Co jeszcze mogłem zrobić?…

C

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym – gdybyśmy nie mieli niedzieli – obchodzilibyśmy wspomnienie Świętego Franciszka z Asyżu. W tym dniu zatem swoje imieniny przeżywają:

►Ksiądz Franciszek Juchimiuk – mój Profesor teologii moralnej w Seminarium;

►Ojciec Franciszek Chrószcz – do niedawna: posługujący w Kodniu, także jako Egzorcysta.

Urodziny natomiast obchodzą:

►Andrzej Adamski – mój Kolega od wielu lat;

►Paweł Deres – należący w swoim czasie do jednej z młodzieżowych Wspólnot;

►Anna Maksymiuk – jak wyżej;

►Magdalena Fabisiak – życzliwa mi Osoba z Lublina, Żona Moderatora naszego bloga.

Niech Święty Franciszek, Patron dnia dzisiejszego, wyprasza Wszystkim, dzisiaj świętującym, tak wielkie zaufanie do Jezusa i Jego słowa, jakiego sam dał przykład. Zapewniam o modlitwie!

Drodzy moi, najserdeczniej dziękuję Panu naszemu za wczorajszy dzień, bardzo bogaty w wydarzenia, o czym już pisałem we wczorajszym słowie wstępnym. W tym miejscu chciałbym szczególnie podziękować Przedstawicielom Akademii Nauk Stosowanych MAZOVIA z Siedlec – za wspólne przeżycie Mszy Świętej, w Kaplicy Duszpasterstwa, o godzinie 18:00, a potem: za fantastyczne spotkanie przy herbacie.

Bardzo dziękuję za obecność Pani Rektor Doktor Beacie Daneckiej – Xiężopolskiej; Panu Prorektorowi Doktorowi Andrzejowi Pietrychowi; Rzecznikowi Uczelni, Panu Magistrowi Sebastianowi Klockowi oraz Przedstawicielom Pracowników i Studentów. Dziękuję za piękną atmosferę modlitwy i jedności – w duchu akademickości.

A dzisiaj wyruszam do Parafii Dąbie, gdzie na zaproszenie Proboszcza, Księdza Marka Wasilewskiego, mojego Kolegi z Roku Święceń, będę pomagał do wczesnego popołudnia.

Potem jestem w Siedlcach, gdzie o 20:00, w naszym Duszpasterstwie – pierwsza Msza Święta w nowym roku akademickim. Po niej – nabożeństwo październikowe. Serdecznie zapraszam!

Teraz natomiast zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co dziś mówi do mnie osobiście Pan? Z jakim bardzo konkretnym przesłaniem do mnie się zwraca? Duchu Święty, tchnij!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

27 Niedziela zwykła, A,

4 października 2026.,

do czytań: Iz 5,1–7; Flp 4,6–9; Mt 21,33–43

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA IZAJASZA:

Chcę zaśpiewać memu przyjacielowi

pieśń o jego miłości ku swojej winnicy. mój miał winnicę

na żyznym pagórku.

Otóż okopał ją i oczyścił z kamieni,

i zasadził w niej szlachetną winorośl;

w pośrodku niej zbudował wieżę,

także i kadź w niej wykuł.

I spodziewał się, że wyda winogrona,

lecz ona cierpkie wydała jagody.

„Teraz więc, o mieszkańcy Jeruzalem

i mężowie z Judy,

rozsądźcie, proszę, między mną

a między winnicą moją.

Co jeszcze miałem uczynić winnicy mojej,

a nie uczyniłem w niej?

Czemu, gdy czekałem, by winogrona wydała,

ona cierpkie dała jagody?

Więc dobrze! Pokażę wam,

co uczynię winnicy mojej:

Rozbiorę jej żywopłot, by ją rozgrabiono;

rozwalę jej ogrodzenie, by ją stratowano.

Zamienię ją w pustynię,

nie będzie przycinana ni plewiona,

tak iż wzejdą osty i ciernie.

Chmurom zakażę spuszczać na nią deszcz”.

Otóż winnicą Pana Zastępów jest dom Izraela,

a ludzie z Judy szczepem Jego wybranym.

Oczekiwał tam sprawiedliwości, a oto rozlew krwi,

i prawowierności, a oto krzyk grozy.

CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO FILIPIAN:

Bracia: O nic się zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem. A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie.

W końcu, bracia, wszystko, co jest prawdziwe, co godne, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co zasługuje na uznanie: jeśli jest jakąś cnotą i czynem chwalebnym, to miejcie na myśli.

Czyńcie to, czego się nauczyliście, co przejęliście, co usłyszeliście i co zobaczyliście u mnie, a Bóg pokoju będzie z wami.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:

Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu: „Posłuchajcie innej przypowieści. Był pewien gospodarz, który założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał w niej prasę, zbudował wieżę, w końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał. Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego kamieniami obrzucili. Wtedy posłał inne sługi, więcej niż za pierwszym razem, lecz i z nimi tak samo postąpili.

W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: «Uszanują mojego syna».

Lecz rolnicy zobaczywszy syna, mówili do siebie: «To jest dziedzic; chodźcie, zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo». Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili. Kiedy więc właściciel winnicy przyjdzie, co uczyni z owymi rolnikami?”

Rzekli Mu: „Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze”.

Jezus im rzekł: „Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: «Właśnie ten kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił i jest cudem w naszych oczach»?

Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce”.

Bardzo znamiennie rozpoczyna się dzisiejsze pierwsze czytanie. Prorok Izajasz bowiem wypowiada takie słowa: Chcę zaśpiewać memu przyjacielowi pieśń o jego miłości ku swojej winnicy. W Biblii Paulistów wybrzmiewa tu określenie: mojemu umiłowanemu. Chodzi o Boga, który swoją relację ze umiłowanym ludem często sam ukazywał – i tak została ona niejednokrotnie ukazana na kartach Starego Testamentu – jako relacja oblubieńca do oblubienicy.

I oto Prorok, w imieniu tej oblubienicy, dzisiaj wyśpiewuje taką właśnie pieśń, którą – z jednej strony – można by nazwać pieśnią pochwalną na cześć Boga, tak bardzo starającego się i zabiegającego o wszelkie dobro dla swego umiłowanego ludu; z drugiej jednak strony: należałoby powiedzieć o pieśni dramatycznej, przygnębiającej, niezwykle smutnej, skoro muszą paść aż takie stwierdzenia: I spodziewał się, że wyda winogrona, lecz ona cierpkie wydała jagody.

Stąd też bardzo oczywistym i logicznym wydaje się to pytanie: Co jeszcze miałem uczynić winnicy mojej, a nie uczyniłem w niej? Czemu, gdy czekałem, by winogrona wydała, ona cierpkie dała jagody?

Dobrze pytanie to znają – bo na pewno często je stawiają – rodzice, którzy całe serce oddali swoim dzieciom, a nie mają nawet słowa wdzięczności, nie mówiąc już o jakimś większym geście miłości z ich strony. Takie pytanie stawiają nauczyciele i wychowawcy, którzy naprawdę poświęcili całe swoje siły, talenty i czas – niekiedy także czas, należny własnej rodzinie – a nie widzą w ogóle owoców tego poświęcenia. Takie pytanie zadają sobie wreszcie duszpasterze – także duszpasterze Młodzieży – którzy traktują te swoje duchowe dzieci, jak własne, a one „w pół zdania” odchodzą, bez słowa wyjaśnienia, by potem swoim życiem w ogóle nie pokazać, że czegoś się nauczyli, coś otrzymali; że ktoś się dla nich poświęcał.

Jakże naturalne jest w takiej sytuacji pytanie: Co jeszcze mogłem zrobić, czego nie zrobiłem? Czego zabrakło w moim poświęceniu, w moim zaangażowaniu?

Bóg – w odniesieniu do swego ludu – rozstrzyga tę sprawę bardzo jednoznacznie: Więc dobrze! Pokażę wam, co uczynię winnicy mojej: Rozbiorę jej żywopłot, by ją rozgrabiono; rozwalę jej ogrodzenie, by ją stratowano. Zamienię ją w pustynię, nie będzie przycinana ni plewiona, tak iż wzejdą osty i ciernie. Chmurom zakażę spuszczać na nią deszcz”. I żeby nie było już żadnych wątpliwości, o kim mowa, to w ostatnim zdaniu dzisiejszego pierwszego czytania słyszymy: Otóż winnicą Pana Zastępów jest dom Izraela, a ludzie z Judy szczepem Jego wybranym.

Oczywiście, my wiemy doskonale, że to nie jest jakakolwiek mściwość Boga. Po prostu, w tych drastycznych obrazach zostało pokazane, iż Bóg da swojemu umiłowanemu ludowi doświadczyć skutków swoich własnych decyzji, wyborów i postaw.

Dokładnie o tym samym mówi Jezus w dzisiejszej Ewangelii, wypowiadając słowa tej oto przestrogi: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce. A powiedział to na zakończenie przypowieści o winnicy – i tutaj pojawia się ten motyw, podobnie jak w pierwszym czytaniu – której to właściciel wyjechał, pozostawiając swoim sługom troskę o gospodarstwo. Niestety, słudzy ci – najkrócej rzecz ujmując – zawiedli zaufanie gospodarza. I to bardzo zawiedli, bo pozabijali jego wysłanników, a na końcu: jego umiłowanego syna.

Widzimy tu bardzo wyraźne odniesienie do postawy narodu wybranego w stosunku do wysłanników Boga, zwłaszcza Proroków, lekceważonych przez oporny naród, w nierzadko także przezeń zabijanych. I właśnie w tej sytuacji dziedzictwo to będzie zabrane tym, którzy nie okazali się godni, by sprawować nad nim opiekę.

Bo co jeszcze mógł zrobić właściciel winnicy, aby przekonać oporne sługi do współpracy, do solidnej służby, do rzetelnej pracy w winnicy? Dawał szansę kilka razy, a posyłając swego syna – dał tę szansę w stopniu najwyższym, ale i ostatecznym. Zmarnowanie tej szansy oznacza prawdziwą klęskę tych, którzy się tego dopuścili.

I znowu: to ostateczne rozstrzygnięcie, o którym tu dziś słyszymy, iż Królestwo Boże będzie zabrane, to nie zemsta Jezusa na kimkolwiek, ale prosta konsekwencja dokonanych przez Jego rodaków wyborów, następstwo ich opornej postawy, skutek ich buntu. To oni sami takie zło na siebie ściągnęli.

Bo cóż jeszcze więcej mógł uczynić Pan? Z pewnością, jest Mu – tak czysto po ludzku patrząc – bardzo przykro, kiedy musi patrzeć, dla jak wielu ludzi Jego bolesna Męka, Jego bezgraniczne poświęcenie, Jego Ofiara zbawcza, jaką złożył z wielkiej miłości do nas – pozostaje bezowocna! Co jeszcze mógł zrobić? Cóż więcej mógł dać, kiedy już oddał wszystko: oddał samego siebie i oddał całego siebie! Co więcej mógł dać?

I cóż więcej może dać każdy z nas, kiedy doświadczy wspomnianej już wcześniej niewdzięczności ze strony tych, których naprawdę bezgranicznie kocha, dla których się poświęca, którym oddaje – oczywiście, w adekwatnym wymiarze i we właściwym rozumieniu tego stwierdzenia – samego siebie i całego siebie, a tu… ściana! Serca zimne i kamienne. Serca zamknięte i zbuntowane. Pytamy – nieraz ze łzami w oczach i z wielkim bólem swojego serca – co jeszcze mogliśmy zrobić?

I właśnie na tak postawione pytania z odpowiedzią spieszy Święty Paweł, kiedy w drugim dzisiejszym czytaniu mówi do nas słowami swojego Listu do Filipian: O nic się zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem. A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie.

Tak, właśnie o ten pokój Boży najbardziej chodzi – żeby go nie stracić, a właśnie zachować także w takiej trudnej sytuacji. Dlatego też Paweł zachęca dalej: W końcu, bracia, wszystko, co jest prawdziwe, co godne, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co zasługuje na uznanie: jeśli jest jakąś cnotą i czynem chwalebnym, to miejcie na myśli. Czyńcie to, czego się nauczyliście, co przejęliście, co usłyszeliście i co zobaczyliście u mnie, a Bóg pokoju będzie z wami.

Znowu: Bóg pokoju będzie z Wami! Bardzo jasne i jednocześnie pocieszające stwierdzenie. Cóż zatem robić? Mamy jasną odpowiedź: robić po prostu swoje, czyli to wszystko, co jest prawdziwe, co godne, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co zasługuje na uznanie. Tak to ujmuje Apostoł. A my widzimy w tym po prostu naszą codzienność: nasze zwykłe czynności, jakie podejmujemy każdego dnia, w ramach realizacji swego życiowego powołania. Róbmy to, co do nas należy – najlepiej i najuczciwiej, jak tylko potrafimy!

W ramach tego „robienia, co swoje” jest też odniesienie do drugiego człowieka. Zatem, i na tym odcinku – róbmy swoje! Okazujmy mu zwyczajną, serdeczną życzliwość i pomoc, miłość i otwartość. Ale – nic na siłę! Z niczym się nie narzucajmy! I niczego nie oczekujmy! Chociaż czymś ludzkim i normalnym jest oczekiwanie choćby jednego słowa wdzięczności – i absolutnie nie jest to niczym niewłaściwym – to jednak nie może to być ostateczną, albo jedyną, albo najważniejszą motywacją naszych działań.

Bo tą motywacją ma być miłość – do Jezusa i do drugiego człowieka. I to właśnie dla Jezusa i ze względu na Niego – mamy robić swoje. A w tę miłość wpisze się także nasza miłość do drugiego człowieka, która nawet jeżeli nie będzie odwzajemniona – a może nawet dostrzeżona – przez tegoż drugiego człowieka, z pewnością nigdy nie ujdzie uwadze Jezusa.

Dlatego często powtarzajmy z pełnym wewnętrznym przekonaniem – takie chociażby słowa: „Panie Jezu, jeżeli ja zrobiłem wszystko, co mogłem i modliłem się o to, czy o tamto; albo za tego lub tamtego; a nie widzę żadnych owoców tego poświęcenia, a nawet jest wręcz gorzej, to znaczy, że tak w tym momencie ma być. Bo nawet jeżeli ja tego nie rozumiem, to Ty wszystko wiesz, wszystko rozumiesz – i Ty ostatecznie wyprowadzisz z tego dobro. Na pewno!”

Takie podejście do całej sprawy zaowocuje pokojem w naszym sercu! I tym, że nie będziemy się denerwować, miotać wewnętrznie i rezygnować, a właśnie czynić dobro, oddając je w ręce Pana, który sam zadba o jego owoce. Tylko trzeba Mu zaufać! I taka jest odpowiedź na pytanie: Co jeszcze mogłem zrobić, kiedy wydaje się, że zrobiłem wszystko, a efektów nie ma? Co jeszcze mogłem zrobić?

Oddać sprawę w ręce Jezusa! I zachować pokój serca.

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.