Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Moi Drodzy, mamy dzisiaj przepiękną Uroczystość! Ja będę ją obchodził w Parafii Dąbie. Serdecznie dziękuję Proboszczowi, Księdzu Markowi Wasilewskiemu, Koledze w Roku Święceń, za zaproszenie!
Wszystkich przypominam o moralnym i wynikającym z prawa kanonicznego obowiązku przeżycia dzisiaj Mszy Świętej! Jest to tak zwane święto nakazane. A z okazji święta narodowego proszę, abyśmy serdecznie modlili się o Boży porządek w naszej Ojczyźnie. Mamy się o co modlić!
Więcej powiem o tym jutro, w czasie Mszy Świętej o 17:00, w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Białej Podlaskiej – w ramach comiesięcznej nieustającej Nowenny do Matki Bożej Ostrobramskiej, Matki Miłosierdzia. Jest to inicjatywa Proboszcza Parafii i Kustosza Sanktuarium – odkąd tylko przyszedł do Parafii. Ta Msza Święta – wraz z homilią – będzie transmitowana przez Katolickie Radio Podlasie. Zachęcam do łączności ze mną. Piszę o tym już dzisiaj, ale wspomnę też jutro.
A dzisiaj, po powrocie z Dąbia, będę już na miejscu w Siedlcach, aby przygotowywać się do jutra – i do spływu kajakowego, który rozpocznie się w poniedziałek.
Teraz zaś pochylmy się już nad Bożym słowem. Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Zastanówmy się, co dzisiaj konkretnie mówi do mnie Pan? Czego tak szczególnie ode mnie osobiście oczekuje? Duchu Święty, podpowiedz!
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny,
15 sierpnia 2026.,
do czytań z t. VI Lekcjonarza:
Ap 11,19a;12,1.3–6a.10ab; 1 Kor 15,20–26; Łk 1,39–56
CZYTANIE Z KSIĘGI APOKALIPSY ŚWIĘTEGO JANA APOSTOŁA:
Świątynia Boga w niebie się otwarła i Arka Jego Przymierza ukazała się w Jego świątyni. Potem ukazał się wielki znak na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu.
Ukazał się też inny znak na niebie: Oto wielki Smok ognisty, ma siedem głów i dziesięć rogów, a na głowach siedem diademów. Ogon jego zmiata trzecią część gwiazd z nieba i rzucił je na ziemię. Smok stanął przed mającą urodzić Niewiastą, ażeby skoro tylko porodzi, pożreć jej Dziecko.
I porodziła Syna – Mężczyznę, który będzie pasł wszystkie narody rózgą żelazną. Dziecko jej zostało porwane do Boga i do Jego tronu. Niewiasta zaś zbiegła na pustynię, gdzie ma miejsce przygotowane przez Boga.
I usłyszałem donośny głos mówiący w niebie: „Teraz nastało zbawienie, potęga i królowanie Boga naszego i władza Jego Pomazańca”.
CZYTANIE Z PIERWSZEGO LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO KORYNTIAN:
Bracia: Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli. Ponieważ bowiem przez człowieka przyszła śmierć, przez człowieka też dokona się zmartwychwstanie. I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni, lecz każdy według własnej kolejności. Chrystus jako pierwszy, potem ci, co należą do Chrystusa, w czasie Jego przyjścia. Wreszcie nastąpi koniec, gdy przekaże królowanie Bogu i Ojcu i gdy pokona wszelką Zwierzchność, Władzę i Moc.
Trzeba bowiem, ażeby królował, aż położy wszystkich nieprzyjaciół pod swoje stopy. Jako ostatni wróg, zostanie pokonana śmierć.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:
W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w pokoleniu Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę.
Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała:
„Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana”.
Wtedy Maryja rzekła:
„Wielbi dusza moja Pana,
i raduje się duch mój w Bogu, Zbawcy moim.
Bo wejrzał na uniżenie swojej służebnicy.
Oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą
wszystkie pokolenia.
Gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny,
święte jest imię Jego.
A Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie
nad tymi, którzy się Go boją.
Okazał moc swego ramienia,
rozproszył pyszniących się zamysłami serc swoich.
Strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych.
Głodnych nasycił dobrami, a bogatych z niczym odprawił.
Ujął się za swoim sługą, Izraelem,
pomny na swe miłosierdzie.
Jak obiecał naszym ojcom,
Abrahamowi i jego potomstwu na wieki”.
W to wielkie Święto, jakie dziś przeżywamy; w tę niezwykłą Uroczystość – zwracamy nasze oczy i serca ku Najświętszej Maryi Pannie, jako Królowej Nieba i ziemi. Dzisiaj bowiem wspominamy Jej przejście z ziemi do Nieba. Nikt z ludzi tego nie widział, jedynie piękna tradycja podaje, że Maryja, po Wniebowstąpieniu Jezusa, zamieszkała w Jerozolimie, blisko Wieczernika. Tak, jak polecił na Krzyżu sam Jezus, wziął Ją do siebie Apostoł Jan. Przyjmuje się też, że zmarła śmiercią naturalną, po czym została pochowana w Getsemani, u stóp Góry Oliwnej, w Dolinie Jozafata.
A według innej, pięknej tradycji, Apostołowie po jakimś czasie, w tym właśnie grobie, zamiast Jej ciała, znaleźli kwiaty. Stąd dzisiejszą Uroczystość polska pobożność nazwała Świętem Matki Bożej Zielnej i dlatego przynosi się dziś do pobłogosławienia kwiaty, zioła i kłosy zbóż. Silna jest bowiem wiara Ludu Bożego, że zioła poświęcone w tym dniu – za pośrednictwem Maryi – otrzymują moc leczniczą i chronią od chorób i zarazy. Rolnicy częstokroć w tym właśnie dniu dziękują Bogu za plony ziemi i ziarno, które zebrali z pól. My także dzisiaj włączamy się w to dziękczynienie.
Samo zaś przekonanie o tym, że Maryja rzeczywiście po śmierci – którą według innej, pięknej tradycji, nazywamy Zaśnięciem – została nie tylko z duszą, ale i z ciałem zabrana do Nieba, doczekało się orzeczenia dogmatycznego Papieża Piusa XII.
Po wnikliwym zbadaniu całej sprawy, a także po przekonaniu się, że tak wierzy praktycznie cały Kościół – i to od najdawniejszych wieków – Papież ten, w dniu 1 listopada 1950 roku, w Konstytucji apostolskiej „Munificentissimus Deus”, autorytatywnie stwierdził: „Powagą Pana naszego Jezusa Chrystusa, świętych Apostołów Piotra i Pawła i Naszą, ogłaszamy, orzekamy i określamy jako dogmat objawiony przez Boga: że Niepokalana Matka Boga, Maryja zawsze Dziewica, po zakończeniu ziemskiego życia z duszą i ciałem została wzięta do chwały niebieskiej”.
Dzisiaj tę tajemnicę wspominamy, także – a może: przede wszystkim – wsłuchując się w Boże słowo, jakie zostało nam przed chwilą odczytane. W każdym z trzech czytań dzisiejszej liturgii odnajdujemy jakieś odniesienie do Osoby Maryi, Jej służby w Kościele, ale też – do Jej obecności w Niebie. Bo dzisiaj na tym szczególnie koncentrujemy naszą uwagę.
I tak oto, w pierwszym czytaniu, Apostoł Jan dzieli się z nami wizją, którą otrzymał na zesłaniu, na wyspie Patmos, a którą to wizję tak opisał w swojej Apokalipsie, czyli ostatniej Księdze Pisma Świętego: Świątynia Boga w niebie się otwarła i Arka Jego Przymierza ukazała się w Jego świątyni. Potem ukazał się wielki znak na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu.
Nie jest tu oczywiście wymienione imię Maryi, natomiast z całego kontekstu nietrudno wywnioskować, o kogo chodzi. Owa Niewiasta, obleczona w blaski słoneczne, stąpająca po księżycu, to zwycięska Matka Syna Bożego, zaproszona do udziału w chwale niebieskiej swego Syna. O tym, iż to właśnie Ona jest Matką Bożego Dziecięcia – wprost dzisiaj słyszymy. Na to Dzieciątko – i na Jego Matkę – czyhał smok ognisty, w którym naturalnie rozpoznajemy złego ducha, szatana, ale też słyszymy, że zarówno Dzieciątko, jak i Jego Matka, są pod tak skuteczną Bożą opieką, że zły duch nie ma się właściwie na co porywać.
Zwłaszcza, jeśli słyszy słowa, jakie rozległy się z Niebios: Teraz nastało zbawienie, potęga i królowanie Boga naszego i władza Jego Pomazańca. Maryja – tam, w Niebie – jest Uczestnikiem tej władzy, bo nad Nią się ona rozciąga, ale też włącza się Ona w Jej sprawowanie. Jest Ona bowiem zawsze bardzo blisko swego Syna.
Pośrednio mówi o tym drugie dzisiejsze czytanie, z Pierwszego Listu Apostoła Pawła do Koryntian, w tym oto zdaniu: I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni, lecz każdy według własnej kolejności. Chrystus jako pierwszy, potem ci, co należą do Chrystusa, w czasie Jego przyjścia.
Chociaż znowu – tak, jak w pierwszym czytaniu – nie pada tu imię Maryi, ani nawet nie mamy konkretnego wskazania na Nią, to przecież oczywistym jest, że nikt bardziej nie «należy do Chrystusa» – ani w czasie Jego przyjścia na końcu czasów, ani w jakimkolwiek czasie – jak właśnie Ona. Dlatego to Ona z tej łaski «ożywienia» do życia wiecznego korzysta jako pierwsza i korzysta najpełniej. Mamy tu zatem – chociaż nie wprost, ale bardzo wyraźne – odniesienie do wspominanej dzisiaj Tajemnicy.
I wreszcie Ewangelia, która mówi o ziemskiej codzienności Maryi – i to takiej niełatwej codzienności, związanej ze znoszeniem trudów stanu błogosławionego, w jakim już była Ona sama, jak i trudów stanu błogosławionego, w jakim znalazła się Jej krewna, Święta Elżbieta – i to pomimo podeszłego wieku – a wreszcie: związanej z trudem drogi, jakiej się podjęła, a która liczyła ponad sto pięćdziesiąt kilometrów, trwającej zapewne pięć dni, po dołączeniu się do jednej z karawan handlowych, jakie w owym czasie po tamtych terenach się przemieszczały.
Trudno tu zatem mówić o jakimś blasku chwały niebiańskiej. To raczej ciężki trud, w pyle drogi i pocie codzienności, znoszonej w pracy i służbie, pełnionej przy starszej osobie, potrzebującej opieki. Ale chyba nikt nie odważy się stwierdzić, że także ten obraz – taki, powiedzielibyśmy, szary i codzienny – nie ma żadnego związku z Niebem. Wprost przeciwnie: w naszym, chrześcijańskim rozumieniu Nieba, ten związek jest bardzo silny! Bo to właśnie przez trudy codzienności, w pyle drogi i upale, wśród potu i łez, wiedzie droga do Nieba. Inaczej się tam nie dochodzi.
Maryja także nie inaczej się tam dostała. I jeśli nawet nie znamy dokładnie czasu ani przebiegu samego Wniebowzięcia Maryi, to jednak wiemy, jak wyglądała Jej droga do tego momentu – i w ogóle do Nieba.
To droga przez takie wydarzenie, jak to dzisiaj opisane, ale także przez inne, opisane na kartach Ewangelii, jak urodzenie Dziecka w warunkach urągających ludzkiej godności; jak ucieczka do Egiptu przez zagrożeniem ze strony Heroda; jak znoszenie codziennych trudów życia rodzinnego w Nazarecie; jak troska o dwunastoletniego Syna, który zagubił się w Jerozolimie; jak towarzyszenie Jego publicznej działalności, którą utrudniała nieustanna wrogość przeciwników i zagrożenie z ich strony, a wreszcie: to przeżywanie wraz z Synem Jego bolesnej Męki, oddawania życia na Krzyżu, ale i chwalebnego Zmartwychwstania!
Tak, bo droga Maryi do Nieba wiodła również przez wydarzenia i momenty bardzo radosne i podniosłe.
I takie jest, Drodzy moi, także nasze życie – i taka jest nasza droga do Nieba! Z jednej strony – nie brakuje trudu i cierpienia, potu i łez, bólu fizycznego i duchowego, zmęczenia pracą, utrapienia złym traktowaniem przez innych. Z drugiej strony – nie brakuje, a wręcz wiele jest momentów wielkich i pięknych, szczęśliwych i podniosłych, niosących radość i nadzieję!
Nawet to wydarzenie, opisane w dzisiejszej Ewangelii, opowiada o wielkim szczęściu, jakie stało się udziałem Elżbiety i jej domu. Oto bowiem Maryja, która w takim trudzie do niej dotarła, kiedy już dotarła i weszła do jej domu, usłyszała z jej ust – swojej starszej krewnej – powitanie iście królewskie: Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana.
Zobaczmy: starsza i doświadczona życiem niewiasta, jaką była wówczas Elżbieta, rozpoznała w Maryi nie jakąś dziewczynkę, młodszą Krewną, którą rodzinna „oddelegowała” do tego, żeby „pokręciła” się koło niej w tym najtrudniejszym czasie, ale nazwała Ją «Matką swojego Pana»! Czyli w Niej samej także zobaczyła kogoś bardzo ważnego i wielkiego! Podkreślmy: w swojej Krewnej – i to dużo młodszej od siebie!
Ponadto, zauważmy, że owo poruszenie się Dzieciątka w łonie Elżbiety jest potwierdzeniem tej prawdy, o jakiej mówi się często w odniesieniu do tego opisanego wydarzenia, że tam dokonały się owego dnia dwa spotkania: spotkanie dwóch Niewiast w stanie błogosławionym, a więc dwóch Matek – ale też spotkanie Ich Synów: Jezusa i Jego Poprzednika.
Maryja podobnie musiała to widzieć, skoro z Jej ust – a bardziej z serca – wyrwało się owo wielkie uwielbienie, które my dzisiaj określamy jako MAGNIFICAT – od pierwszych słów tegoż pięknego hymnu w języku łacińskim: Wielbi dusza moja Pana,i raduje się duch mój w Bogu, Zbawcy moim. Bo wejrzał na uniżenie swojej służebnicy. Oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia. Gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny, święte jest imię Jego. Tak – MAGNIFICAT anima mea Dominum!
Z pewnością, ze strony Maryi nie był to jedynie wybuch emocji, ale wyraz największej radości i wdzięczności z tegoż właśnie faktu, że «tak wielkie rzeczy uczynił Jej Wszechmocny»! I dlatego zapewne – z braku innych, może bardziej adekwatnych odniesień na kartach Pisma Świętego – Kościół właśnie ten fragment Ewangelii daje nam do rozważenia w Uroczystość Wniebowzięcia Maryi.
Bo chociaż i Ona sama, i Jej Syn, i Elżbieta, i jej syn – spotkali się w realiach zwyczajnej, do tego niełatwej codzienności, to jednak jesteśmy przeświadczeni, że tam wtedy zajaśniał promyk Nieba! Dom Elżbiety stał się tamtego dnia przedsionkiem Nieba! Maryja, wnosząc pod swoim łonem Jezusa do domu Elżbiety, uczyniła z tego skromnego zakątka na ziemi – właśnie pokoik Nieba! Bo skoro był tam Bóg Wcielony, skoro była Jego Matka, skoro był Poprzednik i Herold Syna Bożego i jego Matka, a więc dwoje Świętych, to znaczy, że tam było Niebo.
Chociaż niczego to nie zmieniło w obrazie całości i Maryja zapewne jeszcze tego samego dnia zabrała się do zwyczajnej domowej pracy, związanej z pomocą Elżbiecie. Nie zaczęło się zatem jedno wielkie świętowanie przy niekończącej się uczcie, ale to właśnie w tę tak zwaną szarą codzienność ci święci Ludzie wnieśli promień Bożego światła, czyniąc ją w ten sposób kawałkiem Nieba! W realiach ziemskiej codzienności, bez jakiegokolwiek odrywania się do niej. I bez jej sztucznego upiększania i kolorowania. Bo tej naszej rzeczywistości nie da się sztucznie pokolorować! I nawet nie należy tego czynić, bo to będzie zawsze sztuczne.
Ale też nie można zgodzić się z tym, że jest ona szara. Albo – że ma być taką. Na to także się nie godzimy, tylko przemieniamy ją – w czasie i przestrzeni, w jakich żyjemy. Nie czekamy, aż się zmieni świat, ale to my go zmieniamy, począwszy od swego najbliższego otoczenia. I nie czekamy, aż się zmieni cały Kościół, ale to my go zmieniamy swoją głęboką wiarą i żarliwą modlitwą. Nie czekamy także, aż zmieni się na lepsze całe nasze otoczenie, ale to my je zmieniamy okazywaniem codziennej troski i miłości tym, wśród których na co dzień żyjemy.
I nie czekamy, aż się czasy zmienią na lepsze, bo nie ma czegoś takiego, jak czasy dobre lub złe, ale jesteśmy my, którzy w tych czasach żyjemy i to my czynimy te nasze czasy dobrymi lub złymi. Począwszy od własnego domu i własnego podwóka. I może być tak, że w danym kraju, albo w miejscowości, albo na osiedlu, albo w sąsiedztwie – z jakiegoś powodu będzie ciężki czas. Bo ludzie będą ze sobą skonflitkowani, będą na siebie nawzajem nastawać, szkodzić sobie słowem, a może i czynem… Tak będzie wokół nas. Prawdziwy przedsionek piekła.
A w naszym domu będzie przedsionek Nieba, bo będziemy się nawzajem wspierać i okazywać sobie miłość. I co nam wtedy może cały świat zrobić? Może zmienić nasze nastawienie? Jeżeli tak by się miało stać, to nie świadczyłoby to dobrze o naszej wierze…
Nie pozwólmy na to! Dlatego wychodząc na spotkanie drugiego człowieka, albo idąc do niego w odwiedziny – zawsze zanośmy mu Chrystusa! Chociażby przez jedno dobre słowo! I błogosławieństwo – zamias przekleństwa! Albo przez jakiś gest dobroci, okazany komuś drugiemu…
Tak, jak Maryja zaniosła Jezusa do domu Elżbiety, tak i my zanośmy do ludzi – w naszych sercach. Niech dzięki takiemu naszemu zdecydowanemu działaniu – takiemu naszemu świadectwu – w naszej codziennej rzeczywistości będzie coraz więcej Nieba! I my sami – byśmy byli coraz bliżej Nieba! Pomóżmy Panu naszemu, aby codziennie mógł – z naszą pomocą oczywiście – dokonywać naszego osboistego wniebowzięcia…
