Chwała Boża powraca!

C

Szczęść Boże! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywa Cezary Kryczka, za moich czasów – Lektor w Parafii w Radoryżu Kościelnym, na moim pierwszym wikariacie.

Urodziny natomiast przeżywa Katarzyna Baczkura, należąca w swoim czasie do jednej z młodzieżowych Wspólnot.

Życzę Obojgu świętującym zapału i natchnienia do codziennego w miłości do Boga i ludzi! Zapewniam o modlitwie!

Drodzy moi, pozdrawiam Was z Siedlec, skąd o 10:00 wyruszam do Sanatorium w Mariówce, skąd zabieram Rodziców, by Ich przewieźć do Domu, czyli do Białej Podlaskiej, skąd potem wracam do Siedlec, gdzie będę przygotowywał się do jutrzejszej posługi w Parafii w Konstantynowie, a potem – do wyjazdu do Rzymu. Ale o tym już jutro.

Teraz zaś chciałbym przypomnieć ogłoszenie, które niedawno zamieszczałem, ale jest ono bardzo ważne. A właśnie teraz jesteśmy w stanie aktywnego działania Duszpasterstwa Akademickiego GAUDEAMUS: jesteśmy po spływie kajakowym, a wyruszamy do Rzymu, a w planach mamy kolejne działania. Dlatego proszę o wsparcie duchowe i materialne, ponieważ jestem za to Dzieło odpowiedzialny, więc moją obowiązkiem wręcz jest troska o jego rozwój. I do współtworzenia tego dobra zachęcam ponownie Was.

Jak to robić? Przypominam ogłoszenie niedawno zamieszczone:

Drodzy moi, raz jeszcze ośmielam się poprosić o wsparcie działalności naszego Duszpasterstwa Akademickiego GAUDEAMUS.

Przede wszystkim – proszę o modlitwę i życzliwe zainteresowanie. Kiedy wejdziemy na naszą stronę www.da-siedlce.pl , od razu „natkniemy się” na tekst modlitwy, którą stale zanosimy w intencji naszej działalności – szczególnie w środy, na zakończenie cotygodniowej Mszy Świętej w intencji Środowiska Akademickiego, Duszpasterstwa Akademickiego i Młodzieży w Kościele. Tę modlitwę mamy też na obrazkach, z wizerunkami naszych Patronów, czyli Matki Bożej Kodeńskiej i Świętego Jana Kantego.

Żeby przejść do kolejnych wiadomości na stronie, trzeba tę modlitwę wyłączyć. Dobrze jest ją wcześniej odmówić!

Na stronie mamy też opisaną inicjatywę modlitewną: GIGANTYCZNY SZTURM DO NIEBA w intencji Środowiska Akademickiego, Duszpasterstwa Akademickiego i Młodzieży w Kościele. Proszę na spokojnie przeczytać tę informację, obejrzeć filmik na ten temat – i włączyć się w nią, na ile to tylko możliwe. A choćby poprzez odmówienie – w łączności z nami – modlitwy ZDROWAŚ MARYJO o godzinie 20:00, w miejscu aktualnego przebywania.

Z całego serca dziękuję za to najważniejsze, duchowe wsparcie!

Ale ośmielam się też prosić o wsparcie materialne. Na stronie naszego Duszpasterstwa Akademickiego, na dole, jest zakładka: „Wesprzyj naszą działalność”, a tam znajduje się nowy, aktualny numer konta, na który można dokonać wpłaty, aby wesprzeć inicjatywy, jakie podejmujemy:

07 1240 2685 1111 0011 6928 1590

z dopiskiem: DAROWIZNA NA CELE KULTU RELIGIJNEGO.

I otóż, chcę ponownie prosić Was, Drodzy moi, abyście pomogli mi w rozpropagowaniu tej wiadomości. Nie chodzi mi o to, że to Wy macie (musicie) tych wpłat dokonywać, natomiast czasami spotykamy ludzi, którzy mają taką osobistą szlachetną intencję materialnego wsparcia jakiegoś dobrego dzieła – i zastanawiają się, jakie to może być dzieło.

Właśnie takim Osobom można wspomnieć o naszym Duszpasterstwie i o realizowanych przez nas spotkaniach, skupieniach wyjazdach – jak chociażby spływ kajakowy czy do pielgrzymka do Rzymu… A w ostatni weekend września – jak co roku – na Kodeński Wieczernik Akademicki. Ta działalność jednoczy Ludzi młodych – tak wiekiem, jak i duchem – nie tylko ze Środowiska Akademickiego z Siedlec, ale z różnych miejsc Diecezji. W tę działalność wpisuje się także organizacja audycji radiowych – kiedy tylko mamy możliwość je prowadzić.

Dlatego ośmielam się ponownie poprosić o propagowanie w ogóle idei naszego Duszpasterstwa, a przy okazji – tego numeru konta. Zaznaczam bardzo mocno: nie nachalnie i na siłę, ale w sytuacjach, w których może to przynieść dobry efekt w postaci konkretnego wsparcia, choćby drobnego.

Z całą mocą podkreślam, że tu nie chodzi o mój osobisty zarobek. Ja do tego Dzieła cały czas dokładam. Natomiast chcąc realizować jakiekolwiek dobro, jednoczące Środowisko Akademickie i angażujące je po stronie Bożej – potrzeba po prostu pieniędzy. Takie mamy realia. Wiem, że nikogo tym nie zaskakuję. I pewnie także nikogo nie zaskakuję, jeśli wspomnę, że nie mogę w tej sprawie liczyć na wsparcie ze strony Kurii diecezjalnej.

Dlatego ośmielam się prosić o to wsparcie Was – za co z całego serca dziękuję! Także za wszelkie wsparcie dotychczasowe! Wiedzcie, że każda złotówka jest naprawdę uważnie oglądana z każdej strony, zanim zostanie wydana.

Polecam Waszej życzliwości to nasze wspólne Dzieło!

Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. A oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co konkretnie mówi dziś do mnie Pan? Z jakim przesłaniem właśnie do mnie się zwraca? Duchu Święty, bądź natchnieniem i światłem!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Sobota 20 Tygodnia zwykłego, rok II,

Wspomnienie Najświętszej Maryi Panny, Królowej,

22 sierpnia 2026., 

do czytań: Ez 43,1–7a; Mt 23,1–12

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA EZECHIELA:

Anioł poprowadził mię ku bramie, która skierowana jest na wschód. I oto chwała Boga Izraela przyszła od wschodu, a głos Jego był jak szum wielu wód, a ziemia jaśniała od Jego chwały. Było to widzenie równe temu, które oglądałem wtedy, gdy przyszedł, by zniszczyć miasto, widzenie równe temu, które oglądałem nad rzeką Kebar. I upadłem na twarz.

A chwała Pana weszła do świątyni przez bramę, która skierowana była ku wschodowi. Wtedy uniósł mię duch i zaniósł mię do wewnętrznego dziedzińca. A oto świątynia pełna była chwały Pańskiej.

I usłyszałem, jak ktoś mówił do mnie od strony świątyni, podczas gdy ów mąż stał jeszcze przy mnie. Rzekł do mnie: „Synu człowieczy, to jest miejsce tronu mojego, miejsce podstawy mych stóp, gdzie chcę na wieki mieszkać pośród Izraelitów”.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:

Jezus przemówił do tłumów i do swych uczniów tymi słowami:

Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi.

Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus.

Największy z was niech będzie waszym sługą. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony”.

Nie tak dawno, bo w środę poprzedniego tygodnia, rozważaliśmy także fragment Proroctwa Ezechiela – podobnie, jak dzisiaj, w pierwszym czytaniu – w którym słyszeliśmy, że chwała Boża opuszcza świątynię! Ten dramatyczny obraz, poprzedzony wyraźnym poleceniem Boga, skierowanym do Anioła, wysłanego z misją niszczycielską, by w trakcie wykonywania wyroku nie oszczędzał także świątyni – musi dawać do myślenia! Ale też musi mocno przygnębiać…

Tymczasem dzisiaj ten sam Prorok ukazuje nam wizję zupełnie inną – nawiązującą do tamtej, o czym sam wspomina w słowach: Anioł poprowadził mię ku bramie, która skierowana jest na wschód. I oto chwała Boga Izraela przyszła od wschodu, a głos Jego był jak szum wielu wód, a ziemia jaśniała od Jego chwały. Było to widzenie równe temu, które oglądałem wtedy, gdy przyszedł, by zniszczyć miasto, widzenie równe temu, które oglądałem nad rzeką Kebar. I upadłem na twarz.

Otóż, właśnie! Widzenie równe tamtemu – ale jednak inne. Bo oto dzisiaj słyszymy, że chwała Pana weszła do świątyni przez bramę, która skierowana była ku wschodowi. Wtedy uniósł mię duch i zaniósł mię do wewnętrznego dziedzińca. A oto świątynia pełna była chwały Pańskiej. Imponujący widok, bardzo podnoszący na duchu! A z drugiej strony – dający do myślenia. Tak samo, jak tamten, ukazujący wyjście chwały Bożej ze świątyni. Dzisiaj można mówić o powrocie.

To jak to w końcu jest? Świątynia – jako budowla – stoi, jest znakiem Boga wobec ludzi, a Bóg raz w niej jest, a raz Go nie ma? Chwała Boża – ot, tak sobie – wchodzi i wychodzi? A jeżeli wyjdzie, to co zostaje: puste mury? Sama architektura?

Przede wszystkim jednak: dlaczego tak się dzieje? Dlaczego chwała Boża „musi” opuszczać swoją świątynię? Co o tym decyduje? A może… kto? Wiemy, że wszelkie nieszczęścia, jakie spadały na naród wybrany – o czym często czytamy w Starym Testamencie – spadały nań z powodu ciężkich grzechów ludu.

Jasno to zresztą wynika z tego czytania, które tu sobie przywołaliśmy, a które mówiło o karze, jakiej miała dokonać Anioł – w imieniu Boga – właśnie za te rozliczne odstępstwa narodu. I wtedy ta opuszczona świątynia miała być także bardzo surowym znakiem ostrzeżenia, że nawet to święte miejsce, które wybrał Pan, nie będzie miejscem żadnego „zabezpieczenia” przed karą, jeżeli ludzie się nie opamiętają.

A to oznacza – idąc dalej w tej refleksji – że ludzie swoim postępowaniem, w jakiś sposób współtworzą świętość świątyni. Bo chociaż Bóg sam jest najświętszy ze świętych, to jednak jeżeli spotyka się z takim brakiem świętości u ludzi, to na pewno nie narzuca się ze swoją świętością, tylko wysyła mocny sygnał człowiekowi, żeby się opamiętał! Bo na inicjatywę i wyjście Boga, na Jego dary i łaski – trzeba odpowiedzieć! Trzeba serca otworzyć! Trzeba te dary po prostu przyjąć.

A świątynia jest takim miejscem, w którym spotyka się chwała Boga z nędzą człowieka. Jednak ta nędza, ta słabość i grzeszność, nie są żadną przeszkodą dla chwały Bożej, aby mogła jaśnieć i promieniować na ludzkie serca, jeżeli po stronie człowieka znajdzie się chociaż odrobina dobrej woli, odrobina otwarcia się na to dobro. Pragnienie poddania się blaskowi tej Chwały. Raz jeszcze powtórzmy: w niczym wówczas nie przeszkadza słabość człowieka.

Natomiast kiedy człowiek cynicznie zamyka się na te Boże dary, to dla kogo owa Chwała ma w tej świątyni jaśnieć? W tym momencie na pewno nasuwają nam się skojarzenia z pustymi naszymi świątyniami – pustymi w czasie, w którym nie sprawowana jest tam liturgia. Na szczęście, na Msze Święte i nabożeństwa trochę nas przychodzi: raz więcej, raz mniej; w jednych rejonach naszej Ojczyzny więcej, w innych mniej – ale generalnie nasze świątynie nie świecą aż tak pustkami, jak te na Zachodzie.

Jednak pomiędzy Mszami i nabożeństwami – są one najczęściej puste! Nie mamy zwyczaju adorowania Najświętszego Sakramentu w ciszy. Albo mamy go w zbyt małym stopniu… Chwała Boża w naszych świątyniach – by się tak wyrazić – całymi dniami jest samotna! Dlatego trzeba nam pamiętać, że my – w sposób sobie właściwy i wedle możliwości, jakie posiadamy – także współtworzymy piękno i blask świątyni.

Nade wszystko – tej duchowej, o czym Jezus mówi dzisiaj w Ewangelii, w słowach: Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie.

I potem już mamy wyjaśnione, na czym ta postawa polega: Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi.

Podkreślmy to raz jeszcze bardzo mocno: postawa owych nauczycieli narodu jest bardzo negatywna. Z drugiej jednak strony – nauczają rzeczy właściwych! Na tym odcinku dobrze spełniają swoje zadanie. Ale tylko na tym. Bo za tym ich właściwym nauczaniem już nie idzie właściwe postępowanie. Jezus aż tak wiele krytycznych zdań musiał dzisiaj powiedzieć o religijnej elicie swego narodu, a to znaczy, że… nie jest dobrze. Czyli, że uczeni w Piśmie i faryzeusze jednak nie spełniają dobrze swego zadania, nie pomnażają tym samym chwały Bożej, nie budują duchowej świątyni.

A ja – buduję duchową świątynię swego serca? Swoim pięknym i godnym chrześcijańskim życiem – wspieram duchową budowlę Kościoła? Upiększam ją? A czy także ta materialna świątynia staje się piękniejsza i jaśniejsza, kiedy ja głęboko i pobożnie przeżywam w niej Mszę Świętą i inne wydarzenia religijne, ale też – trwam w ciszy osobistej adoracji? Co robię – na swoim odcinku i wedle własnych możliwości – by chwała Boża jaśniała jak najmocniej w świątyni duchowej Kościoła, w świątyni materialnej, czyli w moim parafialnym kościele, lub innym; a wreszcie: w świątyni mojego serca? Czy swoim pięknym postępowaniem – by się tak wyrazić – „zachęcam” Pana i przekonuję, aby ze swoją chwałą tam pozostał?…

Jeżeli zaś szukałbym wzoru i wsparcia w takim właśnie działaniu, to niewątpliwie warto, bym skorzystał z najpiękniejszego ludzkiego wzoru, jaki daje mi Matka Najświętsza, wspominana dzisiaj w liturgii w tajemnicy swojego królowania. Jej królowanie polega właśnie na wiernej służbie – na wiernym byciu przy nas, bez względu na nasze humory, nastawienia i reakcje. Ona nas także – podobnie, jak Jej Syn – nigdy nas nie opuści.

Samo zaś wspomnienie Maryi Królowej, które dziś przeżywamy, zostało wprowadzone przez Papieża Piusa XII encykliką Ad caeli Reginam” („Do Królowej niebios”), wydaną 11 października 1954 roku, w setną rocznicę ogłoszenia dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Maryi. Już w czasie Soboru Watykańskiego I, w roku 1869, Biskupi francuscy i hiszpańscy prosili o to święto. Później prośby te były wielokrotnie ponawiane.

Początkowo wspomnienie Maryi Królowej obchodzone było w dniu 31 maja, ale w wyniku posoborowej reformy kalendarza liturgicznego przesunięto je na oktawę uroczystości Wniebowzięcia Maryi – a więc 22 sierpnia. To właśnie wydarzenie ukoronowania Maryi wspominamy w piątej tajemnicy chwalebnej Różańca Świętego.

W Piśmie Świętym nie mamy tekstu, który by wprost mówił o królewskim tytule Najświętszej Maryi Panny. Są jednak teksty pośrednie, które tę prawdę zawierają. W Raju pojawia się zapowiedź Niewiasty, która skruszy głowę węża. Archanioł Gabriel – jak usłyszeliśmy to w Ewangelii – zwraca się do Maryi: Błogosławiona jesteś między niewiastami! A zatem – spomiędzy wszystkich niewiast na ziemi Ona jest pierwsza. Sama też Maryja w proroczym natchnieniu wypowiada o sobie słowa: Oto błogosławić Mnie będą odtąd wszystkie pokolenia.

Maryja pochodziła z królewskiego rodu Dawida. Ewangelie bardzo często podkreślają to królewskie pochodzenie Jej Syna – Jezusa. Apokalipsa z kolei zawiera piękny obraz Niewiasty obleczonej w słońce i księżyc pod Jej stopami, na której głowie jaśnieje wieniec z gwiazd dwunastu. Niewiastą ową – według Tradycji Kościoła – jest właśnie Maryja.

Potwierdzenie powszechnej wiary w to, że Maryja jest Królową nieba i ziemi, wyraża również nauczanie Ojców Kościoła, ale także – ikonografia chrześcijańska, która od lat najdawniejszych przedstawia Maryję na tronie, z nimbem, w którym przedstawiano tylko cesarzy. Taki sposób przedstawiania Najświętszej Maryi Panny spotykamy już od III wieku w katakumbach.

W VIII wieku – jako forma walki z obrazoburcami – przyjął się zwyczaj prywatnego koronowania obrazów i figur Matki Bożej, zwłaszcza słynących szczególnymi łaskami. Od XVII wieku zwyczaj ten urzędowo zastrzegła sobie Stolica Apostolska. Początkowo koronacje owe były zarezerwowane jedynie dla cudownych obrazów włoskich. Wkrótce jednak rozszerzono je na cały świat. W Polsce tego zaszczytu dostąpił jako pierwszy obraz Matki Bożej Łaskawej w Warszawie, w 1651 roku, a następnie – w roku 1717 – Obraz Matki Bożej Częstochowskiej. A następnie – w 1723 – Matki Bożej Kodeńskiej.

Również najdawniejsze i najbardziej popularne modlitwy do Maryi, do których zaliczamy: Pod Twoją obronę” i „Witaj, Królowo”, czy też Litania Loretańska – zawierają odniesienie do królowania Matki Jezusa.

Tytuł ten podkreślony został także w dokumentach Soboru Watykańskiego II, szczególnie w Konstytucji Dogmatycznej o Kościele „Lumen gentium”, gdzie w punkcie 59 czytamy: Niepokalana Dziewica, zachowana wolną od wszelkiej skazy winy pierworodnej, dopełniwszy biegu życia ziemskiego z ciałem i duszą wzięta została do chwały niebieskiej i wywyższona przez Pana jako Królowa wszystkiego, aby bardziej upodobniła się do Syna swego, Pana panującego oraz zwycięzcy grzechu i śmierci.

Tak zatem, tytuł „Królowa” podkreśla stan Maryi w czasach ostatecznych jako Tej, która zasiada obok swego Syna, Króla chwały. Maryja ma uczestnictwo w chwale zmartwychwstałego Chrystusa, gdyż miała udział w Jego dziele zbawczym. Jest Jego Matką, nosiła Go w swoim łonie, urodziła Go, zadbała o Jego wychowanie, towarzyszyła Mu nieustannie podczas Jego nauczania – aż do krzyża, a potem – w Wieczerniku, aż do Dnia Pięćdziesiątnicy.

Maryja nie jest Królową absolutną, najwyższą i jedyną. Jest nad Nią Bóg i tylko On ma najpełniejsze prawo do tego tytułu. Jeśli jednak Maryję nazywamy Królową, to ze względu na Jej Syna. Godność Jej Boskiego Macierzyństwa wynosi Ją ponad wszystkie stworzenia, czyni Ją Królową aniołów i wszystkich świętych, Królową nieba i ziemi. Królewskość Maryi jest zatem pośrednia. Tylko bowiem Bóg jest władcą najwyższym i jedynym!

Mając to wszystko na uwadze i jednocześnie wsłuchując się w czytania biblijne, raz jeszcze zapytajmy samych siebie, na ile – i czy w ogóle – chwała Boża jaśnieje w nas, i wokół nas, i dzięki nam? A ściślej: dzięki naszemu otwarciu się na chwałę Bożą – naszemu współdziałaniu, naszej współpracy?… Jak mocno chwała Boża „zyskuje” na naszej postawie?…

1 komentarz

  • Marta Nawrocka jest Pierwszą Damą Polski.
    Nasza Niebiańska Ojczyzna również ma swoją Pierwszą Damę, Matkę Króla Wszechświata – Najświętszą Marię Pannę.
    Ave, Regina caeli!

Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.