Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym urodziny – PIĘĆDZIESIĄTE! – przeżywa mój Brat, Ksiądz Marek. Z tej okazji życzymy wszyscy, aby się nigdy nie wypalił i nie zmęczył posługą kapłańską i misyjną, którą z taką pasją i miłością spełnia, w tak wyjątkowych i specyficznych, a nierzadko także trudnych warunkach. Niech Mu w jej spełnianiu towarzyszy Boże błogosławieństwo i ludzka życzliwość. Niech nie ustaje w ciągłym budowaniu Bożego królestwa w sercach ludzkich. O to właśnie módlmy się dzisiaj – i nie tylko dzisiaj – dla naszego Drogiego Jubilata!
Imieniny zaś dzisiaj obchodzą:
►Ksiądz Kanonik Doktor Jacek Sereda – Dziekan mojego Kursu, były Duszpasterz Rodzin Diecezji siedleckiej, a obecnie: Proboszcz i Dziekan w Wisznicach;
►Ksiądz Kanonik Jacek Owsianka – w swoim czasie: Proboszcz mojej rodzinnej Parafii, a obecnie: Proboszcz Parafii w Uninie,
►Księża z różnych względów mi bliscy, Współpracownicy lub w różnych okolicznościach, na przestrzeni lat, spotkani:
* Ksiądz Jacek Skoczylas – z Diecezji warszawsko – praskiej, mój Następca na wikariacie w Celestynowie;
* Ksiądz Kanonik Doktor Jacek Golbiak;
* Ksiądz Kanonik Jacek Świątek;
* Ksiądz Doktor Jacek Mucha;
* Ksiądz Jacek Nazaruk;
* Ksiądz Doktor Jacek Wojda;
* Ksiądz Jacek Pietrucha;
* Ksiądz Jacek Jeruzalski;
* Ksiądz Jacek Sawczuk;
* Ksiądz Jacek Jagodziński;
►Jacek Witkowski – Lektor w Parafii Samogoszcz, były Członek FORMACJI «SPE SALVI»,
►dobrzy Znajomi z Parafii w Celestynowie:
* Jacek Adamczyk,
* Doktor Jacek Kordel – za moich czasów: Lektor w Celestynowie;
►Należący w swoim czasie do Wspólnot młodzieżowych:
* Joanna Centkowska;
* Jacek Marczuk;
►Żanna Sulowska – mieszkająca w Lublinie, Osoba bliska mi i bardzo życzliwa, której małżeństwo z Łukaszem miałem przyjemność błogosławić; Mama Cypriana, Ignacego i Faustyny.
Wszystkim Solenizantom i Jubilatom życzę głębokiej, wiary, apostolskiej gorliwości i szczerej pobożności Świętego Jacka. I o to będę się dla Nich modlił.
Drodzy moi, pozdrawiam Was z Siedlec, dokąd wczoraj, przed 21:00, dotarli Alumni Seminarium poznańskiego: Serafin Kiełbasiewicz i Jakub Wierzbicki. I jeszcze wczoraj, po 22:00, sprowadziliśmy busa, którym dzisiaj wyjedziemy na spływ kajakowy. Dziś rano dołączą do nas: Szymon Sala – Autor rozważań wtorkowych na naszym forum – oraz Alumn Ilia Fedij – pochodzący z Parafii Księdza Marka, a obecnie przygotowujący się do kapłaństwa w Seminarium warszawsko – praskim; Mariusz Majewski – Lektor w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Białej Podlaskiej i Uczestnik FORMACJI «SPE SALVI» i Albert Michalak, Student Uniwersytetu w Siedlcach. Po wspólnym śniadaniu i modlitwie – wyruszymy do Frącek, gdzie będziemy mieli dwa noclegi.
Drodzy moi, dzisiejszy dzień w liturgii Kościoła ma rangę Wspomnienia obowiązkowego. Tylko w niektórych Diecezjach czy Zakonach, którym szczególnie patronuje Święty Jacek, obchodzone jest Święto, lub nawet Uroczystość.
Ja już od wielu lat, w tym dniu, sprawuję Mszę Świętą i brewiarzową Liturgię Godzin, także z formularza Uroczystości. Postanowiłem zatem jakiś czas temu, że także czytania będę brał z Uroczystości, z tomu VI Lekcjonarza mszalnego. Dlatego przepraszam tych, którzy chcieliby usłyszeć refleksje na temat słowa Bożego z poniedziałku 20 Tygodnia zwykłego – bo tutaj znajdą właśnie dwa czytania i Ewangelię z Uroczystości. Mam nadzieję, że to nie będzie dużą przeszkodą w nawiązaniu duchowej więzi z Panem!
Tak więc, zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś – oparte na czytaniach z dnia:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Pod rozważaniem – zgodnie z wczorajszą obietnicą – zamieszczam drugą część wczorajszej homilii, wygłoszoną na Mszy Świętej o godzinie 17:00, w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Białej Podlaskiej, w ramach comiesięcznej nieustającej Nowenny do Matki Bożej Ostrobramskiej – Matki Miłosierdzia. Msza Święta była transmitowana na falach Katolickiego Radia Podlasie, kiedy więc w ARCHIWUM DŹWIĘKÓW poajwi się link do homilii, to pojawi się na blogu.
Zatem, co dziś mówi do mnie Pan – w jednym czy drugim słowie? Które Jego wskazanie, przesłanie, pouczenie – najbardziej mnie osobiście porusza? Duchu Święty, pomóż odnaleźć taką bardzo konkretną myśl, jaka będzie dla mnie światłem na dziś – i na całe życie?
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
Uroczystość Świętego Jacka, Kapłana,
17 sierpnia 2026.,
do czytań z t. VI Lekcjonarza: Iz 61,1–3a; 2 P 1,2–11; Mk 1,14–20
CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA IZAJASZA:
Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie, abym głosił dobrą nowinę ubogim, bym opatrywał rany serc złamanych, żebym zapowiadał wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę; abym obwieszczał rok łaski Pańskiej i dzień pomsty naszego Boga; abym pocieszał wszystkich zasmuconych, bym rozweselił płaczących na Syjonie, abym im wieniec dał zamiast popiołu, olejek radości zamiast szaty smutku, pieśń chwały zamiast przygnębienia na duchu.
CZYTANIE Z DRUGIEGO LISTU ŚWIĘTEGO PIOTRA APOSTOŁA:
Najmilsi: Łaska wam i pokój niech będą udzielone obficie przez poznanie Boga i Jezusa, Pana naszego.
Boska Jego wszechmoc udzieliła nam tego wszystkiego, co się odnosi do życia i pobożności, przez poznanie Tego, który powołał nas swoją chwałą i doskonałością. Przez nie zostały nam udzielone drogocenne i największe obietnice, abyście się dzięki nim stali uczestnikami Boskiej natury, skoro wyrwaliście się z zepsucia wywołanego żądzą na świecie.
Dlatego też właśnie, wkładając całą gorliwość, dodajcie do wiary waszej cnotę, do cnoty poznanie, do poznania powściągliwość, do powściągliwości cierpliwość, do cierpliwości pobożność, do pobożności przyjaźń braterską, do przyjaźni braterskiej zaś miłość. Gdy bowiem będziecie je mieli, i to w obfitości, nie uczynią was one bezczynnymi ani bezowocnymi w poznaniu Pana naszego, Jezusa Chrystusa.
Komu bowiem ich brak, jest ślepym, krótkowidzem i zapomniał o oczyszczeniu z dawnych swoich grzechów. Dlatego bardziej jeszcze, bracia, starajcie się umocnić wasze powołanie i wybór! To bowiem czyniąc, nie upadniecie nigdy. W ten sposób szeroko będzie wam otworzone wejście do wiecznego królestwa Pana naszego i Zbawcy, Jezusa Chrystusa.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:
Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!”
Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich Jezus: „Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi”. A natychmiast, porzuciwszy sieci, poszli za Nim.
Idąc nieco dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni, zostawiwszy ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi, poszli za Nim.
Patron dnia dzisiejszego, Święty Jacek Odrowąż, Kapłan, urodził się w Kamieniu Śląskim, w ziemi opolskiej, na krótko przed 1200 rokiem. Był synem szlacheckiego, możnego rodu Odrowążów. Pierwsze nauki pobierał zapewne w Krakowie, w szkole katedralnej. Na ten czas zamieszkał u stryja, późniejszego Biskupa krakowskiego, Iwona.
Po ukończeniu szkoły katedralnej, otrzymał Święcenia kapłańskie – prawdopodobnie z rąk Błogosławionego Biskupa Wincentego Kadłubka. W każdym razie, w 1219 roku był już kanonikiem krakowskim. Jest rzeczą prawdopodobną, że stryj Iwo wysłał go przedtem na studia teologiczne i prawa kanonicznego do Paryża i Bolonii. Nie jest to jednak pewne.
W 1215 roku Biskup Iwo poznał się ze Świętym Dominikiem Guzmanem – przy okazji Soboru Laterańskiego. Wyraził wówczas prawdopodobnie życzenie, aby Dominik przysłał także do Polski swoich duchowych synów. Na to zapewne otrzymał odpowiedź, aby przysłał z Polski kandydatów. Kiedy więc Iwo, w 1218 roku, został Biskupem krakowskim, udał się do Rzymu ze swymi kanonikami: Jackiem i Czesławem.
Po krótkim pobycie w centrum dominikanów, czyli klasztorze Świętej Sabiny, Dominik obu kandydatów obłóczył w habity z myślą rychłego wysłania ich do Polski. Chociaż nowicjat wówczas nie obowiązywał, Jacek i Czesław po obłóczynach odbyli półroczny okres próby, po którym złożyli śluby na ręce Świętego Dominika.
Jeszcze jesienią 1219 roku, Święty Dominik wysłał obu Polaków do Bolonii. Szli pieszo, o żebranym chlebie, jak to było wówczas w zakonie w zwyczaju, a nie konno, jak w czasie, gdy przybywali do Rzymu w orszaku Biskupa Iwona. W Bolonii znajdował się wówczas główny i największy klasztor zakonu kaznodziejskiego. Pozostali tam przez rok, dokształcając się duchowo i umysłowo.
W roku 1221 ruszyli do Polski, odwiedzając jeszcze po drodze Pragę, gdzie bardzo życzliwie przyjął ich miejscowy Biskup, prosząc, aby tam zostali. Ponieważ jednak nie było jeszcze konkretnych propozycji, Jacek udał się z towarzyszami dalej do Krakowa. Cała ta podróż z Bolonii do Krakowa trwała kilka miesięcy. To świadczy o tym, że Jacek nie miał jeszcze konkretnego planu działania. Święty Dominik polecił mu badać po drodze możliwości pozyskiwania nowych członków i zakładania nowych placówek.
Jacek uczynił to najpierw w Austrii, a w kilka lat potem powstały klasztory w Pradze i we Wrocławiu. W zimie 1222 roku, odbyła się konsekracja nowego kościoła dominikańskiego w Krakowie, a w 1226 roku Jacek był już na Pomorzu, gdzie założył klasztory w Gdańsku i Kamieniu Pomorskim. Zakon cieszył się niebywałym wzięciem. Garnęło się w jego szeregi wiele wybitnych jednostek. W bardzo krótkim czasie zaczęły się więc także mnożyć klasztory. W tymże samym roku 1226 powstała odrębna prowincja polska.
W 1228 roku Jacek został wybrany na kapitule prowincji delegatem na kapitułę generalną, odbywającą się w Paryżu. To świadczyło o wielkim autorytecie, jakim się już wówczas cieszył. Wtedy też powstało w Polsce bardzo wiele placówek dominikańskich. Nasz Patron brał czynny udział w procesie ich tworzenia, a przełożonymi wielu z nich ustanawiał swoich uczniów.
Po roku 1228 – wierny swoim założeniom ewangelizacyjnym – udał się na prawosławną Ruś, gdzie założył klasztor w samym Kijowie. Jednak w 1233 roku książę kijowski, podburzony przez prawosławnych kniaziów, zlikwidował na pewien czas tę placówkę. Pomyślnie jednak rozwijały się dwa inne klasztory: pod Moskwą i w Haliczu.
Nasz Patron udał się następnie na Prusy. Tam wówczas działali już Krzyżacy, których Wielki Mistrz zwrócił się do dominikanów z prośbą o pomoc w ewangelizacji. Z polecenia przełożonego generalnego Zakonu, posługi tej podjął się właśnie nasz Święty, nie przewidując jeszcze, jak będzie wyglądała ewangelizacja w wydaniu Krzyżaków. Oto bowiem tereny, na których zwalczali oni pogaństwo, w brutalny sposób zagarniali dla siebie.
Ta ich zaborcza polityka prawdopodobnie zniechęciła Jacka do dalszego angażowania się w akcję misyjną w Prusach. Polityka ta doprowadziła także do wrogiego nastawienia Litwinów i Jadźwingów do chrześcijaństwa. Wcześniej jednak, zarówno w Polsce, jak i na Litwie, wiele stolic biskupich zostało obsadzonych dominikanami, w tym również – uczniami Świętego Jacka.
Jak wskazują zapisy biografa Świętego Jacka – Ojca Stanisława, lektora dominikańskiego – od roku 1240 mieszkał już nasz Patron w konwencie krakowskim. Przyczyną zaprzestania tak rozległej i dynamicznej akcji misyjnej mogła być niechęć prawosławnych książąt ruskich, najazd Tatarów na Ruś i zaborcza polityka Krzyżaków, którzy paraliżowali wszelkie misyjne wysiłki polskich dominikanów.
Lektor Stanisław podaje, że Jacek zmarł w Krakowie, w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, 15 sierpnia 1257 roku, po dłuższej chorobie. Być może, forsowne podróże misyjne – w ówczesnych prymitywnych warunkach bardzo męczące – zniszczyły jego organizm.
Od samego początku jego grób był otoczony wielką czcią i otrzymywano przy nim niezwykłe łaski. W notatkach konwentu krakowskiego z roku 1277 odnajdujemy taki zapis: „W klasztorze krakowskim leży brat Jacek, mocen wskrzeszać zmarłych”. Rozpoczęto także starania o Kanonizację, czego świadectwem był fakt prowadzenia księgi cudów. Księga ta, spisywana przy grobie Jacka w latach 1257–1290, przytacza ponad trzydzieści pięć niezwykłych wypadków.
Jednak najazdy tatarskie, a potem wojny o tron krakowski i dalsze wypadki sprawiły, że dopiero w XV wieku ponowiono starania w Rzymie. Ich skutkiem, w dniu 17 kwietnia 1594 roku, Papież Klemens VIII zaliczył uroczyście Jacka w poczet Świętych. Relikwie Świętego spoczywają w osobnej kaplicy, w kościele Świętej Trójcy w Krakowie, w okazałym grobowcu.
Jak głosi tradycja, Święty Jacek Odrowąż nie przyjmował żadnych godności zakonnych. Skupił się na ważnych celach zakonu dominikańskiego na terenie Polski. Jego życie było przepełnione czcią dla Matki Bożej.
Piękna legenda głosi, że kiedy musiał w czasie najazdu Tatarów na Kijów opuścić miasto, zabrał ze sobą Najświętszy Sakrament, aby go uchronić od zniewagi. Wtedy z wielkiej kamiennej figury miała odezwać się Matka Boża: „Jacku, zabierasz Syna, a zostawiasz Matkę?” Na to miał odpowiedzieć nasz Święty: „Jakże Cię mogę zabrać, Matko Boża, kiedy Twoja figura jest tak ciężka?” Jednak kiedy uchwycił figurę, okazało się, że jest ona na tyle lekka, że może ją unieść. Stąd też na obrazach Święty Jacek przedstawiany jest w habicie dominikańskim, z monstrancją w jednej ręce i figurą Matki Bożej w drugiej.
A oto co jeszcze pisze o naszym dzisiejszym Patronie wspomniany już Stanisław, lektor zakonu kaznodziejskiego, w dziele zatytułowanym „Życie i cuda świętego Jacka, spisane przez Stanisława z Krakowa, lektora zakonu kaznodziejskiego”:
„Błogosławiony Jacek, niby promień nowego słońca, rozproszył w Polsce ciemności grzechu, a serca Polaków oświecił światłem wiary. Światło dzienne przynosi ulgę w cierpieniach, budzi śpiących, każe śpiewać ptakom, a dzikie zwierzęta zapędza do ich kryjówek. Tak i Święty Jacek, wysłany do Polski przez Błogosławionego Dominika, wyzwolił Polaków z występków, obudził ich z uśpienia, skierował ku niebu i oswobodził z władzy szatana.
Imię Jacek wywodzi się ze słowa hiacynt, które oznacza zarówno kwiat, jak i szlachetny kamień. Oba te znaczenia dobrze się odnoszą do Błogosławionego Jacka. Hiacynt bowiem jest rośliną o purpurowym kwiecie, Jacek zaś był w pokorze serca jak roślinka, co nie wystrzela wysoko w górę, był jak kwiat czysty i zdobny dobrowolnym ubóstwem. A szlachetny kamień tej samej nazwy, o blasku czerwieni, jest podobny do złota i jak złoto trwały. Tak i Błogosławiony Jacek jaśniał światłością życia i głoszeniem Ewangelii, niezłomny w szerzeniu katolickiej wiary. Tak więc się tłumaczy znaczenie tego imienia.
Błogosławiony Jacek surowość życia przejął jak ze źródła od Świętego Dominika. Odznaczał się bowiem pokorą serca, dziewiczą czystością, gorącą miłością Boga i bliźnich. Była ona tak wielka, że widok strapionych i płaczących wyciskał z jego oczu strumienie łez i z płaczem błagał dla nich o zmiłowanie Boże. Miał zwyczaj spędzać noce w kościele i rzadko kiedy udawał się na spoczynek, a zmęczony czuwaniem, kładł się na kamieniu przed ołtarzem lub na ziemi i tak odpoczywał, a ciało swoje co noc aż do krwi chłostał.
W piątki oraz w wigilie Błogosławionej Dziewicy i Apostołów pościł o chlebie i wodzie, a wszystkie chwile swojego życia Bogu poświęcał. Zawsze bowiem oddawał się czy to nauce, czy głoszeniu słowa Bożego, czy słuchaniu Spowiedzi, czy modlitwie lub też nawiedzaniu chorych i tak słowem i przykładem budował bliźnich.
W przeddzień uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny Święty Jacek modlił się przed Jej ołtarzem w kościele swojego zakonu w Krakowie i gdy tak we łzach i modlitewnym uniesieniu rozważał Jej radosne i cudowne Wniebowzięcie, ujrzał wielkie światło spływające na ołtarz. Zbliżyła się do niego Błogosławiona Dziewica i rzekła: „Synu mój, Jacku, raduj się, albowiem twoje modlitwy miłe są mojemu Synowi i Zbawicielowi i o cokolwiek będziesz prosił za moją przyczyną, to otrzymasz”.
To rzekłszy, wśród świateł i chórów anielskich odeszła do Nieba. A Święty mąż Jacek, pocieszony tym objawieniem, z ufnością wypraszał u Boga to, czego pragnął.” Tyle z relacji Ojca Stanisława.
My zaś, słuchając Bożego słowa, przeznaczonego specjalnie na dzisiejszą Uroczystość, zwracamy uwagę na treść pierwszego czytania, z Proroctwa Izajasza: Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie, abym głosił dobrą nowinę ubogim, bym opatrywał rany serc złamanych, żebym zapowiadał wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę; abym obwieszczał rok łaski Pańskiej i dzień pomsty naszego Boga; abym pocieszał wszystkich zasmuconych, bym rozweselił płaczących na Syjonie, abym im wieniec dał zamiast popiołu, olejek radości zamiast szaty smutku, pieśń chwały zamiast przygnębienia na duchu.
Słuchamy tych słów i widzimy Jacka, namaszczonego na kapłana – w ramach liturgii Święceń – ale potem także namaszczonego, w formie symbolicznej, na jednego z pierwszych w Polsce dominikanów, w ramach zaś zakonu: namaszczonego do posługi misyjnej w tak różnych i różnorodnych miejscach! Pan rzeczywiście posyłał Jacka do różnych osób i miejsc, a on radził sobie, jak mógł – wparty łaską Bożą – a kiedy uznał, że nie może więcej zdziałać, to zawsze wiedział, że może się modlić! I tak właśnie wtedy realizował swoje posłannictwo: modlitwą i cierpieniem, znoszonym z pokorą i ofiarowanym Bogu w ciszy klasztoru. I tylko możemy w tym momencie zapytać: która działalność była bardziej owocna?…
W poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie, zwracamy uwagę na słowa z drugiego dzisiejszego czytania, z Listu Apostoła Piotra: Dlatego też właśnie, wkładając całą gorliwość, dodajcie do wiary waszej cnotę, do cnoty poznanie, do poznania powściągliwość, do powściągliwości cierpliwość, do cierpliwości pobożność, do pobożności przyjaźń braterską, do przyjaźni braterskiej zaś miłość. Gdy bowiem będziecie je mieli, i to w obfitości, nie uczynią was one bezczynnymi ani bezowocnymi w poznaniu Pana naszego, Jezusa Chrystusa.
Tak, nasz dzisiejszy Patron dodawał – jak cegiełkę do cegiełki – te kolejne cnoty, wznosząc w ten sposób duchową budowlę swojego kapłaństwa i swojej misyjnej posługi. To właśnie z połączenia chociażby pobożności z cierpliwością, przy uwzględnieniu powściągliwości i poznania tego, co dobre i mądre, w duchu przyjaźni braterskiej i miłości – można naprawdę przynosić bardzo wiele najlepszych owoców swojego życia i swojej pracy.
Z pewnością, Święty Jacek tak właśnie rozumiał swoje kapłaństwo, swoje życie w zakonie i swoją działalność misjonarską. Wziął sobie mocno do serca także i tę zachętę Świętego Piotra: Bardziej jeszcze, bracia, starajcie się umocnić wasze powołanie i wybór! On to powołanie i dokonany – w jego duchu – wybór umacniał codziennie coraz bardziej swoim coraz większym poświęceniem. Takim i w takiej formie, na jakie mógł sobie pozwolić w danym momencie i w konkretnej sytuacji.
I wreszcie Ewangelia, w której widzimy Jezusa, powołującego kolejnych swoich najbliższych współpracowników. Dowiadujemy się o ich imionach oraz od jakiego „fachu” zostali – by się tak wyrazić – oderwani, w jakiej sytuacji zastała ich Jezusowa propozycja, natomiast słyszymy, że wszyscy na Jezusowe zaproszenie odpowiedzieli swoich ochoczym: TAK!
Niech Święty Jacek wyprasza nam tę umiejętność – ale i tę odwagę – codziennego odrywania swojej uwagi od spraw tylko doczesnych, by jak najwięcej poświęcać jej sprawom Bożym, łącząc mądrze i roztropnie jedne i drugie, aby w ten sposób, umacniając swoją więź z Jezusem i pogłębiając świadomość swojego życiowego powołania, przynosić naprawdę dobre i trwałe owoce swego życia!
Najważniejsze, by ciągle pamiętać o tych słowach Jezusa z dzisiejszej Ewangelii: Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię! W tym celu – tak, jak Apostołowie, jak Święty Jacek i tylu Świętych – na Jezusowe zaproszenie odpowiadać NATYCHMIAST!
A OTO DRUGA CZĘŚĆ WCZORAJSZEJ HOMILII:
A kiedy dzisiaj przeżywamy kolejny już dzień nieustającej Nowenny do Matki Bożej Miłosierdzia – Matki Bożej Ostrobramskiej – zaledwie w dzień po tym, jak uroczyście przeżywaliśmy wspomnienie tajemnicy Jej Wniebowzięcia, a dla nas, Polaków, był to także dzień intensywnej modlitwy za Ojczyznę, z racji wspomnienia tego wielkiego zwycięstwa, jakim był Cud nad Wisłą, to nie sposób nie wspomnieć i nie pomodlić się o jeszcze jedno przebudzenie – właśnie o to nasze polskie przebudzenie, tak bardzo dzisiaj potrzebne!
Kiedy się bowiem wspomina tamto wydarzenie, sprzed stu sześciu lat, to wymieniając przyczyny takiego właśnie pomyślnego rozstrzygnięcia, jakie się wtedy dokonało, wspomina się połączenie kilku czynników: nadzwyczajnej opieki Bożej, nadzwyczajnego geniuszu dowódców wojskowych, nadzwyczajnego poświęcenia samych żołnierzy, ale także – i to nas dzisiaj interesuje najbardziej – nadzwyczajnego przebudzenia Polaków, którzy na wezwanie ówczesnego Episkopatu zjednoczyli się w gigantycznej modlitwie i nadzwyczajnej duchowej mobilizacji, aby ze wszystkich sił wesprzeć walczących żołnierzy. To było wielkie narodowe przebudzenie!
Takie, jakiego dzisiaj wyjątkowo nam potrzeba. Bo od kilku ostatnich lat jesteśmy świadkami wyjątkowo wręcz brutalnego i bezczelnego niszczenia wszystkiego, co polskie – i to przez najwyższe czynniki w państwie! Jeszcze chyba nigdy władza w naszej Ojczyźnie tak wprost nie łamała wszelkich praw Boskich i ludzkich, jak czyni to dzisiaj, śmiejąc się przy tym Polakom w oczy, na zasadzie: „I co nam zrobicie?”
„Co nam zrobicie? My mamy resorty siłowe, więc wymusimy na Was to, co chcemy.” I dlatego przestrzega ona tylko tego prawa, które sobie sama ustanowiła, albo tego, które jej pasuje, albo przestrzega tego, które już jest – ale tak, jak jej pasuje. W Polsce coraz bardziej czuje się atmosferę reżimu, rodem zza wschodniej granicy, w którym nie ma prawa ani trybunału, który byłby zabezpieczeniem przed brutalną samowolą władzy.
A do tego – kolejne afery, które pogrążają nasz kraj w odmętach już nie tylko nędzy materialnej, do której po równi pochyłej prowadzą, ale także – czy przede wszystkim – nędzy moralnej! Bo jeżeli mówimy o konsekwentnym doprowadzaniu do totalnej zapaści finansów państwa, do rozpadu systemu opieki zdrowotnej; jeżeli ostatnio dowiadujemy się, że lekarz, będący jednocześnie działaczem partyjnym, zarabiał krocie na tej upadającej służbie zdrowia, a swoją ignorancją i indolencją doprowadzał do śmierci pacjentów; jeżeli słyszymy o okradaniu powodzian na grube miliony przez działaczy partyjnych, którzy powódź widzieli jedynie w telewizji, a przyznali sobie tak wielkie pieniądze na rzekomą odbudowę po zniszczeniach, przez nią spowodowanych; jeżeli słyszymy o zboczeniach nie tylko pedofilskich, ale nawet zoofilskich; jeżeli słyszymy o niszczeniu polskiego rolnictwa i przemysłu; jeżeli z przerażeniem dowiadujemy się o spadających u nas „przypadkowych” bombach i dronach, o „przypadkowym” wykolejeniu się pociągu, o zupełnie „przypadkowych” pożarach kolejnych hal i fabryk; jeżeli w ciągu ostatnich lat w niewyjaśnionych okolicznościach życie straciło tylu ludzi, głoszących opinie odmienne od obowiązujących, z których część z nich padła ofiarą grasującego po Polsce „seryjnego samobójcy”; jeżeli nawet ostatnio widzimy, że nie ma tygodnia, żeby jakaś kolejna afera nie wstrząsała naszą Ojczyzną, obiegając media – chociaż przez te, bliskie władzy, wyciszana jak się tylko da – to pytamy, gdzie my dzisiaj jesteśmy? I dokąd zmierzamy?
Przecież to nie są jakieś incydentalne błędy, przypadkowe pomyłki, nietrafione decyzje. To jest systemowe i metodycznie zaplanowane zwijanie państwa, niszczenie go i ograbianie, stopniowe odbieranie naszej polskiej suwerenności, poprzez podporządkowanie dyrektywom i interesom Brukseli, Berlina i Kijowa.
I jeżeli właśnie sierpień jest miesiącem wielkich narodowych rocznic, jeżeli wspominamy Bitwę Warszawską czy Powstanie Warszawskie, jeżeli wspominamy Ojca Maksymiliana i tyle Ofiar Drugiej Wojny światowej, jeżeli wspominamy narodowe Powstania i ofiarę z życia, składaną przez tylu Polaków tak wiele razy w historii – także tej najnowszej – to dzisiaj pytamy: Po co to wszystko? Po co oni oddawali życie za polską wolność i suwerenność, jeżeli dzisiaj ta wolność jest tak szastana i poniewierana, oddawana za darmo!
Co się z nami, Polakami, dzieje? Gdzie jest nasz gen wolności i niezależności, gdzie jest ten nasz osławiony duch narodowy? Dlaczego milczymy, widząc to wszystko?
Bo to w tym właśnie, Drodzy moi, tkwi największy problem: owo milczenie Narodu wobec tego całego bezprawia i zniszczenia, jakie się dokonuje. Owszem, programy publicystyczne w prawicowych mediach – także w tych katolickich – pełne są reportaży i rozmów z przedstawicielami opozycji, ale i przedstawicielami różnych branż życia społecznego i politycznego, którzy bez końca uskarżają się na to, co jest, opowiadając o kolejnych przykładach owego bezprawia i brutalnego, siłowego zawłaszczania państwa przez obecnie rządzących. I gadają, gadają, gadają – i nic z tego nie wynika!
Ci, o których mówią, najpewniej tylko zacierają ręce i śmieją się – znowu śmieją się im w twarz – myśląc lub mówiąc do nich: „A gadajcie sobie, ile chcecie! A my i tak będziemy dalej robić to, co robimy. Bo ludzie nam na to pozwalają! Bo Naród milczy, nie protestuje, nie przeszkadza mu to!” Poziom sondażowego poparcia ani o jedną kreskę praktycznie nie maleje po odkryciu kolejnej i kolejnej afery. Drodzy moi, co się z nami dzieje?
Oczywiście, to prawda, że sondaże bardziej kreują opinię, niż ją wyrażają. Ale prawdą też jest, że wielu ludzi faktycznie popiera to, co się dzieje, albo im to nie przeszkadza. I – żeby było jasne – naprawdę w tej chwili nie opowiadam się za jedną partią, a przeciw drugiej. Myślę tu i mówię o konkretnych zachowaniach i działaniach konkretnych ludzi, wprost uderzających w naszą narodową dumę, suwerenność, pomyślność i dobrobyt. Drodzy moi, co się z nami dzieje?
Gdzie jest ten naród, który całymi rzeszami przybywał na spotkania z Janem Pawłem II i oklaskiwał co drugie zdanie Jego homilii? Gdzie jest ten Naród, który tak zdecydowanie i przekonaniem dał się poprowadzić wielkiemu Prymasowi Tysiąclecia? Gdzie jest ten Naród, który na Mszach Świętych za Ojczyznę, sprawowanych przez Księdza Jerzego Popiełuszkę, gęsto zapełniał wszystkie place, skwery i ulice przy kościele Świętego Stanisława na warszawskim Żoliborzu? Gdzie jest ten Naród?
Jaki jest obraz moralny Narodu, który pozwala na to, by od trzech dekad na kształt jego spraw miał wpływ człowiek tak mizernego formatu ludzkiego, moralnego i intelektualnego, jak ten, który obecnie stoi u steru władzy? Już po raz kolejny – pomimo tego, że tyle razy pokazał, czym dla niego tak naprawdę jest Polska? Ale skoro jest wciąż wybierany i ma tylu zwolenników, to ma zielone światło do tego, co robi – to oczywiste.
Dlatego dzisiaj musimy to jasno powiedzieć: żadne, nawet wielogodzinne analizy, wypowiedzi, wywiady, diagnozy – niczego nie zmienią, dopóki się Naród nie obudzi i nie upomni o Polskę! Bo dzisiaj Naród milczy. Jedni – bo im odpowiada ta władza i to co robi. Inni – bo chcą mieć święty spokój. Jeszcze inni – bo się boją. A przecież tu wcale nie chodzi o demonstracje i rozróby na ulicach. Mamy internet, mamy nasze międzyludzkie spotkania – i mamy tyle możliwości, by wyrazić swój jednoznaczny sprzeciw wobec tego, co się dzieje.
Oczywiście, taką szansą są wybory. Ale i znacznie wcześniej można zabrać głos. I to jest ten czas, kiedy już nie można czekać! Bo można i należy się modlić, przyzywając wstawiennictwa Matki Najświętszej, która nas przecież nigdy nie opuściła i na pewno nie opuści. Ale ani Matka Najświętsza, ani całe Niebo – nie zrobi za nas tego, co my powinniśmy zrobić w obecnej sytuacji. To my mamy się upomnieć o Polskę! To my mamy się wreszcie obudzić!
Tak, Bracia i Siostry – Polacy! Obudźmy się! Obudźmy się wreszcie! Bo nam tę Polskę do końca rozkradną! Bo nam ją całkiem odbiorą! Na nasze własne życzenie.

Oj jacula jacula ty bardziej polityk niż ksiądz i dziwić się ze idzie od kościoła odchodzą, właśnie przez takie krealtury jak ty ale najlepszego z okazji imienin twoje zdrowie xd
W dniu imienin Ks. Jacku niech Ci Bóg błogosławi i obdarza swoimi łaskami na każdy dzień. Bądź przewodnikiem tej grupy blogowej do nieba. Niech nigdy nie zabraknie Ci tej energii i zapału.
Ks. Marek niech cieszy się zdrowiem i w swojej posłudze kapłańskiej niech zawsze towarzyszy mu Jezus.
Niech Maryja otacza Was swoją opieką.
Wszystkiego najlepszego Ks. Jacku dla Ciebie i Ks. Marka. Bożego Błogosławieństwa, Opieki Maryi i wytrwałości w Kapłańskiej Posłudze.
Piękna Homilia i wspaniałe słowa.
Potrzeba w Narodzie przebudzenia.
Pozdrawiam serdecznie