Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywa Wojciech Bronisz, za czasów mojego pierwszego wikariatu – Lektor w Radoryżu Kościelnym i członek wspólnoty KSM, a obecnie Mąż i Ojciec, ale też – cały czas, czyli od wtedy do dzisiaj – posługujący na Pieszej Pielgrzymce Podlaskiej w technicznej obsłudze nagłośnienia. Dziękując za życzliwość i bliskość, życzę wytrwałości w wierze i codziennej trosce o Rodzinę i o Ludzi, powierzonych Jego opiece. Zapewniam o modlitwie!
A oto dzisiaj pozdrawiam Was z Siedlec, gdzie próbuję się jakoś ogarnąć po wczorajszym, bardzo wyczerpującym dniu. Dzisiaj natomiast mam o 13:30 dość poważną rozmowę, po której przejeżdżam do Lublina, gdzie o 18:00 planuję koncelebrowanie Mszy Świętej u Jana Kantego. Gdyby ktoś chciał łączyć się ze mną, to zapraszam:
https://www.youtube.com/c/Parafia%C5%9BwJanaKantegowLublinie/streams
Dziękuję Wszystkim, którzy towarzyszyli Księdzu Markowi w Jego podróży na Syberię. Nastąpiło co prawda opóźnienie w dotarciu do celu, bo samolot z Kaliningradu do Moskwy był opóźniony o kilka godzin, przez co nie udało się zdążyć na samolot z Moskwy do Surgutu i trzeba było lecieć następnym, ale już w niedzielę, po 1:00 godzinie naszego czasu, Proboszcz był w swojej Parafii. I w niedzielę sprawował już tam Mszę Świętą.
Teraz natomiast zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Zatem, co dziś mówi do mnie Pan? Z jakim konkretnym przesłaniem zwraca się do mnie osobiście? Duchu Święty, przyjdź, prosimy…
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
Poniedziałek 17 tygodnia zwykłego, rok II,
27 lipca 2026.,
do czytań: Jr 13,1–11; Mt 13,31–35
CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA JEREMIASZA:
To powiedział mi Pan: „Idź i kup sobie pas lniany, i włóż go sobie na biodra, ale nie kładź go do wody”. I kupiłem pas zgodnie z rozkazem Pana, i włożyłem go sobie na biodra.
Po raz drugi otrzymałem polecenie Pana: „Weź pas, który kupiłeś, a który nosisz na swych biodrach, wstań i idź nad Eufrat, i schowaj go tam w rozpadlinie skały”. Poszedłem i ukryłem go nad Eufratem, jak mi rozkazał Pan.
Po upływie wielu dni rzekł do mnie Pan: „Wstań i idź nad Eufrat, i zabierz stamtąd pas, który ci kazałem ukryć”. I poszedłem nad Eufrat, odszukałem i wyciągnąłem pas z miejsca, w którym go ukryłem, a oto pas zbutwiał i nie nadawał się do niczego.
I skierował Pan do mnie następujące słowo: „To mówi Pan: «Tak oto zniszczę pychę Judy i bezgraniczną pychę Jerozolimy. Przewrotny ten naród odmawia posłuszeństwa moim słowom, postępując według swego zatwardziałego serca; ugania się za obcymi bogami, by im służyć i oddawać cześć, niech więc się stanie jak ten pas, który nie nadaje się do niczego. Albowiem jak przylega pas do bioder mężczyzny, tak przygarnąłem do siebie cały dom Izraela i cały dom Judy, mówi Pan, by były dla Mnie narodem, moją sławą, moim zaszczytem i moją dumą»”.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:
Jezus opowiedział tłumom tę przypowieść: „Królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał na swej roli. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, lecz gdy wyrośnie, jest większe od innych jarzyn i staje się drzewem, tak że ptaki przylatują z powietrza i gnieżdżą się na jego gałęziach”.
Powiedział im inną przypowieść: „Królestwo niebieskie podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż się wszystko zakwasiło”.
To wszystko mówił Jezus tłumom w przypowieściach, a bez przypowieści nic im nie mówił. Tak miało się spełnić słowo Proroka: „Otworzę usta w przypowieściach, wypowiem rzeczy ukryte od założenia świata”.
Kiedy zaczynamy słuchać pierwszego dzisiejszego czytania, być może rodzi się w nas pytanie: Ale po co to wszystko? Po co te całe dziwne „manewry” najpierw z zakupem lnianego pasa, potem założeniem go na biodra przez Proroka, z zastrzeżeniem: Ale nie kładź go do wody.
Potem jednak pojawiło się kolejne polecenie: Weź pas, który kupiłeś, a który nosisz na swych biodrach, wstań i idź nad Eufrat, i schowaj go tam w rozpadlinie skały. Kiedy zaś Prorok to zrobił, wówczas po upływie wielu dni rzekł do [niego] Pan: „Wstań i idź nad Eufrat, i zabierz stamtąd pas, który ci kazałem ukryć”. I Prorok tak zrobił, o czym sam tak opowiada: Poszedłem nad Eufrat, odszukałem i wyciągnąłem pas z miejsca, w którym go ukryłem, a oto pas zbutwiał i nie nadawał się do niczego.
I właśnie w tym momencie być może rodzi się w nas pytanie: Po co to wszystko? Jakie znaczenie miało to kupienie pasa, założenie go na siebie i noszenie, by potem schować go gdzieś nad rzeką, by po prostu zbutwiał, zgnił – i by potem pokazać go światu jako przedmiot, który już do niczego się nie nadaje? Po co cały ten „manewr”, wykonany przez Proroka, pod kierunkiem Boga?
Sam Bóg nam to wyjaśnia: Tak oto zniszczę pychę Judy i bezgraniczną pychę Jerozolimy. Przewrotny ten naród odmawia posłuszeństwa moim słowom, postępując według swego zatwardziałego serca; ugania się za obcymi bogami, by im służyć i oddawać cześć, niech więc się stanie jak ten pas, który nie nadaje się do niczego. Albowiem jak przylega pas do bioder mężczyzny, tak przygarnąłem do siebie cały dom Izraela i cały dom Judy, mówi Pan, by były dla Mnie narodem, moją sławą, moim zaszczytem i moją dumą.
Jak się wydaje – wszystko jasne! Można jednak postawić – mimo wszystko – pytanie: Czy nie dałoby się prościej?… Czy nie można by tak zwyczajnie wygłosić jakiegoś przesłania, postawić kilku pytań, albo nawet ostrych oskarżeń pod adresem ludu – takich chociażby, jak te, które tu zostały wypowiedziane – ale bez całego tego przedstawienia?
A jednak Pan chciał, żeby przeprowadzić całą tę swoistą „lekcję poglądową”, by lepiej unaocznić cały dramatyzm sytuacji, o której mówi. Bo tu – jak się wydaje – nie chodziło tylko o to, żeby tę sprawę poruszyć, omówić, wypunktować błędy narodowi. Tu naprawdę chodziło o to, by uświadomić mu, że problem jest bardzo poważny i Bóg bardzo poważnie do niego podchodzi. Dlatego stara się z każdej strony i na różne sposoby uczulić na niego ludzi – także poprzez takie obrazy, które musiały poruszyć ludzkie serca.
Bo kiedy się słucha jakiejś opowieści o tym, że jest tak, lub nie jest tak, to się tego słucha albo nie, po czym wierzy się w to, albo nie, a można w ogóle machnąć na to ręką i tę wiadomość od Boga wrzucić do tak zwanego „spamu”, albo sama się tam znajdzie, bo nadmiar informacji, które do nas docierają i nas wręcz zalewają, jest tak wielki, że trudno się już w tym odnaleźć. Kiedy się natomiast zobaczy taki obraz, jaki dzisiaj pokazał Prorok w imieniu Pana – albo inny, jakie ten Prorok i inni Prorocy nieraz pokazywali na polecenie Boga – to się może inaczej na to wszystko patrzy. Może jednak dociera bardziej do świadomości adresata tego przekazu.
A tu właśnie najbardziej chodziło o to, aby jednak dotarło. Bogu bardzo na tym zależało – zwłaszcza, że w całym zacytowanym tu przekazie słyszymy naprawdę bardzo mocne i bardzo bolesne słowa oskarżenia pod adresem umiłowanego narodu. Gdyby Bogu na swoim ludzie nie zależało, to by się tak nie angażował – wręcz emocjonalnie. I nie szukałby sposobów dotarcia ze swoim przekazem, jak to dzisiaj słyszymy.
Natomiast wydaje się, że ta forma przekazu i ten sposób docierania do serc i umysłów słuchaczy „spodobały się” Bogu na tyle, że stosowane były także w Nowym Testamencie – i to przez samego Jezusa, Syna Bożego. W postaci przypowieści. Jak nas dzisiaj przekonuje Ewangelista Mateusz, to wszystko mówił Jezus tłumom w przypowieściach, a bez przypowieści nic im nie mówił. Tak miało się spełnić słowo Proroka: „Otworzę usta w przypowieściach, wypowiem rzeczy ukryte od założenia świata”.
I właśnie wcześniej słyszeliśmy dwie bardzo krótkie przypowieści: o maleńkim ziarnku gorczycy, rozrastającym się do rozmiarów wielkiego drzewa, jak też o kawałku zaczynu, który włożony do dużej ilości ciasta, jest w stanie go zakwasić. Mowa jest więc o dobru – i to tym największym z możliwych, bo o Królestwie niebieskim i wiecznym zbawieniu – natomiast jest to tak powiedziane, aby przez odwołanie się do zjawisk lub czynności, znanych z codziennego ludzkiego doświadczenia, uczynić cały przekaz jasnym, zrozumiałym i przekonującym.
I czy to jest ostrzeżenie przed złem, czy zachęta do dobra – przekaz obrazowy jest w przekonaniu Boga bardziej przekonujący, niż dłuższe przemówienie, akademicki wykład czy słowne napomnienia. One wszystkie też był stosowane – łatwo znajdziemy je na kartach tak Starego, jak i Nowego Testamentu – ale równie często, o ile nie częściej, znajdziemy takie właśnie formy przekazu metaforycznego, jak te, które słyszymy dzisiaj. Czy jest to forma na tyle skuteczna, że wręcz gwarantująca powodzenie całej akcji ?
Na to pytanie to już muszą odpowiedzieć sami adresaci Bożych pouczeń, bo to nie w formie przekazu tkwi istota całego problemu, a w nastawieniu serc i umysłów odbiorców. Skoro nawet największy cud, będący tym samym najmocniejszym znakiem – jakim było i nadal jest Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa – przez żydowską elitę ogłoszone zostało jako zwykły „szwindel” w wykonaniu Apostołów, czyli wykradzenie ciała ich Mistrza, to cóż dopiero mówić o innych znakach, metaforach, symbolach, przypowieściach i obrazach, jakie stosuje Bóg, by pouczyć, ostrzec lub podtrzymać na duchu?… Tak naprawdę, to każdy z tych znaków można zlekceważyć, wyśmiać, przetłumaczyć po swojemu – każdy.
A można nawet po jednym zdaniu, wypowiedzianym przez Boga – także za pośrednictwem Jego Apostołów, Proroków, kapłanów i innych pasterzy, głosicieli i świadków – przejąć się głęboko i zmienić swoje życie: bądź to unikając zła, bądź to przyczyniając się do rozwoju dobra. Owszem, taka czy inna forma przekazu może bardzo pomóc w jego zrozumieniu – takie z pewnością przekonanie miał Pan i takie ma wielu, którzy starają się ciągle usprawniać i urozmaicać formę swego przekazu, jaki kierują do innych.
W ostatecznym jednak rozrachunku wszystko rozstrzyga się w sercu i umyśle odbiorcy i słuchacza – w jego otwartości i dyspozycyjności. I o to właśnie – każdy musi zapytać samego siebie…
