Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywa Krzysztof Gałązka, należący w swoim czasie do Wspólnoty młodzieżowej w Białej Podlaskiej. Życzę Mu trwania przy Panu. Zapewniam o modlitwie!
W dniu dzisiejszym, za pobożne nawiedzenie swojego kościoła parafialnego, można uzyskać tak zwany odpust Porcjunkuli. Należy wypełnić stałe warunki do uzyskania odpustu zupełnego.
Pamiętajmy w modlitwie o Pielgrzymach, wyruszających na Jasną Górę!
Dzisiaj też pierwsza niedziela miesiąca. Oddajmy cześć Panu za dzieło zbawienia!
A ja dzisiaj pozdrawiam Was z Siedlec, skąd rano wyruszam do mojej rodzinnej Parafii, gdzie pomogę na dwóch Mszach Świętych, po czym zawiozę moich Rodziców do Sanatorium w Mariówce, na doroczny, trzytygodniowy pobyt. Z Mariówki powrócę do Siedlec, skąd jutro – kolejny ważny i długi wyjazd. Ale o tym już jutro…
Zwykle takie długie podróże są dla mnie okazją do przemyśleń i modlitwy… Często wtedy także modlę się za Was. Tak też będzie i dzisiaj!
Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Zatem, co ważnego i konkretnego mówi do mnie Pan? Na co mi wyraźnie wskazuje – mi osobiście? Niech Duch Święty będzie natchnieniem i światłem!
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
18 Niedziela zwykła, A,
2 sierpnia 2026.,
do czytań: Iz 55,1–3a; Rz 8,35.37–39; Mt 14,13–21
CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA IZAJASZA:
To mówi Pan Bóg: Wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody, przyjdźcie, choć nie macie pieniędzy. Kupujcie i spożywajcie, dalejże, kupujcie bez pieniędzy i bez płacenia za wino i mleko.
Czemu wydajecie pieniądze na to, co nie jest chlebem? I waszą pracę na to, co nie nasyci? Słuchajcie mnie, a jeść będziecie przysmaki i dusza wasza zakosztuje tłustych potraw.
Nakłońcie wasze ucho i przyjdźcie do mnie, posłuchajcie mnie, a dusza wasza żyć będzie.
CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO RZYMIAN:
Bracia: Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz?
Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował. I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani potęgi, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:
Gdy Jezus usłyszał o śmierci Jana Chrzciciela, oddalił się stamtąd w łodzi na miejsce pustynne, osobno. Lecz tłumy zwiedziały się o tym i z miast poszły za Nim pieszo. Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych.
A gdy nastał wieczór, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: „Miejsce tu jest puste i pora już spóźniona. Każ więc rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią sobie żywności”.
Lecz Jezus im odpowiedział: „Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść”. Odpowiedzieli Mu: „Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb”. On rzekł: „Przynieście mi je tutaj”.
Kazał tłumom usiąść na trawie, następnie wziął te pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby, dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do sytości i zebrano z tego, co pozostało, dwanaście pełnych koszy ułomków. Tych zaś, którzy jedli, było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci.
Słuchając dzisiejszych czytań – szczególnie pierwszego i ewangelicznego – zapewne zastanawiamy się, czy mowa jest tylko o pokarmie i napoju, który Pan da swojemu ludowi, czy jednak o czymś więcej. Albo o czymś innym.
Z jednej strony, słowa, jakie słyszymy, nie budzą wątpliwości: Wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody, przyjdźcie, choć nie macie pieniędzy. Kupujcie i spożywajcie, dalejże, kupujcie bez pieniędzy i bez płacenia za wino i mleko. Z drugiej jednak strony – nawet w tych zacytowanych zdaniach – może nas zdziwić zachęta do kupowania, nawet pomimo braku pieniędzy. Jak kupować, kiedy się nie ma pieniędzy? A jeżeli się ich nie ma, to czy zachęta nie powinna brzmieć w ten sposób, że „bierzcie sobie tę wodę, bez płacenia”? Za co kupować, kiedy się nie ma pieniędzy?
Może więc nie chodzi tylko o wodę i chleb? Może są to tylko symbole czegoś więcej? Zwłaszcza, kiedy słyszymy te słowa: Czemu wydajecie pieniądze na to, co nie jest chlebem? I waszą pracę na to, co nie nasyci? Słuchajcie mnie, a jeść będziecie przysmaki i dusza wasza zakosztuje tłustych potraw. Nakłońcie wasze ucho i przyjdźcie do mnie, posłuchajcie mnie, a dusza wasza żyć będzie.
Czyż nie przypominają nam się w tym momencie słowa Jezusa, że nie samym chlebem żyje człowiek? A oto tutaj pytanie: Czemu wydajecie pieniądze na to, co nie jest chlebem? O czym zatem mówimy? I dlaczego owo zdobywanie chleba i jego jedzenie – cały czas współgra ze słuchaniem Pana? Jak się ma słuchanie – do jedzenia?
A jednak się ma! I to bardzo konkretnie, czego potwierdzenie mamy w dzisiejszej Ewangelii, w bardzo wymownym wydarzeniu, jakie nam ona przedstawia. Oto bowiem tłumy słuchały Jezusa bardzo długo. Słyszymy, że przez cały dzień – do wieczora. Tak się wszyscy zaangażowali w to słuchanie, tak ich to „wciągnęło”, tak się temu totalnie oddali, że – jakby to dziwnie nie zabrzmiało – zapomnieli się najeść! W ogóle o tym nie pomyśleli!
Swoją drogą, to i nie za bardzo mieli czym się najeść, ale to też dlatego, że tak się zaangażowali w słuchanie Jezusa! Zapewne, kiedy się wybierali na spotkanie z Nim, to sobie pomyśleli, że wszystko nie potrwa zbyt długo: Jezus wygłosi swoją naukę, dokona zapewne kilku czy kilkunastu uzdrowień – bo taka wieść już o Nim chodziła – i po niedługim czasie wrócą oni do domu. A tu się wszystko potoczyło zupełnie inaczej! I kiedy zaczęli słuchać Jezusa, to w ogóle prawdopodobnie zapomnieli nawet o tym, że tak naprawdę to nic ze sobą do jedzenia nie wzięli. Tak im posmakował chleb Bożego słowa, że zapomnieli o tym doczesnym.
Ale wtedy okazało się, że to Jezus sam zatroszczył się dla nich o ten chleb doczesny. Kiedy oni zatroszczyli się o ten Boży, najlepszy chleb Bożego słowa, o duchową strawę – Jezus dał im ją, a niejako w „bonusie” dostali jeszcze strawę doczesną, materialną. I tutaj także – podobnie, jak w pierwszym czytaniu – chleb i ryba znaczą więcej, niż podpowiadałoby podstawowe znaczenie tych dwóch pojęć. Bo one oznaczają całą sferę doczesną i materialną życia człowieka, którą chrześcijanin, uczeń Jezusa Chrystusa – Jego przyjaciel, wyznawca i naśladowca – winien łączyć jak najmocniej ze sferą duchową.
Zobaczmy, czego uczy nas w tej sprawie Jezus: mamy troszczyć się o pokarm duchowy – bardziej, niż o ziemski. A przynajmniej: tak samo, jak o ziemski. Chociaż tak samo! Czyli: nie dbać jedynie o to, żeby się najeść, napić, dobrze zabawić, porządnie zarobić, zdobyć prestiż, mieć władzę nad innymi, pozycję lub rządek tytułów przed nazwiskiem, ale jak najwięcej zyskać na odcinku ducha. Właśnie te zdania z dzisiejszego pierwszego czytania: Czemu wydajecie pieniądze na to, co nie jest chlebem? I waszą pracę na to, co nie nasyci? – jasno wyrażają tę prawdę, że nie należy nazbyt troszczyć się o to, co nie jest wartością trwałą.
Bo pojęcie: „chleb” akurat w tym zdaniu i w tym kontekście o wiele bardziej oznacza te wartości duchowe, o których tu sobie wspominamy, niż jedynie pokarm w sensie dosłownym i wartości doczesne. Po cóż zatem wydawać pieniądze, a więc angażować swoje siły, entuzjazm, energię życiową – w coś, co przeminie? I co nasyci tylko na moment? Po co angażować się w zdobywanie i utrzymywanie tego, co jest takie nietrwałe i przemijalne?…
O czym mówimy? Co jest tą wartością nieprzemijalną – tym chlebem, który skutecznie nasyci przede wszystkim duszę człowieka. Świetnie nam o tym mówi Apostoł Paweł w drugim dzisiejszym czytaniu, gdy retorycznie pyta: Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz?
I sam sobie niejako odpowiada: Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował. I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani potęgi, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.
Otóż, właśnie! «Miłość Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym»! To jest ten najważniejszy pokarm – dar – wartość – bogactwo – majątek – zasób – potencjał – i jakich by tu jeszcze określeń nie użyć – który nasyca naszą duszę w sposób trwały i pełny! Wszystko inne – to namiastki! Chwilowe przyjemności, doraźne sukcesy, ulotne osiągnięcia. I my to tak naprawdę dobrze wiemy! Bo też z naszych ambon – tych w kościołach, ale i tych w internecie – tyle pada zachęt i wskazań, aby nie budować na tym, co doczesne i miałkie, aby nie pokładać całej swojej nadziei w pieniądzu, aby więcej serca i uwagi poświęcać zdobywaniu tych wartości najważniejszych i najtrwalszych.
My o tym dobrze wiemy! Na pewno, nic z tego, o czym tu sobie od początku mówimy, nie jest dla nas ani niczym nowym, ani – tym bardziej – zaskakującym! Ale jeżeli tak, to dlaczego tak trudno jest nam się oderwać o tych spraw ziemskich – szeroko rozumianych – i dlaczego jednak «wydajemy pieniądze na to, co nie jest chlebem»?
Także w tym znaczeniu dosłownym, bo przecież kupujemy mnóstwo różnych gadżetów i błyskotek, które nam akurat wpadły w oko – albo ktoś o to zadbał, żeby nam wpadły, poprzez tak zwaną „promocję” – albo które wydały nam się w tym momencie wręcz artykułami pierwszej potrzeby i nieodzownymi do dalszej egzystencji, gdy tymczasem zalegają nam na półkach i w szafach, a my często nawet zapominamy, że je posiadamy.
W tej sytuacji bardzo dobrą okolicznością są przeprowadzki do nowego mieszkania. Częste to doświadczenie nas, osób duchownych. I trudno mi się nie uśmiechnąć w tym momencie na wspomnienie piątkowej rozmowy z Ojcem Michałem, nowym Superiorem, czyli Przełożonym Wspólnoty zakonnej w Kodniu, dotychczasowym Proboszczem tamtejszej Parafii. W związku z tą zmianą funkcji – zmienił też mieszkanie w klasztorze. Ale przeniósł się tylko do mieszkania sąsiedniego, dosłownie za ścianą dotychczasowego.
I stwierdził, że już ta nawet tak bliska przeprowadzka i związane z nią wyjęcie z szaf i przeniesienie rzeczy z jednego mieszkania do drugiego zakończyło się wyniesieniem sześciu worków różnego rodzaju papierów, gazet, ale i różnych innych przedmiotów, które do tej pory były rzekomo takie potrzebne! Gdy tymczasem niektóre praktycznie ani razu nie były użyte. Ale to doświadczenie Ojca Michała jest także moim doświadczeniem – i chyba większości nas, Księży. I zapewne – nas wszystkich! Ileż to niepotrzebnych rzeczy tak naprawdę kupujemy! Ile na nie pieniędzy wydajemy!
Ja już tutaj nie mówię o papierosach czy innych używkach, wprost szkodzących zdrowiu! Ale i z tych spraw nieszkodliwych, a może nawet dobrych czy przyjemnych – czy wszystkie są naprawdę potrzebne? A ile czasu marnujemy na tak zwane bzdety – na ślęczenie przed telewizorem, przed laptopem, z komórką w ręku? Ile energii spalamy na rozmowy i spotkania, które niczego nie wnoszą – i nawet nie budują międzyludzkich relacji, bo na to nigdy nie może czasu zabraknąć – tylko są plotkowaniem, czy gadaniem o wszystkim i o niczym, dla zabicia czasu?…
Jeden z naszych seminaryjnych profesorów wspominał, że na studiach doktoranckich, kiedy w jego pokoju coraz częściej pojawiali się koledzy, którym się samym nic robić nie chciało i nie dali popracować innym, tylko tak chodzili od pokoju do pokoju i naciągali na kolejne kawy, to w końcu na drzwiach do poszczególnych pokojów odnajdywali przyklejone kartki z napisem: „Jak nie masz co robić, to nie rób tego u mnie”! Bardzo ciekawe i dające do myślenia stwierdzenie. Niestety, nie wszystkim dawało ono do myślenia…
Tak więc, Drodzy moi, przesłanie dzisiejszej liturgii Słowa dotyka spraw naprawdę ważnych, chociaż jednocześnie bardzo, bardzo oczywistych i codziennych, wręcz prozaicznych. Bo chodzi o ustawienie – a właściwie: o ciągłe ustawianie i porządkowanie; o ciągłe korygowanie – swojej osobistej hierarchii wartości i ważności spraw! O określanie tego, co jest dla mnie tą wartością najważniejszą – i co mnie do jej osiągnięcia prowadzi, a co mi w tym przeszkadza.
A mówimy tu nie tylko o tym, co kupujemy, ale i o tym, z kim się spotykamy, z kim i o czym rozmawiamy; w co się emocjonalnie i intelektualnie angażujemy… Bo nie warto «wydawać pieniędzy na to, co nie jest chlebem» – żeby użyć stwierdzenia z pierwszego czytania – tym dobrym chlebem, najwartościowszym, najtrwalszym, sycącym na całą wieczność!
Dlatego też spójrzmy tak całościowo – przez pryzmat dzisiejszego Bożego słowa – na nasze codzienne zajęcia, spotkania, rozmowy, zaangażowania, plany i zamierzenia. I podejmując każde kolejne – także wyciągając portfel czy kartę, by dokonać kolejnego zakupu – postawmy sobie pytanie: Co ja z tego będę miał? Ale – tak na dłużej, niż do najbliższej zmiany humoru czy zachcianki – na dużo dłużej! Co ja z tego będę miał?
Czy przez ten zakup, czy dzięki tej rozmowie, temu spotkaniu, czy poprzez to działanie lub powstrzymanie się od działania, po obejrzeniu tego filmu, po tej kolejnej godzinie w internecie – stanę się lepszym człowiekiem? Bardziej świętym? Naprawdę wewnętrznie napełnionym – i spełnionym?…
