, Święty Papież Damazy, Święty Papież Grzegorz I Wielki – i wielu innych. Jako dwunastoletnia dziewczynka, pochodząca ze starego rodu, miała ponieść męczeńską śmierć na stadionie Domicjana około 305 roku. Na miejscu złożonego przez nią „świadectwa krwi” dzisiaj znajduje się Piazza Navona – jedno z najpiękniejszych i najbardziej uczęszczanych miejsc Rzymu. Tuż obok, nad grobem Męczennicy, wzniesiono bazylikę pod jej wezwaniem, w której 21 stycznia – zgodnie ze starym zwyczajem – poświęca się dwa białe baranki.

Oto bowiem łacińskie imię Agnieszki – „Agnes”, wywodzi się zapewne – jak się uważa – od łacińskiego wyrazu agnus” – „baranek”. Dlatego powstał zwyczaj, że przy klasztorze, znajdującym się obok bazyliki, siostry zakonne pielęgnują baranki, które poświęca się właśnie w dniu dzisiejszym. Z ich wełny zakonnice wyrabiają potem paliusze, które następnie Papież nakłada nowo mianowanym metropolitom Kościoła katolickiego. To właśnie także w związku z tym, artyści przedstawiają Agnieszkę z barankiem, trzymanym na ręku.

Co zaś się tyczy samego męczeństwa dzisiejszej Patronki, to – według przekazów – o rękę Agnieszki rywalizowało wielu kandydatów, a wśród nich pewien młody rzymski szlachcic, bez reszty oczarowany jej urodą. Ona jednak odrzuciła wszystkich, mówiąc, że wybrała Małżonka, którego nie potrafią zobaczyć oczy śmiertelnika. Zalotnicy, chcąc złamać jej upór, oskarżyli ją, że jest chrześcijanką. Doprowadzona przed sędziego, nie uległa jednak ani łagodnym namowom, ani groźbom. Rozniecono ogień, przyniesiono narzędzia tortur, ale ona przyglądała się temu z niewzruszonym spokojem.

Wobec tego odesłano ją do domu publicznego, ale jej postać budziła taki szacunek, że żaden z grzesznych mężczyzn, odwiedzających to miejsce, nie śmiał się nawet do niej zbliżyć. Jeden, „odważniejszy” niż inni, po nieudanej próbie został nagle porażony ślepotą i upadł w konwulsjach. Młoda Agnieszka wyszła z domu rozpusty niepokalana i nadal była czystą małżonką Chrystusa. Według jeszcze innego przekazu, całkowicie obnażona na jednym ze stadionów, została wystawiona na pastwę spojrzeń tłumu. Jednak, w sposób cudowny, okryła się płaszczem włosów.

Wobec tych wszystkich okoliczności, zalotnicy znów zaczęli podburzać sędziego. Bohaterska Dziewica została ostatecznie skazana na ścięcie. Wśród powszechnego płaczu, ścięto jej głowę. Poszła na spotkanie Nieśmiertelnego Małżonka, którego ukochała bardziej niż życie.

W swoim traktacie, poświęconym dziewictwu, Święty Ambroży, Biskup, tak rozważa wspaniałe i bohaterskie męczeństwo dzisiejszej Patronki:

Oto dzisiaj pamiątka narodzin dla nieba Dziewicy – naśladujmy jej czystość! Oto dzień narodzin Męczennicy – składajmy ofiary! Dzisiaj wspomnienie Świętej Agnieszki. Według tradycji, poniosła śmierć w dwunastym roku życia. Jakże haniebne jest okrucieństwo, które nie oszczędza tak młodego wieku. Ale też jakże wielka moc wiary, która nawet w tak młodym dziewczęciu znajduje świadectwo.

Czyż w tak małym ciele mogło być w ogóle miejsce na ranę? Nie było miejsca na uderzenie żelazem, ale było na przezwyciężenie żelaza. Tymczasem dziewczęta w jej wieku lękają się nawet surowej twarzy rodziców, a ukłute igłą, płaczą jakby z powodu dotkliwej rany.

Oto stoi bez lęku pośród krwawych katów. Nieporuszona na dźwięk okrutnych kajdan. Całe swe ciało podaje pod cios srogiego oprawcy. Nie wie jeszcze, co znaczy śmierć, ale już jest na nią gotowa. Zawleczona przemocą do ołtarza, pośrodku palących ogni wyciąga ręce ku Chrystusowi i wśród świętokradczych płomieni kreśli znak Chrystusa Zwycięzcy. Wkłada swą szyję i ręce w żelazne kajdany, ale żadne z nich nie mogą zacisnąć tak drobnych członków. Czyżby nowy jakiś rodzaj męczeństwa? Jeszcze niezdolna do przyjęcia tortur, ale już dojrzała do zwycięstwa. Pomimo tak młodego wieku – stała się mistrzynią męstwa.

Nie tak chętnie podążałaby w dniu zaślubin ku oblubieńcowi, jak ochoczo i z radością szła na miejsce kaźni. Ozdobą jej głowy był Chrystus, nie zaś misternie upięte włosy! Uwieńczona cnotami, a nie kwiatami. Wszyscy płaczą, ale nie ona. Wielu dziwi się, że tak łatwo szafuje życiem, którego jeszcze nie zakosztowała. Oddaje je, jak gdyby doszła już do jego kresu. Zdumiewają się wszyscy, iż stała się świadkiem samego Boga, gdy z powodu wieku nie mogłaby nawet występować w sądzie. Sprawiła, iż uwierzono jej, gdy świadczyła o Bogu, choć nie dano by wiary, gdyby świadczyła o ludziach. Co bowiem wykracza poza naturę, pochodzi od Twórcy natury.

Ileż gróźb stosował oprawca, aby ją zastraszyć! Ileż pochlebstw, aby przekonać! Ileż obietnic wypowiadało wielu starających się o jej rękę! Ona zaś: „Byłoby niesprawiedliwością dla Oblubieńca oczekiwać kogoś innego. Moim wybranym jest Ten, który mnie pierwszy wybrał. Dlaczego zwlekasz, kacie? Niechaj umiera ciało miłowane oczyma ciała. Takiej miłości nie pragnę.” Wstała, pomodliła się, położyła głowę pod miecz.

I wtedy mógłbyś zobaczyć, jak zadrżał kat, zupełnie jak gdyby to on sam był skazany. Zatrzęsła się ręka prześladowcy, pobladło oblicze spoglądającego na cudze niebezpieczeństwo, podczas gdy dziewczę spokojnie patrzyło na swoje.

Oto więc w jednej ofierze widzicie podwójne świadectwo: czystości i wiary. Zachowała dziewictwo i dostąpiła męczeństwa.”

Tyle ze świadectwa Świętego Ambrożego o naszej dzisiejszej Patronce. Wpatrzeni w świetlany przykład jej świętości, a jednocześnie zasłuchani w Boże słowo dzisiejszej liturgii, pomyślmy, czy stać nas na aż tak odważną otwartość na Jezusa, jakiej przykład dzisiaj widzimy? A jeżeli nie na tak odważną – to na taką, na jaką nas stać? Co robimy – co dziś zrobimy – aby odblokować w swoim sercu i umyśle to, co odblokować koniecznie trzeba, aby Pan mógł bez przeszkód działać: w nas i przez nas?

1 komentarz

  • Czy to ma być świadectwem czystości wiary czy może zamętu? https://youtu.be/fMq2yqBZWNg
    Kto stanie wbrew Papieskim i Jagiellońskim doktorom teologicznym? Czego tam uczą i gdzie trafi ten kłamliwy uniwersytecki przekaz? A gdy Pan przyjdzie, czy zastanie jeszcze prawdziwą wiarę?

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.