Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym wypada siedemnasta rocznica rozpoczęcia posługi na Syberii przez Księdza Marka! Niech Pan sam wspiera w tej posłudze, daje siły i zapał, ale też zdrowie i dobry humor. I pozwala widzieć jak najwięcej owoców tej pięknej posługi!
Z kolei, rocznicę zawarcia sakramentalnego Małżeństwa przeżywają Katarzyna i Rafał Szewczakowie, mieszkający obecnie w Warszawie. Rafała poznałem na moim pierwszym wikariacie, w Radoryżu Kościelnym, gdzie był Lektorem. Niech Pan błogosławi Drogim Jubilatom w codziennej realizacji programu, zawartego w małżeńskiej przysiędze, którą sobie przed jedenastu laty nawzajem złożyli.
Natomiast urodziny przeżywa dziś Ewa Olender, niezwykle mi życzliwa i bliska Osoba z Parafii w Celestynowie, wspaniała Żona i Matka, a tak w ogóle: Osoba głęboko wierząca i bardzo pogodna. Niech Pan obdarza wszystkimi łaskami i udziela swoich darów!
Urodziny dzisiaj przeżywa także Biskup Kazimierz Gurda, Pasterz Kościoła siedleckiego.
Wszystkich dziś świętujących zapewniam o mojej modlitwie!
Drodzy moi, pozdrawiam Was z Mikaszówki, dokąd wczoraj udało się nam dopłynąć. Co nieco popadało około 14:00, ale był to bardzo symboliczny opad. Po dopłynięciu – przeżyliśmy Mszę Świętą w miejscowym kościele, potem zaś było małe ognisko i pieczenie smakołyków na kolację. Wieczorne wspólne modlitwy dopełniły bardzo intensywnego dnia.
Dzisiaj od rana znowu pada – i zanosi się na to, że nie popłyniemy. Natomiast atmosfera w Grupie jest tak świetna, że wszyscy podkreślają, iż nawet pomimo tego, że niewiele płyniemy, ale tak dobrze organizujemy sobie czas, że wszyscy uznają ten wyjazd już teraz za bardzo udany! Ot, ciekawostka jaka…
Tak, czy owak – a więc: czy wypłyniemy, czy nie – to dzisiaj już wracamy do siebie. Około południa odjadą już od Alumni z Poznania: Serafin Kiełbasiewicz i Jakub Wierzbicki, którym najserdeczniej dziękuję za współtworzenie tej jakże dobrej atmosfery.
Inne podsumowania – w najbliższych dniach.
Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Zatem, co dziś mówi do mnie Pan? Z jakim konkretnym przesłaniem zwraca się właśnie do mnie? Duchu Święty, przyjdź – i bądź natchnieniem!
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
Czwartek 20 Tygodnia zwykłego, rok II,
Wspomnienie Św. Bernarda, Opata,
20 sierpnia 2026.,
do czytań: Ez 36,23–28; Mt 22,1–14
CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA EZECHIELA:
To mówi Pan: „Chcę uświęcić wielkie imię moje, które zbezczeszczone jest pośród ludów, zbezczeszczone przez was pośród nich, i poznają ludy, że Ja jestem Pan, gdy okażę się Świętym względem was przed ich oczami.
Zabiorę was spośród ludów, zbiorę was ze wszystkich krajów i przyprowadzę was z powrotem do waszego kraju, pokropię was czystą wodą, abyście się stali czystymi, i oczyszczę was od wszelkiej zmazy i od wszystkich waszych bożków. I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała. Ducha mojego chcę tchnąć w was i sprawić, byście żyli według mych nakazów i przestrzegali przykazań, i według nich postępowali.
Wtedy będziecie mieszkać w kraju, który dałem waszym przodkom, i będziecie moim ludem, a Ja będę waszym Bogiem”.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:
Jezus w przypowieściach mówił do arcykapłanów i starszych ludu:
„Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść.
Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: «Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę: woły i tuczne zwierzęta pobite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę». Lecz oni zlekceważyli to i poszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy ich, pozabijali.
Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić.
Wtedy rzekł swoim sługom: «Uczta wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie». Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala zapełniła się biesiadnikami.
Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka, nie ubranego w strój weselny. Rzekł do niego: «Przyjacielu, jakże tu wszedłeś nie mając stroju weselnego?». Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: «Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów».
Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych”.
Bardzo mocno brzmi ta oto zapowiedź Boga, jaką słyszymy w pierwszym czytaniu, z Proroctwa Ezechiela: Chcę uświęcić wielkie imię moje, które zbezczeszczone jest pośród ludów, zbezczeszczone przez was pośród nich, i poznają ludy, że Ja jestem Pan, gdy okażę się Świętym względem was przed ich oczami.
I potem słyszymy zapowiedź konkretnych działań, jakie Bóg podejmie dla dobra swego narodu – działań, będących potwierdzeniem tej zapowiedzi, którą tu sobie przywołaliśmy. Słyszymy: Zabiorę was spośród ludów, zbiorę was ze wszystkich krajów i przyprowadzę was z powrotem do waszego kraju, pokropię was czystą wodą, abyście się stali czystymi, i oczyszczę was od wszelkiej zmazy i od wszystkich waszych bożków.
Wszystko to zaś ma prowadzić do spełnienia tej obietnicy: I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała. Ducha mojego chcę tchnąć w was i sprawić, byście żyli według mych nakazów i przestrzegali przykazań, i według nich postępowali.
W konkretnym historycznym kontekście ma się to spełnić tak: Wtedy będziecie mieszkać w kraju, który dałem waszym przodkom, i będziecie moim ludem, a Ja będę waszym Bogiem. Tak, naród rozproszony przez kolejne zawirowania historyczne znowu się zjednoczy w jednym miejscu – na tym skrawku ziemi, jaki Pan już od wieków powierzył swemu ludowi. I teraz: jak naród odpowie na te, jakże pocieszające Boże zapowiedzi?
W tej kwestii wypowiada się Jezus – w dzisiejszej Ewangelii – w przypowieści o królu, który wyprawił ucztę swojemu synowi. Zaprosił wielu – jak się domyślamy – znakomitych gości, ale oni nie chcieli przyjść, pomimo dwukrotnego ponowienia zaproszenia. Bo zajęli się swoimi sprawami – takimi codziennymi, może i ważnymi, ale cóż znaczącymi wobec tak zaszczytnego zaproszenia? A tak w ogóle, to po prostu zlekceważyli króla i jego życzliwość. Wówczas – i to bardzo znamienne – zostali surowo ukarani.
Może nas to dziwić w zachowaniu króla, bo kłóci się to mocno z zasadami kultury osobistej i etykiety: karanie gości za to, że nie skorzystali z zaproszenia. Owszem, dają oni o sobie w ten sposób fatalne świadectwo – szczególnie wtedy, kiedy ta ich nieobecność jest wynikiem ewidentnego zlekceważenia – ale trudno sobie wyobrazić aż taką karę za tego typu zachowanie. Chyba że za zabójstwo wysłanników, ale to również: czy aż taka kara, jak powybijanie wszystkich i spalenie wszystkiego?
My jednak wiemy, że nie o dworską etykietę i zasady dobrego wychowania chodzi Jezusowi, ale o przekazanie nam jakiejś bardzo ważnej wiadomości. Z pewnością dobrze ją odczytamy i zrozumiemy, kiedy wysłuchamy do końca Jezusowej przypowieści. Bo tu też mamy kolejny przykład bardzo specyficznego i znamiennego zachowania króla. Oto bowiem kazał on zaprosić, kogo się tylko da, oby sala była napełniona, a kiedy to się stało, to przyszedł i zaczął po kolei wyrzucać tych, którzy byli źle ubrani. I znowu pytamy: o co tu chodzi?
A o to, że Pan chce «uświęcić wielkie Imię swoje», dlatego nie dopuści, by było Ono zbezczeszczone w sercach i postawach ludzkich. Bóg zaprasza nas do swego Królestwa, zaprasza nas na Ucztę – a chociażby tę eucharystyczną, ale i tę wieczną – a także udziela wielu konkretnych darów, jak swoje Słowo, Sakramenty, ale i inne dary duchowe i natchnienia, ale i wiele innych darów w naszej codzienności. Takich, które pomagają nam osiągnąć zbawienie.
On ich udziela ze swej miłości – i nigdy nie przestanie tego czynić. Ale nie udziela ich na zmarnowanie, na zlekceważenie, na śmiech ludzi i drwinę! Tak, Bóg nie pozwoli z siebie szydzić! Dlatego jeżeli człowiek zlekceważy Jego dary – musi się liczyć z konsekwencjami swej decyzji. I nie dlatego, że Bóg jest mściwy, ale dlatego, że taka jest logiczna kolejność spraw i rzeczy: jeżeli nie napełnimy swoich serc i umysłów darami od Pana, to czym innym? Cóż innego mamy w zamian? Pozostaje pustka! I wielka duchowa strata. Dlatego tak ważnym jest, aby te duchowe dary przyjąć – aby samego Boga przyjąć.
Ale – uwaga! Przyjąć Boga takiego, jakim On jest, a nie takiego, jakiego sobie wyobrażamy – być może, w jakiejś „złagodzonej” wersji. To właśnie znaczy wyproszenie z uczty tych, którzy nie byli odpowiedni ubrani. Bo im się zapewne wydawało, że skoro królowi nie dopisali tamci, pierwsi goście, to już może przyjść każdy, robiąc wręcz królowi łaskę z tego powodu, że przyszedł.
Echo takiego myślenia mamy w postawach wielu katolików obecnego czasu – niestety, także duszpasterzy – że ponieważ ludzie nie za bardzo chodzą do kościoła i w ogóle niezbyt systematycznie spełniają religijne praktyki, że coraz mniej jest w kościołach młodzieży, ale i coraz mniej powołań kapłańskich i zakonnych; Kościół wydaje się być coraz bardziej na „straconej” pozycji, to trzeba trochę „poluzować” wymagania, trochę sobie „odpuścić”, pójść na pewne ustępstwa, o pewnych trudnych sprawach najlepiej nic nie mówić, albo tak zwanym „półgębkiem – oby tylko nie zrazić sobie ludzi, bo nam odejdą od Kościoła. Niestety, tę tendencję widać w zachowaniu i nauczaniu niektórych duszpasterzy – i w wypowiedziach oraz oczekiwaniach wielu wiernych.
Tymczasem – nie tędy droga! Bóg jest niezmienny – w tym, kim jest, i w tym, czego naucza, czego oczekuje. Dlatego żadne ludzkie postawy nie mogą sprawić, że się do zmiennych ludzkich oczekiwań – żeby nie powiedzieć: kaprysów – dopasuje. Nie! I nie dlatego, że jest „wielmożnym panem”, który pokazuje swoim podwładnym, kto tu rządzi, ale dlatego, że naprawdę kocha człowieka i chce jego dobra. Chce jego największego dobra, jakim jest wieczne zbawienie. A do osiągnięcia tegoż – jest tylko jedna droga: droga wierności Bogu – takiemu, jaki jest i temu, czego naucza. Nie ma innej. Po prostu – na Ucztę trzeba przyjść odpowiednio ubranym. I tyle w temacie.
A do tego – i to jest jeszcze jedna myśl, którą warto tu sobie przywołać – należy docenić to Boże zaproszenie i okazać wdzięczność. Czyli nie zachowywać się, jak rozkapryszone dzieci – tak Jezus kiedyś powiedział o «tym pokoleniu», w którym przyszło Mu żyć na ziemi – tylko docenić, że Bóg sam wychodzi z zaproszeniem i Jego dary przyjąć. Tymczasem, sami widzimy, jak to jest także w naszych postawach: wybieramy sobie przykazania, których będziemy przestrzegali; na Mszę Świętą w niedzielę pójdziemy, albo nie pójdziemy, jeżeli pogoda lub nastrój nie dopisze; pomodlimy się, albo nie pomodlimy, jeśli „ważniejsze” sprawy staną nam na przeszkodzie – i tak długo jeszcze moglibyśmy wymieniać. Doceńmy wreszcie miłość Boga, jaką nas obdarza! Doceńmy to, jak bardzo Jezus poświęcił się dla nas – i nadal poświęca! Dostrzeżmy, doceńmy – i podziękujmy za to!
A jednocześnie – ale to już temat na inne rozważanie – dostrzeżmy i doceńmy, że są przy nas i tak bardzo poświęcają się dla nas ludzie, którzy nas kochają, którym na nas zależy, którzy codziennie wychodzą do nas z sercem na dłoni; ludzie, których my nawet nie zauważamy, bo wydaje nam się, że zawsze są – i powinni być. Najczęściej doceniamy ich wtedy, kiedy się przekonamy, że jednak niekoniecznie powinni… Bo nagle kogoś z nich zabraknie. A wtedy ból, a wtedy płacz, a wtedy tęsknota, a wtedy gorycz – z tego powodu, że nawet nie „zdążyliśmy” podziękować i powiedzieć im, jak bardzo są nam drodzy, jak bardzo są nam potrzebni i jak bardzo ich kochaliśmy… Chyba, że nie kochaliśmy, tylko braliśmy łapczywie to, co nam ofiarowali ze swoich serc, jakby się nam to co najmniej należało, wcale ich samych za to nie ceniąc… Ale to już – jako rzekliśmy – temat na inne rozważanie.
A w tym celu, by te wszystkie sprawy jak najlepiej poukładać, skorzystajmy z przykładu, jaki swoim życiem i świadectwem świętości daje Patron dnia dzisiejszego, Święty Bernard, Opat i Doktor Kościoła.
Urodził się we Francji, pod Dijon, w rycerskim rodzie burgundzkim, w 1090 roku. Jego ojciec należał do miejscowej arystokracji, matka zaś była córką hrabiego. Jako chłopiec, uczęszczał do szkoły prowadzonej przez kanoników diecezjalnych. Ojciec planował dla niego wielką karierę na dworze księcia Burgundii. Jednak w pewne Boże Narodzenie, Bernardowi miało się objawić Dzieciątko Jezus i zachęcać go, aby poświęcił się służbie Bożej.
W roku 1107, kiedy Bernard miał siedemnaście lat, zmarła mu matka. Zwrócił się wówczas do Maryi, by mu zastąpiła matkę ziemską. Zapewne ten fakt zaowocował jednym z bardziej charakterystycznych rysów jego duchowości, jakim było tkliwe nabożeństwo do Bożej Matki.
Kiedy miał lat dwadzieścia dwa, wstąpił do surowego opactwa cystersów w Citeaux, pociągając za sobą trzydziestu towarzyszy młodości! Niedługo potem również jego ojciec wstąpił do tego opactwa. Żywoty Bernarda podają nawet, że wśród miejscowych kobiet i dziewcząt powstała wręcz panika, iż nie będą miały mężów, bo wszystko, co najszlachetniejsze z „męskiego rodu”, Bernard zabrał do zakonu! Oczywiście, to przekaz może nieco anegdotyczny, ale swego powołania nasz Patron nie traktował w sposób lekki czy swobodny. Wprost przeciwnie!
Nadmierne pokuty, jakie zaczął sobie zadawać, tak dalece zrujnowały jego organizm, że był już bliski śmierci. Kiedy wiec tylko poczuł się nieco lepiej, otrzymał możliwość „wykazania” się przed Bogiem w nieco inny sposób. Oto bowiem, wraz z dwunastu towarzyszami, został wysłany przez swego opata, Świętego Stefana, do założenia nowego opactwa w diecezji Langres. Miejscu, w którym się znalazł, od znajdującej się tam pięknej kotliny, nadał nazwę: „Jasna Dolina”, co po łacinie przetłumaczymy na: „Clara Valais” – i stąd obecna nazwa: Clairvaux. Jako pierwszy opat tegoż klasztoru, otrzymał święcenia kapłańskie. Miał wówczas dwadzieścia pięć lat.
W założonym przez siebie klasztorze pozostał przez trzydzieści osiem lat jako opat. Z tego miejsca też rozpowszechniał zakon cysterski, zakładając sześćdziesiąt osiem nowych opactw, toteż z czasem nadano mu tytuł współzałożyciela zakonu cystersów! Bernard nadał mu bowiem niebywały dotąd rozwój w całej Europie. Co więcej, oprócz nowych kandydatów w szeregi jego synów duchowych zaczęli się zaciągać także zwolennicy reformy z wielu opactw benedyktyńskich.
Jednak Bernard był nie tylko gorliwym opatem swojej rodziny zakonnej. Zasłynął również jako myśliciel, teolog i mistyk. Umiał łączyć życie czynne z kontemplacją. Mając w ciągu dnia tak mało czasu na rozmowę z Bogiem, poświęcał na nią długie godziny w nocy. Założył około trzystu fundacji zakonnych, w tym także cysterską fundację w Jędrzejowie.
Całym swoim pracowitym życiem, przy pomocy łaski Bożej, wywarł znaczący wpływ na życie Kościoła swej epoki. Był jedną z największych postaci XII wieku. Nazywano go „wyrocznią Europy”. Był obrońcą Papieża Innocentego II. Położył kres schizmie Anakleta w Rzymie. Napisał regułę templariuszy – zakonu powołanego w 1118 roku do ochrony pielgrzymów od napadów i stania na straży Grobu Chrystusa. Wyjednał także u Papieża jej zatwierdzenie.
W sposób jasny i energiczny bronił czystości wiary. Wystąpił przeciwko tezom Abelarda – człowieka bardzo awanturniczego i traktującego prawdy wiary w sposób przesadnie intelektualny. Skłonił go nawet do pojednania z Kościołem!
Jednak w sposób zasadniczy zasłynął Bernard swymi pismami. Jest ich wiele: od drobnych rozpraw teologicznych, poprzez utwory ascetyczne, modlitwy, kończąc na listach i kazaniach. Spośród ułożonych przezeń modlitw wszyscy chyba najbardziej znamy tę do Matki Bożej, zaczynającą się od słów: „Pomnij, o Najświętsza Panno Maryjo…”. Wśród listów, zachował się – między innymi – list do Biskupa krakowskiego.
Ponadto, wyróżniał się nasz Święty wielkim nabożeństwem do Męki Pańskiej: widok krzyża wywoływał u niego szczere łzy, a bracia zakonni widzieli nieraz, jak ciepło i serdecznie rozmawiał z Chrystusem Ukrzyżowanym. Nadzwyczajny dar wymowy zjednał mu tytuł „doktora miodopłynnego”.
Zmarł w Clairvaux, w dniu 20 sierpnia 1153 roku. W roku 1174 kanonizował go Papież Aleksander III, zaś papież Pius VIII w 1830 roku ogłosił go Doktorem Kościoła.
Wpatrując się w jego pełne poświęcenia, wiary i modlitwy, pracowite życie, a także słuchając uważnie słowa Bożego dzisiejszej liturgii, raz jeszcze zapytajmy samych siebie o nasze zaangażowanie, będące odpowiedzią na zaangażowanie Jezusa dla nas!

Uwaga! Tym razem będzie miło i kulturalnie. Szanowny Księże Jacku, wcale nie chodzi o to żeby coś poluzowywać żeby ludzie zaczęli znowu chodzić do Kościoła. Nikt nie neguje bronienia pewnych wartości, ale takie homilie jak ta ostatnia to jednak przekroczenie pewnej granicy dobrego smaku. I oczywiście nie musi się Ksiądz z tym zgadzać i pewnie się Ksiądz dalej nie zgadza, ale uważam że wiele osob takie słowa zrażają do Kościoła jako instytucji bo człowiek przychodzi do Kościoła usłyszeć słowo Boże, a nie manifest polityczny. Tutaj jednak rozumiem porozumienia między nami nie będzie.
No i na koniec – moje włosy były pewnym, przyznam że szalonym, okrutnym, chamskim i wulgarnym testem. Trochę chciałem Państwa sprowokować, potrollować, z przykrością stwierdzam, że się udało i moim zdaniem test oblany. Ale tu również będziemy mieć inne zdanie. Czy jest mi wstyd, pewnie trochę tak, czy żałuję, też pewnie trochę tak. I fundamentalnie nadal nie będziemy się zgadzać w wielu kwestiach. Przepraszam jednak wszystkich obserwatorów bloga jak również jego autora, moje wpisy były straszne, wiem o tym. Mają Państwo uzasadnione poczucie żenady i ja to przyjmuje.
Co do samego Księdza i jego otoczenia – znam Księdza, uważam że, mówiąc oględnie, swoje za uszami ma, ale nie jest moją rolą ocena moralności. Chciałem po po prostu sprawdzić reakcje, tylko tyle i aż tyle. W każdym razie jeszcze raz przepraszam bo wiem że wiele osób moje teksty tutaj bardzo dotknęły. Księdza Jacka przepraszam jednak najmocniej, żeby nie było – uważam Księdza za dobrego kapłana tylko skręcającego w złą stronę. I znowu, czysto subiektywnie, zgadzać się nie będziemy.
Pozwolę sobie tu zaglądać, już bez tanich prowokacji, może czasami coś skomentuje, może nie. Zobaczymy. I uprzedzając inne komentarze – mama nie zabiera mi telefonu i nie idę do ośrodka, ale dziękuję za troskę Bracia i Siostry 🙂 Pozdrawiam wszystkich serdecznie, naprawdę serio. Miłego dnia.
Moje głosy, nie włosy, przepraszam za błędy 🙂
Jeżeli dla Ciebie, stanięcie w obronie osoby, która jest obrażana i poniżana, jest oblaniem jakiegoś wymyślonego testu, to jednocześnie gratuluję i współczuję.
Do tego pozostawiam bez komentarza przekleństwa, przezwiska, obrazanie ludzi i ich bliskich.
A najśmieszniejsze były groźby, jak już brakowalo argumentów. Jedno trzeba przyznać, poprawiłeś mi chumor.
Mimo wszystko pozdrawiam, nikogo nie wolno przekreślać, nawet pogubionych.