Ile Ty nam dajesz!

I

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym rocznicę Święceń kapłańskich przeżywają:

Ksiądz Adam Potapczuk, mój Poprzednik na urzędzie wikariusza w Parafii w Miastkowie Kościelnym,

Ojciec Krzysztof Borodziej, Oblat, Przełożony Wspólnoty zakonnej w Kodniu,

Ojciec Piotr Jasionowski, Oblat posługujący kiedyś w Kodniu;

Ksiądz Stanisław Zajko,

Ksiądz Zbigniew Borkowski,

Ksiądz Przemysław Świderski.

Urodziny natomiast przeżywają:

Filip Gębala – należący w swoim czasie do Wspólnoty młodzieżowej w Trąbkach;

Kacper Malarz – Lektor w Parafii w Celestynowie.

Wszystkich świętujących ogarniam modlitwą, wypraszając bezmiaru Bożego błogosławieństwa!

A ja dzisiaj mam w planach dzień bardzo aktywny. Rano wyruszam z Lublina do Poizdowa, gdzie będę pomagał na dwóch Mszach Świętych, głosząc Boże słowo.

Potem błyskawicznie przejeżdżam do Kąkolewnicy, gdzie w Uroczystość Zesłania Ducha Świętego przewodniczyłem Uroczystości odpustowej, pomagając przez cały dzień, a gdzie dzisiaj odprawię Mszę Świętą i wygłoszę Boże słowo w lesie, w tak zwanym Uroczysku „Baran”, w miejscu pogrzebania wielu Polaków, pomordowanych przez zbrodniarzy zza wschodniej granicy. Stąd też słowo – poza refleksją nad czytaniami, którą znajdziecie poniżej – będzie zawierało także treści, związane z troską o Ojczyznę.

A oto informacje o miejscu, w którym będę:

https://podziemiezbrojne.ipn.gov.pl/zol/teksty-historyczne/90690,Kakolewnica-podlaski-Katyn.html

https://www.krainaserdecznosci.pl/pl/las-baran

https://kakolewnica.pl/atrakcje/633/strona/1/uroczysko-baran

Stamtąd udam się do Białej Podlaskiej, do Domu rodzinnego, a potem – na terenie Parafii rodzinnej – na spotkanie jubileuszowe Księdza Kanonika Zdzisława Dudka, emerytowanego Kapłana, pomagającego w tejże Parafii, a świętującego pięćdziesięciolecie Święceń kapłańskich.

Stamtąd w miarę sprawnie przejadę do Siedlec, gdzie – także już na przyjęciu – złożę życzenia Księdzu Maciejowi Szcześniakowi, wyświęconemu wczoraj w Katedrze siedleckiej.

Tam też będę krótko, bo na wieczór dotrą do mnie Szymon Sala i Filip Dawidek, moi duchowi Synowie, Liderzy FORMACJI «SPE SALVI», z którymi zaplanowałem wspólną rozmowę o bieżących, bardzo ważnych sprawach. Zostaną Oni na Mszę Świętą w Duszpasterstwie o godzinie 20:00, po czym powrócą do siebie. A ja już zostanę u siebie…

Takie plany – o ile Pan nasz nie będzie miał innych. Bo w ostatnich dniach też dużo różnych spraw planowałem, gdy tymczasem wynikały niespodziewane spotkania i ważne rozmowy, których naprawdę nie mogłem odmówić. I nie chciałem ich odmawiać. Bo rozumiałem, że są to takie prawdziwe niespodzianki od Pana. Bardzo Mu zresztą jestem z każdą z nich wdzięczny! I dzisiaj także otwieram się na nie!

Teraz natomiast już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co dziś mówi do mnie Pan? Z jakim bardzo konkretnym i osobistym przesłaniem się zwraca? Duchu Święty, podpowiedz…

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

11 Niedziela zwykła, A,

14 czerwca 2026.,

do czytań: Wj 19,1–6a; Rz 5,6–11; Mt 9,36–10,8

CZYTANIE Z KSIĘGI WYJŚCIA:

W trzecim miesiącu po wyjściu z Egiptu Izraelici przybyli na pustynię Synaj i rozbili obóz na pustyni. Izrael obozował tam naprzeciw góry.

Mojżesz wstąpił wtedy do Boga, a Pan zawołał na niego z góry i powiedział: „Tak powiesz domowi Jakuba i to oznajmisz synom Izraela: Wyście widzieli, co uczyniłem Egiptowi, jak niosłem was na skrzydłach orlich i przywiodłem was do Mnie.

Teraz jeśli pilnie słuchać będziecie głosu mego i strzec mojego przymierza, będziecie szczególną moją własnością pośród wszystkich narodów, gdyż do Mnie należy cała ziemia. Lecz wy będziecie Mi królestwem kapłanów i ludem świętym”.

CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO RZYMIAN:

Bracia: Chrystus umarł za nas jako za grzeszników w oznaczonym czasie, gdyśmy jeszcze byli bezsilni. A nawet za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć tylko z największą trudnością. Chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć. Bóg zaś okazuje nam swoją miłość właśnie przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami.

Tym bardziej więc będziemy przez Niego zachowani od karzącego gniewu, gdy teraz przez Krew Jego zostaliśmy usprawiedliwieni. Jeżeli bowiem, będąc nieprzyjaciółmi, zostaliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć Jego Syna, to tym bardziej będąc już pojednani, dostąpimy zbawienia przez Jego życie. I nie tylko to, ale i chlubić się możemy w Bogu przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez którego teraz uzyskaliśmy pojednanie.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:

Jezus widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo”.

Wtedy przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszelkie choroby i wszelkie słabości.

A oto imiona dwunastu apostołów: pierwszy Szymon, zwany Piotrem, i brat jego Andrzej, potem Jakub, syn Zebedeusza, i brat jego Jan, Filip i Bartłomiej, Tomasz i celnik Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Tadeusz, Szymon Gorliwy i Judasz Iskariota, ten, który Go zdradził.

Tych to Dwunastu wysłał Jezus, dając im następujące wskazania: „Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego. Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: «Bliskie już jest królestwo niebieskie». Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie”.

Słuchając dzisiejszych czytań mszalnych trudno nie zauważyć, że wyłania się z nich obraz Boga obdarowującego człowieka, zatroskanego o człowieka, wychodzącego na spotkanie człowieka z wyciągniętą ręką i sercem otwartym do pomocy. Prawdę powiedziawszy, to nic dla nas nowego, bo my przecież dobrze wiemy, że Bóg taki właśnie jest, ale dzisiejsze czytania – wszystkie trzy – jakoś tak mocno nam to unaoczniają i uświadamiają.

Jak bowiem inaczej rozumieć te oto słowa Boga z pierwszego czytania, z Księgi Wyjścia, skierowane do swego narodu: Tak powiesz domowi Jakuba i to oznajmisz synom Izraela: Wyście widzieli, co uczyniłem Egiptowi, jak niosłem was na skrzydłach orlich i przywiodłem was do Mnie. Teraz jeśli pilnie słuchać będziecie głosu mego i strzec mojego przymierza, będziecie szczególną moją własnością pośród wszystkich narodów, gdyż do Mnie należy cała ziemia. Lecz wy będziecie Mi królestwem kapłanów i ludem świętym.

Pamiętajmy – o tym zresztą Bóg sam tutaj mówi – że te słowa wypowiedziane zostały w trzecim miesiącu po wyjściu z Egiptu, kiedy to Izraelici przybyli na pustynię Synaj i rozbili obóz na pustyni. Tam to właśnie Izrael obozował […] naprzeciw góryi to na tej górze Bóg wypowiedział powyższe słowa do Mojżesza, aby ten przekazał je narodowi. Jakie to ma znaczenie, Drodzy moi?

A takie właśnie, że Bóg – wypowiadając te słowa – już zdążył potwierdzić ich wiarygodność. On już bardzo jasno pokazał, że opiekuje się swoim ludem. Bo pomijając nawet te kwestie oczywiste, na które nie zwracamy nawet uwagi – a szkoda, że nie zwracamy, bo może powinniśmy – a więc podtrzymywanie w istnieniu każdego człowieka w każdej sekundzie jego życia, zapewnienie mu w miarę dobrej kondycji, by mógł normalnie funkcjonować; i pokarmu codziennego, aby nie opadł z sił, to Bóg okazał w tym czasie bardzo dużo swojej miłości i troski, wyprowadzając naród z niewoli egipskiej, trwającej ponad czterysta trzydzieści lat; przeprowadzając ich cudownie przez Morze Czerwone i osłaniając każdego dnia przed niebezpieczeństwami i trudnościami pustyni.

Bóg więc dokonał już bardzo dużo – a teraz obiecuje dać jeszcze więcej! Warunek? W sensie ścisłym, to żaden, bo miłość Boga jest bezwarunkowa i człowiek w żaden sposób nie jest w stanie na nią zasłużyć. Ale aby mógł te Boże dary w ogóle przyjąć – musi się na nie po prostu otworzyć. Musi przy Bogu trwać! To jest tak zwana oczywista oczywistość.

Bóg mówi do swego ludu, że «jeśli pilnie będzie słuchał Jego głosu i strzegł przymierza z Nim», wtedy będzie «szczególną Bożą własnością». A Bóg chce uczynić go swoim współpracownikiem w dziele obdarowywania całego świata swoją łaską – chce go uczynić królestwem kapłanów i ludem świętym. Tylko czy naród tego chce?… Oto jest pytanie…

W drugim czytaniu, z Listu Pawła do Rzymian, słyszymy naprawdę mocne, ale przecież prawdziwe słowa: Chrystus umarł za nas jako za grzeszników w oznaczonym czasie, gdyśmy jeszcze byli bezsilni. A nawet za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć tylko z największą trudnością. Chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć. Bóg zaś okazuje nam swoją miłość właśnie przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami.

Otóż, właśnie! My znamy na pewno wiele przykładów takich heroicznych postaw ludzi, których stać było na to, by swoje życie – jedno jedyne, jakie mieli na tym świecie – oddać za czyjeś życie, albo dla jakiejś wielkiej sprawy: jak chociażby za wolność Ojczyzny czy na świadectwo swojej wiary. Trudno oczywiście wnikać w myśli i motywy tych, którzy tego dokonali, bo zwykle zabierają je oni ze sobą i niosą przed oblicze Chrystusa Zwycięzcy – już po tej drugiej stronie życia, by tam to życie otrzymać ponownie, ale już na całą wieczność.

Jednak – nie znając szczegółowo tych motywów – możemy się domyślać, że wszyscy oni mieli nadzieję, a wręcz przekonanie, że z tej ich śmierci wyniknie jakaś korzyść dla innych. Może właśnie życie innych – życie w wolności, albo życie w ogóle, jak w przypadku Franciszka Gajowniczka, za którego na śmierć poszedł Maksymilian Kolbe. Kapłan Męczennik nie mógł być pewnym, że ten, za którego oddaje życie, nie zginie następnego dnia w jakiejś obozowej akcji. Tam przecież życie człowieka nie miało żadnej wartości. Albo – jeśli przeżyje – że należycie wykorzysta tę szansę.

A jednak Maksymilian oddał życie, bo miał nadzieję, że Bóg z tego wyprowadzi jakieś dobro. Zwłaszcza, kiedy pomyślał o Franciszku, który swoją śmiercią osierociłby rodzinę. Widział więc sens swojej śmierci. Jezus tymczasem zdecydował się oddać życie za ludzi, co do których wiedział, że w iluś przypadkach ta śmierć – by się tak wyrazić – pójdzie na zmarnowanie, bo oni z tego daru nie skorzystają: nie wejdą w otwarte przed sobą bramy Nieba i sami, z własnej wolnej woli, wybiorą wieczne potępienie.

Stąd też Paweł stara się przekonać swoich wiernych w Gminie chrześcijańskiej w Rzymie – jak i nas wszystkich – że ten dar Bożej miłości jest naprawdę czymś dla nas wielkim i nieocenionym, dlatego nie możemy go zmarnować. Pisze tak: Tym bardziej więc będziemy przez Niego zachowani od karzącego gniewu, gdy teraz przez Krew Jego zostaliśmy usprawiedliwieni. Jeżeli bowiem, będąc nieprzyjaciółmi, zostaliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć Jego Syna, to tym bardziej będąc już pojednani, dostąpimy zbawienia przez Jego życie. Jak bardzo jesteśmy zatem obdarowani przez Jezusa Chrystusa – Jego miłością, niczym przez nas nie zasłużoną!

A czym zasłużyli sobie na to szczególne wybranie, jakie ich spotkało – Szymon, zwany Piotrem, i brat jego Andrzej, potem Jakub, syn Zebedeusza, i brat jego Jan, Filip i Bartłomiej, Tomasz i celnik Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Tadeusz, Szymon Gorliwy i Judasz Iskariota, ten, który Go zdradził ? Zwłaszcza, że – właśnie! – jeden z nich Jezusa zdradził! A tak naprawdę, to dwóch zdradziło, bo i Piotr także wyparł się Go – tyle, że Piotr powrócił.

Ale i wszyscy pozostali, poza Janem, w najbardziej decydującym momencie uciekli ze strachu. A jednak – Jezus ich powołał, uczynił swoimi Apostołami, zaprosił do współpracy, obdarzył zaufaniem. Okazał im swoją miłość – nie czekając, aż na nią zasłużą, sprawdzą się czymś wcześniej, przekonają Go do tego, iż warto im zaufać… Miłość Jezusa była bezwarunkowa, natomiast powołał On ich do tego, by byli Jego współpracownikami. I na tę współpracę liczył. I – ostatecznie – w większości przypadków doczekał się jej, chociaż nie od razu i nie bez trudności…

Ale właśnie z takim oczekiwaniem do tej współpracy zaprasza także nas wszystkich, gdy mówi: Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Zauważmy, kiedy wypowiedział te słowa. Ewangelista Mateusz jasno nam to uświadamia, gdy pisze: Jezus widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza. I właśnie wtedy skierował to swoje zaproszenie.

Może się nam ono wydawać dziwne, bo niby dlaczego to my mamy prosić właściciela winnicy, żeby zorganizował sobie robotę we własnym gospodarstwie?… To komu w końcu ma na tym zależeć najbardziej? Ale my wiemy, że Jezus często mówił do nas w taki sposób, by zaakcentować pewne kwestie lub problemy, dlatego przekraczał nasz zwyczajny, ludzki sposób rozumienia różnych spraw. Tak jest i w tym przypadku.

Jeśliby się trzymać czysto ludzkiego, zwyczajnego rozumienia tej sprawy, to faktycznie – mamy do czynienia z prośbą bardzo dziwną. Ale jeśli pomyślimy o tym, że Jezus w ten sposób wyczula nas na problem naszej wspólnej odpowiedzialności za to wielkie dzieło i wielkie dobro, jakim jest Kościół, to już sprawa nie będzie nas tak dziwić, a wręcz uznamy ją za oczywistą i zrozumiałą. Zwłaszcza, jeśli uświadomimy sobie, z jakim naciskiem i przekonaniem Jezus to swoje wezwanie wypowiada.

My bowiem mamy w tłumaczeniu, którego używamy w liturgii, zdanie to sformułowane właśnie tak: Proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Ale w tłumaczeniu interlinearnym Nowego Testamentu, a więc takim bardzo dosłownym, wręcz technicznym, w miejscu słowa: wyprawił – mamy słowo: wyrzucił! Czyli: Proście więc Pana żniwa, żeby wyrzucił robotników na swoje żniwo! To już jest przekaz o wiele bardziej radykalny!

Ale chyba bardzo pasujący – szczególnie do dzisiejszych czasów, kiedy wydaje się, że nie ma aż takiego problemu z tym, że Jezus przestał powoływać do swojej służby, bo nie przestał. Bo niby dlaczego miałby przestać? Przecież to wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi. Jezus nie kieruje się humorem, nastrojem i zmiennymi okolicznościami. Wszak dopiero co mówiliśmy sobie o Jego bezgranicznej miłości i poświęceniu. Przeto tak, jak nie przestaje nas bezgranicznie kochać, tak samo nie zmienia nastawienia co do powoływania do służby Bożej i na pewno powołuje tylu, ilu potrzebuje aktualnie Jego Kościół.

Problem jest jednak po stronie tych powołanych, którzy szczególnie w naszych czasach potrzebują takiego mocnego impulsu, żeby wyszli ze swojej strefy komfortu, a może lepiej: ze swojej strefy bezpieczeństwa, ze strefy swego zalęknienia – i poszli ze wezwaniem Pana. Może właśnie w obecnych czasach trzeba, żeby Pan tych, których powołał, wyrzucił wreszcie z tych bloków startowych, w których oni tkwią i czekają na… coś. Ale na co? Sami często nie wiedzą…

Drodzy moi, te liczne dowody bezgranicznej miłości Boga do nas, których tyle odnajdujemy, zapisanych w Księgach Starego Testamentu; tyle odnajdujemy, zapisanych w Księgach Nowego Testamentu; tyle odnajdujemy, zapisanych w księgach historii Kościoła i naszej Ojczyzny; tyle odnajdujemy, zapisanych w księdze historii naszego własnego życia – świadczą o tym, jak bardzo Bogu zależy na nas! Jak bardzo nas kocha! Jak ciągle wychodzi do nas z nowymi propozycjami i zaproszeniami do współpracy! Jak bardzo nam ufa i na nas liczy!

Ale teraz my musimy sobie odpowiedzieć na pytania: Czy nam – czy mi osobiście – zależy na Bogu, na mojej osobistej relacji z Nim? Czy mogę powiedzieć, że naprawdę kocham swego Boga – a przynajmniej: bardzo chcę go szczerze kochać? Po czym konkretnie – w mojej postawie – będzie to widać? Jak odpowiadam na propozycje i zaproszenia Jezusa do współpracy? W tym kontekście: czy postarałem się o właściwe odczytanie mojego życiowego powołania i poszedłem z nim? A jak odczytuję te małe, codzienne powołania, jakie Pan mi daje w konkretnych życiowych sytuacjach? Czy w każdej z nich staram się w pełni zrealizować wolę Bożą? I czy na zaufanie Jezusa do mnie – ja odpowiadam moim zaufaniem do Niego?

I teraz: bezgraniczna miłość Jezusa do nas, to Jego ciągłe wychodzenie do nas przyniesie błogosławione owoce, jeżeli na każde z tych postawionych tutaj pytań – ja osobiście, z pełnym przekonaniem – udzielę odpowiedzi pozytywnej.

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.