Jezus to sobie pozwala!

J

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywają:

Grzegorz Sosnowski – za moich czasów: Lektor w Wojcieszkowie;

Grzegorz Bessaraba – w swoim czasie: zaangażowany w działalność naszych Wspólnot.

Życzę Solenizantom ogromu łask Bożych! I zapewniam o modlitwie!

A ja dzisiaj pozdrawiam z Siedlec, gdzie za chwilę udaję się do Rektoratu, na jakąś ważną rozmowę z Panią Doktor Beatą Czeluścińską. Wczoraj zostałem wczoraj zaproszony na tę rozmowę o bieżących sprawach Uniwersytetu w Siedlcach i działaniach naszego Duszpasterstwa, potem praca na miejscu, a o 18:00 zamierzam odprawić Mszę Świętą w mojej rodzinnej Parafii – Chrystusa Miłosiernego w Białej Podlaskiej. Będzie też okazja spotkać się z Rodzicami.

A teraz już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co dziś mówi do mnie osobiście Pan? Z jakim przesłaniem zwraca się właśnie konkretnie do mnie? Duchu Święty, podpowiedz…

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Piątek 3 Tygodnia Wielkanocy,

24 kwietnia 2026., 

do czytań: Dz 9,1–20; J 6,52–59

CZYTANIE Z DZIEJÓW APOSTOLSKICH:

Szaweł ciągle jeszcze siał grozę i dyszał żądzą zabijania uczniów Pańskich. Udał się do arcykapłana i poprosił go o listy do synagog w Damaszku, aby mógł uwięzić i przyprowadzić do Jerozolimy mężczyzn i kobiety, zwolenników tej drogi, jeśliby jakichś znalazł.

Gdy zbliżał się już w swojej podróży do Damaszku, olśniła go nagle światłość z nieba. A gdy upadł na ziemię, usłyszał głos, który mówił: „Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?” Powiedział: „Kto jesteś, Panie?”

A On: „Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz. Wstań i wejdź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić”.

Ludzie, którzy mu towarzyszyli w drodze, oniemieli ze zdumienia, słyszeli bowiem głos, lecz nie widzieli nikogo. Szaweł podniósł się z ziemi, a kiedy otworzył oczy, nic nie widział. Wprowadzili więc go do Damaszku, trzymając za ręce. Przez trzy dni nic nie widział i ani nie jadł, ani nie pił.

W Damaszku znajdował się pewien uczeń, imieniem Ananiasz. Pan przemówił do niego w widzeniu: „Ananiaszu!” A on odrzekł: „Jestem, Panie!”

A Pan do niego: „Idź na ulicę Prostą i zapytaj w domu Judy o Szawła z Tarsu, bo właśnie się modli”. (I ujrzał w widzeniu, jak człowiek imieniem Ananiasz wszedł i położył na nim ręce, aby przejrzał).

Odpowiedział Ananiasz: „Panie, słyszałem z wielu stron, jak dużo złego wyrządził ten człowiek świętym Twoim w Jerozolimie. I ma on także władzę od arcykapłanów więzić tutaj wszystkich, którzy wzywają Twego imienia”.

Odpowiedział mu Pan: „Idź, bo wybrałem sobie tego człowieka za narzędzie. On zaniesie imię moje do pogan i królów, i do synów Izraela. I pokażę mu, jak wiele będzie musiał wycierpieć dla mego imienia”.

Wtedy Ananiasz poszedł. Wszedł do domu, położył na nim ręce i powiedział: „Szawle, bracie, Pan Jezus, który ukazał ci się na drodze, którą szedłeś, przysłał mnie, abyś przejrzał i został napełniony Duchem Świętym”. Natychmiast jakby łuski spadły z jego oczu i odzyskał wzrok, i został ochrzczony. A gdy go nakarmiono, odzyskał siły.

Jakiś czas spędził z uczniami w Damaszku i zaraz zaczął głosić w synagogach, że Jezus jest Synem Bożym.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:

Żydzi sprzeczali się między sobą, mówiąc: „Jak On może nam dać swoje ciało na pożywienie?”

Rzekł do nich Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym.

Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje ciało i pije krew moją, trwa we Mnie, a Ja w nim.

Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze mnie. To jest chleb, który z nieba zstąpił. Nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki”.

To powiedział ucząc w synagodze w Kafarnaum.

Jest coś niesamowitego w tej historii, którą przedstawia nam pierwsze czytanie! Jest coś niesamowitego w działaniu Jezusa, który zechciał tak zapiekłego i zapamiętałego w swej nienawiści człowieka uczynić jednym z najgorliwszych swoich Apostołów – szczególnie, jeśli wziąć pod uwagę ilość, długość i rozległość terytorialną odbytych przez niego potem podróży. Dlaczego akurat o niego się upomniał, o niego się postarał?

A nawet, jeśli wziąć pod uwagę fakt, iż człowiek jest totalnie wolny w swoim działaniu, a nasz Pan zawsze chce tę jego wolność uszanować i dociera do niego powoli, starając się go wewnętrznie poruszyć, przekonać do swoich argumentów, przemienić jego myślenie – to w tym przypadku wcale się z Szawłem nie „ceregielił”, tylko załatwił z nim sprawę tak, jak załatwił. Mocno jakoś wybrzmiewa to zestawienie – powiedzmy sobie szczerze: zderzenie – działania Szawła z działaniem Jezusa.

Jeśli idzie o działanie Szawła, to wyglądało ono tak: Szaweł ciągle jeszcze siał grozę i dyszał żądzą zabijania uczniów Pańskich. Udał się do arcykapłana i poprosił go o listy do synagog w Damaszku, aby mógł uwięzić i przyprowadzić do Jerozolimy mężczyzn i kobiety, zwolenników tej drogi, jeśliby jakichś znalazł.

A gdy idzie o działanie Jezusa, to wyglądało ono tak: Gdy zbliżał się już w swojej podróży do Damaszku, olśniła go nagle światłość z nieba. A gdy upadł na ziemię, usłyszał głos, który mówił: „Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?” Powiedział: „Kto jesteś, Panie?” A On: „Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz. Wstań i wejdź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić”. Ludzie, którzy mu towarzyszyli w drodze, oniemieli ze zdumienia, słyszeli bowiem głos, lecz nie widzieli nikogo. Szaweł podniósł się z ziemi, a kiedy otworzył oczy, nic nie widział. Wprowadzili więc go do Damaszku, trzymając za ręce. Przez trzy dni nic nie widział i ani nie jadł, ani nie pił.

Bardzo mocno i radykalnie – przyznajmy. I właśnie: dlaczego Jezus nie próbował powoli, spokojnie, przez różnych ludzi, przez różne sytuacje docierać do Szawła, tylko tak od razu, radykalnie, a wręcz gwałtownie?… Owszem, potem było tłumaczenie, co i jak ma robić, do kogo się udać, jakie działania podjąć – ale to potem. Najpierw był – pozwólmy sobie na takie określenie – reset myślenia. Paweł – znowu: pozwólmy sobie na taki obraz – walnąć głową o ziemię, żeby się w tej głowie wszystko „wyzerowało”, czyli żeby nastąpił totalny reset, po którym wszystko zaczęło się zupełnie na nowo.

Może właśnie dlatego trzeba było, aby na jakiś czas zaniewidział, żeby sobie ten wewnętrzny wzrok wyostrzył, aby kiedy na nowo zaczął widzieć świat – zobaczył go już w innych barwach. Dlaczego Pan – w tym konkretnym przypadku – zadziałał tak niestandardowo? Zapewne trudno nam będzie znaleźć na to odpowiedź. Wiemy, że było to bardzo dobre i potrzebne działanie, dało ono bowiem Kościołowi niezmordowanego i bardzo duchowo płodnego Apostoła. Ale dlaczego w taki sposób się to dokonało? Dlaczego Pan chciał taką właśnie drogę wybrać w tym jednym przypadku?

Zapewne na to pytanie należałoby odpowiedzieć innym pytaniem – chociaż tak się zasadniczo nie czyni, dlatego może powiedzmy: to pytanie należałoby wzmocnić drugim pytaniem – dlaczego Pan w tak różny sposób powołuje każdą i każdego z nas? Dlaczego te sposoby odkrywania woli Bożej są nieraz tak zaskakujące? Dlaczego nawet nie potrafimy zrozumieć – w niejednym przypadku – motywów Bożego działania? A wreszcie – pytanie chyba najtrudniejsze: jak to się ma do wolności tegoż powoływanego człowieka? Czy Jezus zwyczajnie nie zmusza do pójścia drogą, którą wskazuje?

Jaka jest odległość znaczeniowa między: „powołuje”, a „zmusza”? Przecież człowiek wolny sam powinien wybrać swoją drogę? I już tak konkretnie: Czy Szaweł po tym, kiedy – mówiąc bardzo, bardzo potocznie – „zaliczył glebę”, mógł wstać, otrząsnąć się i powiedzieć Jezusowi: „Mam Cię w nosie”? Czy mógł pójść dalej tą drogą, którą szedł (jechał na koniu) do tej pory? Pewnie mógł, chociaż trudno nam to sobie wyobrazić.

Natomiast może jakimś wyjaśnieniem – przynajmniej jego próbą – w odniesieniu do tych pytań będą słowa Jezusa z dzisiejszej Ewangelii: Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje ciało i pije krew moją, trwa we Mnie, a Ja w nim.

Zauważmy, że zostały one wypowiedziane w ramach dość długiej przemowy Jezusa, zapisanej w szóstym rozdziale Ewangelii Świętego Jana, zwanej – przynajmniej w jego znacznej części – mową eucharystyczną, zapowiadającą właśnie dar Eucharystii. Znamienne jest – i o tym nie możemy zapominać – że kiedy Jezus wypowiadał te słowa, Jego słuchacze nie byli zupełnie przygotowani na przyjęcie tej nauki! Oni nie mieli wręcz prawa zrozumieć, o co Mu chodzi, gdy mówił o jedzeniu swego Ciała.

Tak, to też jest istotne, że słowo, używane w tej wypowiedzi przez Jezusa, to nie jest delikatne „spożywanie”, a „zjadanie”, w sensie rozgryzania, rozszarpywania pokarmu zębami! I oto Jezus taką wizję snuję przed zupełnie do tego nie przygotowanymi słuchaczami – i niczego nie tłumaczy szczegółowo, ani nie zatrzymuje tych, którzy oburzeni tymi słowami, po prostu odeszli.

Natomiast daje nam jasno do zrozumienia, że nie ma innej drogi do zbawienia. Jeżeli chcemy być z Jezusem teraz i w wieczności, to mamy – niech to wybrzmi wprost i w całej ostrości – zjadać Jego Ciało! Dla Pawła zapewne nie było innej drogi, jak ta, do Damaszku, a dokładniej: pod bramy Damaszku, na tamtejszą twardą ziemię, o którą trzeba było grzmotnąć głową. To był element tej drogi, jaką Paweł – jeszcze jako Szaweł – musiał zapewne przejść.

I chyba trzeba nam zostawić pewną przestrzeń tajemnicy, pewne niedopowiedzenie z naszej strony, które będzie znakiem naszego zaufania do Jezusa, iż On wie, co robi, kiedy kogoś powołuje – i kiedy czyni to tak, a nie inaczej. I kiedy wskazuje nam taką, a nie inną, drogę do zbawienia. Dla nas wszystkich, wierzących w Niego – Jego uczniów, wyznawców, naśladowców i świadków – tą drogą jest Eucharystia. Po prostu, nie ma innej drogi. I nawet, jeżeli w jednostkowej sytuacji może się zdarzyć, że ktoś zostanie zbawiony, nie przyjąwszy ani razu Ciała Pańskiego w Komunii Świętej – bo nie miał takiej możliwości z różnych, niezależnych od niego powodów, ale otworzył się na działanie Boga w swoim życiu – to w niczym nie zmienia to tej ogólnej zasady, o jakiej mówimy: normalną drogą do zbawienia jest Eucharystia.

I tak, jak ktoś chce dojechać do Wrocławia, to kieruje się na Wrocław, a nie na Elbląg, tak ten, kto chce dojść do Nieba, idzie drogą, która do niego prowadzi. To taka dość logiczna konieczność. Stąd też każdy, kto chce pójść drogą Jezusa i tą drogą dość do zbawienia, idzie właśnie tą drogą, którą mu Jezus wskaże, a nie inną. A dlaczego ta droga może być inna w odniesieniu do nas, a inna w odniesieniu do innych?

Pewnie dlatego, że jesteśmy inni! I całe szczęście, że tacy jesteśmy. A Pan wie, jak z każdym z nas rozmawiać i jak do każdego serca docierać. I jeżeli pozwala sobie na takie rozstrzygnięcie sprawy, jak to dzisiaj miało miejsce w odniesieniu do Szawła, to naprawdę – choć to zabrzmi dziwnie, niewiarygodnie, a wręcz paradoksalnie – należy to uznać za znak wielkiego zaufania Jezusa do niego, znak dużej poufałości. Jezus po prostu wiedział, że w tym przypadku może sobie „pozwolić na więcej”, bo znał serce Pawła i wiedział, że… z nim tak można.

A na ile Jezus „może sobie pozwolić” w stosunku do mnie?…

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.