Czego zazdrościć Dawidowi?…

C

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywają:

Ksiądz Leszek Mućka, z którym znamy się od bardzo dawna;

Ksiądz Jan Miedzianowski, mój Kolega z Roku Święceń, Misjonarz w Peru;

Magda Sosnowska – Osoba, z którą znam się od czasów mojego zamieszkania i posługi w Wojcieszkowie, w czasie moich studiów na KUL.

Imieniny natomiast przeżywa Siostra Laura Wysocka, Benedyktynka – Misjonarka, z którą tak świetnie współpracowało mi się w czasie zamieszkania i posługi w Trąbkach.

Wszystkim świętującym życzę jak najodważniejszego składania siebie w darze Bogu i drugiemu człowiekowi, o czym więcej w rozważaniau. Zapewniam o modlitwie!

Naszą serdeczną modlitwą otaczamy także Babcie i Dziadków, prosząc dla żyjących o Boże błogosławieństwo, a dla żyjących już u Pana – o radość wieczną!

A u mnie dzisiaj – czwartkowy dyżur przy ulicy Żytniej. Miało go nie być i nawet w Ogłoszeniach Duszpasterstwa jest napisane, że go nie będzie, bo miałem jechać na kilka dni do Lasek pod Warszawą. Ale plany z dnia na dzień się modyfikują, wskutek czego… nie pojechałem.

Natomiast pojadę do Lublina, gdzie o 18:00 planuję koncelebrować Mszę Świętą u Jana Kantego, w trakcie której mam wygłosić homilię.

Po Mszy Świętej natomiast – spotkanie z Szymonem Salą, Autorem naszych wtorkowych rozważań, Wiceliderem FORMACJI «SPE SALVI», jednym z najbliższych mi ludzi na świecie! Zapowiada się rozmowa szczera i głęboka – o wszystkim. I wspólna modlitwa. Zresztą, Szymon będzie już ze mną na Mszy Świętej.

Zapraszamy do łączności z nami:

https://www.youtube.com/c/Parafia%C5%9BwJanaKantegowLublinie/streams

Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Poniżej zaś – słówko Janka Kondeja. Głęboko osadzone w szczerej wierze Autora, ale dzisiaj dodatkowo: także w Jego życiowym doświadczeniu. Bo Janek dzieli się z nami dzisiaj takimi codziennymi problemami, jakie pewnie ma niejeden z nas. Wielkie dzięki Jankowi za tę totalną szczerość i wnikliwość w podejmowaniu spraw najważniejszych! I Panu naszemu wielkie dzięki – za te dobre natchnienia, jakimi Janka obdarza!

Zatem, co ważnego mówi dziś do mnie Pan? Z jakim bardzo osobistym przesłaniem zwraca się do mnie – konkretnie i po imieniu? Duchu Święty, działaj!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Czwartek 2 Tygodnia zwykłego, rok II,

22 stycznia 2026., 

do czytań: 1 Sm 18,6–9;19,1–7; Mk 3,7–12

CZYTANIE Z PIERWSZEJ KSIĘGI SAMUELA:

Gdy Dawid wracał po zabiciu Filistyna Goliata, kobiety ze wszystkich miast wyszły ze śpiewem i tańcami naprzeciw króla Saula, przy wtórze bębnów, okrzyków i cymbałów. I śpiewały kobiety wśród grania i tańców: „Pobił Saul tysiące, a Dawid dziesiątki tysięcy”. A Saul bardzo się rozgniewał, bo nie podobały mu się te słowa. Mówił: „Dawidowi przyznały dziesiątki tysięcy, a mnie tylko tysiące. Brak mu tylko królowania”. I od tego dnia patrzył Saul na Dawida zazdrosnym okiem.

Saul namawiał syna swego, Jonatana, i wszystkie sługi swoje, by zabili Dawida. Jonatan jednak bardzo upodobał sobie Dawida, uprzedził go więc o tym, mówiąc: „Ojciec mój, Saul, pragnie cię zabić. Od rana miej się na baczności; udaj się do jakiejś kryjówki i pozostań w ukryciu. Tymczasem ja pójdę, by stanąć przy mym ojcu na polu, gdzie ty się będziesz znajdował. Ja sam porozmawiam o tobie z ojcem. Zobaczę, co będzie, i o tym cię zawiadomię”.

Jonatan mówił życzliwie o Dawidzie ze swym ojcem, Saulem. Powiedział mu: „Niech nie zgrzeszy król przeciw swojemu słudze, Dawidowi! Nie zawinił on przeciw tobie, a czyny jego są dla ciebie bardzo pożyteczne. On przecież swoje życie narażał, on zabił Filistyna, dzięki niemu Pan dał całemu Izraelowi wielkie zwycięstwo. Patrzyłeś na to i cieszyłeś się. Dlaczego więc masz zamiar zgrzeszyć przeciw niewinnej krwi, bez przyczyny zabijając Dawida?” Posłuchał Saul Jonatana i złożył przysięgę: „Na życie Pana, nie będzie zabity!”

Zawołał Jonatan Dawida i powtórzył mu całą rozmowę. Potem zaprowadził Dawida do Saula i Dawid został u niego jak poprzednio.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:

Jezus oddalił się ze swymi uczniami w stronę jeziora. A szło za Nim wielkie mnóstwo ludu z Galilei. Także z Judei, z Jerozolimy, z Idumei i Zajordania oraz z okolic Tyru i Sydonu szło do Niego mnóstwo wielkie na wieść o Jego wielkich czynach. Toteż polecił swym uczniom, żeby łódka była dla Niego stale w pogotowiu ze względu na tłum, aby się na Niego nie tłoczyli.

Wielu bowiem uzdrowił i wskutek tego wszyscy, którzy mieli jakieś choroby, cisnęli się do Niego, aby się Go dotknąć. Nawet duchy nieczyste, na Jego widok, padały przed Nim i wołały: „Ty jesteś Syn Boży”. Lecz On surowo im zabraniał, żeby Go nie ujawniały.

A OTO SŁÓWKO JANKA KONDEJA:

Dzisiejsze pierwsze czytanie opowiada nam, jak Dawid wraca z wojny, na której zabił Filistyna. Kobiety poszły się radować do króla Saula i ku jego niemiłemu zdziwieniu, nie doceniły bardziej jego, ale Dawida! I zaśpiewały kobiety wśród grania i tańców: „Pobił Saul tysiące, a Dawid dziesiątki tysięcy.

Saul się zasmucił. Zaczął patrzeć na Dawida z zazdrością! Chciał go zabić! A dlaczego? Dlatego, że Dawid dostał uznanie wśród ludzi za to, co robił z serca!

Dawid był zwykłym sługą króla Saula! Miał swoje marzenia, miał swoje cele, miał swój cenny czas, który mógł wykorzystać na rozwijanie swoich zainteresować albo by spędzić go z rodziną! Lecz z dobroci serca i ze swojego zaangażowania służył królowi Saulowi.

Czy otrzymał za to chociażby dobre słowo? Albo jakąś zapłatę za wszystko, co zrobił? W końcu poświecił się! Mógł z tej wojny nie wrócić, mógł zostać ciężko ranny. Można powiedzieć, że powinien być szczęśliwy, bo wielu ludzi go doceniało! Przecież kobiety bardziej go chwaliły, niż Saula! Ale jednak zapewne czuł smutek i żal, gdy dowiedział się, że król, któremu służy i oddaje serce, ma go „gdzieś” i chce go zabić!

Ostatecznie, królewski syn Jonatan – PO ROZMOWIE SZCZEREJ I DO BÓLU – zmienia nastawienie króla do Dawida. I dlatego Saul znowu zaczyna Dawida doceniać i szanować. Przynajmniej – tak zapewnia.

A w Ewangelii dzisiejszej Jezus pokazuje nam, że nie można pozwolić wejść sobie „na głowę”! Ludzie widzieli, jakie Jezus cuda czyni! Szli, a wręcz napierali na Niego! A Jezus – jak gdyby nigdy nic – wsiadł do łodzi i odpłynął. Rozumiał, że musi zachować jakieś granice i znaleźć też czas na modlitwę i odpoczynek. Ludzie by mogli przychodzić całą dobę do Niego i mówić: „Zrób to i to”, ale Jezus postawił pewne granice, których nie przekraczał!

Można powiedzieć, że te historie były dawno – czy to z Dawidem i Saulem, czy z Jezusem. Ale czy teraz nie znajdujemy co i raz takiego Dawida w naszym życiu, który angażuje się, wkłada serce w pracę; który jest „podporą” dla szefa, który sumiennie angażuje się w pracy, a potem jeszcze poświęca się dla innych i wykonuję drugą prace. A często zapłatą jest jedynie dobre słowo i marne parę groszy, bo – jak słyszy w tej „drugiej” pracy: „Przecież masz dochód i środki utrzymania z pierwszej pracy, więc tutaj już bardziej potraktuj to jako wolontariat…” I okazuje się, że ludzie mogą chwalić, ale jednak od tego, od którego oczekiwałoby się uznania – to właśnie się nie doczeka…

I taki człowiek wychodzi smutny – jak dzisiaj Dawid – bo wiele robi i się poświęca, a uznania od tego, któremu służy i dla którego tak rzetelnie pracuje, nie otrzymuje. Może wówczas pojawić się wypalenie, a zwykłe przychodzi duchowy ból serca…

I najlepszym rozwiązaniem tego zapewne byłaby wyjaśniająca wszystko rozmowa z szefem – na podobieństwo rozmowy Jonatana z Saulem – aby ten bardziej przejrzał na oczy i zobaczył, ile dobrego robimy (jak Dawid) oraz by dało się postawić pewne granic, jak Jezus je postawił.

Bo każdy człowiek życie ma jedno, a czas, który Bóg daje, musi być wypełniony modlitwą i pracą. Modlitwą – czyli również przebywaniem z drugim człowiekiem, bo Bóg daje nam różnych ludzi na naszej drodze i trzeba ich docenić, modląc się z nimi i za nich! Pracą – czyli rozwijaniem także swoich zainteresowań i marzeń. Bo Bóg chce, abyśmy tych talentów, które mamy, nie zmarnowali.

Najważniejsze w tym przypadku jest owo: „i”, czyli zaangażowanie, ale i postawienie pewnych granic – aby wszystkiego było po równo!

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.