Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym rocznicę zawarcia sakramentalnego Małżeństwa przeżywają Piotr i Agnieszka Nowiccy, czyli mój Brat cioteczny i Jego Żona. Życzę Im nieustannego odkrywania piękna wzajemnej miłości, oraz szczególnego Bożego błogosławieństwa na każdy dzień Ich życia. Niech jak najmocniej zwiążą swoje życie z Jezusem, niech Mu bez obaw zaufają! Będę się o to dla Nich modlił.
Urodziny natomiast przeżywa dzisiaj Jan Niedziałkowski, Syn Agnieszki (zwanej przez Przyjaciół Siwą) i Jej Męża, Mariusza. Życzę Bożego błogosławieństwa szanownemu Jubilatowi i zapewniam o modlitewnym wsparciu Jego, jak i Jego Rodziców.
Drodzy moi, pozdrawiam Was z Kodnia, gdzie miał się w tych dniach odbywać KODEŃSKI WIECZERNIK AKADEMICKI. Nie odbywa się – jak wiecie, z powodu braku zainteresowania – ale odbywa się intensywna modlitwa w intencji Środowiska Akademickiego, Duszpasterstwa Akademickiego i Młodzieży w Kościele. Wczoraj był Apel, o godzinie 21:00, a dzisiaj – Msza Święta w Bazylice kodeńskiej, o godzinie 10:30.
Zachęcam do łączności ze mną na tej Mszy Świętej! Oczywiście – zapraszam do Kodnia! Albo do łączności za pomocą transmisji przez kamerę internetową:
https://koden.com.pl/transmisje-on-line/
Także Katolickie Radio Podlasie będzie tę Mszę Świętą transmitowało:
https://radiopodlasie.pl/radio-online/
Po południu natomiast udaję się do Białej Podlaskiej, na świętowanie niedawnych urodzin mojego Szwagra Kamila i Jego Syna Tomka (były one jednego dnia), po czym wracam do Kodnia, na ostatnią noc w trakcie tego pobytu.
Drodzy moi, raz jeszcze zachęcam do wypowiadania się na temat postaw Młodzieży. Dziękuję Madzi za Jej świetny komentarz, wcześniej zaś pojawił się komentarz J (dobrze nam znanej), także bardzo głęboki i profesjonalny. Również dziękuję za niego. Ale czekam na następne. Przypominam – pod datą 18 września.
Przypominam także o Pielgrzymce Ojca Świętego do Francji. Zachęcam do śledzenia jej przebiegu dzięki transmisji w Radiu MARYJA i Telewizji TRWAM, do słuchania uważnie słów Ojca Świętego oraz do wspierania modlitwą tego Jego błogosławionego pielgrzymowania!
Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Zatem, co Pan mówi dzisiaj do mnie – osobiście, tu i teraz? Duchu Święty, podpowiedz…
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
KODEŃSKI WIECZERNIK AKADEMICKI,
26 Niedziela zwykła, A,
27 września 2026.,
do czytań: Ez 18,25–28; Flp 2,1–11; Mt 21,28–32
CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA EZECHIELA:
To mówi Pan Bóg: Wy mówicie: „Sposób postępowania Pana nie jest słuszny”. Słuchaj jednakże, domu Izraela: Czy mój sposób postępowania jest niesłuszny, czy raczej wasze postępowanie jest przewrotne? Jeśli sprawiedliwy odstąpił od sprawiedliwości, dopuszczał się grzechu i umarł, to umarł z powodu grzechów, które popełnił.
A jeśli bezbożny odstąpi od bezbożności, której się oddawał, i postępuje według prawa i sprawiedliwości, to zachowa duszę swoją przy życiu. Zastanowił się i odstąpił od wszystkich swoich grzechów, które popełniał, i dlatego na pewno żyć będzie, a nie umrze.
CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO FILIPIAN:
Bracia: Jeśli jest jakieś napomnienie w Chrystusie, jeśli jakaś moc przekonująca Miłości, jeśli jakiś udział w Duchu, jeśli jakieś serdeczne współczucie, dopełnijcie mojej radości przez to, że będziecie mieli te same dążenia: tę samą miłość i wspólnego ducha, pragnąc tylko jednego, a niczego nie pragnąc dla niewłaściwego współzawodnictwa ani dla próżnej chwały, lecz w pokorze oceniając jedni drugich za wyżej stojących od siebie. Niech każdy ma na oku nie tylko swoje własne sprawy, ale też i drugich.
Niech was ożywia to dążenie, które było w Chrystusie Jezusie.
On, istniejąc w postaci Bożej,
nie skorzystał ze sposobności,
aby na równi być z Bogiem,
lecz ogołocił samego siebie,
przyjąwszy postać sługi,
stawszy się podobnym do ludzi.
A w tym, co zewnętrzne, uznany za człowieka,
uniżył samego siebie,
stawszy się posłusznym aż do śmierci,
i to śmierci krzyżowej.
Dlatego też Bóg wywyższył Go nad wszystko
i darował Mu imię
ponad wszelkie imię,
aby na imię Jezusa
zgięło się każde kolano
istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych,
i aby wszelki język wyznał,
że Jezus Chrystus jest Panem,
ku chwale Boga Ojca.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:
Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu: „Co myślicie? Pewien człowiek miał dwóch synów. Zwrócił się do pierwszego i rzekł: «Dziecko, idź dzisiaj i pracuj w winnicy». Ten odpowiedział: «Idę, panie», lecz nie poszedł. Zwrócił się do drugiego i to samo powiedział. Ten odparł: «Nie chcę». Później jednak opamiętał się i poszedł. Któryż z tych dwóch spełnił wolę ojca?”
Mówią Mu: „Ten drugi”.
Wtedy Jezus rzekł do nich: „Zaprawdę powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego. Przyszedł bowiem do was Jan drogą sprawiedliwości, a wyście mu nie uwierzyli. Celnicy zaś i nierządnice uwierzyli mu. Wy patrzyliście na to, ale nawet później nie opamiętaliście się, żeby mu uwierzyć”.
Tak to już chyba jakoś jest, że jak się robi coś złego albo się w czymś niedomaga, to można albo się zorientować, w czym się nie zdaje egzaminu i co nie wychodzi – i to poprawić – albo nie chcieć nic zrobić z tą sytuacją i nie przyznać się, nawet przed samym sobą, że się ma problem, a za to poszukać wokół siebie winnego takiego stanu rzeczy. I takim winnym może się okazać nawet Bóg.
On sam dzisiaj mówi o tym przez Proroka Ezechiela: Wy mówicie: „Sposób postępowania Pana nie jest słuszny”. Słuchaj jednakże, domu Izraela: Czy mój sposób postępowania jest niesłuszny, czy raczej wasze postępowanie jest przewrotne?
A na czym polega problem? To też słyszymy: Jeśli sprawiedliwy odstąpił od sprawiedliwości, dopuszczał się grzechu i umarł, to umarł z powodu grzechów, które popełnił. A jeśli bezbożny odstąpi od bezbożności, której się oddawał, i postępuje według prawa i sprawiedliwości, to zachowa duszę swoją przy życiu. Zastanowił się i odstąpił od wszystkich swoich grzechów, które popełniał, i dlatego na pewno żyć będzie, a nie umrze.
Tak, przy okazji, wspomnijmy tu wyraźnie, że taka zasada obowiązuje w naszych relacjach z Bogiem, szczególnie w tych ostatecznych, iż śmierć pieczętuje na całą wieczność taki stan duchowy człowieka, w jakim go zastaje. Czyli jeżeli – tak, jak to dziś słyszeliśmy – człowiek przez większość życia postępował uczciwie i po Bożemu, ale odwrócił się od Boga, zerwał z Nim kontakt, zaczął żyć w stanie grzechu ciężkiego i w takim stanie zastała go śmierć, to – wedle tych wskazań – idzie na wieczne potępienie. Oczywiście, Pan sam rozezna na Sądzie stan duchowy człowieka, ale wskazania Boże w tej materii są jasne.
Podobnie, jak i w tej, że człowiek, który większość swojego życia zmarnował, jednak w ostatniej chwili się ku Bogu zwrócił, ma pełną szansę zbawienia. Bo liczą się czyny, liczy się nastawienie człowieka do Boga – TU I TERAZ – w tym momencie, a nie wspominanie tego, co było. Jak uczy stare przysłowie, „co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr”.
Drodzy moi, pamiętajmy o tym sami – i przypominajmy swoim bliskim, a szczególnie tym, którzy twierdzą, że na Pana Boga i na powrót do Niego to „jeszcze mają czas”. I lekkomyślnie żyją sobie „po swojemu”, z dnia na dzień, nie będąc w stanie łaski uświęcającej. Naprawdę, tu nie chodzi o jakieś straszenie, ale o przypomnienie jasnego i konkretnego nauczania Pisma Świętego – a co za tym idzie: nauczania Kościoła – w tej sprawie.
Niezmiennego nauczania o tym, że dla Pana liczy się postawa człowieka, a nie zapewnienia i obietnice. Jasno to z kolei wynika z dzisiejszego pouczenia Jezusa, zapisanego w Mateuszowej Ewangelii. Pierwszy syn – z usłyszanej przez nas przypowieści – z pewnością zrobił dobre wrażenie na ojcu, sprawił mu niemałą przyjemność, napełnił radością jego serce, może nawet go wzruszył – aż do momentu, kiedy okazało się, że jego piękna i ochotna obietnica skończyła się na słowach, bo czynu nie było.
Drugi syn chyba trochę zdenerwował ojca, bo na prośbę o pójście do pracy odpowiedział bezceremonialnym, rzuconym mu prosto w twarz: Nie chcę. Ale w końcu poszedł. Jezus wyraźnie podkreślił, że wolę ojca wypełnił ten, który pracował, a nie ten, który mówił, że będzie pracował.
Sytuację tę Jezus odniósł do postawy swego narodu – narodu przecież wybranego – wobec Boga, jasno stwierdzając, że ludzie do tegoż narodu nie należący, a nawet żyjący w grzechu, szybciej osiągną zbawienie, niż oni. Bo liczą się czyny, a nie słowa lub przynależność narodowa. Jezus mówi to wyraźnie do swoich rodaków, tak bardzo pewnych swojego miejsca w Niebie – i w ogóle: w Bożych oczach – że celnicy i nierządnice wchodzą przed [nimi] do królestwa niebieskiego. Bo właśnie Jego rodacy zawsze szczycili się wielkimi względami u Boga, ale ich czyny pokazywały coś dokładnie przeciwnego.
A któż inny mógł bardziej o tym przypominać i bardziej się o to upominać, jeżeli nie Jezus, który sam swoją miłość do nas najpełniej pokazał tym, że istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w tym, co zewnętrzne, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej. I to właśnie dlatego Bóg wywyższył Go nad wszystko i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych.
I nasze zbawienie, nasze wywyższenie w Niebie, zależy od naszej postawy tu, na ziemi. Oczywiście, zbawienie jest darem Bożej łaski – ale tej łaski, z którą my mamy podjąć pełną współpracę.
A mówimy to dzisiaj, kiedy zanosimy do Nieba nasze modlitwy za Środowisko Akademickie, za Duszpasterstwo Akademickie i za Młodzież w Kościele: za jej miejsce w Kościele, które oby zawsze ona odnajdywała. Czynimy to z okazji zaplanowanego na te dni dorocznego spotkania tegoż Środowiska, pod nazwą: KODEŃSKI WIECZERNIK AKADEMICKI.
I choć w tym roku to spotkanie nie doszło do skutku z powodu braku zainteresowania, to jednak ten czas – zbliżającego się roku akademickiego – jest dla mnie, jako Duszpasterza Akademickiego, szczególną okazją do tego, by przypomnieć o tej tak ważnej sprawie, jaką jest konieczność duchowej formacji Studentów, ale nie tylko Studentów, a właśnie wszystkich Członków akademickiej Społeczności, od Profesorów i Wykładowców począwszy, poprzez Pracowników administracji i Personelu pomocniczego, poprzez Absolwentów i Osoby wspierające działalność zarówno Uczelni, jak i Duszpasterstwa Akademickiego, po wszystkie Osoby, sympatyzujące z nami, wspierające nas modlitwą i dobrym słowem.
Bardzo się cieszę z obecności na tej Mszy Świętej Członków tej naszej Społeczności. Dziękuję także Katolickiemu Radiu Podlasie za ogłaszanie tego zaplanowanego na dziś spotkania, a dzisiaj – za transmisję tej Mszy Świętej. Dziękuję także portalowi diecezjalnemu: podlasie24.pl za przekazywanie tych informacji. Dziękuję najserdeczniej tym Księżom Proboszczom, którzy nasze zaproszenie ogłosili w swoich Parafiach. I wreszcie dziękuję Osobom, które się tym zaproszeniem zainteresowały i jakkolwiek na nie zareagowały.
Bo sprawa jest naprawdę bardzo ważna! Chodzi bowiem o to, aby ten, kto zajmuje się nauką, przede wszystkim służył prawdzie. O to się często modlimy w naszym Duszpasterstwie Akademickim GAUDEAMUS w Siedlcach – przez wstawiennictwo naszych Patronów: Matki Bożej Kodeńskiej i Świętego Jana Kantego, Patrona Środowiska akademickiego – aby całe Środowisko akademickie „żyło prawdą, zgłębiało prawdę, prawdy nauczało i jej służyło.” Aby za rozwojem intelektualnym szedł równolegle – a może nawet jeszcze bardziej intensywny – rozwój duchowy.
Aby nie było takich sytuacji, w których ktoś osiąga szczyty kariery naukowej, ma wszystkie najwyższe tytuły naukowe przed nazwiskiem, ma tysiące publikacji, wystąpień, wykładów na koncie; ma szerokie kontakty w środowisku naukowym i jest cytowany w renomowanych periodykach naukowych na całym świecie – a w zakresie życia religijnego jest analfabetą!
I nawet nie chodzi o to, że poza „Ojcze nasz” i „Zdrowaś Maryjo” nie jest w stanie do końca wypowiedzieć żadnej modlitwy bez pomyłki; i może nawet nie chodzi o to, że Bóg to niejednokrotnie dla niego „Bozia”, albo jakiś nie określony „Najwyższy”, który nie bardzo wiadomo, kim jest, i dlaczego jest „najwyższy”.
Chodzi też o to, że taki luminarz nauki, który rozwój swego życia religijnego i znajomość nauczania Kościoła zatrzymał na Pierwszej Komunii Świętej, po prostu epatuje na zewnątrz i kompromituje się tym brakiem orientacji w podstawowych kwestiach moralnych, etycznych – także bioetycznych – tak jasno nauczanych przez Kościół. I potem wypowiedzi takiego człowieka – pomimo jego dziesięciu tytułów przed nazwiskiem – porażają wręcz naiwnością, totalną ignorancją, żeby nie powiedzieć: głupotą. A już o czynach i postawach takich ludzi lepiej nie mówić.
Po raz kolejny bowiem potwierdza się to – znane nam chyba wszystkim przeświadczenie – że wykształcony, to niekoniecznie znaczy: mądry. Owszem, w mowie potocznej nieraz używamy zamiennie tych określeń, mówiąc, że „ten a ten, to mądry człowiek, bo jest profesorem, bo jest taki uczony”. Tymczasem, ja sam, obracając się przez większość mojego kapłańskiego życia w środowisku akademickim, miałem – niestety – do czynienia ze skończonymi głupcami z tytułami profesorskimi! A wtedy myślałem albo o moich Rodzicach, albo o moich Babciach, które miały kilka klas podstawówki, a były Osobami niezwykle mądrymi. Tak, jak i moi Rodzice, którzy uczyli mnie życia i wiary.
Oczywiście, mam zaszczyt znać także bardzo wykształconych i światłych profesorów, będących ludźmi wielkiej mądrości i głębokiej wiary – i z kontaktów z nimi staram się czerpać jak najwięcej. Nieustannie dziękuję Panu naszemu, że mam taką możliwość i zaszczyt ciągle z nimi rozmawiać i czerpać z bogactwa ich wiedzy i głębokich przemyśleń.
I właśnie o taką postawę, będącą świadectwem połączenia wiedzy i wiary, intensywnego rozwoju intelektualnego z równie, a może nawet bardziej intensywnym rozwojem duchowym, dzisiaj modlimy się dla naszych studiujących dzieci, wnuków, braci i sióstr, przyjaciół i kolegów. Bo ten duchowy rozwój jest moralnym obowiązkiem, jaki spoczywa na wszystkich ochrzczonych, a więc także na studentach.
Owszem, w świadomości wielu z nich – niestety, także w świadomości ich rodziców – utrwaliło się takie przekonanie, że obowiązek chodzenia na lekcje religii skończył się wraz z zakończeniem nauki w szkole ponadpodstawowej. Owszem, wtedy też można się było z wypisać z katechezy, ale to zawsze jakieś większe zamieszanie, więc żeby nie robić tak zwanego „dymu”, a przy okazji: nie „zadrzeć” z Proboszczem na wizycie kolędowej, to już lepiej jakoś dotrwać do końca. Ale na studiach już takiego obowiązku nie ma, więc można sobie – mówiąc kolokwialnie – „odpuścić”.
I to jest prawdą: formalnego takiego obowiązku nie ma, jaki był jeszcze do niedawna w naszej Diecezji, a polegał on na tym, że studenci uczestniczyli w katechezach akademickich i to było dokumentowane podpisami w odpowiednich indeksach, co później było brane pod uwagę przez proboszcza parafii przy przygotowaniu do Ślubu takiego studenta albo przy wypisywaniu zaświadczenia, iż może on pełnić funkcję chrzestnego. Dzisiaj już takiego formalnego obowiązku nie ma. Czy to dobrze, czy nie – niech rozsądzi Bóg i ci, którzy takie decyzje podjęli.
Natomiast jest i pozostanie do końca życia obowiązek moralny – obowiązek stałego rozwoju życia duchowego, życia religijnego: moralny obowiązek stałego rozwoju wiary! Z tego nikt nikogo nigdy nie zwolnił! I nie nikt nikogo nigdy z tego nie zwolni! Z wypełnienia tego obowiązku będzie nas sądził Bóg! Będzie o to pytał na Sądzie samych studentów – przyszłych intelektualistów – ale też ich rodziców, ich dziadków i krewnych, na ile im o tym przypominali i do tego zachęcali, aby tam, na studiach, pozostali wierni temu, czego byli uczeni w domu. O ile faktycznie byli tego uczeni…
Będzie pytał duszpasterzy parafialnych, czy i na ile zauważali obecność studentów w swoich parafiach, kierując do nich choćby dobre słowo – choćby słowo życzeń na jedne i drugie Święta – a przy wizycie duszpasterskiej: czy pytali o to samych studentów, albo ich rodziców lub dziadków. Będzie wreszcie Pan pytał na Sądzie mnie, duszpasterza akademickiego, co robiłem, aby ten ważny temat ciągle wybrzmiewał jak najmocniej, zawsze i wszędzie, gdzie i kiedy się tylko da – i co robiłem, aby Środowisko akademickie prowadzić do Jezusa.
Drodzy moi, proszę Was dzisiaj wszystkich, duchownych i świeckich, związanych rodzinnie z naszym Środowiskiem lub tylko przez znajomość z taki osobami, albo tylko przez wspólnotę parafialną czy wspólnotę sąsiedzką – proszę o intensywną modlitwę za pracowników nauki i studentów. Aby w tym swoim rozwoju intelektualnym nie zaniedbali rozwoju duchowego. Aby nie byli jak ten jeden z polskich królów, o którym mówi się, że znał siedem języków, tylko w żadnym nie miał nic do powiedzenia!
Aby zatem nie było tak, że elita intelektualna naszego Narodu będzie grupą analfabetów duchowych i religijnych. Proszę, módlmy się wszyscy o głęboką świadomość tej sprawy, ale też rozmawiajmy z nimi na te tematy – zwłaszcza, jeśli to są członkowie naszych rodzin lub osoby, z różnych względów nam bliskie. Przypominajmy im o moralnym obowiązku uczestnictwa we Mszy Świętej w każdą niedzielę i święto, o comiesięcznej Spowiedzi i stałej Komunii Świętej, a więc także o stałym stanie łaski uświęcającej; ale też: o czytaniu Pisma Świętego, o czytaniu książek, prasy i materiałów internetowych o tematyce religijnej. Przypominajmy im o tym – przypominajmy sobie nawzajem!
I nie tylko dlatego, że jest to moralny obowiązek, ale także – i przede wszystkim – dlatego, że to jest jedyna droga do pełnego szczęścia i prawdziwego spełnienia się człowieka! Tego spełnienia i tego szczęścia nie da najwyższe nawet wykształcenie i rządek tytułów przed nazwiskiem. Nie da go profesjonalizm w jakiejkolwiek dziedzinie wiedzy. Prawdziwe szczęście da tylko Jezus i Jego Matka.
Coraz bardziej rozumie to Młodzież francuska, która w tych dniach tak licznie i tak chętnie spotkała się z Ojcem Świętym, pielgrzymującym właśnie do ich kraju. W komentarzach do tych wydarzeń słyszymy, że Młodzież ta – choć od strony materialnej i intelektualnej ma wszystko, co tylko chce – jednak coraz głośniej pyta o sens i cel życia. Bo tego sensu i celu nie znajduje w tym, co ma, ani w tej wolności, rozumianej jako samowola i korzystanie ze wszystkich uroków życia. Oni jednak chcą żyć głębiej, mądrzej! I to poszukiwanie – jak się okazuje – prowadzi ich do Jezusa!
Oby nasi Studenci nie musieli dotknąć aż dna rozpaczy i wewnętrznych dylematów, ale jak najszybciej usłyszeli głos Jezusa, który chce im pomóc i chce ich poprowadzić, jeśli tylko oni będą tego chcieli. I właśnie obowiązkiem nas wszystkich, Drodzy, począwszy ode mnie, jako duszpasterza akademickiego, jest pomóc – modlitwą i przykładem własnej postawy – naszym Studentom i tym wszystkim, którzy dużo wiedzą, aby oprócz tego, że dużo wiedzą – jeszcze więcej wierzyli i jak najwięcej kochali!
Aby światły rozum połączyli z gorącym sercem!
