Szczęść Boże! Drodzy moi, po wczorajszym, kolejnym dość dobrym dniu – tylko bardziej w ruchu i za kierownicą, a nie tylko za biurkiem, za który to dzień dziękuję Panu naszemu – dzisiaj pozdrawiam Was z Siedlec, gdzie około 9:00 będę miał radość gościć Maksymiliana Lipkę – znanego w naszej Parafii i Sanktuarium Miłosierdzia Bożego Lektora, byłego Lidera i Uczestnika FORMACJI «SPE SALVI», Człowieka wielkiej ludzkiej klasy i ogromnego duchowego formatu, a nade wszystko: głębokiej i szczerej wiary, o której świadczy swoją codzienną postawą i nadzwyczajną otwartością na ludzi, dla których – nie tylko młodszych od siebie – jest prawdziwym Autorytetem! Dłuższy czas planowaliśmy to spotkanie, stąd wielka moja radość, że dzisiaj do niego dojdzie.
Potem prawdopodobnie przejadę do Lublina, gdzie prawdopodobnie będę koncelebrował Mszę Świętą u Jana Kantego, ale to ustali się w ciągu dnia, na bieżąco. Jeśli będę na tej Mszy Świętej, to oczywiście zapraszam do łączności:
https://www.youtube.com/c/Parafia%C5%9BwJanaKantegowLublinie/streams
Drodzy moi, dopełnia się już czas tegorocznego pielgrzymowania. Oby zarówno tym, którzy idą na trasie, jak i nam, którzy towarzyszymy Im sercem i modlitwą, przyniosło ono błogosławione owoce. Dlatego módlmy się za Pielgrzymów na trasie – a Oni niech modlą się za nas. Módlmy się za siebie nawzajem!
A może warto pomyśleć o jakimś końcowym postanowieniu z tych Rekolekcji w drodze?…
Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Zatem, co konkretnie mówi do mnie Pan? Co tak szczególnie chce mi osobiście powiedzieć? Niech Duch Święty pomoże odnaleźć tę jedną myśl, to jedno konkretne przesłanie…
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
Czwartek 19 Tygodnia zwykłego, rok II,
13 sierpnia 2026.,
do czytań: Ez 12,1–12; Mt 18,21–19,1
CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA EZECHIELA:
Pan skierował do mnie te słowa: „Synu człowieczy, mieszkasz wśród ludu opornego, który ma oczy na to, by widzieć, a nie widzi, i ma uszy na to, by słyszeć, a nie słyszy, ponieważ jest ludem opornym.
Synu człowieczy, przygotuj sobie rzeczy na drogę zesłania, za dnia i na ich oczach, i na ich oczach wyjdź z miejsca twego pobytu na inne miejsce. Może to zrozumieją, chociaż to lud zbuntowany. Wynieś swoje tobołki, jak tobołki zesłańca, za dnia, na ich oczach, i wyjdź wieczorem, na ich oczach, tak jak wychodzą zesłańcy. Na ich oczach zrób sobie wyłom w murze i wyjdź przez niego!
Na ich oczach włóż tobołek na swoje barki i wyjdź, gdy zmierzch zapadnie. Zasłoń twarz, abyś nie widział kraju, albowiem ustanawiam cię znakiem dla pokoleń izraelskich”.
I uczyniłem tak, jak mi rozkazano: tobołki wyniosłem za dnia, jak tobołki zesłańca, wieczorem uczyniłem sobie rękami wyłom w murze, wyszedłem w mroku i na ich oczach włożyłem tobołki na barki.
Rano skierował Pan do mnie te słowa: „Synu człowieczy, czy dom Izraela, lud zbuntowany, zapytał się: «Co ty robisz?» Powiedz im: «Tak mówi Pan Bóg: Ta przepowiednia odnosi się do władcy, będącego w Jerozolimie, i do całego domu Izraela, który tam się znajduje». Powiedz: «Jestem dla was znakiem. Podobnie jak ja uczyniłem, tak się wam stanie: Pójdą na zesłanie, w niewolę. Władca, który znajduje się wśród nich, włoży na ramiona tobołki w mroku i wyjdzie; zrobią wyłom w murze, aby mógł przez niego przejść, zasłoni on twarz, aby swymi oczami nie widział kraju»”.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:
Piotr zbliżył się do Jezusa i zapytał: „Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?”.
Jezus mu odrzekł: „Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy.
Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał rozliczyć się ze swymi sługami. Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który mu był winien dziesięć tysięcy talentów. Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby tak dług odzyskać. Wtedy sługa upadł przed nim i prosił go: «Panie, miej cierpliwość nade mną, a wszystko ci oddam». Pan ulitował się nad tym sługą, uwolnił go i dług mu darował.
Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: «Oddaj, coś winien!». Jego współsługa upadł przed nim i prosił go: «Miej cierpliwość nade mną, a oddam tobie». On jednak nie chciał, lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu.
Współsłudzy jego widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło. Wtedy pan jego wezwał go przed siebie i rzekł mu: «Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?». I uniesiony gniewem pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu całego długu nie odda.
Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu”.
Gdy Jezus dokończył tych mów, opuścił Galileę i przeniósł się w granice Judei za Jordan.
Jakichże to sposobów chwytał się Bóg, żeby ze swoim przekazem dotrzeć do świadomości swego narodu! Kiedy prześledzimy historie życia poszczególnych Proroków i ich ich relacji z Bogiem, a konkretnie: poleceń, jakie do nich kierował; zadań, jakie przed nimi stawiał, w tym także: czynności symbolicznych, jakie kazał im wykonywać; nade wszystko zaś: słów, jakie polecał im kierować do narodu – to będziemy mieli całą wielką gamę wszelkiego sygnałów, które powinny być dla narodu czytelnym znakiem Bożej woli, Bożego napomnienia, Bożego pouczenia… Czy były? Wiemy, że nie zawsze.
I oto dzisiaj kolejna taka próba, podejmowana przez Boga – z pomocą Proroka Ezechiela. I żeby nie było żadnych niedomówień i żadnego zdziwienia, tylko jasne określenie, „na czym stoimy” i „z jakiej pozycji startujemy”, to już w pierwszym zdaniu dzisiejszego pierwszego czytania Bóg stawia sprawę niezwykle jasno: Synu człowieczy, mieszkasz wśród ludu opornego, który ma oczy na to, by widzieć, a nie widzi, i ma uszy na to, by słyszeć, a nie słyszy, ponieważ jest ludem opornym.
To właściwie mówi już wszystko – i to właściwie powinno zamknąć cały temat, bo po co w ogóle fatygować się dla takiego ludu? Czyż nie lepiej dać sobie spokój i nic do niego nie mówić – niech odczuje na sobie skutki swojego własnego złego postępowania, to może się opamięta?…
Bóg jednak nie chciał w ten sposób, dlatego już w następnych zdaniach słyszymy: Synu człowieczy, przygotuj sobie rzeczy na drogę zesłania, za dnia i na ich oczach, i na ich oczach wyjdź z miejsca twego pobytu na inne miejsce. Może to zrozumieją, chociaż to lud zbuntowany. Wynieś swoje tobołki, jak tobołki zesłańca, za dnia, na ich oczach, i wyjdź wieczorem, na ich oczach, tak jak wychodzą zesłańcy. Na ich oczach zrób sobie wyłom w murze i wyjdź przez niego! Na ich oczach włóż tobołek na swoje barki i wyjdź, gdy zmierzch zapadnie. Zasłoń twarz, abyś nie widział kraju, albowiem ustanawiam cię znakiem dla pokoleń izraelskich”.
W tym Bożym poleceniu przynajmniej na kilka aspektów warto zwrócić uwagę. Przede wszystkim na fakt, że – jako rzekliśmy – w ogóle takie polecenie się pojawiło. Chociaż nawet w tym zacytowanym fragmencie ponownie pojawia się stwierdzenie, iż to lud zbuntowany, a w związku z tym wątpliwość: może to zrozumieją – chociaż pewności nie ma – to jednak Bóg każe te konkretne czynności wykonać. Można powiedzieć, że wręcz wbrew zdrowemu rozsądkowi, bo – o czym też wspomnieliśmy sobie – po co inwestować duchowo i angażować się dla dobra ludu tak opornego? A jednak – Bóg tę szansę daję.
I tutaj kolejny aspekt: Bóg nakazuje wykonanie pewnych określonych czynności, które mają zyskać rangę symbolu, nie nakazuje natomiast wypowiadania jakiegokolwiek pouczenia. To te symboliczne czynności mają przemówić do świadomości ludu. Żeby tak się jednak stało, mają być one wykonane bardzo wyraziście, wręcz demonstracyjnie. Nakazuje to Bóg, wielokrotnie powtarzając frazę: na ich oczach. Tak właśnie Ezechiel ma wykonywać poszczególne czynności!
Momentami owo częste powtarzanie tychże słów wydaje się przesadne, a wręcz uciążliwe, ale nie mamy wątpliwości, że to nie wynika tego, iż ktoś się zaczął jąkać czy nie bardzo wiedział, co w danym momencie ma powiedzieć, więc namyślając się, powtarzał ostanie sformułowanie czy słowo, by dać sobie chwilę na namysł (częsty to zabieg u kaznodziejów, szczególnie tych „średnio” przygotowanych do wygłaszanej homilii…), tylko był to bardzo celowy zabieg Boga, któremu zależało, aby Jego przekaz był jak najdokładniej odczytany i jak najpełniej odebrany.
Dlatego właśnie Prorok ma wszystko po kolei, czynność za czynnością, robić na ich oczach. Tak sobie życzył Bóg – i tak to wyraził. W ten sposób zastosował – jako ten najmądrzejszy Pedagog – metodę poglądową w swoim nauczaniu: metodę obrazu i symbolu, który miał poruszyć serca i przemówić mocniej, niż słowa. Bardzo ta metoda jest i dzisiaj polecana – zarówno w nauczaniu szkolnym, jak i tym liturgicznym, czyli w kaznodziejstwie.
O ile, oczywiście, nie stanie się sztuką dla sztuki, czyli o ile forma nie przerośnie treści, z czym także niekiedy się spotykamy, zwłaszcza w wykonaniu księży, głoszących tak zwane „kazania dialogowane” z dziećmi i prześcigający się przy tej okazji w wymyślaniu najbardziej oryginalnych form obrazu, czasami także i dźwięku, aby zatrzymać przy sobie uwagę małych słuchaczy.
Niekiedy także – już tak patrząc szerzej – duszpasterze parafialni wymyślają przeróżne festyny, pikniki i inne imprezy przy swoich parafialnych kościołach, które same w sobie niczym złym absolutnie nie są, o ile nie dochodzi do paradoksu, że ludzie przyjdą tam na darmową rozrywkę, ale wcale to ich jakoś bardziej nie zbliży do parafii czy do Mszy Świętej. A rzekomo takie jest docelowe założenie tego typu imprez.
Przyznaję, że kiedy natrafiam – tu i ówdzie – na tego typu imprezy, albo przejeżdżam koło kościoła, przy którym coś podobnego widzę, to rodzi się we mnie taka myśl – przyznaję, nieco przewrotna – żeby sfotografować tę sytuację i puścić gdzieś w sieci, z podpisem: „Kiedy już Jezus nie wystarcza…”. Bo nieraz wydaje mi się, że tego typu działania mają „uatrakcyjnić” przekaz samego Jezusa, rzekomo dla dzisiejszego człowieka – szczególnie młodego – za mało zrozumiały.
Takie też założenie przyświeca niekiedy wspomnianym „Mszom dla dzieci”, w których nie tylko homilia, ale i cała liturgia jest na różne sposoby infantylizowana, aby rzekomo ułatwić dzieciom jej przeżycie. Wynik tego jest często taki, że na tego typu nabożeństwa przychodzą z dziećmi nie tylko ich rodzice, ale i całe tabuny innych dorosłych, którzy nie chcą wysłuchać homilii, do nich skierowanej, albo przeżyć Mszy Świętej tak, jak by ją należało porządnie przeżyć, tylko przychodzą, by się „poczuć fajnie”, „przyjemnie i wesoło”, trochę się pośmiać z żartów, jakie ksiądz sobie czyni razem z dziećmi, a nade wszystko: aby nie było za długo! Bo to jest dopiero zmartwienie wielu katolików w Polsce: za długo!
Potem, po takiej „za długiej”, bo trwającej niecałą godzinę Mszy Świętej idą do domu, gdzie pięć godzin przesiedzą przed komputerem, albo siedem godzin przed telewizorem, ale to nie jest „za długo”. A niecała godzina na tydzień dla Jezusa – to już „za długo”.
A poza tym, ksiądz się tylko „czepia” na tych kazaniach i o różnych nieprzyjemnych rzeczach mówi, podczas gdy człowiek przychodzi po to, aby się dobrze poczuć, wyluzować, odpocząć po całym tygodniu zmartwień i problemów, a tu ksiądz jeszcze komplikuje życie i stawia jakieś niewygodne pytania. Dlatego lepiej pójść na „Mszę dla dzieci”, wyluzować się i zabawić, a potem jeszcze pójść na jakiś festyn – i już będzie tylko miło i przyjemnie.
Owszem, to może trochę za ostro, ale trzeba nam mieć na uwadze, że jeśli w przekazie kaznodziejskim czy szkolnym stosowane są jakiekolwiek obrazy czy symbole, to po to, aby służyły one temu głównemu przesłaniu, z którym nauczający zwraca się do swoich słuchaczy. Zresztą, Bóg dzisiaj niejako sprawdził skuteczność swego nauczania, pytając Proroka: „Synu człowieczy, czy dom Izraela, lud zbuntowany, zapytał się: «Co ty robisz?»
Pewnie znał odpowiedź na to pytanie, dlatego od razu dodał: Powiedz im: «Tak mówi Pan Bóg: Ta przepowiednia odnosi się do władcy, będącego w Jerozolimie, i do całego domu Izraela, który tam się znajduje». Powiedz: «Jestem dla was znakiem. Podobnie jak ja uczyniłem, tak się wam stanie: Pójdą na zesłanie, w niewolę. Władca, który znajduje się wśród nich, włoży na ramiona tobołki w mroku i wyjdzie; zrobią wyłom w murze, aby mógł przez niego przejść, zasłoni on twarz, aby swymi oczami nie widział kraju»”.
A czyż podobnej metody nie zastosował Jezus, kiedy tłumacząc potrzebę przebaczenia bliźniemu, opowiedział historię o dwóch dłużnikach: jednym, który u swego pana zaciągnął dług wysokości dziesięciu tysięcy talentów, i drugim, który tegoż pierwszego dłużnika zaciągnął dług wysokości stu denarów. Totalna nieproporcjonalność tego porównania bije wręcz po oczach!
Talent bowiem to ówczesna jednostka monetarna o wartości trzydziestu czterech kilogramów złota lub srebra! I oto aż dziesięć tysięcy takich talentów sługa był winny swemu panu! Pytań rodzi się tu bardzo dużo, a przede wszystkim: jak on w ogóle taki dług wygenerował? A jeśli nawet – to dlaczego pan pozwolił mu na takie zadłużenie się? A potem: dlaczego „tak po prostu” mu go zupełnie darował?
Z drugiej zaś strony: dlaczego ów uszczęśliwiony owym uwolnieniem od długu sługa nie chciał nawet poczekać – nie mówiąc już o zupełnym zwolnieniu – na spłatę stu denarów, czyli stu dniówek słabo wykwalifikowanego robotnika?
Widzimy tę szokującą nieproporcjonalność, a wręcz nierealność całej sytuacji – i zdajemy sobie sprawę, że Jezusowi naprawdę nie chodziło o to, żeby nam zrobić wykład z ekonomii czy zarządzania, ale – dać lekcję miłości i przebaczenia. Dlatego zastosował aż tak ostry i wyrazisty obraz – dał go na ich oczach – aby właśnie „bił po oczach” i zmuszał do myślenia! I do tej refleksji, że On nam tak naprawdę daruje dużo więcej, niż te dziesięć tysięcy talentów, podczas gdy nam tak trudno wybaczyć bliźniemu nawet dużo mniej, niż sto denarów. Chodzi tu o zrozumienie tegoż właśnie przekazu.
Dlatego Jezus niejednokrotnie stosował tak zwana językową hiperbolę, czyli przerysowanie, czyli metaforę, zawierającą jakąś przesadę czy obraz nawet nierealny, albo niezgodny z obrazem rzeczywistym – aby maksymalnie wyjaśnić treść, którą chce przekazać. Przykładem takiego nauczania jest chociażby nakaz odcinania ręki lub wyłupywania oczu, jeżeli są one narzędziem popełnienia grzechu; albo też przekonywanie pasterzy, że mają iść za jedną zagubioną owcą, narażając niejako na utratę całe stado. Jezus jednak nie wahał się tego mówić, licząc na zrozumienie przez swoich słuchaczy – a więc także przez nas!
I to właśnie z tego powodu na ich oczach dokonywał znaków i cudów – a szczególnie tego największego, jakim jest Jego Zmartwychwstanie, poprzedzone bolesną Męką. To wszystko działo się na ich oczach. Jezus nie zawahał się dać się aż tak poniżyć, zmaltretować, a potem zupełnie nagim – na ich oczach – zawisnąć na krzyżu i tam jeszcze przez kilka godzin oddawać swoje życie Ojcu, aby… No, właśnie, po to uczynił?… Dobrze wiemy!
I to wszystko, co dzieje się dzisiaj w Kościele i w świecie, dokonuje się na ich oczach. Przede wszystkim: na naszych oczach! Ile z tego rozumiemy? I jak odczytujemy znaki czasu – znaki od Pana – jakie nam ciągle daje? Jaki mają one wpływ na nasze myślenie i postępowanie?…
Spróbujmy dzisiaj – i w najbliższych dniach – nad tym pomyśleć… Spróbujmy być uważnymi na te znaki, które w naszej rzeczywistości dokonają się na naszych oczach, a które będą dla nas znakami właśnie od Jezusa. Spróbujmy pomyśleć, co Pan – przez te znaki – do nas mówi?…
