Pójdę – dokądkolwiek!

P

Szczęść Boże! Drodzy moi, pozdrawiam z Siedlec! Od 13:00 do 15:00 mam dyżur spowiedniczy w Katedrze, a o 18:00 – Mszę Świętą w Katedrze, z okazji inauguracji roku akademickiego na Uniwersytecie w Siedlcach. Mszy Świętej w intencji tejże Uczelni będzie przewodniczył Ksiądz Biskup Kazimierz Gurda, a ja ją organizuję od strony logistycznej – poprzez chociażby „ogarnięcie” obsady liturgicznej. Po Mszy Świętej – zaplanowaliśmy spokojną rozmowę z Profesorem Markiem Gugałą, Prorektorem Uniwersytetu w Siedlcach.

Drodzy moi, polecam Waszej uwadze jeszcze jedno podsumowanie Pielgrzymki Ojca Świętego Leona XIV do Francji.

https://www.fronda.pl/a/dziesiec-slow-leona-xiv-nie-tylko-dla-francji,260515.html

Zachęcam do podzielenia się refleksjami na temat tego, co w tych dniach dokonało się nie tylko we Francji, ale i w całym Kościele.

I właśnie do tych wydarzeń – ale i do wypowiedzi Księdza Marka o Młodzieży – odnosi się fenomenalny komentarz Szymona Sali, Autora rozważań wtorkowych na naszym blogu! Bardzo polecam ten wpis – także pod datą 18 września. A wcześniej – krótszy, ale bardzo szczery i głęboki wpis Filipa.

Bardzo dziękuję obu Autorom, a Was, Drodzy moi, proszę o odniesienie!

A teraz już zapraszam do pochylenia się nad Boży słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co konkretnie Pan mówi do nas przez to swoje Słowo? Z jakimi osobistym przesłaniem zwraca się właśnie do mnie? Duchu Święty, podpowiedz…

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Środa 26 Tygodnia zwykłego, rok II,

Wspomnienie Św. Hieronima, Kapłana i Doktora Kościoła,

30 września 2026.,

do czytań: Job 9,1–12.14–16; Łk 9,57–62

CZYTANIE Z KSIĘGI JOBA:

Job tak odpowiedział swoim przyjaciołom: „Istotnie. Ja wiem, że to prawda. Czy człowiek jest prawy przed Bogiem? Gdyby się ktoś z Nim prawował, nie odpowie raz jeden na tysiąc. Umysł to mądry, a siła potężna. Któż Mu przeciwny nie padnie? W mgnieniu oka On przesunie góry i zniesie je w swoim gniewie, On ziemię poruszy w posadach: i poczną trzeszczeć jej słupy. On słońcu zabroni świecić, na gwiazdy pieczęć nałoży. On sam rozciąga niebiosa, kroczy po morskich głębinach; On stworzył Niedźwiedzicę, Oriona, Plejady i Strefy Południa. On czyni cuda niezbadane, nikt nie zliczy Jego dziwów.

Nie widzę Go, chociaż przechodzi: mija, a dostrzec nie mogę. Kto Mu zabroni, choć zniszczy? Kto zdoła powiedzieć: «Co robisz?» Jakże ja zdołam z Nim mówić? Dobiorę wyrazów właściwych? Choć słuszność mam, nie odpowiadam i tylko błagam o litość. Proszę Go, by się odezwał, a nie mam pewności, że słucha”.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:

Gdy Jezus z uczniami szedł drogą, ktoś powiedział do Niego: „Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz”.

Jezus mu odpowiedział: „Lisy mają nory i ptaki powietrzne gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć”.

Do innego rzekł: „Pójdź za Mną”. Ten zaś odpowiedział: „Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca”.

Odparł mu: „Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże”.

Jeszcze inny rzekł: „Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu”.

Jezus mu odpowiedział: „Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego”.

Słuchając dzisiejszych czytań mszalnych, możemy chyba z przekonaniem powiedzieć, że bojowaniem jest życie człowieka. Takim duchowym bojowaniem.

W pierwszym czytaniu słyszymy Hioba, który – doświadczywszy tak wielkiego cierpienia, jak totalne ogołocenie ze wszystkiego, co posiadał, a nawet śmierci swoich dzieci, a do tego jeszcze gnębienia przez własną żonę i przyjaciół, próbujących na niego zrzucić winę za to, co się stało – prowadzi sam ze sobą wewnętrzną walkę o to, aby zaufać Bogu, uznać Jego wielkość i majestat, Jego moc i siłę.

Z drugiej zaś strony – aby uznać swoją słabość, małość i całkowitą zależność od Boga. Ale też pewną bezradność, wyrażającą się chociażby w ostatnim zdaniu dzisiejszego czytania: Proszę Go, by się odezwał, a nie mam pewności, że słucha. Wcześniej zaś mówił: Nie widzę Go, chociaż przechodzi: mija, a dostrzec nie mogę. Kto Mu zabroni, choć zniszczy? Kto zdoła powiedzieć: «Co robisz?» Jakże ja zdołam z Nim mówić? Dobiorę wyrazów właściwych? Choć słuszność mam, nie odpowiadam i tylko błagam o litość.

To jest chyba jeden z najtrudniejszych stanów, jaki może przeżywać człowiek w relacji z Bogiem – kiedy mówi do Boga, modli się do Niego godzinami, dniami i nocami, a wydaje się mu, że Bóg go w ogóle nie słyszy. I że nie dociera do Niego żadne wołanie, żadna skarga, tylko biernie przygląda się temu, co się dzieje.

A dzieje się nierzadko to, iż pomimo intensywnych modlitw dana sytuacja przedstawia się tylko gorzej. I człowiek zaczyna sobie zadawać pytania, o co w tym wszystkim chodzi? Dlaczego tak jest? I co w takiej sytuacji ma zrobić? Jak kształtować relacje z Bogiem, który milczy?

W tym kontekście mocno wybrzmiewa zdanie, jakie do Jezusa skierował dziś w Ewangelii ktoś – bo tyle wiemy o tym człowieku – a mianowicie to zapewnienie: Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz. To bardzo odważne zdanie i nie wiadomo, czy ów ktoś miał świadomość, jak bardzo daleko może prowadzić takie zobowiązanie. Z pewnością, kluczem tej wypowiedzi – ale chyba też kluczowym stwierdzeniem całej dzisiejszej liturgii Słowa jest stwierdzenie: pójdę dokądkolwiek… Trudna to sprawa i duże wyzwanie!

Potwierdza to wyraźnie rozmowa z dwoma następnymi osobami, które też chciałyby pójść za Jezusem, ale ten ma jeszcze do załatwienia to, a tamten jeszcze coś innego. Jednemu Jezus powiedział: Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże; drugiemu zaś: Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego. A to tylko pokazuje, jak trudno jest pójść dokądkolwiek, czyli bez żadnych zastrzeżeń i zabezpieczeń – jak trudno jest pójść za Jezusem pomimo wszystko!

Także pomimo braku efektów, pomimo wyraźnych znaków, że się idzie w dobrym kierunku, właściwą drogą, bo nie dociera – przynajmniej w tym momencie, albo nie jest właściwie odczytany – żaden sygnał zwrotny. I chociaż w głębi serca wiemy, że Pan naprawdę zawsze słyszy i żadne nasze westchnienie czy drgnienie sera nie jest dla Niego obojętne, to jednak w takich momentach jest autentycznie trudno… Bo ta bezradność, bezsilność i swoista dezorientacja, dlaczego jest tak, a nie inaczej, daje się jednak we znaki i osłabia zaufanie.

Jednakże zaufać właśnie wtedy – to jest dopiero prawdziwa wiara! To jest największe zwycięstwo! Historia Hioba i tylu Świętych – w tym Matki Teresy z Kalkuty, która napisała w swoich dziennikach, że przez pięćdziesiąt lat swego życia, intensywnej działalności i jeszcze bardziej intensywnej modlitwy, nie czuła żadnej bliskości Boga, a wręcz oschłość, podczas gdy owoce jej życia i pracy były tak imponujące – przekonuje nas, że Pan tak naprawdę nigdy nas nie zostawia ani nie opuszcza, a uczy nas w swojej szkole – zaufania totalnego! Takiego, którego już nic nie będzie w stanie przełamać ani zniszczyć. Zaufania pomimo wszystkich i wszystkiego! Zaufania na dobre i na złe! Takiego musimy się uczyć, takie w sobie kształtować, o takie się modlić.

Takie zaufanie do Pana w swoim życiu Patron dnia dzisiejszego kształtował poprzez intensywny kontakt z Pismem Świętym. A mówimy o Świętym Hieronimie, Kapłanie i Doktorze Kościoła. Co o nim wiemy?

Urodził się około 345 roku w Strydonie, mieście na pograniczu Dalmacji. Był synem zamożnych ludzi pochodzenia rzymskiego, katolików. Studiował w Rzymie pod kierunkiem mistrzów łaciny i retoryki. Tam przyjął Chrzest między 358 a 364 roku, z rąk Świętego Papieża Liberiusza. Na życzenie rodziców udał się następnie do Trewiru, ówczesnej stolicy cesarstwa, gdzie miał rozpocząć karierę urzędniczą. Z Galii powrócił do Włoch.

W tym czasie jego siostra wstąpiła do klasztoru. Także i sam Hieronim został mnichem i około 373 roku wyjechał na Wschód, by w Jerozolimie pracować naukowo i poddać się rygorystycznemu życiu. Poprzez Azję Mniejszą wyruszył do Ziemi Świętej, ale wyczerpany trudami podróży zatrzymał się w Antiochii. Choroba tak dała mu się we znaki, że otarł się o śmierć. Wyzdrowiał jednak i zaczął intensywną naukę greki i języka hebrajskiego, poświęcając się jednocześnie studiowaniu Pisma Świętego na Pustyni Chalcydyckiej.

W 377 roku, w Antiochii, przyjął Święcenia kapłańskie, jednak za cel swojego życia postawił sobie pracę naukową. Na okres trzech lat zatrzymał się w Konstantynopolu. Miasto urzekło go swoją historią, bogactwem zabytków i książek… Właśnie wtedy Patriarchą Konstantynopola był Święty Grzegorz z Nazjanzu. Hieronim słuchał pilnie jego kazań. W tym czasie przełożył na język łaciński niektóre homilie Orygenesa i „Historię” Euzebiusza z Cezarei.

W 382 roku uczestniczył w synodzie rzymskim, gdzie na polecenie Papieża Damazego zaczął pracować nad poprawianiem starego przekładu Nowego Testamentu i Psalmów. W roku 382 został sekretarzem i doradcą Papieża Damazego. Pełniąc przez dwa lata tę funkcję, mieszkał na Awentynie, gdzie skupił wokoło siebie elitę intelektualną i religijną Rzymu. Po śmierci Papieża, wyjechał do Egiptu, zwiedził Ziemię Świętą. Udał się następnie do Palestyny i w 386 roku zamieszkał w Betlejem. Tam pozostał już do śmierci.

Będąc w Betlejem, organizował działalność charytatywną, prowadził wykłady… Z jego inicjatywy powstały cztery klasztory. Gdy idzie o walory jego postawy i osobowości, to odznaczał się encyklopedyczną wiedzą, umiłowaniem ascezy, ogromną pracowitością, gorącym przywiązaniem do Kościoła, czcią do Matki Bożej, ale też – przy tym wszystkim – wybuchowym temperamentem! Ponad to jednak – odznaczał się umiłowaniem Pisma Świętego!

Pozostawił po sobie wspaniałą spuściznę literacką. W latach 389–395 przetłumaczył na łacinę wiele Ksiąg Septuaginty, czyli greckiego przekładu Biblii. Równolegle, przez dwadzieścia cztery lata, udało mu się przetłumaczyć na łacinę całe Pismo Święte! Przekład ten, zwany Wulgatą, co oznacza: „powszechnie przyjmowane”, został przyjęty przez Sobór Trydencki jako tekst urzędowy Kościoła. Hieronim napisał także komentarze do wielu Ksiąg Pisma Świętego oraz przełożył wiele tekstów Ojców Kościoła. Zwalczał wreszcie współczesne mu herezje.

Ostatnie lata spędził w grocie, sąsiadującej z Grotą Narodzenia Pana Jezusa. Zmarł osamotniony, 30 września 419 lub 420 roku. Jego relikwie sprowadzono z czasem do Rzymu. Obecnie znajdują się w głównym ołtarzu Bazyliki Santa Maria Maggiore. Jest jednym z czterech wielkich Doktorów Kościoła Zachodniego, Patronem biblistów, egzegetów, księgarzy i studentów.

Na temat tego, jak on sam pojmował swoją piękną i owocną pracę nad zgłębianiem i tłumaczeniem Pisma Świętego, możemy się dowiedzieć z tego, co napisał w „Prologu do komentarza Księgi Izajasza Proroka”. A czytamy tam takie słowa:

„Posłuszny nakazom Chrystusa: Badajcie Pisma! oraz: Szukajcie, a znajdziecie!, wypełniam swą powinność, bym przypadkiem nie usłyszał razem z Żydami: Jesteście w błędzie nie znając Pisma ani mocy Bożej. Jeśli bowiem – jak mówi Apostoł Paweł – Chrystus jest mocą Bożą i mądrością Bożą, to ten, kto nie zna Pisma, nie zna mocy Boga ani Jego miłości: nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa!

Dlatego będę naśladował ojca rodziny, który ze swego skarbca wyjmuje rzeczy stare i nowe. […] Zamierzam objaśniać Izajasza w ten sposób, aby ukazać go nie tylko jako Proroka, ale jako Ewangelistę i Apostoła. […] Niech jednak nikt nie sądzi, że w niewielu słowach zamierzam zamknąć całą treść Księgi, gdyż obejmuje ona całość Bożych tajemnic. […] A cóż powiedzieć o zagadnieniach dotyczących przyrody, etyki, logiki? Wszystko, co się odnosi do Pism świętych, wszystko, co język ludzki może wypowiedzieć, umysł zaś pojąć, wszystko to zawiera się w tej księdze.”

Tyle Święty Hieronim na temat – między innymi – swojej posługi. My zaś, wpatrując się w tę jego posługę, szczególnie zaś – na polu zgłębiania i tłumaczenia Pisma Świętego; a także słuchając Bożego słowa dzisiejszej liturgii, zastanówmy się, na ile Pismo Święte pomaga nam w kształtowaniu w sobie postawy totalnego zaufania do Jezusa?

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.