Zaufać – we WSZYSTKIM!

Z

Szczęść Boże! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym rocznicę zawarcia sakramentalnego Małżeństwa przeżywają Agnieszka i Mariusz Niedziałkowscy. Wspominałem już o Nich wczoraj, przy okazji urodzin Ich Syna. Niech Pan im we wszystkim błogosławi! Zapewniam o modlitwie!

A ja pozdrawiam Was z Kodnia, gdzie będę do obiadu, potem – przez Dom rodzinny – wracam do Siedlec, gdzie o 18:00, w Parafii Świętej Teresy, odprawię kolejną Mszę Świętą gregoriańską. I już zostaję w Siedlcach.

Drodzy moi, ponownie proszę o towarzyszenie Ojcu Świętemu Leonowi XIV – zainteresowaniem i modlitwą – w Jego pielgrzymowaniu do Francji. Dzisiaj ostatni dzień. A oto relacja z dnia wczorajszego:

https://www.vaticannews.va/pl/papiez/news/2026-09/pokuta-zycie-i-nadzieja-trzeci-dzien-leon-xiv-papiez-francja.html?utm_source=newsletter&utm_medium=email&utm_campaign=NewsletterVN-PL

Transmisje mamy w Radiu MARYJA i Telewizji TRAM – o 10:00, 11:00 i 16:00.

Niech to pielgrzymowanie, słowa Ojca Świętego, Jego modlitwa i błogosławieństwo, którego tak często udziela, pomogą utrzymać ten dobry kurs, jaki ostatnio obrała Francja – szczególnie francuska Młodzież – ku Jezusowi! Kurs powrotu do Kościoła. Ten kurs jest coraz bardziej widoczny! Bogu niech będą dzięki!

A tutaj z kolei – zapis dźwiękowy mojej wczorajszej homilii, wygłoszonej w Sanktuarium Matki Bożej w Kodniu:

https://archiwum.radiopodlasie.pl/NEW/2026/09/27/kodenski-wieczernik-akademicki-2026-homilia/

Bardzo dziękuję Rafałowi Suchodolskiemu za komentarz do tej homilii, zamieszczony wczoraj na blogu – za wsparcie i życzliwość, wyrażone nie tylko w tym wpisie, ale okazywane na co dzień. To właśnie wsparcie Rafała i innych Osób życzliwych jest dla mnie bardzo dużą pomocą. Jak bowiem napisałem wczoraj na grupie naszego Duszpasterstwa, gdzie Rafał także ten komentarz zamieścił, nie dla pochwał i uznania kapłan wypełnia swoją misję. Ale takie dobre słowo – zwłaszcza, jeśli jest szczere i spontaniczne – naprawdę dodaje skrzydeł! I zwłaszcza, jeśli – jak w przypadku Rafała – słowa te są tylko dopowiedzeniem do Jego całej postawy. Wielkie dzięki, Rafale! Dziękuję za JUŻ i proszę o JESZCZE! Liczę na naszą dalszą, świetną współpracę!

Drodzy moi, chciałbym jeszcze podzielić się z Wami taką oto – dla mnie wstrząsającą – wiadomością:

https://www.fronda.pl/a/ks-adrian-prosze-abyscie-i-wy-przebaczyli,260425.html

Trudno tu o jakikolwiek komentarz…

Tymczasem zapraszam już do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, Co Pan konkretnie mówi do mnie przez to dzisiejsze swoje Słowo – tak konkretnie do mnie dzisiaj? Duchu Święty, tchnij!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Poniedziałek 26 Tygodnia zwykłego, rok II,

Wspomnienie Św. Wacława, Męczennika,

28 września 2026., 

do czytań: Job 1,6–22; Łk 9,46–50

CZYTANIE Z KSIĘGI JOBA:

Zdarzyło się pewnego dnia, gdy synowie Boży udawali się, by stanąć przed Panem, że i szatan też poszedł z nimi. I rzekł Bóg do szatana: „Skąd przychodzisz?”. Szatan odrzekł Panu: „Przemierzałem ziemię i wędrowałem po niej”. Mówi Pan do szatana: „A zwróciłeś uwagę na sługę mego, Joba? Bo nie ma na całej ziemi drugiego, kto by tak był prawy, sprawiedliwy, bogobojny i unikający grzechu jak on”. Szatan na to do Pana: „Czy Job za nic czci Boga? Czyż Ty nie okoliłeś zewsząd jego samego, jego domu i całej majętności? Pracy jego rąk błogosławiłeś, jego dobytek na ziemi się mnoży. Wyciągnij, proszę, rękę i dotknij jego majątku. Na pewno Ci w twarz będzie złorzeczył”. Rzekł Pan do szatana: „Oto cały majątek jego w twej mocy. Tylko na niego samego nie wyciągaj ręki”. I odszedł szatan sprzed oblicza Pana.

Pewnego dnia, gdy synowie i córki jedli i pili w domu najstarszego brata, przyszedł posłaniec do Joba i rzekł: „Woły orały, a oślice pasły się tuż obok. Wtem napadli Sabejczycy, porwali je, a sługi mieczem pozabijali, ja sam uszedłem, by ci o tym donieść”. Gdy ten jeszcze mówił, przyszedł inny i rzekł: „Ogień Boży spadł z nieba, zapłonął wśród owiec oraz sług i pochłonął ich. Ja sam uszedłem, by ci o tym donieść”. Gdy ten jeszcze mówił, przyszedł inny i rzekł: „Chaldejczycy zstąpili z trzema oddziałami, napadli na wielbłądy, a sługi ostrzem miecza zabili. Ja sam uszedłem, by ci o tym donieść”. Gdy ten jeszcze mówił, przyszedł inny i rzekł: „Twoi synowie i córki jedli i pili wino w domu najstarszego brata. Wtem powiał gwałtowny wicher z pustyni, poruszył czterema węgłami domu, zawalił go na dzieci, tak iż poumierały. Ja sam uszedłem, by ci o tym donieść”.

Job wstał, rozdarł swe szaty, ogolił głowę, upadł na ziemię, oddał pokłon i rzekł: „Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę. Pan dał i Pan zabrał. Niech będzie imię Pana błogosławione”. W tym wszystkim Job nie zgrzeszył i nie przypisał Bogu nieprawości.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:

Uczniom Jezusa przyszła myśl, kto z nich jest największy.

Lecz Jezus, znając myśli ich serca, wziął dziecko, postawił je przy sobie i rzekł do nich: „Kto przyjmie to dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmie, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto bowiem jest najmniejszy wśród was wszystkich, ten jest wielki”.

Wtedy przemówił Jan: „Mistrzu, widzieliśmy kogoś, jak w imię twoje wypędzał złe duchy, i zabranialiśmy mu, bo nie chodzi z nami”.

Lecz Jezus mu odpowiedział: „Nie zabraniajcie; kto bowiem nie jest przeciwko wam, ten jest z wami”.

Księga Hioba zawiera w sobie bardzo wyjątkowy przekaz. Pod warstwą symboliki odnajdujemy bowiem ważne przesłanie, które winno stanowić przedmiot naszej refleksji. I nie tylko dlatego winniśmy się nad nim pochylić, że odnajdujemy je w dzisiejszych czytaniach, ale także dlatego, że widzimy, jak bardzo doświadczenie Hioba przypomina nasze życiowe doświadczenia.

Oto bowiem przychodzi nam się zmierzyć z tematem niezawinionego cierpienia. W Starym Testamencie bowiem częściej spotykaliśmy się z działaniem na zasadzie: „akcja – reakcja”, czyli kiedy naród wybrany buntował się i odwracał od Boga, Ten reagował natychmiast, przywołując niesforne dzieci do porządku. Stąd nawet w umysłach Apostołów Jezusa funkcjonowała ta prawidłowość, że skoro dany człowiek jest niewidomy od urodzenia, to znaczy, że «albo on zgrzeszył, albo jego rodzice».

Przypomnijmy sobie dziewiąty rozdział Ewangelii Świętego Jana. Jezus powiedział wtedy, że to doświadczenie, jakie spotkało niewidomego od urodzenia, nie jest wprost skutkiem jego grzechu, ale realizują się w ten sposób tajemnicze plany Boga. I z taką sytuacją mamy do czynienia dzisiaj. Właściwie cała ta Księga Hioba poświęcona jest temu, by przełamać owo schematyczne spojrzenie, bardzo uproszczone i upraszczające, iż cierpienie musi być karą za grzech.

Oczywiście, w tym wymiarze fundamentalnym, sięgającym dramatu grzechu pierwszych rodziców, tak właśnie jest, bo wszelkie cierpienie człowieka w tym życiu doczesnym jest skutkiem jego upadku. Ale to nie oznacza, że poszczególni ludzie, dotknięci doświadczeniem cierpienia, są większymi grzesznikami od innych, skoro ich to spotkało, a tym drugim się „upiekło”.

Oto dzisiaj słyszymy przedziwną rozmową z szatana z Bogiem – rozmowę, którą oczywiście należy zaliczyć do wspomnianej już warstwy symbolicznej, bo przecież Bóg nie prowadzi żadnych pertraktacji ze złym duchem! On nie jest dla Boga żadnym partnerem! A już na pewno nie ma mowy o czymś takim, co zostało tutaj pokazane, iż Bóg i szatan doszli do swoistego porozumienia, jak Hioba doświadczyć, ale go jednak nie zabić.

Jak wspomnieliśmy sobie, owa symbolika podporządkowana jest przekazowi – podobnie, jak jest to w przypadku opisu tracenia przez Hioba kolejnych części swego majątku, a na koniec – także osób sobie najbliższych. Doprawdy, trudno wyobrazić sobie taką katastrofę w życiu człowieka, na którą on zareagowałby tak, jak zareagował Hiob. On bowiem – jak słyszymy – dowiedziawszy się o tym wszystkim, co na niego przyszło, wstał, rozdarł swe szaty, ogolił głowę, upadł na ziemię, oddał pokłon i rzekł: „Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę. Pan dał i Pan zabrał. Niech będzie imię Pana błogosławione”. Jak w ostatnim zdaniu dodaje Autor biblijny: W tym wszystkim Job nie zgrzeszył i nie przypisał Bogu nieprawości.

I właśnie o to zdanie i tę reakcję Hioba chodzi w tym dzisiejszym przekazie: ten sprawiedliwy człowiek we wszystkim zaufał Bogu! Ale to dosłownie i naprawdę – we WSZYSTKIM! Podkreślamy to sobie dlatego, że w jego przypadku określenie: we WSZYSTKIM – nabiera szczególnego znaczenia! O wiele mocniejszego, niż w przypadku innych ludzi, którzy też – na swój sposób – zaufali Bogu bardzo szczerze. Jeżeli jednak człowiek w jednej chwili traci naprawdę i dosłownie wszystko – i nie odwraca się od Boga, ale się ku Niemu zwraca z sercem pokornym i posłusznym – to wtedy możemy powiedzieć, że zaufał on Bogu we WSZYSTKIM! Bo skoro nie ma już nic – tylko jeszcze życie mu zostało – to znaczy, że teraz Bóg jest jego WSZYSTKIM!

Mówimy zatem o takim szczerym, bezpretensjonalnym i pokornym zaufaniu, na jakie stać tylko dziecko – i tego, kto zdobędzie się na pokorę i prostotę dziecka. Dokładnie zgodnie z tymi oto słowami Jezusa z dzisiejszej Ewangelii: Kto przyjmie to dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmie, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto bowiem jest najmniejszy wśród was wszystkich, ten jest wielki.

Jak i z tymi, będącymi odpowiedzią na wiadomość ze strony Jana: Mistrzu, widzieliśmy kogoś, jak w imię twoje wypędzał złe duchy, i zabranialiśmy mu, bo nie chodzi z nami. Jezus odpowiedział na to bardzo zdecydowanie: Nie zabraniajcie; kto bowiem nie jest przeciwko wam, ten jest z wami.

A zatem – zaufajcie! Zaufajcie Jezusowi! On wszystko wie i On – by się tak wyrazić – kontroluje sytuację. Dlatego też dostrzega nawet najmniejszy element dobrej woli w postawie i działaniu człowieka, który nawet jeśli nie opowiedział się otwarcie i wprost po stronie Jezusa i Jego dzieła, ale sprzyja Mu po cichu – nawet w ten sposób, że się Mu nie sprzeciwia – to jest po dobrej stronie. Czyni dobro. I trzeba to docenić.

Trzeba zauważyć i docenić każde, choćby najdrobniejsze znaki zaufania człowieka do Jezusa. I na tym budować. A cóż powiedzieć – i jak dużo można zbudować – jeśli to zaufanie jest tak wielkie, jak w przypadku Hioba? Jeśli jest to zaufanie we WSZYSTKIM?

Takie, z jakim – z zastrzeżeniem wszelkich różnic – mamy do czynienia w przypadku Patrona dnia dzisiejszego. A jest nim Święty Wacław, Męczennik, który swoje krótkie życie przeżył mądrze i sensownie, nie czekając na lepszy czas dla Boga, ale wykorzystując ten czas, jaki był mu dany. Co wiemy o tym Świętym?

Urodził się około 907 roku, jako syn księcia czeskiego Wratysława I. Został wychowany przez swoją babkę, Świętą Ludmiłę. Po śmierci ojca, mając osiemnaście lat, objął rządy. Starał się o rozszerzenie chrześcijaństwa, popierając misjonarzy. Był hojny dla ubogich i życzliwy dla wszystkich, szczególnie prostych ludzi.

Miał jednak przeciw sobie opozycję o tendencjach odśrodkowych – ludzi broniących tradycyjnego pogaństwa. I to właśnie ich intrygi doprowadziły ostatecznie do tego, iż zginął on z rąk siepaczy, nasłanych przez rodzonego brata, Bolesława Okrutnego, w Starym Bolesławcu. Stało się to w roku 929 lub 935. Relikwie jego spoczywają w katedrze praskiej. Święty Wacław jest Patronem Czech i katedry krakowskiej.

A oto w jaki sposób – według pięknej, starosłowiańskiej opowieści – nasz Patron złożył ofiarę ze swego życia: „Po śmierci Wratysława Czesi wybrali jego syna Wacława na następcę. Był on dzięki łasce Bożej wzorem w wyznawaniu wiary. Wspierał wszystkich ubogich, nagich odziewał, łaknących żywił, podróżnych przyjmował zgodnie z nakazami Ewangelii. Nie dozwalał wyrządzać krzywdy wdowom, miłował wszystkich ludzi, biednych i bogatych. Wspomagał sługi Boże, uposażał kościoły.

Niektórzy jednak Czesi zbuntowali się i podburzyli młodszego brata Bolesława, mówiąc: «Brat Wacław pragnie cię zabić, spiskuje z matką i swymi ludźmi».

Kiedy się odbywały uroczystości poświęcenia kościołów w różnych miastach, Wacław odwiedzał wszystkie te miejscowości. W niedzielę, w uroczystość Kosmy i Damiana, przybył do miasta Bolesława. Po wysłuchaniu Mszy Świętej zamierzał powrócić do Pragi. Bolesław jednak, zamierzając dokonać zbrodni, zatrzymał go słowami: «Dlaczego chcesz odejść, bracie?» Nazajutrz rano zadzwoniono na jutrznię. Usłyszawszy głos dzwonów, Wacław powiedział: «Bądź pochwalony, Panie, który dozwoliłeś mi żyć aż do dzisiejszego poranka». Wstał i udał się na modlitwę poranną.

Zaraz potem Bolesław przystąpił doń u drzwi. Wacław zobaczył go i rzekł: «Bracie, dobrym byłeś dla nas wczoraj». Szatan jednak podszepnął Bolesławowi, uczynił przewrotnym jego serce, tak iż wyciągnąwszy miecz, odezwał się: «Teraz pragnę być jeszcze lepszym». To powiedziawszy, uderzył go mieczem w głowę.

Wacław, zwróciwszy się do niego, rzekł: «Co czynisz, bracie?» Pochwyciwszy go, rzucił na ziemię. Tymczasem podbiegł jeden ze wspólników Bolesława i ciął Wacława w rękę. Ten porzuciwszy brata, ze zranioną ręką uszedł do kościoła. W drzwiach kościoła zabili go dwaj zamachowcy. Trzeci przybiegłszy, przebił mu bok. Wówczas Wacław oddał ostatnie tchnienie z tymi słowami: «W ręce Twoje, Panie, oddaję ducha mego». Tyle z pięknej starosłowiańskiej opowieści.

Wpatrzeni w przykład chrześcijańskiej postawy Świętego Wacława, ale też zasłuchani w Boże słowo dzisiejszej liturgii, raz jeszcze odpowiedzmy na pytanie, co robię – co dzisiaj konkretnie zrobię – aby moje zaufanie do Jezusa wzmacniało się coraz bardziej, przechodząc od zaufania częściowego, wciąż jeszcze małego i zalęknionego – do zaufania we WSZYSTKIM?

1 komentarz

  • No tak grubasie obiad trzeba wpierdolić za darmo a potem wrócić do siebie i zjeść drugi fajna ta religia fajna 😀😀

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.