Wybudź nas, Panie!

W

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Drodzy moi, pozdrawiam Was z Siedlec, skąd rano wyruszam do mojej rodzinnej Parafii, gdzie zamierzam pomagać przez cały dzień, a o 17:00 – przewodniczyć Mszy Świętej, transmitowanej „na żywo” przez Katolickie Radio Podlasie, w ramach nieustającej Nowenny do Matki Bożej Ostrobramskiej – Matki Miłosierdzia. Taka Msza Święta jest w szesnasty dzień każdego miesiąca.

Zapraszam serdecznie do Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Białej Podlaskiej na tę Mszę Świętą! A kto nie będzie mógł – zapraszam do łączności z nami za za pomocą transmisji radiowej.

Wieczorem zaś – po 20:00 – spodziewam się przybycia Alumnów Seminarium Poznańskiego: Serafina Kiełbasiewicza i Jakuba Wierzbickiego, którzy wezmą udział w spływie kajakowym, jaki planujemy rozpocząć jutro. Ogromnie się cieszę z tego spotkania!

Ogromnie się cieszę także z aktywności Komentatorów na naszym blogu. Ale na pewno – nie z chamstwa i atakowania personalnego kogokolwiek. Dlatego przypominam, że niezmienną moją zasadą w tej kwestii – i to już od lat – jest usuwanie takich wulgarnych komentarzy i wpisów.

Jak najbardziej, jestem otwarty na dialog i sam do niego zachęcam, ale to nie znaczy, że komuś – w ramach rzekomej wolności słowa – pozwolę obrażać siebie lub innych. Na argumenty możemy dyskutować. Na inwektywy – nie! Nie wchodzi się do czyjegoś domu, żeby tylko poobrażać domowników i jeszcze nanieść celowo błota na dywany. Takich gości – z tego domu, jakim jest nasze forum – najserdeczniej wypraszam! Dajcie sobie spokój! Nie piszcie więcej! Albo piszcie normalnie, jak ludzie na poziomie!

Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Poniżej zaś słówko, jakie wygłoszę na wcześniejszych Mszach Świętych. „Dodatek”, jaki zostanie wygłoszony na Mszy Świętej o 17:00 – pojawi się na blogu jutro.

Cóż zatem Pan dzisiaj mówi do mnie? Duchu Święty, podpowiedz…

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

20 Niedziela zwykła, A,

16 sierpnia 2026., 

do czytań: Iz 56,1.6–7; Rz 11,13–15.29–32; Mt 15,21–28

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA IZAJASZA:

Tak mówi Pan: „Zachowujcie prawo i przestrzegajcie sprawiedliwości, bo moje zbawienie już wnet nadejdzie i moja sprawiedliwość ma się objawić.

Cudzoziemców zaś, którzy się przyłączyli do Pana, ażeby Mu służyć i ażeby miłować imię Pana i zostać Jego sługami, wszystkich zachowujących szabat bez pogwałcenia go i trzymających się mocno mojego przymierza, przyprowadzę na moją Świętą Górę i rozweselę w moim domu modlitwy. Całopalenia ich oraz ofiary będą przyjęte na moim ołtarzu, bo dom mój będzie nazwany domem modlitwy dla wszystkich narodów”.

CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO RZYMIAN:

Bracia: Do was, pogan, mówię: „Będąc apostołem pogan przez cały czas chlubię się posługiwaniem swoim w tej nadziei, że może pobudzę do współzawodnictwa swoich rodaków i przynajmniej niektórych z nich doprowadzę do zbawienia. Bo jeżeli ich odrzucenie przyniosło światu pojednanie, to czymże będzie ich przyjęcie, jeżeli nie powstaniem ze śmierci do życia?

Bo dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne. Podobnie bowiem jak wy niegdyś byliście nieposłuszni Bogu, teraz zaś z powodu ich nieposłuszeństwa dostąpiliście miłosierdzia, tak i oni stali się teraz nieposłuszni z powodu okazanego wam miłosierdzia, aby i sami w czasie obecnym mogli dostąpić miłosierdzia. Albowiem Bóg poddał wszystkich nieposłuszeństwu, aby wszystkim okazać miłosierdzie”.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:

Jezus podążył w strony Tyru i Sydonu. A oto kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych okolic, wołała: „Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko dręczona przez złego ducha”. Lecz On nie odezwał się do niej ani słowem.

Na to zbliżyli się do Niego uczniowie i prosili: „Odpraw ją, bo krzyczy za nami”.

Lecz On odpowiedział: „Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela”.

A ona przyszła, upadła przed Nim i prosiła: „Panie, dopomóż mi”.

On jednak odparł: „Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom i rzucić psom”.

A ona rzekła: „Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają ze stołu ich panów”.

Wtedy Jezus jej odpowiedział: „O niewiasto, wielka jest wiara twoja; niech ci się stanie, jak chcesz”. Od tej chwili jej córka została uzdrowiona.

Problem, wokół którego koncentruje się przesłanie dzisiejszej liturgii Słowa, wyrażony został – i streszczony – przez Jezusa w słowach, skierowanych do kobiety kananejskiej, proszącej Go o uratowanie jej córki od diabelskiego opętania. Jezus jej wtedy powiedział: Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela. Kiedy jednak kobieta – jakby tego nie słysząc – dalej prosiła o pomoc, usłyszała odpowiedź jeszcze mocniejszą: Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom i rzucić psom. O co chodzi? O kogo?

Właśnie o tych, których Biblia nazywa poganami. Oczywiście, nie chodzi tu o tych, którzy w potocznym, naszym dzisiejszym rozumieniu są tak określani, bo my rozumiemy to słowo bardzo pejoratywnie. Powiedzieć do kogoś dzisiaj:Ty poganinie!” – to… bardzo nieprzyjemnie powiedzieć! To jest oskarżenie, wręcz odrzucenie drugiego człowieka jako tego rzekomo gorszego, tego niewierzącego – przez tych, którzy uważają się za bardzo wierzących, a tak naprawdę często wcale lepsi nie są. Dzisiejsze rozumienie tego słowa jest naprawdę bardzo dolegliwe i z pewnością dla wielu, którzy je słyszą – nadmierne, niesprawiedliwe, krzywdzące…

W rozumieniu biblijnym – poganie to ludzie, którzy nie należą do narodu wybranego, a tym samym: najczęściej nie wyznają wiary w Boga Jedynego – Boga JAHWE. Ot, chociażby, jak ta kobieta kananejska, o której dziś słyszymy. I teraz, całe sedno sprawy jest w tym, że Bóg – od samego początku historii zbawienia – z jakichś tajemniczych powodów wybrał sobie jeden naród, z którym mocno sam się zjednoczył, uznając go za swój naród wybrany.

I to właśnie z tym narodem układał ową historię zbawienia – także w ten sposób, iż to właśnie w tym narodzie przyszedł na świat Jego Syn, Odwieczne Boże Słowo, Mesjasz zapowiadany przez Proroków (również członków tegoż narodu), a kiedy przyszedł, to ogłosił światu, że jest właśnie po to, aby odnaleźć i na nowo zjednoczyć owce, które poginęły z domu Izraela. To zdanie słyszeliśmy dzisiaj.

Czyli – taki był zamysł – to właśnie narodowi izraelskiemu miało być ogłoszone zbawienie, a dopiero potem, już po powrocie Syna Bożego do Domu swego Ojca, naród ten miał rozgłosić Dobrą Nowinę całemu światu. Tyle znaczyło to zacytowane zdanie, wzmocnione jeszcze owym drugim: Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom i rzucić psom.

Akurat to zdanie – przyznać musimy – było bardzo… jakie?… Surowe?… trudne do zrozumienia i przyjęcia?… brutalne?… Jakie określenie najbardziej tu pasuje? Jedno jest pewne: kobieta dobrze zrozumiała, co Jezus chciał powiedzieć. Ale też nie zraziła się ostrością samego stwierdzenia, a weszła w tę narrację, wykazując się ogromną pokorą – i jeszcze większą wiarą! Tak wielką wiarą, że aż zachwyciła nią Jezusa, bo usłyszała od Niego: O niewiasto, wielka jest wiara twoja; niech ci się stanie, jak chcesz! I – jak się dalej dowiadujemy – od tej chwili jej córka została uzdrowiona.

W niczym nie przeszkadzał fakt, że była poganką, że nie należała do tych, do których jako pierwszych skierowane zostało słowo zbawienia. Otrzymała to, co chciała, bo swoją wiarą zdecydowanie przerosła, a wręcz zdeklasowała wielu rodaków Jezusa. A z uważnej lektury Nowego Testamentu wiemy, że nie ona jedna – i że Jezus nieraz takie wyjątki czynił, kiedy widział u pogan taką wiarę, o jakiej w swoim narodzie mógłby tylko pomarzyć…

A jak było – przypomnijmy sobie – z rzymskim setnikiem, który prosił o uzdrowienie swego sługi? Dlaczego do dzisiaj my, katolicy na całym świecie, w każdej Mszy Świętej powtarzamy jego słowa przed przyjęciem Komunii Świętej: „Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie…” – i tak dalej? Czyż to nie paradoks, że powtarzamy słowa dowódcy rzymskich wojsk okupacyjnych, który jednak swoją wiarą przekonał Jezusa, aby udzielił mu łaski, o którą tak usilnie prosił dla swego sługi?…

A to znaczy, że narodowość ma w całej tej kwestii znaczenie naprawdę drugorzędne. Liczy się wewnętrzne nastawienie człowieka. Zresztą, tak było już w Starym Testamencie, o czym informuje nas pierwsze dzisiejsze czytanie.

W Proroctwie Izajasza słyszymy bowiem: Cudzoziemców zaś, którzy się przyłączyli do Pana, ażeby Mu służyć i ażeby miłować imię Pana i zostać Jego sługami, wszystkich zachowujących szabat bez pogwałcenia go i trzymających się mocno mojego przymierza, przyprowadzę na moją Świętą Górę i rozweselę w moim domu modlitwy. Całopalenia ich oraz ofiary będą przyjęte na moim ołtarzu, bo dom mój będzie nazwany domem modlitwy dla wszystkich narodów.

Jeżeli zatem cudzoziemiec – a więc poganin – żyjący wśród ludu Izraela uznaje nad sobą Boga JAHWE, wierzy w Niego i oddaje Mu cześć, to może korzystać na równi ze wszystkich dobrodziejstw duchowych, jakich Bóg udzielał swemu ludowi. To naprawdę zależało od konkretnych postaw konkretnych ludzi. Zwłaszcza, że naród wybrany w większości nie uznał w Jezusie zapowiadanego i oczekiwanego Mesjasza. A z tym problemem borykał się – nie mogąc się z tym pogodzić – Święty Paweł.

Niedawno słyszeliśmy w jednym z czytań, wyjętych z jego Listów, że nawet sam chciałby być odrzuconym i pod klątwą, czyli odłączonym od Jezusa, oby tylko jego rodacy w Niego uwierzyli! Oczywiście, takie stawianie sprawy jest absolutnie niewłaściwe – o czym zresztą Paweł dobrze wiedział – natomiast w ten dramatyczny sposób chciał pokazać, jak bardzo zależy mu, aby jego naród uznał w Jezusie obiecanego i oczekiwanego Mesjasza – i dzięki temu osiągnął zbawienie.

I właśnie w tym kontekście dzisiaj mówi w drugim czytaniu: Będąc apostołem pogan przez cały czas chlubię się posługiwaniem swoim w tej nadziei, że może pobudzę do współzawodnictwa swoich rodaków i przynajmniej niektórych z nich doprowadzę do zbawienia. Bo jeżeli ich odrzucenie przyniosło światu pojednanie, to czymże będzie ich przyjęcie, jeżeli nie powstaniem ze śmierci do życia? Liczy na nawrócenie przynajmniej niektórych swoich rodaków…

Oczywiście, mamy tu do czynienia – jak to zwykle u Pawła – z przekazem dość trudnym i zawiłym, ale jego przesłanie jakoś się nam tu rysuje: jeśli idzie o to odrzucenie Żydów, które przyniosło światu pojednanie, to chodzi o to, że skoro odrzucili oni Ewangelię Jezusa, to została ona skierowana do pogan o wiele szybciej, niż było to w pierwotnych planach. I w ten sposób cały świat szybciej został pojednany z Bogiem. Ale Żydzi – i to jest najgłębsze przekonanie Pawła – też nie zostali odrzuceni.

Następne bowiem zdanie – nie wiem, czy nie jedno z najmocniejszych i najważniejszych zdań w całym nauczaniu Pawła – brzmi: Bo dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne. A to znaczy, że Bóg nigdy ze swego narodu nie zrezygnował. I nie pomylił się, wybierając właśnie ten naród. I dlatego Paweł żywił mocne przekonanie, że Żydzi ostatecznie uwierzą w Jezusa.

To prawda, że oni ciągle czekają na Mesjasza, nawet licząc lata inaczej, niż my je liczymy – bo my liczymy właśnie od narodzenia Jezusa. Natomiast Paweł – na drodze swoich osobistych modlitw i refleksji – doszedł do tej myśli, że oni też uznają w Jezusie, swoim Rodaku, Pana i Zbawiciela. Kiedy i jak to się stanie – nie wiemy. Ale jest wielka nadzieja, że tak się stanie.

Wszystkie te rozważania zapewne nas nie zajmują aż tak bardzo i może nawet mamy ochotę zapytać, co nas w ogóle obchodzą te kwestie? My przecież jesteśmy od dziecka wychowani w wierze katolickiej, nie należymy do narodu wybranego, a w ogóle cała ta sprawa to jakieś historyczne dywagacje, zajmujące bardziej uwagę biblistów lub teologów, ale nie nas, żyjących TU I TERAZ, zajmujących się swoją codzienną pracą i mających na głowie swoje problemy. Po cóż nam więc kolejne, zupełnie nie związane z naszym życiem?

Czy jednak na pewno nie związane? A czyż to nie my, Drodzy moi, jako wspólnota Kościoła, jesteśmy ludem wybranym Jezusa Chrystusa – ludem, na który On tak bardzo liczy, ale nie zawsze doczekuje się tego, na co liczy? Czy nazywając lub myśląc o innych ludziach jako o poganach – już w tym naszym rozumieniu tego słowa – i uważając ich za gorszych, przypadkiem nie pokazujemy własnego pogaństwa?

Drodzy moi, czy my naprawdę jesteśmy lepsi od innych? Czy nasza wiara jest większa i głębsza – od wiary tego drugiego, który może faktycznie mniej do kościoła chodzi, ale… no, właśnie: ale! Jaka jest tak naprawdę ta moja wiara – ale tak naprawdę – na co dzień? Czy ona jest mi w ogóle do czegoś potrzebna?

Bo dzisiaj coraz częściej mamy do czynienia z sytuacją, w której ludzie, uważający się dotąd za wierzących, ochrzczeni i bierzmowani, tak po prostu przestają chodzić do kościoła i prowadzać tam swoje dzieci, bo… tak! Bo – w sumie – po co?… Co się z tego ma?… I do czego to jest w ogóle potrzebne?… Do czego im Bóg jest potrzebny, kiedy oni całkiem dobrze materialnie stoją, wszystko mają, życie im się układa, biedy nie klepią, wojny nie ma, ich codzienne problemy nie większe od tych z tureckich seriali – to czego jeszcze chcieć więcej? I po co w tym wszystkim Bóg, skoro człowiek tak dobrze sobie codziennie radzi bez Niego: bez tego uciążliwego chodzenia co niedzielę do kościoła, bez przestrzegania całej tej masy nakazów i zakazów!

Tak, Drodzy moi, to jest świadectwo kilku Osób, z którymi rozmawiałem niedawno o ich dzieciach lub innych członkach rodzin, że w którymś momencie – tak z dnia na dzień, albo w dłuższym procesie – po prostu przestali chodzić do kościoła. I kiedy zapytałem: Ale dlaczego? – to usłyszałem: „Nie wiem. Ot, tak, po prostu. Bóg im nie jest do niczego potrzebny. Uważają, że całkiem dobrze radzą sobie bez Niego. Skoro tak im się w życiu jakoś dobrze ułożyło, to po co mają sobie komplikować życie jakimiś zobowiązaniami religijnymi?”…

O takiej sytuacji Jan Paweł II mówił, że dzisiaj ludzie nie tyle negują Boga, albo z Nim walczą, tylko żyją tak, jakby Go nie było! Bóg stał się wielkim Nieobecnym w dzisiejszym świecie – w ich świecie! Wielkim Niepotrzebnym! A tak naprawdę, to czy On jest, czy Go nie ma – „jedna chwała”! To już Jego problem… Z kolei Benedykt XVI mówił o „chrześcijanach znużonych wiarą”, znudzonych, zblazowanych… Jak można być znudzonym wiarą? To jaka to w ogóle wiara? A jednak…

To są wszyscy rutyniarze, dla których wiara i religia to taki codzienny obowiązek, często przykry i uciążliwy, albo rodzinny zwyczaj! To są ci katolicy od wielu pokoleń, którzy zawsze wszystko dobrze wiedzą i rozumieją, dlatego nie muszą o nic pytać i nad niczym się zastanawiać, tylko jak przyjdzie jakakolwiek, „pierwsza – lepsza” trudność lub przeszkoda, to się załamują, rozpaczają i odchodzą.

To są ci wszyscy „pobożni” penitenci, którzy co pierwszy piątek do Spowiedzi chodzą, bo tak trzeba, ale nie za bardzo wiedzą, z czego się mają spowiadać, bo przecież „nie mają żadnego grzechu”! A że się z nimi żyć na co dzień nie da – a, to już takie nieistotne…

I – oczywiście – to są ci wszyscy lepsi i porządniejsi od innych, ci bardziej od innych wierzący, dlatego patrzący na innych z góry, z lekceważeniem, a nieraz nawet pogardą!

To jest, Drodzy moi, ten naród wybrany Jezusa, którego w wierze przerasta – a wręcz deklasuje – każdy człowiek może i pogubiony, może i zaplątany w nałogi, może i słabiej praktykujący, ale który ciągle szuka i pyta, mocuje się z sobą i raz wygrywa, raz przegrywa, ale ciągle coś próbuje z tym swoim życiem zrobić, bo ciągle coś go niepokoi, coś nim wewnętrznie trzęsie, coś mu spać nie daje – aż wreszcie doprowadzi go do kratek konfesjonału i do porządnej Spowiedzi, która wszystko od nowa poustawia w sercu i sumieniu. A nawet jeżeli jeszcze do tego konfesjonału nie dotrze, to jednak szuka, pyta, drąży, niepokoi się – i innych niepokoi swoimi pytaniami, swoimi niepokojami…

I teraz: kto ma większą wiarę? Ten poplątany, ale szukający – czy ten rzekomo porządny, ale uśpiony i znudzony, syty i ospały? Kto ma większą wiarę? I kto tu jest tak naprawdę poganinem!

Dlatego dzisiaj ośmielamy się prosić Jezusa: Od takiego skostniałego, we własnym przekonaniu „porządnego” katolicyzmu – wybaw nas, Panie! Przed pychą, cynizmem i przekonaniem o własnej doskonałości – ustrzeż nas, Panie! O naszych grzechach, upadkach i niedoskonałościach, których udajemy, że nie widzimy – przypomnij nam, Panie! Z letargu, ospałości, znudzenia i zakochania w samych sobie – ze wzajemnością! – wybudź nas, Panie!

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.