Słowo, które wskrzesza!

S

Szczęść Boże! Drodzy moi, pozdrawiam Was z Lublina, gdzie dotarłem wczoraj późnym wieczorem. Zeszło mi trochę to przygotowanie słówka, bo od rana trzeba było podjąć „na szybko” nieco różnych działań. A dzisiaj, przez zasadniczą część dnia, będę właśnie tutaj, gdzie też o 18:00 zamierzam koncelebrować Mszę Świętą u Jana Kantego. Jak zawsze, zapraszam do łączności ze mną:

https://www.youtube.com/c/Parafia%C5%9BwJanaKantegowLublinie/streams

Bardzo dziękuję Panu naszemu za zakończony wczoraj spływ kajakowy, który w tym roku charakteryzował się dość małą ilością czasu w kajaku, a bardziej innymi działaniami. Zadecydowała o tym taka, a nie inna, pogoda.

Spotkaliśmy się wszyscy w poniedziałek, 17 sierpnia, na Kościuszki 10 w Siedlcach, czyli w miejscu, gdzie w chwili obecnej zostało ulokowane Duszpasterstwo Akademickie GAUDEMUS – i rozpoczęliśmy od wspólnego śniadania, w refektarzu Domu Księży Emerytów. Bardzo dziękuję Dyrektorowi tegoż Domu, Księdzu Mateuszowi Sudewiczowi, za zaproszenie nas na to śniadanie, a także za zgodę na nocleg Alumnów z Poznania, którzy dotarli do Siedlec w niedzielę wieczorem.

Po śniadaniu i wstępnych ustaleniach, wyruszyliśmy busem do Frącek, na pierwszy i drugi nocleg. Busa – jak od kilku już lat – wypożyczyliśmy z firmy Pana Dawida Stępnickiego, z Dąbia, a wiózł nas w jedną i drugą stronę, Szymon Sala, Autor rozważań wtorkowych na naszym forum, Współorganizator tego wyjazdu. Po bezpiecznym dojechaniu na miejsce, rozlokowaliśmy się, zorganizowaliśmy zakupy i kolację, była też oczywiście Msza Święta. I były kapitalne rozmowy, które pokazały nam, jak świetną Ekipę stanowimy.

A tworzyli ją: wspomniany już Szymon Sala, ale także Alumni Seminarium poznańskiego: Serafin Kiełbasiewicz i Jakub Wierzbicki, jak również: Illia Fedij – Alumn czwartego roku Seminarium warszawsko – praskiego; Mariusz Majewski – Lektor z Białej Podlaskiej oraz Albert Michalak – Student Uniwersytetu w Siedlcach.

We wtorek nie popłynęliśmy, bo do południa lało ciągle, a po południu – z przerwami. Udało nam się wyjść na wspólny spacer, a poza tym: Msza Święta, wspólne modlitwy (w tym Brewiarz, odmawiany w całości na dany dzień), a wreszcie – kapitalne, wielogodzinne rozmowy. W poniedziałek i we wtorek Msze Święte mieliśmy na kwaterze, w której mieszkaliśmy, u Pani Alicji Bykowskiej.

W środę wzięliśmy kajaki – i udało się przepłynąć do Mikaszówki. Deszcz lekko popadał, ale był to raczej symboliczny opad. I tak właśnie najpierw poszliśmy na Mszę Świętą do miejscowego kościoła, w którym Mszę Świętą sprawował – wraz ze swoimi Kajakarzami – Ksiądz Karol Wojtyła. A było to 27 lipca 1954 roku – o czym przypomina tablica, umieszczona w pobliżu kościoła. Po wieczornej Mszy Świętej był grill przy ognisku – i znowu: świetne, głębokie rozmowy, zakończone wspólną modlitwą.

Czwartek także zaczęliśmy Mszą Świętą, Brewiarzem i śniadaniem, po czym zastanawialiśmy się, czy płynąć, czy nie? Bo pogoda była znowu bardzo kapryśna, ale też chcieliśmy jak najdłużej pobyć z Alumnami z Poznania, którzy już musieli nas opuścić i pociągiem z Augustowa wrócić do siebie.

Po Ich odwiezieniu właśnie na tenże dworzec, podjęliśmy wspólną decyzję, że już nie płyniemy, bo deszcz ciągle co jakiś czas padał, a my tego dnia przepływamy przez dwa jeziora, dlatego pogoda musi być w miarę „pewna”, żeby bezpiecznie można było przepłynąć cały ten etap. Jestem w tej sprawie bardzo ostrożny, dlatego już niejednokrotnie odwoływałem płynięcie tegoż właśnie dnia, gdyż mogło się to wiązać z zagrożeniem dla Uczestników. Tym razem też zrezygnowaliśmy – również z uwagi na czas, który stawał się coraz późniejszy, co z kolei znacznie opóźniłoby nasz powrót do siebie.

Serdecznie dziękuję Pani Alicji Bykowskiej za umożliwienie nam noclegu pierwszej i drugiej nocy, a Pani Beacie Korniłowicz – za nocleg ostatni. Księdzu Sylwestrowi Rendzińskiemu, Proboszczowi Parafii w Mikaszówce, dziękuję za gościnne otwarcie przed nami drzwi kościoła. Panu Tomaszowi Gołkowskiemu z Rodziną – za wypożyczenie kajaków i pomoc w przeprowadzaniu busa na kolejny nocleg. Panu Dawidowi Stępnickiemu – za wypożyczenie busa.

Ja zaś ze swej strony dziękuję Uczestnikom – za wyjątkową atmosferę! Ta wyjątkowość polegała na tym – ku mojemu największemu zaskoczeniu – że płynęliśmy naprawdę bardzo mało, a wszyscy zgodnie przekonywali mnie, jak bardzo udał się ten spływ!

Szczególnie gorące podziękowania składam Szymonowi Sali – za naprawdę ogromne i serdeczne zaangażowanie na etapie przygotowania, a potem przeprowadzenia całości. Także za czuwanie nad funduszami, jak i przygotowaniem posiłków. I za takie mądre otwarcie na każdego z Uczestników – także: za wszelką pomoc i wsparcie, jakie okazał mi przy tym spływie, alw i przy tak wielu inicjatywach, jakie od kilku lat razem organizujemy.

Niech nasz Pan będzie pochwalony w całym tym dziele, jakiego – z Jego błogosławieństwem – udało się nam po raz kolejny dokonać!

Tymczasem zapraszam Was do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co Pan mówi do mnie dzisiaj – właśnie do mnie, osobiście i konkretnie, i właśnie dzisiaj? Duchu Święty, podpowiedz…

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty! Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Piątek 20 Tygodnia zwykłego, rok II,

Wspomnienie Św. Piusa X, Papieża,

21 sierpnia 2026., 

do czytań: Ez 37,1–14; Mt 22,34–40

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA EZECHIELA:

Spoczęła na mnie ręka Pana, i wyprowadził mnie On w duchu na zewnątrz, i postawił mnie pośród doliny. Była ona pełna kości. I polecił mi, abym przeszedł dokoła nich, i oto było ich na obszarze doliny bardzo wiele. Były one zupełnie wyschłe.

I rzekł do mnie: „Synu człowieczy, czy kości te powrócą znowu do życia?” Odpowiedziałem: „Panie Boże, Ty to wiesz”.

Wtedy rzekł On do mnie: „Prorokuj nad tymi kośćmi i mów do nich: «Wyschłe kości, słuchajcie słowa Pana: Tak mówi Pan Bóg: Oto Ja wam daję ducha po to, abyście się stały żywe. Chcę was otoczyć ścięgnami i sprawić, byście obrosły ciałem, i przybrać was w skórę, i dać wam ducha po to, abyście ożyły i poznały, że Ja jestem Panem»”.

I prorokowałem, jak mi było polecone, a gdym prorokował, oto powstał szum i trzask i kości jedna po drugiej zbliżały się do siebie. I patrzyłem, a oto powróciły ścięgna i wyrosło ciało, a skóra na nie się naciągnęła, ale jeszcze nie było w nich ducha.

I powiedział do mnie: „Prorokuj do ducha, prorokuj, o synu człowieczy, i mów do ducha: Tak powiada Pan Bóg: «Z czterech wiatrów przybądź duchu i powiej po tych pobitych, aby ożyli»”.

Wtedy prorokowałem tak, jak mi nakazał, i duch wstąpił w nich, a ożyli i stanęli na nogach – wojsko bardzo wielkie. I rzekł do mnie: „Synu człowieczy, kości te to cały dom Izraela. Oto mówią oni: «Wyschły kości nasze, minęła nadzieja nasza, już po nas».

Dlatego prorokuj i mów do nich: Tak mówi Pan Bóg: «Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów, ludu mój, i wiodę was do kraju Izraela, i poznacie, że Ja jestem Panem, gdy wasze groby otworzę i z grobów was wydobędę, ludu mój. Udzielę wam mego ducha po to, byście ożyli, i powiodę was do kraju waszego, i poznacie, że Ja, Pan, to powiedziałem i wykonam», mówi Pan Bóg”.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:

Gdy faryzeusze dowiedzieli się, że Jezus zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, zapytał Go, wystawiając Go na próbę: „Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?”

On mu odpowiedział: „«Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem». To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: «Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego». Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy”.

Niezwykle mocna i niezwykle sugestywna wizja została nam ukazana w pierwszym czytaniu. Oto przed oczami Proroka pojawia się dolina pełna kości. Jak słyszymy, było ich na obszarze doliny bardzo wiele. Były one zupełnie wyschłe. A to znaczy, że ostatnią rzeczą, jaką można by pomyśleć o ich przyszłości, jest ich powrót do życia.

Bo nawet ciało człowieka zmarłego – nawet ciało Łazarza, od czterech dni spoczywającego w grobie – bardziej „nadaje się” do uczynienia nad nim cudu wskrzeszenia, niż wyschłe kości. W tym przypadku – by się tak wyrazić – już wszystko „pozamiatane”!

Okazało się jednak, że nie wszystko… Oto bowiem Prorok słyszy bardzo zaskakujące pytanie: Synu człowieczy, czy kości te powrócą znowu do życia? Cóż można na to odpowiedzieć?… Wydaje się, że reakcja Proroka była tu najbardziej trafna: Panie Boże, Ty to wiesz. Oczywiście – tylko Bóg to wie. Bo jeśli chcieć oprzeć się na ludzkim odczuciu, to trzeba by powiedzieć, że to niemożliwe! Zupełnie niemożliwe! Wyschłe kości – i to wyschłe zupełnie – miałyby ożyć?

Okazuje się jednak, że tak! W jaki sposób? A właśnie! Posłuchajmy raz jeszcze: Prorokuj nad tymi kośćmi i mów do nich: «Wyschłe kości, słuchajcie słowa Pana: Tak mówi Pan Bóg: Oto Ja wam daję ducha po to, abyście się stały żywe. Chcę was otoczyć ścięgnami i sprawić, byście obrosły ciałem, i przybrać was w skórę, i dać wam ducha po to, abyście ożyły i poznały, że Ja jestem Panem».

Dokładnie takie polecenie wydał Bóg Prorokowi, bo to był właśnie ten jedyny sposób na dokonanie się aż tak wielkiego cudu, jak wskrzeszenie zupełnie wyschłych kości do pełni życia. Słuchajcie słowa Pana! Bo to słowo Pana ożywia! To ono ma w sobie tę wielką moc. Już samo polecenie: Prorokuj nad tymi kośćmi! – jest podkreśleniem mocy i znaczenia słowa prorockiego, które jest przecież słowem samego Boga, a nie prywatnym słowem tego czy innego Proroka. Jeżeli jednak jest ono wzmocnione dodatkowo wezwaniem: Wyschłe kości, słuchajcie słowa Pana! to już nie możemy mieć żadnych wątpliwości co do mocy tegoż Słowa.

Musiał się do tego przekonać także sam Prorok, skoro informuje nas o takich swoich działaniach: I prorokowałem, jak mi było polecone, a gdym prorokował, oto powstał szum i trzask i kości jedna po drugiej zbliżały się do siebie. I patrzyłem, a oto powróciły ścięgna i wyrosło ciało, a skóra na nie się naciągnęła, ale jeszcze nie było w nich ducha.

Czyżby zatem owo prorokowanie było za mało skuteczne, że kości już obrosły ciałem, ale nie ożyły? Co w tej sytuacji miał zrobić Prorok? Słyszymy, że otrzymał takie polecenie: Prorokuj do ducha, prorokuj, o synu człowieczy, i mów do ducha: Tak powiada Pan Bóg: „Z czterech wiatrów przybądź duchu i powiej po tych pobitych, aby ożyli”.

Co miał zatem robić? Dokładnie to samo, co robił do tej pory: prorokował dalej! To wyraźne wskazanie, że nie ma innego sposobu na pełne ożywienie owych wyschłych kości – które już obrosły ciałem, ale jeszcze nie ożyły – jak dalsze głoszenie nad nimi Bożego słowa! Nie należy zatem szukać innych, jakoby lepszych i bardziej skutecznych sposobów, tylko trzymać się Boga! I trzymać się Jego słowa! Słuchać go! Brać głęboko do serca! Żyć nim! Świadczyć o nim! I głosić, głosić – po trzykroć, po stokroć, po wielokroć: głosić!

To jest bardzo ważne wskazanie także dla nas dzisiaj. W tym duchu, Benedykt XVI zachęcał kiedyś kapłanów, by w swojej posłudze nieustannie, wytrwale, cierpliwie i z zapałem – siali, siali i jeszcze raz: siali ziarno Bożego słowa! Nawet, jeżeli nie będą widzieli tego efektów. Te efekty będą – na pewno! Plon będzie – na pewno! Będzie wzrost – bo to Bóg da wzrost! Da go na pewno – ale w sposób i w czasie, jaki sam wybierze.

A to oznacza, że kiedy nasze współdziałanie z Bogiem nie będzie „skutkowało” od razu, to nie powinniśmy z niego zaraz rezygnować, poszukując „na gwałt” jakichś „lepszych” rozwiązań, tylko trzymać się wręcz kurczowo Boga i Jego słowa, w którym jest cała Jego moc! Ta moc wielokrotnie objawiała się ludowi Izraela – tak też miało być i tym razem.

Oto bowiem Bóg sam wyjaśnia znaczenie wizji, którą ukazał Prorokowi: Synu człowieczy, kości te to cały dom Izraela. Oto mówią oni: «Wyschły kości nasze, minęła nadzieja nasza, już po nas».

Po czym wyjaśnia jeszcze bardziej szczegółowo: Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów, ludu mój, i wiodę was do kraju Izraela, i poznacie, że Ja jestem Panem, gdy wasze groby otworzę i z grobów was wydobędę, ludu mój. Udzielę wam mego ducha po to, byście ożyli, i powiodę was do kraju waszego, i poznacie, że Ja, Pan, to powiedziałem i wykonam.

Widzimy zatem, że owe wyschłe kości – to obraz Izraela. Można powiedzieć: Izraela bez Boga. Ale ten Bóg wręcz sam się „wprasza” do swego ludu, sam wręcz zabiega o kontakt z nim i bliskość, aby mu udzielić swojej mocy i pomocy. Aby go ożywić. Wręcz wskrzesić! Aby wyprowadzić go z grobu dziejowych zawirowań, klęsk i nieszczęść, w które sam naród wpędził się swoimi grzechami i swoim odchodzeniem od Boga.

Jak mógł on żyć, jeżeli odcinał się od Źródła życia, czyli od Boga i od Jego słowa? Dlatego Bóg sam proponuje cud wskrzeszenia – tak, wskrzeszenia narodu do nowego życia, wyprowadzenie go z grobu niewoli, ze śmierci grzechu.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus wypowiada słowo, które ma chyba największą moc wskrzeszenia człowieka do życia – do nowego życia w Bogu. Wskazuje bowiem wyraźnie bowiem, które ze wszystkich przykazań, jakich przestrzegać miał naród wybrany, było największe. A zaznaczmy, że było ich bardzo dużo, bo oprócz tych, które dał sam Bóg, było bardzo wiele takich, które stworzyli ludzie, dopisując swoje interpretacje i własne przepisy.

W takiej sytuacji bardzo sensownym było pytanie jednego z uczonych w Prawie: Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe? Jezus odpowiedział na nie tak: Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem”. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”.

Wiemy, że oba te przykazania istniały w Starym Testamencie, ale każde oddzielnie: oddzielnie miłość do Boga, oddzielnie miłość do człowieka. Nowość w stosunku do tamtego stanu rzeczy jest tutaj taka, że Jezus te dwa przykazania połączył w jedno, czyniąc z nich jedną nierozerwalną całość. Połączył miłość do Boga i miłość do człowieka w ten sposób, że jedna i druga mają się wzajemnie wyrażać przez siebie, co oznacza, że konkretnym wyrazem miłości do Boga ma być bardzo konkretnie wyrażona miłość do człowieka, a motywem i celem miłości do człowieka – ma być miłość do Boga.

Jeżeli Boże słowo ma w sobie moc ożywiania, to te właśnie słowa, nakazujące miłować Boga i człowieka, dokonują tego w stopniu najwyższym. Szczere i serdeczne wypełnienie tego połączonego przykazania – przyjęcie daru tegoż właśnie Słowa – to najskuteczniejszy sposób na wszelkie ożywienie, wskrzeszenie, duchowe ubogacenie, a wreszcie: na wieczne zbawienie! Nie ma innej drogi, nie ma innego sposobu, nie ma lepszego rozwiązania. Tylko wierne trzymanie się Jezusa i Jego słowa – w tym tego najważniejszego, w którym nakazuje nam ono kochać Boga i bliźniego.

W stopniu naprawdę imponującym wypełnił to – i uczył tego wiernych Kościoła Rzymskokatolickiego; w tym także: uczył swoim przykładem – Patron dnia dzisiejszego, Święty Pius X, Papież.

Jako Józef Sarto, urodził się on 2 czerwca 1835 roku, w rodzinie wiejskiego listonosza, we Włoszech, niedaleko Wenecji. Do szkoły podstawowej uczęszczał w swojej miejscowości, a w 1846 roku został przyjęty do gimnazjum w Castelfranco Veneto, dokąd musiał codziennie przebiegać czternaście kilometrów w jedną stronę! A trwało to przez cztery lata!

Za pieniądze kardynała Jakuba Monico, podjął studia w seminarium w Padwie. W trakcie tych studiów zmarł jego ojciec i była obawa, że będzie musiał przerwać studia, aby pomagać matce. Matka jednak zdecydowała się dorabiać krawiectwem, aby synowi nie przerywać studiów. Święcenia kapłańskie otrzymał 18 września 1858 roku.

Już na pierwszej placówce wyróżnił się jako doskonały kaznodzieja. Dlatego zapraszano go chętnie z kazaniami z różnych okazji. Swoje kazania przygotowywał bardzo starannie, każde z nich zapisując! Budował wiernych pobożnością i gorliwością kapłańską. Opiekował się ubogimi. Po dziewięciu latach takiej pracy, w roku 1867, został proboszczem w Salvano. Tu zajął się szczególnie katechizacją dzieci, uczeniem chóru śpiewu liturgicznego i opieką nad biednymi. Sam będąc wiele razy głodny jako chłopiec, umiał zrozumieć głód innych.

Był tak szczodry dla ubogich, że siostra częstokroć z płaczem skarżyła się mu, że nie ma co do garnka włożyć, a wstydzi się brać w sklepie na kredyt. W parafii miał do pomocy dwóch wikariuszy – i to właśnie z nimi codziennie wieczorem omawiał potrzeby parafii.

W 1884 roku, Papież Leon XIII mianował Księdza Józefa Sarto Biskupem Mantui i sam udzielił mu sakry. Jako Pasterz diecezji, umiał być Biskup Józef kochającym i życzliwym dla wszystkich ojcem, ale bywał także stanowczy, kiedy tego wymagała potrzeba. Sam dawał swojemu duchowieństwu przykład modlitwy, ubóstwa i gorliwości kapłańskiej. Baczną uwagę zwrócił na seminarium duchowne, by mogli stąd wychodzić odpowiednio przygotowani do przyszłej misji kapłani.

Osobiście zwizytował wszystkie kościoły i parafie diecezji, by się przekonać naocznie o ich potrzebach materialnych i duchowych. Na zakończenie wizytacji, w 1888 roku, zwołał synod diecezjalny, którego nie było w tej diecezji od dwustu pięćdziesięciu lat!

Tymczasem, w 1892 roku, zmarł Patriarcha Wenecji, kardynał Dominik Agostini. Leon XIII wyznaczył na jego miejsce biskupa Józefa Sarto, mianując go jednocześnie kardynałem. Całe swoje doświadczenie i gorliwość nowy Patriarcha oddał nowej archidiecezji. Rozwinął katechizację, by ją postawić na jak najwyższym poziomie i ożywić ją we wszystkich parafiach swojej metropolii. W seminarium, oprócz teologii dogmatycznej i moralnej, wprowadził studia biblijne, historię Kościoła i ekonomię społeczną. Rozpoczął akcję oczyszczania muzyki kościelnej z elementów świeckich, jakie powszechnie wówczas wdzierały się do liturgii.

A do swoich kapłanów nieraz mawiał: „Głosicie wiele i dobrych kazań. Niektóre zdradzają ogień najcudowniejszej wymowy i przewyższają nawet aktorów gestami i grą twarzy. Ale bądźmy szczerzy: Co mają z tego nasi biedni rybacy? Ile z tego rozumieją służące, robotnicy portowi i tragarze? Można dostać zawrotu głowy od tych hamletycznych salw huraganowych, ale serce, bracia, serce pozostaje puste! Proszę was, bracia, mówcie prosto i zwyczajnie, żeby i najprostszy człowiek was zrozumiał. Mówcie z dobrego i pobożnego serca, wtedy traficie nie tylko do uszu, ale i do duszy waszych słuchaczy.”

W 1903 roku zmarł Papież Leon XIII. W jego miejsce, w dniu 3 sierpnia, został wybrany właśnie nasz dzisiejszy Patron. Już w dwa miesiące później, 4 października 1903 roku, wydał swą pierwszą encyklikę, w której wyłożył program swojego pontyfikatu: Odnowić wszystko w Chrystusie”. W 1906 roku, wydał drugą encyklikę, dotyczącą reformy duchowieństwa. W 1908 roku przeprowadził reformę Kurii papieskiej i zmiany w przebiegu konklawe. Rozpoczął reformę prawa kanonicznego.

W 1905 roku ukazał się Katechizm Piusa X” najpierw dla Diecezji rzymskiej, potem dla całego Kościoła, z instrukcją o nauczaniu dzieci prawd wiary. W tym też czasie przeprowadził reformę muzyki kościelnej i zreformował Brewiarz. Zniósł konieczność przystępowania do Spowiedzi przed każdym przyjęciem Komunii świętej i obniżył wiek dzieci mogących ją przyjąć.

Z całą energią zwalczał współczesne błędy. Największym niebezpieczeństwem był modernizm – prąd, który obalał niemal wszystkie dogmaty. W encyklice Pascendi dominici gregis” 8 września 1907 roku, modernizm został uroczyście potępiony, a kapłani zostali zobowiązani do składania antymodernistycznej przysięgi. Dla podniesienia wagi nauk biblijnych i dla przeciwstawienia się szerzonym błędom racjonalistycznym, Pius X ustanowił Papieski Instytut Biblijny – istniejącą do dziś najwyższą szkołę biblijną.

Z całą stanowczością stawał w obronie Kościoła. Na tym tle doszło do gwałtownego zatargu z rządem francuskim, który w roku 1905 samowolnie zerwał konkordat z roku 1801 i usiłował narzucić Kościołowi ograniczające jego wolność prawa. Wtedy właśnie wypędzono z Francji zakonników i zlikwidowano niemal wszystkie klasztory. Papież mianował czterdziestu biskupów na nie obsadzonych dotąd diecezjach, nie pytając rządu o żadną zgodę.

Pius X bywał też nazywany Papieżem dzieci. Kochał je i pragnął, by jak najwcześniej spotkały się z Jezusem, zanim szatan zajmie Jego miejsce w ich sercach. Po wydaniu dekretu o wczesnej Komunii Świętej, otrzymał bardzo wiele listów od dzieci. Pan Bóg obdarzył go także wieloma innymi niezwykłymi darami, między innymi – darem uzdrawiania chorych.

Ze wszystkich sił starał się powstrzymać wybuch pierwszej wojny światowej, ale – niestety – nie udało mu się to. Wojna wybuchał 28 lipca 1914 roku. W niecały miesiąc potem, w dniu 21 sierpnia 1914 roku, Papież Pius X zmarł. Kanonizował go w dniu 29 maja 1954 roku, Papież Pius XII.

Wpatrując się we wzór świętości dzisiejszego Patrona, a jednocześnie wsłuchując się w Boże słowo dzisiejszej liturgii, zastanówmy się raz jeszcze: Czy mam cierpliwość trwania przy Jezusie i Jego słowie, aby w ten sposób ożywiać swoją duszę, swoją codzienność i zbliżać się coraz bardziej do Jezusa, czy też łatwo się zniechęcam i zaczynam poszukiwać „lepszych” sposób na poradzenie sobie z życiowymi problemami? Czy pozwalam Jezusowi, by mnie codziennie – i na nowo – wskrzeszał?

1 komentarz

  • ☠🗣🍖😵🗣👫
    To pierwsze czytanie (Ez 37, 1-14) było jednym z czterech fakultatywnych pierwszych czytań w przeddzień Pięćdziesiątnicy.
    Widzimy w nim działanie Ducha Świętego, gdyż „dzięki Duchowi świat jest zdrowy i żywy, bez Ducha zaś jest martwy i fałszywy, a zło go uciska”.

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.